Marcin Napiórkowski, Polska jest życzliwa

Polska jest życzliwa |Recenzja

Marcin Napiórkowski, Polska jest życzliwa

W książce Polska jest życzliwa Marcin Napiórkowski bierze na warsztat słowo mocno zużyte. Życzliwość w debacie publicznej raz kojarzy się z grzecznością na pokaz, raz z politycznym hasłem, raz z naiwną wiarą, że dobry ton wystarczy do naprawy wspólnoty. U Napiórkowskiego życzliwość oznacza zdolność do sporu, który nie zamienia różnicy zdań w pogardę.

Napiórkowski napisał książkę o życzliwości rozumianej jako twarda praktyka społeczna. Według niego wspólnota potrzebuje form sporu, które nie kończą się pogardą. W świecie baniek, algorytmów, szybkich ocen i plemiennych odruchów życzliwość przestaje być dodatkiem do rozmowy, a staje się warunkiem jej przetrwania.

Napiórkowski pisze jako eseista, który łączy antropologię codzienności, historię idei, popkulturę, politykę, pamięć zbiorową i język debaty publicznej. Interesuje go Polska widziana przez codzienne gesty, miejsca, spory i pojęcia, które niby wszyscy znamy, a jednak rzadko sprawdzamy, jak działają.

Tom składa się z dwudziestu esejów ułożonych w sześć części: Mikrohistorie, Przyszłość naszej przeszłości, Krainy pseudonauki, Niezgoda buduje, Za jeden uśmiech i Przemiany pokoleń. Część tekstów ukazała się wcześniej w prasie, co wpływa na rytm lektury. Eseje zachowują samodzielność, ale układają się w spójny projekt myślenia o wspólnocie.

Autor sięga po figurę Dobrej Eris, czyli niezgody rozumianej jako siła twórcza. Niezgoda nie musi niszczyć. Może zmuszać do myślenia, sprawdzania własnych założeń i dostrzegania tego, co grupa zgodna zbyt łatwo pomija. Z tego punktu wyrasta cała książka.

Jego życzliwość ma znacznie trudniejsze zadanie: utrzymać przestrzeń, w której można się różnić, pytać, poprawiać, nie zgadzać, a jednocześnie nie robić z drugiego człowieka wroga.

Codzienność jako laboratorium wspólnoty

Napiórkowski zaczyna od rzeczy zwykłych: domu, przeprowadzki, plaży, stacji benzynowej, kuchni. W tych miejscach szuka mechanizmów większych niż pojedyncza scena. Przeprowadzka staje się opowieścią o tożsamości, zakorzenieniu i zmianie. Dom nie jest u autora wyłącznie adresem ani sentymentalnym obrazkiem. Oznacza proces: porządkowanie przestrzeni, przenoszenie własnych nawyków, budowanie ciągłości po zmianie. Pokazuje, co naprawdę zabieramy ze sobą, gdy zmienia się miejsce.

Autor dobrze pokazuje nowoczesność, która wchodzi nawet w czas wolny. Potrafi pisać o polskości przez rzeczy bliskie, materialne, zwyczajne.

Dotyka tematów szczególnie ważnych dla historii publicznej, edukacji, muzeów i instytucji kultury. Napiórkowskiego interesuje go pamięć jako sposób orientowania się w świecie. Pokazuje napięcie między prawdą, pamięcią i skutecznością opowieści. Prawdziwa informacja nie wygrywa automatycznie. Musi mieć formę, która pozwala ją przyjąć, zapamiętać i uznać za ważną.

Autor szuka obrazu wspólnoty odpornej, zróżnicowanej i zdolnej do regeneracji. Wraca do pamięci społecznej po 1989 roku, do wolności, aspiracji, rozczarowań i doświadczeń, które nadal pracują w polskim języku politycznym.

Ale przeszłość nigdy nie zostaje wyłącznie za nami. Wraca w hasłach, lękach, mitach, rodzinnych opowieściach i politycznych skrótach. Napiórkowski dobrze rozumie, że wspólnota bez sprawnej pamięci łatwo oddaje własną wyobraźnię cudzym narracjom.

Napiórkowski pisze o fałszywych opowieściach, ale nie sprowadza problemu do prostego podziału na mądrych i naiwnych. Interesuje go mechanizm atrakcyjności pseudonauki. Fałszywe narracje często dają ludziom poczucie sensu, wyjątkowości, dostępu do wiedzy ukrytej przed innymi. Działają, ponieważ porządkują chaos. Dają prostą odpowiedź tam, gdzie rzeczywistość wymaga cierpliwości, wiedzy i zgody na niepewność.

Autor broni rozumu, ale nie robi z tego pokazu wyższości. Pokazuje, że krytyka bzdury wymaga także rozpoznania potrzeby, z której ta bzdura wyrasta.

Niezgoda buduje, gdy ma warunki

Część Niezgoda buduje stanowi jeden z najważniejszych punktów tomu. Autor wraca tu do problemu sporu wprost. Najciekawsze jest to, że nie zatrzymuje się na prostym haśle o różnorodności. Pyta raczej, dlaczego rozmowa tak często się zamyka.

Analizuje język „zdrowego rozsądku” jako narzędzie wykluczania. Kiedy jakaś grupa uznaje własne przekonania za oczywistość, każdy sprzeciw może zostać przedstawiony jako brak rozumu, fanaberia albo zła wola. Ważna staje się także gotowość do błędu. Autor pisze o sprawdzaniu źródeł, o niepewności i o potrzebie wycofania się, gdy fakty nie pasują do własnego przekonania.

Esej Polska jest życzliwa wychodzi od sporu wokół „uśmiechniętej Polski”. Napiórkowski pokazuje, że uśmiech może działać bardzo różnie. Może być gestem otwarcia, ale może też wzmacniać hierarchię.

Autor trafnie rozpoznaje problem potransformacyjnej kultury uśmiechu. Uśmiech bywał językiem sukcesu, aspiracji, korporacyjnej sprawności i społecznego dystansu. Taki uśmiech nie buduje wspólnoty. Raczej przypomina, kto może pozwolić sobie na zadowolenie, a komu odbiera się prawo do zmęczenia, gniewu albo rozczarowania.

Napiórkowski rozróżnia uśmiech hierarchiczny i uśmiech życzliwości. Ten pierwszy ustawia ludzi w pionie. Drugi daje sygnał gotowości do kontaktu. To bardzo ważne rozróżnienie, bo pozwala wyjść poza jałowy spór o to, czy Polacy są ponurzy, czy serdeczni. Autor pokazuje, że życzliwość może istnieć także w kulturze szorstkiej, ostrożnej, nieufnej wobec wymuszonej wesołości.

Pokolenia jako ostatni test życzliwości

Autor pisze o świecie, który zmienia się coraz szybciej, i o pokoleniach coraz mocniej zsynchronizowanych globalnie. Smartfony, media społecznościowe, praca zdalna, kultura popularna i podobne doświadczenia technologiczne tworzą wspólny rytm, ale jednocześnie pogłębiają różnice między młodymi i starszymi.

Napiórkowski nie idzie w prostą opowieść o wojnie generacji. Jego wniosek jest spokojniejszy i ważniejszy: pokolenia potrzebują siebie nawzajem. Młodsi wnoszą adaptację, starsi zakorzenienie. W świecie szybkiej zmiany obie kompetencje są potrzebne.

Pojawia się też temat smartfonów, mediów społecznościowych i zdrowia psychicznego młodych ludzi. Autor przywołuje diagnozy dotyczące lęku, depresji, koncentracji, snu, relacji i samodzielności. Transformacja wraca jako doświadczenie biograficzne, a muzyka jako nośnik wspomnień.

Największa siła książki

Największą zaletą Polska jest życzliwa jest umiejętność prowadzenia poważnej rozmowy przez rzeczy zwykłe. Napiórkowski nie potrzebuje wielkiego tonu, żeby pisać o Polsce, pamięci, sporze i wspólnocie. Wystarcza mu kuchnia, stacja benzynowa, plaża, przeprowadzka, uśmiech, telefon, piosenka. Dzięki temu książka jest przystępna. Autor korzysta z mitologii, antropologii, badań społecznych i popkultury, ale nie zamienia eseju w pokaz erudycji.

Dobrze działa też cała kompozycja. Mikrohistorie dają skalę bliską. Część o przeszłości wprowadza czas i pamięć, pseudonauka pokazuje ryzyko fałszywych narracji, niezgoda ustawia problem sporu, uśmiech sprawdza życzliwość w języku politycznym i społecznym, a pokolenia przenoszą główną tezę na rodzinę, pracę, technologię i przyszłość.

Autor bardzo przekonująco pokazuje, po co potrzebujemy warunków do twórczej niezgody. Mniej miejsca poświęca temu, jak takie warunki budować instytucjonalnie: w szkołach, mediach, samorządach, muzeach, redakcjach, miejscach pracy. Książka nie jest programem naprawczym, więc trudno robić z tego zarzut przesądzający. Napiórkowski zwykle panuje nad materiałem, ale czasem mocno ufa skojarzeniu. Jednym czytelnikom da to przyjemność intelektualną, innym zostawi poczucie, że obraz prowadzi tekst odważniej, niż wynikałoby z samego materiału.

Czy warto?

Polska jest życzliwa jest książką o wspólnocie testowanej przez różnicę. Napiórkowski pisze o niezgodzie, pamięci, pseudonauce, uśmiechu i pokoleniach, ale cały czas wraca do jednego pytania: jak utrzymać przestrzeń rozmowy, gdy zgoda nie jest możliwa albo nie byłaby uczciwa?

Życzliwość nie oznacza rezygnacji ze sporu; oznacza warunki, w których spór może jeszcze czemuś służyć. W Polsce zmęczonej politycznym sortowaniem, internetową pogardą i szybkim rytuałem oburzenia brzmi to konkretnie.

Książka bywa nierówna, bo taka jest natura tomu złożonego z esejów publikowanych wcześniej w różnych miejscach. Mimo tego całość trzyma się mocnej osi. Napiórkowski proponuje język, który pozwala mówić o Polsce; pisze o sprawach wspólnych przez codzienność, a tam najczęściej widać je najbardziej.


Wydawnictwo Znak
Agnieszka Cybulska

Czytaj również:

Comments are closed.