Ewa Formella, Muszelka dla Anny
90-letnia Anna, będąc już babcią, wraca myślami do swych lat młodości. A tak się składa, że przypadły one na czasy II wojny światowej. Jakby tego było mało, Anna była Żydówką, mieszkającą w sercu III Rzeszy – Danzigu (uproszczenie na potrzeby recenzji). Tylko przypadek, a może młodzieńcza miłość dwóch mężczyzn, sprawiła, że udało się jej przetrwać. I w sumie tyle można byłoby napisać, aby odkryć sedno nowej powieści Ewy Formelli pod tytułem „Muszelka dla Anny”. Jednak byłoby to zbytnie uproszczenie.
Powieść ta to sentymentalna podróż do rzeczywistych zdarzeń, które miały miejsce w Gdańsku w latach 1939-1945. Autorka wprawdzie nie pisze kto konkretnie jest bohaterem książki (personalia pozostają tajemnicą), ale i tak czyta się ją przyzwoicie.
Sentymentalna podróż do przeszłości
Język powieści jest subtelny, jakby namaszczony. Żadne ze słów nie jest zbyteczne. Czuć kunszt pisarski, ale i pewna nostalgię, której czarowi nie da się oprzeć. A przecież historia zdaje się płynąć tak jakoś leniwie, delikatnie, jakby los Anny i jej dwóch przyjaciół, Antka i Thomasa, naznaczony był czymś wyjątkowym.
I w pewnym sensie to prawda. Czytając tak wiele książek czy powieści o tym, co działo się podczas II wojny światowej, ciężko jest sobie wyobrazić, że mogła istnieć tak zażyła przyjaźń pomiędzy Polakiem, Żydówką i Niemcem. Antek należy do harcerzy, stawiających opór nazistom. Ona straciła rodzinę i czeka ją wywózka do któregoś z obozów koncentracyjnych, a wcześniej może gwałt, pobicie… Thomas zaś został wysłany na szkolenie w Hitlerjugend. Ich los zdaje się być przesądzony. A jednak, w tej książce, nic nie jest takie oczywiste, bowiem trójkę młodych ludzi łączy coś, czego nawet wojna nie będzie w stanie przerwać i zniszczyć – przyjaźń, podszyta miłością. Czy takiej historii nie można nie polubić?
Powieść czytało się szybko, z zaciekawieniem, choć nie było takiego miejsca, które porwało by moje serce. Niemniej sama fabuła jest wciągająca, nasycona taką jakąś życiową mądrością, radością z życia i nadzieją. Jak bardzo tego brakuje w naszych czasach. I jeszcze ta niesamowita przyjaźń. Choć zabrzmi to nieco dwuznacznie, oddałbym wszystko za takich przyjaciół. Tym bardziej, że pomimo dzielących ich różnic – stanu, rodowodu, intelektu czy „przeznaczenia” losu – nic nie było w stanie jej przezwyciężyć. Ech, trochę zazdroszczę.
„Muszelka dla Anny” porusza również kilka ciekawych kwestii, o których może nie wszyscy mamy świadomość. Przede wszystkim chodzi o status samych Gdańszczan, którzy ówcześnie wcale nie uważali się tylko za Niemców, Żydów czy Polaków. Przede wszystkim byli związani z miastem. To ono ich określało, wyznaczało ich styl bycia, moralności. A odmienność tę przecież wyznaczało pewne wymieszanie się kultur, koegzystencja, w którą w latach 30. XX stulecia coraz bardziej zaczęła się wdzierać wielka polityka.
Po drugie – mało kto wie, jak wyglądało życie w około wojennym Gdańsku. Temat ten, przynajmniej z mojej perspektywy, pomijany jest w opracowaniach. A jeśli takowe już są, dostępność ich jest doprawdy niewielka. Mnie w każdym razie, nie udało się nic konkretnego zdobyć… A przecież to niesamowicie ciekawy temat do rozważań historycznych! Dlatego dzieje trójki bohaterów Formelli jest tak atrakcyjna dla czytelnika. Tym bardziej, że – mimo narzuconych im granic – potrafili ze sobą współpracować, uzupełniać się i pilnować, aby śmierć nazbyt wyraźnie nie zajrzała któremuś w oczy.
Po trzecie – bardzo chciałbym poczytać coś, co pokazywałoby, że nie wszyscy Niemcy byli zwolennikami polityki Adolfa Hitlera. Autorka porusza ten wątek, ale z wiadomych przyczyn, nie może go podjąć. Mamy tutaj tylko delikatne poruszenie tego jakże intrygującego tematu na przykładzie babci Thomasa, żonie dawnego niemieckiego generała, która wykorzystując swe znajomości, na prośbę wnuka, podaje Żydówce Annie pomocną dłoń. Co więcej, staje się dla niej nauczycielką życia i wręcz jej krewną. Rozumiecie – taki temat, i nie wiem o kim mowa! Szanowna Pani Autorko – uprzejmie proszę opisać te prawdziwe przygody Anny, nie w formie powieści, ale wspomnień. Nawet jeśli będą tylko częściową rekonstrukcją!
Tylko jednej rzeczy nie rozumiem – zakończenia. Anna nigdy nie dowiedziała się, co się stało z Thomasem po zakończeniu wojny. Nic poza informacją, że się ożenił. A co dalej? Dlaczego nie wrócił do Gdańska, by odnaleźć przyjaciół? Czegoś się wstydził? Ktoś mu zabronił? Umarł? Nie lubię zostawać z pytaniami bez odpowiedzi. Po cichu liczę, że Autorka nadrobi ten mankament, i będziemy mieli okazję jeszcze poznać powojenne losy Anny, Antka i Thomasa. Bo będzie, prawda?
Podsumowanie
Powieść mieści się na 304 stronach. Gorąco polecam na długie, zimne styczniowe wieczory. Ewa Formella w subtelny sposób rozgrzeje wasze serca, jednocześnie zapraszając do zapoznania się z niezwykle skomplikowanymi, a przez to i ciekawymi, dziejami Gdańska.
Wydawnictwo Replika
Ocena recenzenta: 5/6
Ryszard Hałas
Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem Replika. Tekst jest subiektywną oceną autora, redakcja nie identyfikuje się z opiniami w nim zawartymi.