Historia rozbitków z Tratwy Meduzy

Wkrótce jednak buntownicy ponownie ruszyli na oficerów, chcąc zemścić się na poruczniku Danglas, który jednak opuścił tratwę jeszcze w trakcie ewakuacji fregaty, i trafił do jednej z szalup. Buntownicy wzięli za niego podporucznika Lozacha, którego, głusi na tłumaczenia pozostałych oficerów, za wszelką cenę chcieli pozbawić życia. Reszta oficerów stanęła w obronie nieszczęsnego podporucznika, i walka rozgorzała na nowo. W starciach, pomimo swej rany, brał udział również aspirant Coudin. Przeciwko dziesiątkom zbuntowanych żołnierzy stanęło nie więcej niż dwudziestu oficerów oraz marynarzy i członków ekspedycji, jednak zdołali oni nie dopuścić do zniszczenia tratwy, tracąc zaledwie dwóch ludzi po swej stronie, przy czym ocaleli wszyscy oficerowie. Tymczasem rankiem, po ustaniu walk, z tratwy zniknęło co najmniej sześćdziesięciu rozbitków. Co gorsza, buntownicy w trakcie walki wyrzucili do morza dwie beczki z winem, oraz dwie z wodą, zostawiając ponad sześćdziesięciu pozostałych przy życiu rozbitków z zaledwie jedną beczką wina w zapasie. W ciągu dnia podjęto próby złowienia ryb, a przy pomocy zagiętego bagnetu nawet rekina, lecz okazały się one bezskuteczne. Wówczas część ludzi rzuciła się na martwe ciała, które pozostały po nocnych starciach, uciekając się przy tym do kanibalizmu. Pozostali nieszczęśnicy, którzy nie tknęli wówczas ciał martwych towarzyszy niedoli, w tym niemal wszyscy oficerowie, próbowali jeść skórę z kapeluszy, ładownic lub płótno. Padła wówczas propozycja, by suszyć ludzkie mięso, w nadziei że uczyni je to mniej odrzucającym. Trzeciego dnia i nocy rozbitkowie mieli w końcu szansę zaznać spokoju. Woda nadal sięgała ludziom do kolan, tak więc odpoczywali oni stojąc jeden przy drugim. Rankiem dnia czwartego kolejnych dziesięciu lub dwunastu rozbitków zmarło z ran lub wyczerpania, a pozostali przy życiu wyprawili im morski pogrzeb, zachowując jedno ciało jako pożywienie. Po południu pod tratwą przepłynęła ławica latających ryb, z czego znaczna ilość, niemal dwie setki, zaplątała się wśród lin i desek, przez co została wyłapana przez rozbitków. Niestety ryby te były bardzo małe, i nie mogły zaspokoić potrzeb ocalałych. Postanowiono więc dodać do porcji ryb ludzkie mięso, a wówczas oficerowie po raz pierwszy uciekli się do kanibalizmu. Odtąd stało się to stałą praktyką na tratwie. Czwartej nocy na ,,Machinie” ponownie rozgorzały walki. Tym razem oficerowie zaatakowani zostali przez Hiszpanów, Włochów oraz Afrykanów, którzy postanowili ukraść torbę z pieniędzmi oraz kosztownościami zawieszoną na maszcie, oraz zamordować oficerów i wspierających ich marynarzy oraz pasażerów. Ponownie odwagą wykazali się cieśla Lavillette oraz aspirant Coudin, który uratował nieszczęsną markietantkę, ponownie wyrzuconą za burtę przez buntowników. Pięciu marynarzy wiernych oficerom straciło życie w trakcie starć, a liczba ocalałych rankiem piątego dnia zmalała do trzydziestu. Rozbitkom pozostał zaledwie tuzin niewielkich ryb, oraz czterodniowy zapas wina. Siódmego dnia dwóch żołnierzy starało się ukraść dla siebie dodatkową porcję wina, za co ukarani zostali śmiercią, co zostało wcześniej zapowiedziane.  Tego samego dnia najmłodszy z rozbitków, dwunastoletni marynarz Léon, zmarł w ramionach aspiranta Coudin.

Ocaleni

Replika ,,Machiny”,
znajdująca się w
Muzeum Marynarki w Rochefort
Fot: Wikimedia
Commons)

Spośród pozostałych przy życiu dwudziestu siedmiu rozbitków, zaledwie piętnastu miało szanse przeżyć więcej, niż parę dni. Rozgorzała wówczas debata, czy rannym należy jeszcze bardziej zmniejszyć racje, co było równoznaczne ze skazaniem ich na powolne konanie, czy też jak najszybciej skrócić ich cierpienie. Jako że ranni mogli przed śmiercią skonsumować do czterdziestu butelek wina, wybrano drugą opcję. Trzech marynarzy oraz jeden żołnierz przyjęli na siebie wykonanie okrutnego obowiązku; dwunastu najciężej rannych, w tym nieszczęsne małżeństwo, zostało powierzonych morzu. Ta tragiczna decyzja pozwoliła pozostałym piętnastu rozbitkom przeżyć kolejne sześć dni. 17 lipca, trzynaście dni po opuszczeniu Meduzy, najsilniejsi spośród ocalałych przewidywali, iż zdołają przetrwać najwyżej dwa dni. Wówczas rozbitkowie dostrzegli na horyzoncie okręt. Przez pół godziny trwali oni w stanie pomiędzy euforią i nadzieją, a strachem i obawą, gdy nie byli w stanie stwierdzić, czy statek oddala się, czy też zbliża do tratwy. Wreszcie okręt zniknął. Przygnębieni rozbitkowie postanowili schronić się w niewielkim namiocie, jaki wykonali z żagli Meduzy. Po dwóch godzinach, pan Courtade postanowił udać się na przód tratwy. Gdy tylko wyjrzał on z namiotu, dostrzegł bryg oddalony o niecałe trzy kilometry. Rozbitków ponownie opanowała euforia, tym większa, iż tego samego dnia pogodzili się oni z nieuchronną śmiercią, a okrętem który wybawił ich od straszliwego losu, był francuski bryg Argus, wchodzący w skład ich nieszczęśliwej ekspedycji. Załoga okrętu natychmiast zaopiekowała się piętnastoma wycieńczonymi, niemal nagimi rozbitkami, nie szczędząc sił ni środków, by ulżyć im w cierpieniu. Niestety, cztery osoby zmarły z wyczerpania wkrótce po odnalezieniu tratwy.

,,Scena zatonięcia”

Lista przedstawiająca
nazwiska 15 ocalonych
przez bryg Argus, oraz
informacje o ich
dalszym losie
Fot: www.archive.org

Szalupy z gubernatorem Schmalzem oraz kapitanem de Chaumareys na pokładzie bez przeszkód dotarły do Senegalu, a konkretnie do miasta Saint Louis, które od początku było celem ekspedycji. Pozostałe łodzie przybijały kolejno do brzegu, a ich pasażerowie do Saint Louis docierali po wyczerpującej wędrówce przez pustynię, w wyniku której niektórzy z nich zmarli z wyczerpania. Z siedemnastu osób, które zdecydowały się pozostać na pokładzie, po niemal dwóch miesiącach, jakie upłynęły nim wrak Meduzy został odnaleziony, przy życiu pozostało zaledwie trzech rozbitków. Dwunastu ludzi straciło życie, gdy na niewielkiej tratwie próbowali dotrzeć do brzegu. Kolejną ofiarą stał się śmiałek, który w bocianim gnieździe spróbował dokonać tego samego, lecz zatonął wkrótce po opuszczeniu okrętu. Z czterech pozostałych przy życiu rozbitków jeden zmarł tuż przed przybyciem szkunera wysłanego z Senegalu, który uratował pozostałą trójkę. Wydarzenia te odbiły się szerokim echem wśród francuskiej opinii publicznej. Po powrocie do Francji kapitan de Chaumareys stanął przed sądem wojskowym, który skazał go na trzy lata więzienia. Panowie J. B. H. Savigny oraz A. Corréard po powrocie do Francji napisali książkę ,,Naufrage de la frégate la Méduse”, która zyskała spory rozgłos. Następnie panowie Savigny oraz Corréard, a także pan Lavillette wspomagali Teodora Géricault w przygotowaniach do stworzenia jego najsłynniejszego dzieła, które uwieczniło historię rozbitków z tratwy Meduzy.

Michał Rycaj

Bibliografia:

Savigny, Jean Baptiste Henri; Corréard, Alexandre (1818). Undertaken by Order of the French Government, Comprising an Account of the Shipwreck of the Medusa, the Sufferings of the Crew, and the Various Occurrences on Board the Raft, in the Desert of Zaara, at St. Louis, and at the Camp of Daccard. To which are Subjoined Observations Respecting the Agriculture of the Western Coast of Africa, from Cape Blanco to the Mouth of the Gambia. London: Cockburn.

 

 

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

*