Ogień Majdanu. Dziennik rewolucji 21.11.2013 – 22.02.2014 | Recenzja

Ogień Majdanu. Dziennik rewolucji 21.11.2013 – 22.02.2014

Tak, ogień. To on wypalił wszystko, czego zdołał dosięgnąć. Ogień, dym, popiół, wiatr i sadza. Ogień, który spalił wszystkie mosty dla kompromisów” (Jurij Andruchowycz, 21 lutego).

W tym niezwykłym dzienniku – wydanym przez wydawnictwo KARTA – jesteśmy świadkami rewolucji, która odbywa się na naszych oczach. Widzimy piękno i szlachetność protestujących, bezinteresowną pomoc bliźniemu. Jesteśmy też niemymi świadkami śmierci młodych ludzi, zaplątanych w wir historii.

Recenzowana przeze mnie książka powstała siłami polsko-ukraińskiego zespołu – po analizie bezpośrednich relacji telewizyjnych, zapisów na portalach społecznościowych, kilkudziesięciu książek, doniesień i reportaży prasowych oraz kilkuset nagrań relacji ludzi Majdanu.

Dzisiaj znowu wyjdę na Majdan. Za tę noc, za tych ludzi, za dumę bycia zjednoczonym narodem” (Fedor Siwcow, 11 grudnia).

Od opisanych zdarzeń minęły dwa lata, a przytoczone relacje są tak niesamowite, że chciałoby się powiedzieć nierealne. No bo jak zrozumieć, że naprzeciw pokojowo protestujących ludzi wychodzą uzbrojone oddziały „Berkutu”; że w środku miasta stawiane są barykady; że szpitalne sale są wypełnione makabrycznie pobitymi ludźmi? „Bili, żeby zabić – szczególnie po główie, zwłaszcza w skronie. W pewnej chwili poczułam, że od uderzenia mój nos zapada się gdzieś w głąb, znika. To ostatnie, co pamiętam” (Tetiana Czornowoł, 25 grudnia).

Porażające opisy walk. Beznadziejność sytuacji. Obawa o najbliższych. I ta ogromna chęć przetrwania jeszcze jednej nocy. Przytoczone relacje opisują zmagania ludzi związanych z Majdanem, którzy pochodzą z różnych warstw społecznych. Są ułożone chronologicznie, toteż mamy pełen obraz wydarzeń trzech miesięcy walk Ukraińców o lepsze jutro. Poświęcili swój czas, pieniądze, zdrowie i, niestety życie – za wartości, które nazywają (słusznie czy nie) europejskimi. Tylko czy Europa jest gotowa występować w obronie Ukrainy i wartości, które wyznaje?

Jesteśmy ludźmi przyzwyczajonymi do wojen i okrucieństwa. Przy porannej kawie śledzimy informacje o kolejnych zamachach terrorystycznych, czytamy najnowsze doniesienia z rejonów ogarniętych wojną, toteż najnowsza publikacja KARTY nie powinna robić na nas większego wrażenia. Jednak jest to mylne stwierdzenie. Kiedy czytamy kolejne relacje, które z następną stroną wywołują coraz więcej emocji – dochodzimy do wniosku, że równie dobrze i nam ktoś mógłby zadać pytanie: „będziesz dziś na Majdanie?”. Co wtedy odpowiemy?

W oficjalnych zapisach nie ma prawdziwej atmosfery dni, które na zawsze odmieniły Ukraińców. Natomiast w książce próżno szukać hurapatriotycznych opisów walk. Jest strach, ból, łzy, cierpienie. Jest też śmierć. Są tu relacje, wspomnienia – po których już nic nie będzie takie samo. W tekście recenzji – i ja postanowiłam oddać głos bohaterom tamtych dni:

Granat trafił mnie w nogę (…). Wszystko, co mogłem zrobić, to przycisnąć głowę do klatki piersiowej, zasłonić się hełmem i zakryć oczy ręką. Nie wiem, czy zdążyłem ruszyć ręką – w następnej chwili poczułem, jakby ktoś z całych sił walną w nią deską. Takie odczucie wybuchu. Zrozumiałem, że widzę – to dobrze, ale nie mam palców, a z ręki została krwawa miazga” (Anton Mikow, 18 lutego).

Morze krwi, nie przesadzam. Do tego uszkodzenia nóg, powybijane palce – bo zasłaniali głowę” (Kateryna Bolszakowa, 18 lutego).

Najtrudniej było Juli (…). Miała odbierać telefony od tych, których już nie było. Z przerażeniem patrzyła na te wszystkie nokie i samsungi, póki milczały. Potem zaczęły dzwonić, jeden za drugim. Najstraszniej było patrzeć, jak na ekranie wyświetla się słowo: mama” (Jurij Andruchowycz, 20 lutego).

Jest jeszcze jeden powód, dla którego należy sięgnąć po Ogień Majdanu. Tym powodem są zdjęcia. Jeśli do kogoś nie przemówi słowo pisane – zdecydowanie zrobią to obrazy „aktu ukraińskiej wolności, 21 listopada – 22 lutego, który przywraca pytania o istotę przemian Europy Wschodniej ostatnich trzech dekad”. Ogień Majdanu – bez wątpienia – należy przeczytać.

Dzięki uprzejmości Wydawnictwa KARTA (a przede wszystkim Pani Małgorzaty Tworzewskiej) portal Historykon.pl do recenzji dołącza zdjęcia autorstwa Jurija Łukanowa. Zdjęcia są zapowiedzią tego, co czytelnik odnajdzie w książce. Po więcej – zapraszamy do lektury.

Polecam.

Ocena recenzenta: 6 / 6

Anita Świątkowska

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*