Niektórych trzeba zabić

Niektórych trzeba zabić |Recenzja

Patricia Evangelista, Niektórych trzeba zabić. Rządy terroru na Filipinach

Państwowa przemoc potrafi zostać zapisana jako rutyna administracyjna. Filipińska wojna z narkotykami odsłania porządek oparty na listach ofiar, policyjnych formułach i powtarzalnym języku komunikatów. Niektórych trzeba zabić rejestruje moment, w którym zabijanie przestaje być incydentem, a zaczyna funkcjonować jako element codziennego ładu.

Reportaż o przemocy państwowej zawsze balansuje na granicy dwóch porządków: dokumentu i doświadczenia. Z jednej strony oczekujemy precyzji, faktów, dat, nazw. Z drugiej śladu, który pozwala zrozumieć, jak przemoc osiada w ciele, języku i relacjach społecznych. Książka Patrici Evangelisty funkcjonuje dokładnie na tej granicy, nie próbując jej ani zacierać, ani przekraczać efektownym gestem narracyjnym.

Autorka, Patricia Evangelista, prowadzi narrację z wnętrza opisywanej rzeczywistości. Pierwszoosobowy punkt widzenia nie służy tu budowaniu intymnej relacji z czytelnikiem ani autobiograficznej ekspozycji. Pierwszoosobowy punkt widzenia pełni przede wszystkim funkcję orientacyjną i dokumentacyjną. Elementy osobiste pojawiają się jako część warunków pracy reporterskiej i sytuacji zagrożenia, nie jako autonomiczna narracja autobiograficzna.

Styl jako narzędzie nacisku

Język książki pozostaje zdyscyplinowany i precyzyjny, szczególnie w partiach dokumentacyjnych. Autorka często sięga po konkretne czasowniki i powtarzalne struktury, choć długość zdań zmienia się wraz z funkcją fragmentu. Powracające motywy (listy zabitych, policyjne formuły, dzieci jako świadkowie śmierci) budują efekt spiralny, w którym przemoc układa się w serię powtarzalnych procedur.

Ten styl nie łagodzi opisywanych zdarzeń. Przeciwnie, usuwa wszystko, co mogłoby je estetyzować lub zamknąć w emocjonalnej klamrze. Powtórzenie działa tu jak nacisk: im dłużej trwa lektura, tym wyraźniej widać, że skala nie wynika z nadmiaru, lecz z regularności.

Język, który przestaje chronić

W książce systematycznie powraca problem erozji pojęć używanych do opisu przemocy. Terminy takie jak „prawo”, „bezpieczeństwo” czy „porządek” funkcjonują w przestrzeni publicznej jako elementy oficjalnego dyskursu, lecz w relacjach reporterskich tracą związek z ochroną życia i procedurami sprawiedliwości.

Kolejne fragmenty pokazują, że zabójstwo bywa opisywane językiem administracyjnym, policyjnym lub statystycznym, co przesuwa je z obszaru zdarzenia wyjątkowego w obszar rutyny.

Ten efekt nie wynika z pojedynczych przykładów, lecz z powtarzalnej struktury narracyjnej. Wypowiedzi funkcjonariuszy, komunikaty medialne, listy ofiar i skrótowe opisy okoliczności śmierci układają się w spójny rejestr językowy, w którym przemoc zostaje uporządkowana i oswojona. Książka nie formułuje tego jako tezy teoretycznej, lecz rekonstruuje mechanizm poprzez materiał reporterski, pozwalając czytelnikowi obserwować jego działanie w czasie.

Proces zamiast wydarzenia

Całość obejmuje rozciągnięty w czasie ciąg zdarzeń, a nie pojedynczy moment polityczny. Narracja prowadzi przez kolejne etapy społecznego oswajania przemocy: od początkowego poparcia dla brutalnych rozwiązań, przez akceptację uproszczonego języka, aż po sytuację, w której zabójstwa funkcjonują jako element codziennego krajobrazu informacyjnego.

Ten proces zostaje pokazany poprzez powtarzalność historii, nazwisk, miejsc i formuł, a nie poprzez jednorazowe kulminacje.

Dzięki temu książka nie zamyka się w opisie konkretnej administracji ani jednego kryzysu politycznego. Materiał reporterski układa się w obraz mechanizmu, który może zostać uruchomiony w różnych warunkach społecznych, jeśli spełnione zostaną podobne przesłanki: językowe uproszczenie, przyzwolenie społeczne i instytucjonalna bezkarność.

Zmęczenie jako struktura

Narracja nie prowadzi do wyraźnego finału ani momentu rozliczenia. Kolejne rozdziały nie przynoszą rozwiązania, lecz kumulację. Wraz z postępem lektury pojawia się zmęczenie, wynikające z rytmu powtórzeń i braku przerwy w opisywanej przemocy. Ten efekt nie jest dodatkiem emocjonalnym, lecz konsekwencją przyjętej formy reportażu.

Brak domknięcia pozostaje spójny z rzeczywistością opisywaną w książce, gdzie granice końca i początku ulegają zatarciu. Dzięki temu tekst unika iluzji porządku, którą często przynoszą narracje oparte na kulminacji i finale. Reportaż pozostaje otwarty, tak jak otwarty pozostaje proces, który dokumentuje.

Książka Niektórych trzeba zabić nie rekonstruuje pojedynczego aktu przemocy. Rejestruje proces, w którym zabójstwo zostaje wpisane w język procedur i codziennych komunikatów. Wraz z powtarzalnością faktów rośnie nie brutalność, lecz przyzwolenie.


Wydawnictwo Czarne
Ocena recenzenta: 5,5/6
Agnieszka Cybulska


Egzemplarz recenzencki otrzymany od Wydawnictwa Czarne. Tekst jest subiektywną oceną autora, redakcja nie identyfikuje się z opiniami w nim zawartymi.

Comments are closed.