Czy horror może być lustrem społeczeństwa? Monster: The Ed Gein Story wywołuje dreszcze nie tylko dlatego, że opowiada o jednym z najbardziej przerażających morderców w historii, ale też dlatego, że pokazuje, jak zbrodnia przenika do popkultury.
Wyobraź sobie wiejskie pola w późnych latach 50., opuszczoną farmę w Wisconsin i dziwnego faceta, który mieszka z ultrareligijną matką. Ten chłopak to nikt inny jak Ed Gein, człowiek, którego życie zainspirowało klasyki grozy: „Psychoza” (1960), „Teksańska masakra piłą mechaniczną” (1974) i „Milczenie owiec” (1991). Serial Netfliksa zanurza nas w tę mroczną historię, szukając odpowiedzi na pytanie, czy potwór rodzi się, czy jest tworzony.
Recenzja zawiera spoliery. Tekst przeznaczony dla osób pełnoletnich.
Kontekst serialu Monster: The Ed Gein Story
Za serial odpowiadają Ryan Murphy i Ian Brennan, twórcy antologii „Monster”, którzy wcześniej stworzyli głośny serial o Jeffreyie Dahmerze i drugi, o braciach Menendez. Tym razem sięgają po legendę człowieka, którego zbrodnie sprawiły, że w Hollywood narodziły się ikony horroru.
Premiera miała miejsce 3 października 2025 roku. Główną rolę gra Charlie Hunnam (i robi to świetnie), a partnerują mu Suzanna Son, Laurie Metcalf i Tom Hollander. Całość osadzona jest w epoce powojennej Ameryki, kiedy społeczeństwo zafascynowane było zarówno nowymi technologiami, jak i sensacyjnymi historiami o potworach.
Warto od razu zaznaczyć, że serial miesza fakty z fikcją. Murphy i Brennan świadomie wprowadzają motywy zaczerpnięte z popkultury, by pokazać, jak legenda Geina została wypaczona przez plotki i filmy. Jednym z takich zabiegów jest łączenie Eda z nazistowską zbrodniarką Ilse Koch – choć proces Koch był szeroko relacjonowany w gazetach, nie ma dowodów, że Gein kiedykolwiek się o niej wypowiadał.
O czym jest serial Monster: The Ed Gein Story?
Serial opowiada historię Eda Geina, rolnika z Plainfield w stanie Wisconsin, który w latach 50. zabił dwie kobiety – właścicielkę tawerny Mary Hogan i sklepikarkę Bernice Worden. Jednak reżyserzy nie ograniczają się do rekonstrukcji zbrodni. Widząc świat oczami Geina, cofamy się do jego dzieciństwa.
Poznajemy ojca George’a – alkoholika, który bił synów, oraz matkę Augustę, fanatycznie religijną kobietę, która izolowała dzieci od rówieśników i wpajała im przekonanie, że wszystkie kobiety – poza nią – są grzeszne. Serial pokazuje, jak Augusta zajmowała cały dom, a po jej śmierci w 1945 roku Ed zamienił jej pokoje w nienaruszony „ołtarzyk”, podczas gdy reszta domu pogrążała się w chaosie.
Twórcy starają się także odpowiedzieć na liczne mity: czy Gein miał żonę? Pojawia się wątek Adeliny Watkins, która w rzeczywistości po latach zaprzeczyła, że łączył ich romans. Serial stawia pytanie, czy Ed zabił swojego brata Henry’ego; w realu jego śmierć w pożarze była podejrzana, ale nigdy nie udowodniono udziału Geina. Widzimy też, jak poluje on na groby, wykopując ciała i tworząc z nich makabryczne artefakty – zjawisko potwierdzone: Gein nocami odwiedzał cmentarze, monitorując nekrologi, by wykraść świeżo pochowane ciała.
Serial inscenizuje też sceny, w których Gein zabija myśliwych piłą mechaniczną, pomaga FBI schwytać Teda Bundy’ego czy morduje pielęgniarkę w szpitalu psychiatrycznym. Te elementy są fikcją; w rzeczywistości Gein trafił do Mendota Mental Health Institute w 1957 roku i tam, uznany za niepoczytalnego, żył spokojnie aż do śmierci, nie mordując już nikogo. Nigdy nie używał piły mechanicznej do morderstwa ani nie współpracował z FBI przy sprawie Bundy’ego. Serial sugeruje także nekrofilię – w rzeczywistości Ed przyznał, że „zwłoki śmierdziały zbyt mocno”, by mógł się z nimi uprawiać seks, co wbrew plotkom wskazuje, że nie miał kontaktów seksualnych z trupami.
Co czyni serial Neflixa wciągającym?
Na pewno rola Charliego Hunnama. Aktor mistrzowsko oddaje wycofanie i obsesję Geina, od chwiejącego się kroku na farmie po ciepły uśmiech, gdy opiekuje się dziećmi – ten wątek również oparty jest na faktach, bo Gein był znany w miasteczku z babysittingu; lubił spędzać czas z dziećmi, które według niego były prostsze niż dorośli.
Twórcy umiejętnie splatają dwie płaszczyzny: rekonstrukcję zbrodni i refleksję o tym, jak media i popkultura przetwarzają prawdę. Zderzenie wyobrażonych scen z rzeczywistością sprawia, że widz cały czas zastanawia się: co jest prawdą, a co sensacją? Zastanawiałam się także, kiedy (i czy) okaże się, że narzeczona Eda to jego halucynacje, spowodowane schizofrenią.
Scenariusz czasem podąża zbyt daleko w stronę fikcji. Wątki z piłą mechaniczną, relacja z Ilse Koch czy wspomniany Bundy, choć mają podkreślić wpływ mediów na wizerunek Geina, mogą wprowadzać widza w błąd. W porównaniu z dokumentem „Ed Gein: The Real Psycho” czy reportażami w A&E, które chłodno analizują fakty i nie ulegają tabloidowej pokusie, Netflixowy „Monster” wydaje się momentami zafascynowany własnym horrorem.
Kolejnym mankamentem jest moralna ambiwalencja. Oglądamy drastyczne ujęcia wnętrza domu na farmie – miseczki zrobione z czaszek, maski z ludzkiej skóry. Reżyserzy epatują obrazami, ale rzadko zatrzymują się, by dać przestrzeń rodzinom ofiar. Pod tym względem bardziej wyważone są filmy, które Gein inspirował: „Psychoza” w interpretacji Alfreda Hitchcocka budowała napięcie psychologiczne i pozostawiała wiele niedomówień, a „Milczenie owiec” koncentrowało się na wewnętrznej przemianie bohaterów, nie na gore. „Monster” woli patrzeć, jak bohater wkłada skórę kobiety jak kostium, niż zastanawiać się, co to mówi o naszych lękach.
Z drugiej strony, serial poszerza kontekst kulturowy. Widać, że twórcy konsultowali się ze specjalistami – w odcinkach pojawiają się rekonstrukcje artykułów, klipów telewizyjnych i wywiadów z lat 50. Pokazują, jak ówczesne media opisywały „Rzeźnika z Plainfield” i jak w ciągu dekad jego historia ewoluowała. Podkreślają także, że Gein nie był kanibalem ani seryjnym mordercą; potwierdzono tylko dwie ofiary, a reszta to ofiary wybujałej wyobraźni.
Genialny Charlie Hunnam
Muszę pochylić się głębiej nad odtwórcą roli Geina. Wyobraź sobie, że wkraczasz w skórę osoby, która okradała groby, mordowała i z własnych obsesji budowała ludzkie maski. Jak oddać na ekranie tak potwornego człowieka, by nie zamienić go w kreskówkową bestię?
Charlie Hunnam podszedł do roli Eda Geina z chirurgiczną precyzją i psychologiczną wrażliwością. Aktor podkreślał w wywiadach, że bardziej interesowało go „dlaczego Ed to robił”, niż odtwarzanie krwawej kroniki. Nie zadowolił się oglądaniem filmów dokumentalnych – dotarł nawet do niepublikowanego nagrania z przesłuchania Geina. Kaseta ta, nigdy nieujawniona ze względu na błędy proceduralne, została odnaleziona dzięki jego staraniom i pomogła mu opracować charakterystyczny, mrukliwy sposób mówienia postaci.
Hunnam przeszedł metamorfozę fizyczną: schudł kilkanaście kilogramów, by upodobnić się do niedożywionego, wychudzonego mężczyzny (choć w wielu scenach na niedożywionego nie wygląda). Pracował nad swoją postawą, by oddać chód, sposób noszenia się i unikające spojrzenia Geina.
Studiował relację z matką – aby zrozumieć, jak jej codzienne pogardliwe komentarze i żal, że nie jest córką, wpłynęły na zmianę tonu jego głosu. Po zakończeniu zdjęć potrzebował czasu na „dekompresję”: pojechał na grób Geina w Wisconsin, by symbolicznie pożegnać się z rolą. Sam przyznał, że choć temat był mroczny, praca na planie była paradoksalnie „pięknym doświadczeniem” – ekipa czuła, że tworzy coś ważnego.
Efekt? Na ekranie widać nie tylko aktora, lecz człowieka rozbitego, zagubionego, który w każdej scenie nosi na sobie ciężar przeszłości. Hunnam unika taniego efekciarstwa; jego gra jest subtelna, momentami wręcz krucha, co czyni potwora z Plainfield bardziej przerażającym. Dzięki takiej pracy Monster: The Ed Gein Story zamienia biografię w studium szaleństwa, a Hunnam udowadnia, że potrafi przeniknąć do samego jądra ciemności i wyjść z niego z klasą.
Ocena i refleksja nad Monster: The Ed Gein Story
Czy warto obejrzeć „Monster: The Ed Gein Story”? To zależy, czego szukasz. Jeśli lubisz hybrydy reality-fiction, w których historia miesza się z popkulturą, znajdziesz tu fascynującą opowieść o genezie amerykańskiego horroru. Będziesz też mógł sam ocenić, jak daleko twórcy posunęli się w fabularyzacji.
Jeśli natomiast oczekujesz wiernej rekonstrukcji życia Geina, sięgnij po książki takie jak „Deviant” Harolda Schechtera albo artykuły naukowe. Tam dowiesz się, że Gein umarł na raka w 1984 roku w Mendota Mental Health Institute; że nie był mężem ani narzeczonym, lecz samotnikiem, który po śmierci matki stracił kontakt z rzeczywistością; że jego przerażająca nekromania polegała na zbieraniu trofeów, nie na aktach kanibalizmu czy seksie z trupami. Tam przeczytasz, że Henry’ego prawdopodobnie nie zabił, a ojciec George zmarł wcześniej na serce.
Poświęćmy jeszcze chwilę na to, co serial jedynie sygnalizuje – chorobą psychiczną oraz brak opieki, które doprowadził do tragedii.
Po aresztowaniu Eda Geina psychiatrzy zdiagnozowali u niego schizofrenię i uznali niepoczytalność. Specjaliści podkreślają, że choroba ta niosła ze sobą poczucie osamotnienia, głosy w głowie domagające się „innej matki” oraz dziwaczne zachowania – jego śmiech bez powodu mógł być reakcją na słyszane przez niego halucynacje. W latach 50. rozpoznanie i leczenie chorób psychicznych dopiero raczkowało; psychiatrzy nie mieli narzędzi, by pomóc takim osobom. Gdyby żył dziś, mógłby trafić pod opiekę specjalistów już w dzieciństwie, zanim obsesje przerodziły się w zbrodnie.
W serialu widzimy, jak w szpitalu psychiatrycznym Gein staje się niemal niewidoczny – i to nie jest fantazja scenarzystów. Po tym, jak sąd uznał go za niepoczytalnego, Ed trafił do Mendota Mental Health Institute, gdzie przebywał do końca życia. Lekarze twierdzili, że był wzorowym pacjentem: spokojnym, posłusznym, niewymagającym środków uspokajających. Harold Schechter przywołuje relacje personelu, który chwalił jego serdeczność i brak agresji. To wskazuje, że odpowiednia terapia i farmakologia potrafią okiełznać nawet tak mroczne umysły.
Ta historia skłania do gorzkiej refleksji: czy zbrodni można było uniknąć? Gdyby Augusta Gein nie trzymała syna w ryzach, ucząc go nienawiści do kobiet i zakazując kontaktów z rówieśnikami, być może nie rozwinąłby się w nim lęk i obsesja na punkcie matki. Gdyby George nie topił frustracji w alkoholu i potrafił okazać synom uczucia, może Ed nie szukałby miłości w grobach. Gdyby otoczenie nie traktowało dziwaka z Plainfield jako nieszkodliwego odludka, lecz zaoferowało mu pomoc, jego halucynacje mogły zostać opanowane.
Niestety, w odległych latach 50. małe miasteczka nie znały pojęcia wsparcia psychologicznego; samotność, ubóstwo i religijny fanatyzm stworzyły idealne warunki, by w cieniu rodzinnego domu wyrósł potwór.
Oglądając Monster: The Ed Gein Story, warto pamiętać, że za sensacyjnymi nagłówkami kryje się człowiek chory, uwięziony w własnym umyśle. I jak pokazuje serial, również ciele. Nie oznacza to, że należy go usprawiedliwiać – jego czyny pozostają niewybaczalne. Ale zrozumienie, jak bardzo na zbrodnię wpłynęły choroba, wychowanie i brak pomocy, może pomóc zapobiec kolejnym tragediom.
Netflix
Ocena recenzenta: 5/6
Agnieszka Cybulska