Ostatnie wydarzenia z kalendarium historycznego

O armii włoskiej, Mussolinim i nie tylko | Wywiad z prof. M. Franzem

O armii włoskiej, Mussolinim i nie tylko | Wywiad z prof. M. Franzem

Odchodząc od działań militarnych. Jak w czasie II wojny światowej, jak po tym konflikcie, a także jak dziś społeczeństwo włoskie patrzy na postać Benito Mussoliniego?

Nie ma jednej oceny. Nie było jej w czasie wojny, nie było tuż po jej zakończeniu i nie ma także współcześnie. Włosi są podzieleni w ocenie postaci Mussoliniego. Nie ma co ukrywać, do dziś jeździ się tam po autostradach i drogach wybudowanych za jego rządów, wspomina się solidny system emerytalny stworzony przez faszystów, czy też nie zapomina się o ujednoliceniu języka w nauczaniu szkolnym. Nie ma także próby budowania pomników, ostatecznie to jednak była dyktatura, która także miała krew na rękach, choć zdecydowanie w mniejszych zakresie niż naziści w Niemczech. Włosi także przegrali wojnę zdecydowanie szybciej, bo już we wrześniu 1943 roku, a potem przyszła okupacja niemiecka, represje, rozstrzeliwanie włoskiej ludności, rozwój antyniemieckiej partyzantki, itd. To powoduje dysharmonię w ocenie losów państwa faszystowskiego. Jak się chodzi po rzymskiej dzielnicy EUR, będącej wręcz symbolem monumentalizmu architektury faszystowskiej, to trudno nie zauważyć, że Włosi mogli być dumni z rozwoju swojego kraju. Pewno wielu nadal jest. Wojna była czymś obcym dla większości Włochów i poznali ją głównie w efekcie alianckich nalotów na ich miasta, niemieckiej okupacji, czy też wyniszczających walk niemiecko-alianckich w latach 1944-1945. To jednak kompletnie inna perspektywa, niż ta, która jest udziałem nas Polaków. Trochę nawet trudno nam to zrozumieć. Po prostu nie ma jednego spojrzenia na to samo wydarzenie historyczne. Dla Włochów Mussolini, faszyzm, druga wojna światowa ma niejedno oblicze i różnie dokonują ocen. Odnosząc to tylko do floty wojennej, która była moim punktem zainteresowania, to istnieje duma z jej działań, prowadzonych walk, czy odnoszonych sukcesów. Bohaterowie, nawet ci z faszystowskim znakiem rózg liktorskich walczący na morzu, pozostają bohaterami. Sam Mussolini to nie jest oczywiście bohater narodowy, ale nie jest to postać wyklęta. Pomników jego we Włoszech nie znajdziemy, jednak pamięci o jego postaci nie wyciera się z włoskiego otoczenia.

Czy Pana publikacje wywołały dyskusje w środowisku marynistycznym dwudziestowieczników ?

To ciągle nie zakończony proces. Czekamy na piąty tom, który już niedługo ma się ukazać. To pewnie pozwoli wielu osobom na pełniejszą, całościową ocenę. Dotychczasowe są pozytywne. Były dwie prezentacje kolejnych tomów w środowisku ukraińskich historyków, tam wywołały pozytywne oceny, a ich efektem jest przygotowywanie jednotomowej wersji w języku ukraińskim „Wojny na Morzu Śródziemnym” we współpracy z Akademią Wojsk Lądowych we Lwowie. Książki są oceniane także w Polsce. Często na spotkaniach się do nich wraca, oceny są zasadniczo pozytywne, choć ja sam dostrzegam już ile drobnych niedoskonałości się wkradło. To jednak przy tak dużym tekście okazało się nie do uniknięcia. Nie wiem, czy pojawią się jakieś duże, profesjonalne recenzje naukowe, poza jedną szykowaną także na Ukrainie o której wiem. Ma dotyczyć pierwszych trzech tomów opracowania. Nie ukrywam, że bardzo się cieszę na słowa wsparcia i akceptacji ze strony historyków skupionych wokół Akademii Marynarki Wojennej w Gdyni, bo to najważniejsze polskie środowisko polskich marynistów, ale równie cieszą mnie pozytywne sygnały choćby ze środowiska krakowskiego, od na przykład prof. R. Kochnowskiego. Na pewno każda opinia będzie cenna i ważna. Liczę, że książki uda się przełożyć na język angielski i wydać na zachodzie, oczywiście przy wsparciu finansowym w oparciu o grant. To byłby dla polskiej historiografii, w mojej ocenie, ważny krok, wejście w dyskusje o dziejach drugiej wojny światowej na Morzu Śródziemnym, a w której właściwie nas, polskich historyków, nie ma. Może się uda.

Rozmawiali Maksymilian Krasoń i Hubert Nowak

Partnerzy



Przewiń do góry