Historia medycyny ꘡ Recenzja

R. W. Gryglewski, Historia medycyny w sześciu niepełnych odsłonach. Część pierwsza, czyli pierwsze trzy odsłony

O historii medycyny, która – powiedzmy to sobie wprost – jest bardzo ciekawa na polskim rynku są tylko dwa typy książek. Albo bardzo fachowe, albo bardzo uproszczone, tzw. „krótkie historie”, które do bólu spłycają temat. Właśnie nakładem wydawnictwa UJ ukazała się nowa odsłona historii medycyny. Czy ona wreszcie wyłamuje się z tego schematu?

Kiedy po raz pierwszy zetknąłem się z „Historią medycyny w sześciu niepełnych odsłonach”, naprawdę miałem nadzieję, że ta bipolarna struktura została przełamana. Dla każdego zainteresowanego dziejami medycyny takie „krótkie historie” to zdecydowanie za mało. Sam interesuję się tym jak ludzie leczyli i badali w dawnych czasach. Dlatego z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że w publikacjach tego typu nie znajdziecie niczego ponad wiedzę popularną, której pełno w mediach i Internecie.

Z kolei publikacje o historii medycyny, z której korzystają studenci kierunków medycznych są zbyt szczegółowe i skomplikowane jak dla zwykłych zjadaczy chleba. Głownie z uwagi na kwestie związane z metodologią historii, zrozumiałymi tylko dla ludzi z ponadprzeciętną wiedzą historyczną i medyczną.

I kiedy po raz pierwszy natknąłem się na „Historię medycyny w sześciu niepełnych odsłonach” naprawdę miałem nadzieję, że jest to publikacja, która będzie czymś po środku. Publikacją bardziej treściwą niż te popularne, ale mniej skomplikowaną niż podręczniki akademickie. I właśnie z takim nastawianiem szybko po otrzymaniu książki zabrałem się do lektury. Publikacja, która jest naprawdę ładnie wydana, niestety nie tylko nie wyłamała się z tego schematu. Moim zdaniem nawet jeszcze bardziej go „zabetonowała”.

Jednym z pierwszych co rzuca się w oczy, a co naprawdę ma wpływ na jakość lektury jest czcionka. Niestety jest ona bardzo mała. A to w połączeniu z zagęszczeniem tekstu i prawdziwymi jego „ścianami”, które znajdziesz na wielu stronach, naprawdę utrudnia to czytanie. Dodatkowo przypisy w stylu APA również nie ułatwiają wnikliwej lektury.

Jednak po przebrnięciu przez trudności natury technicznej, zetkniesz się z naprawdę dobrą, choć fachową narracją. Autor – z zawodu historyk, na co dzień pracujący w Katedrze Historii Medycyny CMUJ – ma naprawdę świetne pióro. I udowadnia to właśnie w tej publikacji.

Treść książki jest podzielona na 3 części. Każda z nich jest podobna w konstrukcji. Nie jest to typowa historia medycyny, jaką znasz z innych publikacji tego typu. Z powodzeniem mogłaby być ona kolejnych podręcznikiem akademickim, nie tylko dla studentów medycyny. Bo w mojej opinii jest to typowa synteza. Bardzo bogata faktograficznie i merytorycznie. Narracja z kolei została skonstruowana w oparciu o niezwykle bogatą i rozbudowaną bibliografię. Jest co prawda dość fachowa, a przez to nie dla każdego czytelnika.

Moim zdaniem świetnie, choć nieco skomplikowanie, autor ukazał w niej proces powolnego i żmudnego dochodzenia do dzisiejszego rozwoju medycyny. W trzech kolejnych częściach, które Gryglewski nazywa „niepełnymi odsłonami”, pokazał czytelnikowi prawdziwa sztafetę pokoleń. W słownym opisie nakreślił, w jaki sposób kolejni badacze i medycy nawzajem potwierdzali i obalali swoje własne odkrycia i sądy.

I na koniec warto bym napisał Ci o czym jest część 1 „Historii medycyny w sześciu niepełnych odsłonach”. Autor koncentruje się na opowieści o trzech pierwszych „odsłonach”.  Na prawie 400 stronach przybliża dzieje „Konstrukcji”, czyli anatomii, „Funkcji” – fizjologii i „Uszkodzeniu”, będącemu tak naprawdę dziejami patologii. W każdej z części Gryglewski rozpoczyna narrację od starożytności, a nawet prehistorii, kończąc ją na czasach współczesnych. Reszta ma znaleźć się w części II. A na nią pewnie większość z czytelników po lekturze tej pozycji tak czy inaczej będzie czekać.

Podsumowując:

Czy polecam „Historię medycyny w sześciu niepełnych odsłonach” ? TAK

Czy jest to lektura lekka? NIE. Szczerze mówiąc jest ona naprawdę ciężka w odbiorze, a lekturę utrudniają jeszcze kwestie techniczne.

Czemu zatem napisałem na początku, że nie tylko nie wyłamała się z bipolarnego schematu, ale jeszcze go ugruntowała? Ponieważ po raz pierwsze jest to tak dobrze napisany podręcznik do historii medycyny, który zdarzyło mi się przeczytać. I pewnie wrażenia większości czytelników będą podobne. Dlatego wątpliwe, by w tej nowej sytuacji ktokolwiek już czekał na jakiekolwiek opracowanie „pośrodku”.

Dlatego mimo wielu mankamentów książkę po prostu muszę ocenić pozytywnie.

Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego

Ocena recenzenta: 5/6

Dawid Siuta

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*