Pakt Piłsudski – Lenin | Recenzja

Piotr Zychowicz, Pakt Piłsudski –Lenin, czyli jak Polacy uratowali bolszewizm i zmarnowali szansę na budowę imperium

Książka Piotra Zychowicza zaczyna się od brawurowo zakreślonej historii alternatywnej. Wspaniałe zwycięstwo nad bolszewikami, wojska polskie ponownie na Kremlu, Dzierżyński, Marchlewski rozstrzelani, Stalin popełnia samobójstwo… a po dwudziestu latach niejaki Hitler jest zwariowanym malarzem i nikim więcej. Jeżeli dostaje się taką propozycję intelektualną to trudno jest zaakceptować szarą historyczną rzeczywistość.

Książkę można kupić w księgarni historycznej Wolum.pl – Pakt Piłsudski –Lenin, czyli jak Polacy uratowali bolszewizm i zmarnowali szansę na budowę imperium

A jej właśnie Piotr Zychowicz poświęca swoją książkę. I nie ma co udawać, nie wygląda ona specjalnie wesoło. Jego zdaniem Polska dwukrotnie była  w stanie ostatecznie pokonać rewolucję bolszewicką w Rosji i oddalić od siebie zagładę, jaka przyszła dwadzieścia lat później. Było to w roku 1919 oraz w roku 1920. Mówić krótko: wojna polsko-bolszewicka mogła zakończyć się odbudowaniem Polski jako imperium środkowoeuropejskiego i sprzymierzonego z białą Rosją. Takiej potędze nie groziłaby siła niemiecka czy rewolucyjne zapędy.

Czego zabrakło? W kilku momentach historycznych podjęto błędne decyzje, które przyniosły w dalszym okresie czasu fatalne skutki. Pierwszą był brak współdziałania wojsk polskich z siłami kontrrewolucyjnymi Rosji. Najpierw bezczynność w listopadzie 1919 roku, spowodowała, że wojska Denikina zostały odparte w czasie ataku na Moskwę, i bolszewicy zyskali czas na odzyskanie sił, co skutkowało wielką kontrofensywą latem 1920 roku. Przez ten błąd Piłsudskiego – sugeruje Zychowicz – Polska stanęła na granicy upadku.

Po raz drugi kuriozalne ratowanie bolszewików miał miejsce niewiele ponad pół roku później. Po zwycięstwach na przedpolach Warszawy i po wrześniowej bitwie niemeńskiej bolszewicy byli kompletnie rozgromieni.

„Józef Piłsudski we wrześniu 1920 roku stanął przed kolejną szansą na zniszczenie bolszewizmu. Mógł naprawić błąd sprzed roku. Wobec całkowitej klęski Armii Czerwonej Naczelnik Państwa mógł spełnić swój federacyjny sen. Europa Wschodnia leżała u stóp tryumfatora z Warszawy. (s. 183-184)”

Tym bardziej, że na południu odnowiły się siły kontr-rewolucji rosyjskiej. Tym razem na ich czele stał słynny (osławiony?) „czarny Baron” Piotr Wrangel. Był to szczególnie uzdolniony dowódca, któremu udało się odbudować (tylko częściowo) siły sprzed roku. Istotną różnicą było to, że o ile Denikin nie zgadzał się na żadne kompromisy w zamian za pomoc w walce z bolszewikami, to – wedle Zychowicza – Wrangel był gotów zapłacić za nią każda cenę. Od samego przejęcia władzy na Krymie był gotów współdziałać z Polską i ten sojusz zabiegał. Współdziałanie doprowadziłoby do upadku rządu bolszewików. Jednakże w październiku 1920 roku Polska i Czerwona Rosja zawarły rozejm i rozpoczęły negocjacje pokojowe… Skutkiem czego los działań na froncie południowym został przypieczętowany.

Ukoronowaniem tych dwóch paktów zawartych pomiędzy Piłsudskim a Leninem (przypomnijmy w roku 1919 i 1920) była traktat pokojowy, który Zychowicz określa jednoznacznie i bezkompromisowo: „Hańba ryska”, „kapitulacja zwycięzców”, „nowa Targowica”, „Jałta ‘21”.

Traktat Ryski oddawał bolszewikom ziemie należące do I Rzeczpospolitej, wiele milionów Polaków, którzy pragnęli powrotu do Ojczyzny i ostatecznie przekreślał federacyjne plany Piłsudskiego. Powszechnie odpowiedzialność za te decyzje przerzuca się na obóz endecji, który prowadził negocjacje. Jednakże Zychowicz – zupełnie słusznie – zwraca uwagę, że Piłsudski był Naczelnikiem Państwa, zatem on ponosił ostateczną odpowiedzialność za podpisanie traktatu. Co prawda polskim nacjonalizm stał się mimowolnym sojusznikiem bolszewików ale bynajmniej nie jedynym. Jakie były zatem przyczyny tej zdumiewającej bezczynności Piłsudskiego w czasie wojny 1919-1920, czy akceptacji ustaleń ryskich?

Oczywiście szalenie trudno opisać tutaj całość argumentacji autora, jednakże należy wskazać na dwa – chyba najbardziej istotne. Po pierwsze Piłsudski uważał, że Rosja Biała jest większym zagrożeniem dla Polski niż Rosja Czerwona. Zychowicz zdecydowanie wskazuje, że było to błędna opinia. A błąd, jak powiedział pewien słynny minister spraw zagranicznych to gorzej niż zbrodnia…

Druga przyczyna była taka, że Piłsudski nie do końca wysiadł z czerwonego tramwaju. Wskazuje na to nie tylko niechęć do białych czy skłonność do pertraktowania z bolszewikami. Także sojusznicy: jak Sawinkow czy Petlura to byli przedstawiciele lewicy, takiej naprawdę rewolucyjnej. Piłsudski nie był w stanie przekroczyć siebie, swojej rewolucyjne przeszłości stąd największy błąd, który wydał miliony ludzi na śmierć, a z czasem doprowadził do dominacji Sowietów w dużej części świata.

Trudno będzie przeprowadzić krytykę książki Piotra Zychowicza bez szczegółowej kwerendy bibliograficznej czy archiwalnej. Nie jestem aż takim znawcą przedmiotu jak wielu innych autorów, którzy (być może) wypowiedzą się na temat tej pracy. Należy pamiętać, że krytyczne podejście może oznaczać także ostateczną akceptację, a nie potępienie, tez „Paktu Piłsudski-Lenin”. Dlatego też swoje wątpliwości i uwagi przedstawię w formie kilku pytań, a nie jednoznacznej polemiki.

Po pierwsze, czy jednak Biała Rosja nie byłaby groźniejsza dla Polski niż Czerwona? Czy alianci, którzy nas już zdradzili (polecam książkę Andrzeja Nowaka, Pierwsza zdrada Zachodu) w czasie wojny polsko-bolszewickiej nie byliby o wiele bardziej aktywni w pomaganiu Białym władcom Rosji? Mówimy wciąż o historii alternatywnej, zatem czy nie można by nakreślić wizji interwencji angielskiej czy Francuskiej nie gdzieś w Murmańsku czy na Kaukazie lecz nad Wisłą? Interwencji po stronie Czarnego Barona?

Po drugie, chociaż Zychowicz – który nie jest przecież ignorantem – pisze o oddziałach „Zielonych”, czyli trzeciej siły rosyjskiej wojny domowej, to zdaje się jednak nie brać pod uwagę. Znowu warto zwrócić uwagę na książkę Geoffrey’a Swaina „Wojna Domowa w Rosji”. Partyzntka chłopska stanęła po stronie bolszewików, a przeciw białym, czy zdobywanie „czerwonej Moskwy” poszłoby tak łatwo, jak pisze Zychowicz? Czy na drodze Polaków i białych nie stanęliby zielni partyzanci?

Po trzecie – i jak na razie ostatnie – warto zadać sobie pytanie, czy tereny na wschód od wynegocjowanych w Rydze byłby tak naprawdę gotowe do sojuszu z Polską? Co prawda Zychowicz pisze, że nacjonalizmy na tych terenach nie były aż tak silne i społeczeństwa Ukrainy i Białorusi były gotowe na jakąś formę współżycia z Polską, ale nie jest to tak oczywiste. Świadczy o tym krwawa rzeź, jaką opisali choćby Kossak-Szczucka czy Parandowski. Historie alternatywne, chociaż atrakcyjne czasami siłą rzeczy bywają zbyt uproszczone.

Mam nadzieję, że będzie to przedmiotem interesującej debaty.

Na zakończenie chciałbym napisać o pewnym wielkim nieobecnym tej książki. Zdumiewa mnie brak na jej kartach Ignacego Matuszewskiego. Zdumiewa tak bardzo, że wręcz sprawdziłem w indeksie, czy go gdzieś nie przeoczyłem. Ale tej wybitnej, i nieco tajemniczej, postaci bliskiego współpracownika Piłsudskiego, jednego z twórców wywiadu niepodległej Polski, specjalisty od spraw bolszewickich, i wschodnich w ogóle, nie znajdziemy na stronach książki Zychowicza. I to akurat uważam, za istotne przeoczenie. Tym bardziej, że był on członkiem polskiej delegacji w Rydze. W moim przekonaniu bez poznania jego raportów i sugestii kierowanych do Naczelnika nie można w pełni zrozumieć decyzji Piłsudskiego. Dlatego warto byłoby się wreszcie tym żołnierzem, szpiegiem i politykiem bliżej się zainteresować.

Ocena autora 5/6

JG

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*