Mariusz Maszkiewicz, Podarowana
Raczej nie przepadam za rekonstrukcjami czyichś rodzinnych dziejów. Najczęściej pełno jest w nich informacji dotyczących samych poszukiwań, przemyśleń szukających, niedopowiedzeń czy imaginacji. Jednak tym razem poczułem, że to coś prawdziwego.
Nie ma tu jakichś wydumanych kwestii, czynienia z własnych antenatów i krewnych bohaterów. Mariusz Maszkiewicz stara się ukazać nam swoją rodzinę taką jaką była w rzeczywistości. I to jest duża zaleta, tym bardziej, że w toku narracji poczułem, jakby jego spuścizna historyczna, była częścią mojej. Naprawdę – poczułem się, jak gdyby łączyła nas historia i więzy krwi.
Historia bliska
Główną treścią książki są poszukiwania dziejów matki Autora, Pani Danuty. Jako kilkuletnie dziecko, została ona znaleziona przez lokalnego księdza Jana Lewińskiego, proboszcza parafii w Sarnach. Ten ciekawy człowiek, przekazał porzucone dziecko rodzinie Pepolów, którzy sami mieli tylko chłopców, już dorosłych, ale nadal marzyli o córeczce. Nie mogąc się doczekać własne, z ogromną miłością przygarnęli dziecko, które w niejasnych okolicznościach przeżyło masakrę własnej rodziny, dokonaną przez oddziały ukraińskich chłopów bądź UPA. Dokładnie nie wiadomo.
Jednak Pani Danuta nie jest jedyną bohaterką publikacji. Jest również rodzina Peplów, którzy przygarnęli małą, mieszkając na dawnych Kresach II Rzeczypospolitej. ich losy wojenne kończą się niejako na przeprowadzce do Olsztyna, do którego zmierzają bydlęcymi wagonami. W nowej, powojennej rzeczywistości, wyrwani z korzeniami ze swej małej ojczyzny, muszą na nowo ułożyć sobie życie w zupełnie innym świecie – bardziej szarym, mniej skomplikowanym… Jednak jak to uczynić, gdy nie zna się tego, skąd się przyszło, kim się było… Wiecie – taka standardowa historia porzuconych dzieci.
Pani Danuta początkowo nie wiedziała, że jest dzieckiem „adoptowanym”, więc moment uzyskania takiej wiedzy stał się takim słupem granicznym, który wywrócił jej cały świat do góry nogami, tak jakby sama wojna była mniejszym szokiem. Wszystko, co robiła później, było konsekwencją niewiedzy kim jest i dokąd powinna zmierzać.
Historia z perspektywy
Jednak losy tej dziewczynki i rodziny Pepolów stanowią jakby ramę, w której tle rozgrywają się makabryczne historie walk II wojny światowej. Znajdziemy tutaj więc opisy walk polsko-niemieckich, radziecko-niemieckich, czy mordów na polskiej i żydowskiej ludności. W tle tych ważnych wydarzeń, wszędzie rozplenia się głód, bieda, śmierć, strach i jakieś zobojętnienie. Słowem – znajdziemy tutaj takie podsumowanie tego, jak dzieje wpływają na szeregowych ludzi.
Takim nieco ukrytym wątkiem tej historii jest zasugerowanie czytelnikowi, aby korzystać z nadarzających się okoliczności i zapisywać to, co przeżyli nasi starsi krewni, sąsiedzi. Bo na naszych oczach przemija postać świata. Ich wspomnienia są częścią światowego dziedzictwa, i niepowetowaną stratą jest pozwolenie, aby przepadły. Zresztą Autor pokazuje nam, w jaki sposób to uczynić.
Najciekawszym fragmentem książki były fragmenty wspomnień ciotki Autora, Pani Wandy. Wiele sformułowań, które spisała przed śmiercią, wygląda jakby pisała je moja nieżyjąca już babcia Marta. Te same sformułowania, przemyślenia, a nawet zachowania – zbieranie chleba, kreślenie znaku krzyża na pieczywie, dbanie, by każda najmniejsza część pożywienia nie została zmarnowana.
I tak sobie teraz myślę, że babcia musiała wiele przeżyć, choć nigdy nie opowiadała o II wojnie światowej. A jeśli już, były to takie neutralne kwestie. Tak czy siak. Mam poczucie, że przeżyłem deja vu, jakby słowa Pani Wandy były muśnięciem dłoni mojej babci.
Nie zawsze historię napisać można do końca
Jednym z elementów publikacji są więc poszukiwania własnych korzeni. Autor nie tylko korzysta z tego, co pozostawili mu członkowie jego rodziny, ale i sam wyprawia się w poszukiwania rodzinnej tajemnicy. Spotyka się z różnymi historykami i pasjonatami, którzy mogą naświetlić mu choćby część tego, jak wyglądał rodzinny Wołyń w czasach, gdy żyła rodzina Pepolów i ich przybrana córeczka. W swym zacietrzewieniu posuwa się nawet do przeprowadzenia testów DNA, aby natrafić na jakiś nowy ślad rodzinnej przeszłości.
Niestety, często bywa tak, że nie każde pytanie znajduje swoje wyjaśnienie czy odpowiedź. I tak właśnie dzieje się w przypadku poszukiwań Mariusza Maszkiewicza. Wiele z jego poszukiwań, nie przyniosło oczekiwanych rozwiązań. Przynajmniej na razie. Niemniej była to świetna przygoda.
Autor pisał prostym, rzeczowym stylem, rekonstruując ze strzępków informacji nie tylko dzieje własnego rodu, ale i okolic, w jakich przyszło im kiedyś żyć. Bardzo sobie cenię taką ciekawość i wytrwałość. Dzięki takim ludziom nasza historia ma głębszy sens, głębszy wymiar. Ale o tym, co mam na myśli, najlepiej przekonajcie się sami, sięgając po „Podarowaną”. Myślę, że warto.
Książka liczy 220 stron. To zdecydowanie pozycja nostalgiczna, pełna niedopowiedzeń, rekonstrukcji skomplikowanych losów rodziny Autora. Gorąco polecam.
Wydawnictwo Ośrodka Karta
Ocena recenzenta: 5/6
Ryszard Hałas
Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem Ośrodka Karta. Tekst jest subiektywną oceną autora, redakcja nie identyfikuje się z opiniami w nim zawartymi.