Honorowa śmierć oficera. Sprawa pułkownika Janusza Albrechta

Jednak w większości wypadków generał Rowecki, bądź przez przesuwanie niepożądanych przez Sikorskiego oficerów na inne stanowiska, bądź przez nieinformowanie przez dłuższy czas „centrali” o ich rzeczywistych funkcjach w sztabie ZWZ (tak było w wypadku Albrechta) zachował w Komendzie Głównej ZWZ kadrę, którą – jak sam to określił – „z takim trudem zebrał generał Tokarzewski”. Trzeba tutaj zaznaczyć, że miał w tym sojusznika w osobie generała Sosnkowskiego, który bronił Roweckiego przed zarzutami, że „umacnia w ZWZ sanację”. Od czasu do czasu docierały do Roweckiego zapytania z „centrali”, kto jest właściwie jego zastępcą, na co odpowiadał: „[…] zastępcą moim w codziennej pracy jest szef sztabu, ten który był [czyli pułkownik Albrecht]. W razie mego wykruszenia KG objąłby komendant najstarszy według d[aty starszeństwa], obecnie komendant Obszaru nr 4 [Krakowskiego – generał Tadeusz Komorowski „Bór”]”. Generał Sikorski dał w końcu za wygraną, ale zapamiętał Roweckiemu upór w sprawie jego zastępcy. Jak wspomina jeden z emisariuszy do kraju, pułkownik Kazimierz Iranek-Osmecki „Antoni”, po powrocie z Polski w czerwcu 1941 roku Naczelny Wódz spytał go między innymi: „jak sprawuje się szef sztabu ZWZ [Albrecht], czy nie wyłamuje się spod dyscypliny i czy nie robi już «Rakoniowi» [Roweckiemu] kawałów?”. Pułkownik Iranek-Osmecki zapewnił go, że generał Rowecki wyraził swe zadowolenie z pracy szefa i że „dyscyplina w szeregach ZWZ jest wzorowa”, a na koniec dodał: „generał «Rakoń» trzyma organizację twardą ręką”, na co generał Sikorski odpowiedział sarkastycznie: „«Rakoń» był znany jeszcze w czasach pokojowych ze zbyt słabej ręki”. Niedługo miało się okazać, że zaufanie komendanta głównego ZWZ do swego szefa sztabu zostanie wystawione na ciężką próbę.

Pułkownik Janusz Albrecht wpadł w ręce kieleckiego Gestapo w Warszawie 7 lipca 1941 roku. Do aresztowania doszło u zbiegu ulicy Koszykowej z Alejami Niepodległości, gdy „Wojciech” zdążał z mieszkania inżyniera Józefa Matusewicza przy Filtrowej 14 do swego konspiracyjnego mieszkania przy ulicy 3 Maja 2/74, w którym był zameldowany pod nazwiskiem Marian Jankowski – nauczyciel muzyki. W ręce Niemców wydał go jego były podwładny – dowódca szwadronu pionierów w 1. Pułku Szwoleżerów, rotmistrz Przemysław Deżakowski za 50 tysięcy zł. Deżakowski za ten czyn został przez Wojskowy Sąd Specjalny przy Komendzie Sił Zbrojnych w Kraju skazany 4 marca 1942 roku na karę śmierci, a wyrok wykonano 5 maja 1944 roku.

Po aresztowaniu Albrecht został wywieziony do siedziby Gestapo w Kielcach, gdzie rozpoznany początkowo tylko jako przedwojenny pułkownik został poddany bardzo brutalnemu śledztwu. Katowany nie przyznał się do swych konspiracyjnych funkcji. Niemcy, dzięki przedwojennym Rocznikom oficerskim i swej agenturze działającej wokół Komendy Głównej ZWZ, sami doszli do tego, z kim tak naprawdę mają do czynienia. Zorientowawszy się, że mają w rękach zastępcę komendanta głównego ZWZ zaprzestali tortur i zmienili ekipę śledczą, która rozpoczęła z Albrechtem „rozmowy polityczne”. Zaproponowali mu ni mniej, ni więcej, że w zamian za zaprzestanie osłabiania III Rzeszy przez polski ruch oporu w jej walce z Rosją Sowiecką, Niemcy zaniechają represji wobec Polaków. Jednocześnie dali mu do zrozumienia, że walcząc z oboma potężnymi sąsiadami, Polacy nie zdołają odzyskać niepodległości, tym bardziej że Gestapo ma dobrze rozszyfrowane polskie podziemie. Rzeczywiście, Albrecht był pod wrażeniem informacji, jakie zebrali na temat polskiej konspiracji. Mówił później swej łączniczce Halinie Zakrzewskiej: „[…] oni wszystko wiedzą […] rozszyfrowana jest nie tylko prawie cała Komenda Główna, ale większość obsad okręgów. Nie mają tylko do nas dojścia […] które mogą zaprowadzić ich na nasze lokale”. Od razu trzeba tutaj zaznaczyć, że mimo ciężkiego i przemyślanego śledztwa gestapowcy od samego Albrechta nie wyciągnęli na tyle istotnych informacji na temat celów i struktury ZWZ, by można było określać je całkowitym złamaniem lub zdradą. Na przykład Niemcy nie poznali planów wymierzonego przeciw nim powstania, nad którymi pracował Albrecht. Także w sprawach personalnych kluczył, chociaż nie mógł wyprzeć się znajomości nazwisk i dat wszystkich osób, o które był pytany (z Rocznikami oficerskimi w ręku). Natomiast pułkownik Albrecht uwierzył, że zaniechanie walki z Niemcami może w dalszej perspektywie przynieść dla Polski korzyści. Zaważyły tutaj też legionowe doświadczenia z pierwszej wojny światowej – „czasowa kolaboracja” z państwami centralnymi, która pozwoliła Piłsudzkiemu stworzyć polskie oddziały zbrojne. Albrecht wykoncypował, ze pozorne zawieszenie broni z Niemcami, pozorne rozkonspirowanie i ujawnienie części zdekonspirowanego przez wywiad niemiecki ZWZ przy zachowaniu większości walczącego podziemia („tylko głębiej i lepiej zakonspirowanego”) spowoduje, że ustaną prześladowania społeczeństwa polskiego, zlikwidowane będą obozy zagłady i nastąpi scalenie kraju – „terenów pod okupacją niemiecką i sowiecką”.

Albrecht po rozmowach z „ekipą wyższych wojskowych z Berlina” był zupełnie przekonany do swych koncepcji militarno-politycznych i zobowiązał się wobec Niemców „oficerskim słowem honoru”, że omawiane plany przedstawi komendantowi głównemu ZWZ i że w razie jego zgody „doprowadzi do spotkania partnerów w okolicach Falenicy”. Na wypadek odmowy, zgłosi się sam 12 września 1941 roku w okolicy wspomnianej Falenicy. Niemcy ze swej strony zobowiązali się nie śledzić go i zapewnić mu miejsce w oflagu do końca wojny.

One Comment

  1. Andrzej Mordal

    Do Admina: proszę poprawić podpis pod zdjęciem kobiety, chyba, że jest to „przebranie”
    Generała Stefana Roweckiego.

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

*