Marynarki państw osi? Karna Kriegsmarine i tchórzliwa Supermarina – rozmowa z Andrzejem Perepeczką

Mimo, że sytuacja wyjściowa Supermariny w walce o Morze Śródziemne była bardzo dobra, Włosi nie zdołali ani zniszczyć brytyjskich szlaków komunikacyjnych ani zabezpieczyć własnej żeglugi. Przyczyniła się do tego w niemałym stopniu ich taktyka – nie tylko ciężkie okręty unikały starć z Royal Navy, dotyczyło to większości włoskich jednostek. Z czego wynikało to asekuranckie podejście?

U podstaw kunktatorstwa Supermariny leżała już sama koncepcja wojny morskiej. Przyjęto założenie, że główny ciężar walk poniosą okręty lekkie – miało to uzasadnienie w faktach, ale już na starcie osłabiało potencjał włoskiej marynarki. Poza tym, jej obszar operacyjny stopniowo się zwiększał, obejmując wybrzeża albańskie i greckie. Supermarina musiała bowiem dostarczać sprzęt i żołnierzy walczącym tam siłom lądowym. Z jednej strony powodowało to osłabienie dostaw dla armii włoskiej w Afryce Północnej, z drugiej wpływało niekorzystnie na morale marynarki walczącej o „mare nostrum”. Dodałbym do tego tamtejszą mentalność – jest to może w dużej mierze stereotyp, ale Włosi nie nadają się do wojny. Są dobrymi handlarzami, kucharzami, ale raczej nie znajdziemy w nich ducha bojowego. Wystarczy prześledzić przebieg II wojny światowej – zarówno w Libii, jak i Grecji, po początkowych sukcesach włoskie wojsko stanęło i gdyby nie wsparcie niemieckich korpusów ekspedycyjnych, szybko przegrałoby obie kampanie. Podobnie było z wojną morską – wystarczyło często jedno trafienie pancernika czy krążownika, aby cały zespół stawiał zasłonę dymną i wycofywał się. Czy tak postępują odważni marynarze?

Aby Włosi pozostali w grze o „nasze morze”, niezbędne była wsparcie niemieckiego sojusznika. Duże znaczenie miała na przykład decyzja Naczelnego Dowództwa Wehrmachtu o przebazowaniu na lotniska włoskie w grudniu 1940 roku korpusu powietrznego.

W ten sposób na śródziemnomorskim teatrze wojennym pojawił się nowy i, co kluczowe, dobrze wyszkolony przeciwnik. Lotnictwo włoskie nie radziło sobie bowiem wcale z siłami Royal Navy – mam na myśli nie tylko bezowocne naloty, ale i nieudolne zwiady lotnicze, które często uniemożliwiały Supermarinie lokalizację zespołów alianckich. Trzeba wrócić tu do mentalności – różnica między Włochami i Niemcami w tym aspekcie była ogromna. Ci drudzy tworzyli społeczeństwo karne, zdyscyplinowane, zwłaszcza w armii kluczową rolę odgrywało posłuszeństwo. Warto pamiętać, że nie bez powodu Hitler do kapitulacji Rzeszy cieszył się autentycznym poparciem społecznym. Zresztą, ten niemiecki Ordnung (niem. „porządek” – przyp. red.) przejawiał się też na innych polach bitewnych. Pamiętam wrzesień 1939 roku, Wehrmachtu i Armii Czerwonej nie dało się wówczas porównać. Pierwsi – w pełni umundurowane i mobilne oddziały, drudzy – bezwładne wojsko, trzymające karabiny na sznurkach. Nawet odwrót Niemców sześć lat później miał charakter zorganizowany – pamiętam tamtejszego żandarma, który pod Częstochową, mimo zbliżającego się frontu, kierował ruchem żołnierzy i cywili. Niemal do wkroczenia krasnoarmiejców w każdym niemieckim mieście działały urzędy, toczyło się normalne życie. Potem to się oczywiście zmieniło, ale chyba za bardzo odbiegłem od tematu (śmiech).

II tom Burzy kończy się w grudniu 1940 roku – 16 miesięcy od początku bitwy o Atlantyk. Czy mógłby Pan podsumować krótką ówczesną sytuacji militarną aliantów i państw osi?

Z naszego punktu widzenia, czyli sprzymierzonych, wojna na morzu wyglądała dramatycznie. Niemiecka taktyka wilczych stad zdała egzamin w praktyce, a wypady krążownicze Rzeszy, zarówno ciężkich okrętów, jak i rajderów, dezorganizowały brytyjskie linie zaopatrzeniowe. Sytuacja pogorszyła się po wejściu Włoch do konfliktu, gdy Royal Navy musiała zaangażować swe siły na jeszcze jednym teatrze wojennym – Morzu Śródziemnym. Z perspektywy czasu możemy też dziękować Hitlerowi, że nie zdecydował się na inwazję na wyspy brytyjskie. Choć Niemcy po kampanii norweskiej stracili trzon ciężkich sił, mogli zaryzykować desant i jego powodzenie oznaczałoby klęskę koalicji antyhitlerowskiej. Poza tym, kapitulacja Francji stworzyła zagrożenie przejścia Marine Nationale na stronę Rzeszy, ale Brytyjczycy w porę je zażegnali. Gdybym jednak miał wskazać główne niebezpieczeństwo dla Royal Navy w tym okresie, to byłyby to u-booty. Do grudnia 1940 roku na 1 zatopiony niemiecki okręt podwodny przypadało ponad 25 utraconych handlowców alianckich! Dopiero wprowadzenie radarów i budowa jednostek przeciwpodwodnych – korwet czy fregat – poprawiły sytuację, ale była to jeszcze melodia przyszłości.

Dziękuję za rozmowę.

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

*