Renata Czarnecka, Igrzyska w barwach krwi
Obawiałem się romansidła. Na szczęście się pomyliłem i romansu w Igrzyska w barwach krwi nie ma. W ciągu całej swojej przygody z beletrystyką historyczną zaglądałem w różne epoki i różne miejsca. Ale przyznaję, że do Warszawy dane mi było zaglądać bardzo rzadko, a do czasów powstania Kościuszki to już w ogóle. Tym bardziej się cieszyłem, że ktoś osadził akcję swojej powieści właśnie w tym czasie i miejscu. Nie żebym pałał jakąś szczególną miłością do tego miasta, doceniam po prostu oryginalny wybór.
O autorce
Renata Czarnecka, jak sama o sobie pisze, jest zodiakalną rybą (nie wiem czemu uważa tę informację za istotną), która lubi otaczać się przyrodą. Pisze książki historyczne, bo historia ją ciekawi. Napisała kilkanaście powieści, w tym cykle o królowej Bonie i Elżbiecie Łokietkównie. Igrzyska… ukazały się w 2024 r. nakładem Liry. Jest to reedycja książki Pod sztandarem miłości: rok 1794 z 2012 r. Format podręczny, grubość całkiem przyjemna, bo jakieś 500 stron. Oprawa miękka, klejona.
O czym jest książka Igrzyska w barwach krwi?
Autorka zabiera nas do Warszawy czasów upadku Rzeczypospolitej. Zaczynamy chwilę po drugim rozbiorze Polski. Konstytucja upadła, Targowica okazała się zwycięska. Gdzieś tam zaczyna majaczyć powstanie pod wodzą Kościuszki. O samym mieście jest niewiele. Więcej jest o ludziach. W największej mierze jest to historia kobiet z rodów magnackich.
Przewijają się nazwiska m. in. Radziwiłłów, Potockich, Czetwertyńskich, Przeździeckich. Zdecydowana większość przedstawicieli tych rodów w taki czy inny sposób trzyma z Rosją. Dla nich caryca jest dobrą panią i z nią wiążą wszystkie swoje plany na przyszłość. Pojedynczy przedstawiciele, jak Ludwik Radziwiłł, pokazani są jako polscy lojaliści. Stanowią oni jednak mniejszość. Sporo miejsca poświęcone jest przedstawicielom Rosji, są to głównie księżniczki i oficerowie.
Przedstawieni z jednej strony jako dystyngowani, kulturalni ludzie, z drugiej pijacy i awanturnicy. Caryca się nie pojawia osobiście, ale za to jest Aleksandr Suworow, zdobywca Warszawy, oficer, alkoholik pełną gębą. Bardzo daleko w tle jest lud warszawski i rola, jaką odegrał w powstaniu Kościuszki. Zatem elity są po stronie rosyjskiej, lud po polskiej.
Wrażenia
Pierwsza rzecz, w sumie najważniejsza, cieszę się, że to nie jest romans. To raczej powieść obyczajowa, która po prostu w przystępny sposób prezentuje losy wybranych kobiet na tle upadającej Rzeczypospolitej. Faktów historycznych zmienić się nie da, ale da się opowiedzieć to w sposób ciekawy. I to się autorce udało.
Nie ma za wiele o samych działaniach powstańczych czy ogólnie wojskowych. Dopóki wojska nie podchodzą pod miasto walki są gdzieś bardzo daleko i nie czuć ich w mieście. Dopiero nadejście oddziałów pruskich, a potem rosyjskich zmusza władze do przygotowań. Obserwujemy zatem kopanie rowów i sypanie szańców, wieszanie zdrajców, wzajemne ostrzeliwanie. Zajęcie i rzeź Pragi potraktowane są skrótowo i nie ma brutalnych opisów. Kościuszko jest kilkukrotnie wspomniany.
Arystokracja opisana w książce nie jest rozpolitykowana, tylko żyje życiem w zasadzie dalekim od polityki. Ta gra na fortepianie i śpiewa, tamta gra w karty z koleżankami, inna kupuje suknie, jeszcze inna jest zakochana, a ostatnia wreszcie przygotowuje się do wyjazdu do Petersburga na dwór carski. Panowie raczej są w tle i zwykle wychodzą gdzieś, żeby coś załatwić. Nie ma poczucia grozy, a przede wszystkim nie ma poczucia odpowiedzialności za los państwa. Tej elicie bardziej zależy na Rosji niż Polsce.
Nie ma bibliografii, grafik ani mapek. W kilku miejscach są za to przypisy, które objaśniają pewne, bardzo nieliczne, kwestie. Jest szczątkowy komentarz historyczny, ale z niego można się dowiedzieć, że nie niektórzy Rosjanie w tekście są zlepkami kilku rzeczywistych postaci.
Podsumowując
Nie jest to powieść pokazująca jakieś absolutnie nieznane karty z naszej historii. Duży plus za wybór miejsca i czasu akcji. Wracał raczej do tej książki nie będę, ale też nie zostawia mnie ona ze złymi wspomnieniami. Ot, rzetelnie napisana książka. Przyjemna lektura.
Wydawnictwo Lira
Ocena recenzenta: 4,5/6
Jakub Łukasiński
Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem Lira. Tekst jest subiektywną oceną autora, redakcja nie identyfikuje się z opiniami w nim zawartymi.