Pierwsi Polacy na Haiti

Pierwsi Polacy na Haiti. Od francuskich legionów do haitańskiego tronu

Zagłada 4000 legionistów polskich, cesarz polskiego pochodzenia i niepokorni podróżnicy z Europy. Wszystko to splata ze sobą wyspa Haiti – miejsce narodzin pierwszego niepodległego państwa Ameryki Łacińskiej, gdzie historia i tropikalna gorączka szły ramię w ramię. Tam trafili pierwsi Polacy na Haiti, zderzając się z obcym światem, którego nie sposób zrozumieć bez poznania ich losów.


Spis treści:


Odkrycie i kolonizacja Haiti

Haiti[1] to druga co do wielkości wyspa stanowiąca część łańcucha Wielkich Antyli położonego na Morzu Karaibskim w Ameryce Środkowej. Składa się obecnie z dwóch państw – Haiti i Dominikany. Po odkryciu jej przez Krzysztofa Kolumba w 1492 roku, wyspa weszła w posiadanie Hiszpanów. Ci koncentrowali swoje osadnictwo w jej wschodniej części. Wraz z czasem zainteresowanie Hiszpanów wyspą malało na rzecz innych, bardziej dochodowych terenów w Ameryce.

Sebastiano del Piombo, Domniemany portret Krzysztofa Kolumba. Źródło Wikimedia Commons

Z kolei już w XVI wieku po zachodniej stronie Haiti zaczęli pojawiać się francuscy korsarze, którzy w 1553 roku na terenach obecnego Port-au-Prince założyli osadę. W XVI wieku opanowali wyspę Tortugę, a następnie podporządkowali sobie północne wybrzeże Haiti, aż po Cap-Haïtien[2]. W końcu w 1697 roku na mocy traktatu w Rijswijk, Francuzi objęli władzę nad zachodnią częścią Haiti. Utworzyli tam kolonię, która dzięki uprawom bawełny, kawy czy trzciny cukrowej, zyskała z  czasem miano najbogatszej francuskiej posiadłości w Nowym Świecie.  W 1770 roku jej stolicę przeniesiono z Cap-Haïtien do Port-au-Prince.

Społeczeństwo we francuskiej kolonii było mocno podzielone. Na czele hierarchii stali biali koloniści. Klasę średnią tworzyli wyzwoleńcy, w większości mulaci, którzy stawali się wolni po ukończeniu 24 roku życia[3]. Najniżej w hierarchii plasowali się czarnoskórzy niewolnicy. Byli oni ściągani z Afryki na plantacje, gdzie zmuszano ich do ciężkiej pracy po 12-14 godzin dziennie. Pod koniec XVIII wieku niewolnicy stanowili zdecydowaną większość mieszkańców kolonii.

Plantacje położone były również w hiszpańskiej części wyspy ze stolicą w mieście Santo Domingo. Co ciekawe, niewolnicy byli tam o wiele gorzej traktowani, niż po francuskiej stronie. Dużą część terenów kolonii zajmowali także hiszpańscy hodowcy bydła.

Walki wyzwoleńcze na Haiti

Wybuch rewolucji francuskiej w 1789 roku wpłynął również na sytuację na Haiti. Jako pierwsza uaktywniła się tam część białych kolonistów, widzących szansę na uzyskanie pewnej autonomii i zwiększenie dochodów. W wyniku jednak następstw wydarzeń we Francji, grupa ta szybko zrozumiała, że rewolucja może zagrozić ich pozycji społecznej i zniszczyć panującą dotychczas w kolonii hierarchię. Wkrótce do walki o swoje prawa ruszyła kolorowa ludność wyzwolona, głównie mulaci. Zorganizowali oni nawet w 1790 roku rewoltę, która jednak zakończyła się klęską.

Wreszcie w sierpniu 1791 roku po przeprowadzeniu rytuału voodoo[4], wybuchło powstanie niewolników z Niziny Północnej. Wkrótce walki rozszerzyły się na inne terytoria kolonii. Z czasem wśród wodzów powstania na czele zaczął wysuwać się Toussaint Louverture. W dalszych latach dowódcy niewolników lawirowali między różnymi stronami konfliktu. Najpierw od 1793 roku wspierali chcących wykorzystać sytuację i opanować całą wyspę Hiszpanów. Następnie przeszli na stronę garstki już wówczas francuskich republikanów. Ostatecznie po okresie walk, początkiem 1801 roku Louverture był już panem całej wyspy[5].

W tym samym roku ogłosił jej konstytucję, mianując się przy tym dożywotnim gubernatorem. Haiti miało jednak dalej wchodzić w skład Imperium Francuskiego na specjalnych prawach. Te warunki nie zadowalały jednak Francuzów chcących odzyskać w pełni władzę na wyspie. Ówczesny pierwszy konsul – Napoleon Bonaparte zdecydował w końcu zdławić rewoltę siłą. Z początkiem 1802 roku na wyspę zaczęły przebywać francuskie siły ekspedycyjne pod wodzą szwagra Napoleona – Charlesa Leclerca.

Pierwsze wzmianki o Polakach na Haiti

Do końca XVIII wieku obecność Polaków na Haiti była znikoma. Władysław Mazurkiewicz i Zygmunt Merdinger podawali, że w 1763 roku na wsypę przybyli pierwsi polscy koloniści. Mieli oni nawet stworzyć osadę w okolicach Bombardopolis, po której jednak już na początku XX wieku nie pozostał żaden ślad.

W latach 80 VIII wieku na Haiti przez pewien czas przebywał oficer huzarów cudzoziemskich w służbie francuskiej –  Franciszek Beniowski[6]. W 1782 roku dołączył do niego brat, słynny podróżnik i awanturnik – Maurycy Beniowski, który odbywał wówczas podróż z Ameryki do Europy. Prawdopodobnie M. Beniowskiemu spodobało się życie na Haiti, gdyż został tam aż około ośmiu miesięcy. Chciał nawet zamieszkać na wyspie na stałe, gdyby rząd francuski zaproponował mu jakieś odpowiednie stanowisko, do czego ostatecznie nie doszło[7].

pierwsi Polacy na Haiti
Aleksander Regulski. Źródło: Wikimedia Commons

W 1783 roku Haiti w drodze z Martyniki do Stanów Zjednoczonych odwiedził podróżnik i poeta – Kajetan Węgierski. Jego kilkutygodniowy pobyt tam upływał jednak głównie pod znakiem problemów zdrowotnych.

Czarnoskóry generał i pierwszy Polak podczas ekspedycji na Haiti

Pierwszym uczestniczącym Polakiem w francuskiej wyprawie na Haiti został urodzony w 1769 roku w Gdańsku generał Władysław Jabłonowski. Jego matką była Maria Franciszka Delaire. Nierozstrzygnięta pozostaje do dziś kwestia, kto był jego ojcem, choć wygląd Władysława wskazywał na czarnoskórego lokaja. Tak czy inaczej, mąż Marii – Konstanty Aleksander Jabłonowski traktował go w pełni jak swojego syna i zapewnił staranną edukację, w rezultacie której stał się oficerem armii francuskiej. W 1794 roku już w szeregach wojsk polskich, wziął udział w insurekcji kościuszkowskiej. Po upadku Rzeczpospolitej prowadził działalność spiskową, a następnie kontynuował karierę wojskową służąc w różnych oddziałach w tym Legionach Polskich.

pierwsi Polacy na Haiti
Julia Grodzicka, Władysław Jabłonowski. Źródło Wikimedia Commons

Pod koniec 1801 roku Jabłonowskiemu, który był wówczas na urlopie (przez co odmówiono mu wypłacania żołdu) zaczęły doskwierać problemy finansowe. Jak pisał Jan Pachoński, zmusiło go to nawet do wegetacji u wdowy sklepikarki w Paryżu. Z pomocą przyszedł mu jednak Napoleon. Pierwszy konsul mimo niechęci do dawnego kolegi ze szkoły wojskowej, obiecał Jabłonowskiemu otrzymanie stopnia generała w armii francuskiej, gdy tylko zwolni się miejsce. Finalnie nastąpiło to po śmierci generała Józefa Denayera.

Jabłonowski otrzymał tym samym możliwość wejścia do czynnej armii, lecz jak się później okazało, tylko w służbie kolonialnej. Początkiem kwietnia 1802 roku rozpoczął starania o wysłanie go na Haiti lub do Luizjany. Finalnie decyzją Napoleona, Jabłonowski udał się w to pierwsze miejsce wraz z żoną Anną Barbe Pênot de Loney[8]. Na wyspę przybyli w sierpniu 1802 roku

Podczas wyprawy na Haiti, Jabłonowski wziął udział w desancie do Saint Marc przeciwko jednemu z dowódców powstańców. Po wykonaniu zadania został wyznaczony na komendanta okręgu Jérémie. Niedługo jednak potem zachorował na żółtą febrę i zmarł w swojej kwaterze 29 września 1802 roku. Po śmierci Jabłonowskiego, Anną zaopiekował się kapitan Wincenty Kobylański. Następnie wyjechała do Francji i z przyznaną rentą zamieszkała w Paryżu.

Miłego złego początki. Pierwszy kontakt legionistów z Haiti

Na skutek próśb generała Leclerca, Napoleon zdecydował dostarczyć mu posiłki. W ich skład weszła także część legionistów polskich, którzy po podpisaniu pokoju w Lunéville[9] stali się dla niego niewygodnym sojusznikiem. W maju 1802 roku na Haiti wysłano oficerów i żołnierzy wchodzący w skład 3 Półbrygady Polskiej, przemianowanej potem na 113 Półbrygadę Francuską. Na wyspę dotarli początkiem września 1802 roku. Ze względu na szybko topniejące siły wojsk ekspedycyjnych, Napoleon zdecydował się wysłać początkiem 1803 roku kolejne posiłki, w szeregach których po raz kolejny znaleźli się Polacy. Tym razem byli to żołnierze i oficerowie tworzący 2 Półbrygadę Polską, przemianowaną następnie na 114 Półbrygadę Francuską. Na Haiti dotarli w marcu 1803 roku.

François Kinson, Charles Emmanuel Leclerc. Źródło Wikimedia Commons

Warto dodać, że wbrew pozorom, dla pierwszych przybyłych legionistów ze 113 Półbrygady Francuskiej, wyspa nie jawiła się jako przyszłe miejsce zagłady. Przypominała im wręcz opis raju, pełen egzotycznej roślinności, niezwykłych zapachów, różnorodnego pożywienia i temperamentnych Kreolek. Co istotne, żołnierze mieli wypłacony żołd z dodatkiem kolonialnym, więc stać ich było także na częstsze ucztowanie.

Wkrótce jednak Polacy dostrzegli drugie oblicze wyspy. Legionistom zaczęły doskwierać obecne tam gady, płazy, mrówki czy kleszcze. Do tego towarzyszyły im męczące upały. Z kolei picie lodowatej wody (nie raz zabrudzonej) czy kąpanie się niej, powodowało problemy zdrowotne. Podobny skutek niosło też spanie na zakażonej i wilgotnej ziemi. To wszystko było jednak dopiero wstępem do tego co miało ich wkrótce spotkać.

Śmiertelna pomyłka, zdrada i żółta febra. Zagłada 113. Półbrygady Francuskiej

W trakcie trwania ekspedycji, legioniści stoczyli wiele potyczek, a także brali udział w przeróżnych akcjach czy przedsięwzięciach. Od początku jednak wyprawy jej nieodzownym elementem była śmierć, przybierająca nie raz masowy charakter. Często przychodziła ona w zaskakujących okolicznościach. Dobitnym przykładem tego są losy legionistów z 1 batalionu 113 Półbrygady Francuskiej, uczestniczących w obronie Cap-Haïtien.

Podczas walk niespodziewanie ogień do Polaków i Francuzów otworzyły dwa sprzymierzone z nimi bataliony kolonialne. Zginęło ich wielu w tym szef batalionu Michał Wodziński. Legioniści, którzy zdołali przeżyć, schronili się w pobliskim budynku, gdzie bronili się dopóki mieli amunicję. Następnie powstańcy podpalili budynek, a jego obrońcy spłonęli wraz z nim. Nieliczni legioniści, którzy zdołali wycofać się, padli wkrótce ofiarą innej, towarzyszącej walkom na Haiti plagi – żółtej febry.

Równie tragiczne były losy 3 kompanii 3 batalionu 113 Półbrygady Francuskiej. Dowodzący nią kapitan Antoni Sangowski miał za zadanie przedostać się wraz z podległymi mu żołnierzami do plantacji położonej na wyżynie Margot. Słabo znający język francuski Sangowski był jednak przekonany, że ma dotrzeć do Portu Margot.

Gdy przewodnik prawidłowo doprowadził legionistów do plantacji, Sangowski uważał, że oszukano go i kazał mu natychmiast prowadzić do Portu Margot. Dalszy marsz nie uszedł uwadze powstańców, którzy od razu otoczyli Polaków, gdy ci zapuścili się do lasu. W momencie, gdy legioniści zostali bez amunicji i przewodnika[10], Sangowski podjął pertraktacje.

Pomimo obietnic puszczenia Polaków wolno, powstańcy zaczęli brutalnie ich traktować, a następnie przywiązywać do drzew i torturować. Obserwował to wszystko Sangowski, który podczas ucieczki zapadł się pod szyję w bagnie. Wkrótce nadeszła odsiecz, która ocaliła czterech legionistów. Z kolei Sangowski po długim pobycie w bagnie, zachorował i wkrótce zmarł.

Tragiczny los spotkał także kilku grenadierów z 3 batalionu 113 Półbrygady Francuskiej. Wzięci podstępem do niewoli, zostali następnie przez powstańców wsadzeni między deski i wzdłuż przerżnięci.

Niewybaczalne błędy, zatrucie i samobójstwo. Burzliwe losy 114. Półbrygady Francuskiej

Nie tylko w wyniku walki, zdrady czy pomyłki ginęli polscy żołnierze na Haiti. Ich nadaremna śmierć brała się także z niezrozumiałych błędów taktycznych. Przykładem tego są działania legionistów z 114 Półbrygady Francuskiej wchodzących w skład 2 kolumny pacyfikacyjnej departamentu południowego.

W czasie jednej z akcji mieli oni za zadanie okrążyć z zaskoczenia powstańców. Zamiast jednak poruszać się jak najciszej, Polacy ruszyli przy odgłosie bębnów i głośnych krzyków. W rezultacie powstańcy szybko zorientowali się w działaniach przeciwnika i otworzyli ogień zrzucając przy tym ze zbocza skały. Wielu uczestników akcji poniosło przez to śmierć.

W niecodziennych okolicznościach zmarł też na Haiti młody podporucznik 114 Półbrygady Francuskiej – Józef Bergonzoni. Po niecałych 24 godzinach od zjedzenia ogromnej ilości owoców i wypicia pół szklanki tafii[11], zaczęły dokuczać mu bóle wewnętrzne. Lekarze nie zdołali go już uratować.

Dużego rozgłosu nie tylko na Haiti, ale nawet w Europie nabrała śmierć szefa 2 batalionu 114 Półbrygady Francuskiej – Ignacego Jasińskiego. Wraz z podległymi mu żołnierzami brał udział w obronie plantacji La Cloche. Wiedział jednak, że długo nie będzie w stanie odpierać zaciekłych ataków powstańców. Nie mogąc doczekać się pomocy i nie chcąc wpaść w ręce wroga, strzałem w głowę odebrał sobie życie. Jak na ironię, pomoc nadeszła następnego dnia.

Ewakuacja, czyli ratuj się kto może

Druga połowa 1803 roku była już czasem ewakuacji wojsk ekspedycyjnych z zachodniej części wyspy. Rzuciła ona Polaków w inne zakątki Wielkich Antyli. Wielu legionistów trafiło do niewoli angielskiej i tym samym znalazła się na Jamajce[12]. Innym udało przedostać się na Kubę. Wreszcie niektórzy znaleźli się w kontrolowanej przez Francuzów wschodniej części Haiti, gdzie panował względny spokój.

Z perspektywy polskiej, zdecydowanie najwięcej kontrowersji wywołała ewakuacja z Jérémie. Twierdzy broniła wówczas załoga licząca 700 żołnierzy, głownie Polaków. Wiadomym było, że powstańczy prędzej czy później zdobędą miasto. Generał Philibert Fressinet zdecydował więc na naradzie z oficerami przeprowadzić ewakuację na ośmiu stojących w porcie statkach.

Jeden z okrętów przeznaczono dla Zakładu Polskiego pod przewodnictwem kapitana Ignacego Blumera. Finalnie odpłynęło nim 100 Polaków. Nie statkach nie było jednak wystarczająco miejsca, by pomieścić wszystkich obrońców. W rezultacie pozostawiono w Jérémie na łaskę powstańców 140 Polaków i 40 Francuzów, nie informując ich wcześniej o ewakuacji.

pierwsi Polacy na Haiti
Ignacy Blumer. Źródło Wikimedia Commons

Niektórzy jak Cyprian Romański przypisywali później odpowiedzialność za zdradę rodaków Ignacemu Blumerowi. Jak stwierdził jednak Jan Pachoński, winnym był tu raczej kapitan Franciszek Żymirski.

Polacy po wschodniej części Haiti

Jednymi z pierwszych, którzy dotarli do miasta Santo Domingo były broniące Grand Bois i Mirebalais oddziały kapitana Sebastiana Gołaszewskiego i porucznika Leona Tarnowskiego, liczące w sumie około 80 legionistów.

Należy wspomnieć, że 46 Polaków brało aktywny udział w przygotowaniach do obrony Santo Domingo przed wojskami Jeana-Jacquesa Dessalinesa[13]. Podzieleni byli na 3 niewielkie kompanie: grenadierów Jana Antoniego Baera (Beera) oraz 1 i 2 Kompanię Fizylierów pod dowództwem porucznika Tarnowskiego i kapitana Dominika Kamińskiego (Kamieńskiego).

Louis Rigaud, Jean Jacques Dessalines. Źródło: Wikimedia Commons

Wiadomo, że już w trakcie samych walk w marcu 1805 roku, dwaj polscy oficerowie – Józef Radomski i Michał Lipiński odnieśli rany w czasie wypadów z miasta niszczących część koszowych szańców powstańców. Polacy uczestniczyli także w ataku na oba skrzydła wrogich wojsk, który miał miejsce pod koniec oblężenia miasta. Wiadomo, że w starciu tym polegli porucznik Stanisław Karol Sienkiewicz i 19 polskich żołnierzy. Finalnie miasto dzięki nadejściu posiłków zostało obronione.

Latem 1805 roku w Santo Domingo nasiliła się żółta febra, w wyniku której zmarł kapitan Kamiński. Polakami wstrząsnął także konflikt między dwoma przyjaciółmi – Gołaszewskim i Tarnowskim. Podczas prywatnej zabawy, rozgniewany Gołaszewski pchnął pałaszem w brzuch Tarnowskiego. Wskutek popełnionego czynu, musiał on opuścić miasto. Z kolei Tarnowski zdołał na szczęście wyzdrowieć po dwóch miesiącach.

Należy wspomnieć, że z terenów wschodniej części wyspy operował także Kazimierz Lux, który dowodził 60-osobowym francusko-polskim oddziałem „piechoty morskiej”, wchodzącym w skład korsarskiej załogi statku „Mosquito”. Ów korsarze przeprowadzili wiele spektakularnych akcji, nie dając się przy tym złapać Anglikom. Warto dodać, że prawdopodobnie podczas pobytu w Santo Domingo, Lux zaprzyjaźnił się z majorem Piotrem Bazylim Wierzbickim, który przybył tam z Kuby jesienią 1806 roku. Owocem ich znajomości była stworzona przez nich w późniejszych latach Historia Legionów Polskich[14].

Ostatecznie Francuzi utracili kontrolę nad wschodnią częścią Haiti w 1809 roku.

Opinia o legionistach polskich na Haiti

Powracający z Haiti do Francji oficerowie wyrażali głównie negatywne zdanie o działaniach Polaków podczas wyprawy. Stwierdzali, że legioniści źle czuli się na wyspie, a nieznajomość tamtejszych terenów i zwyczajów tylko to potęgowała. Dodatkowo polscy oficerowie z reguły słabo mówili po francusku (co utrudniało komunikację), nie mówiąc już o języku kreolskim. Do tego legioniści pragnęli „bić się w kupie” jak w wojnach europejskich, co było kompletnym zaprzeczeniem taktyki, jaką należało stosować w tak wymagającym terenie. Nie potrafili też raczej umiejętnie działać indywidualnie czy w mniejszych grupach, Zarzucano im także walkę w „miękki” sposób, a nawet próby paktowania z wrogiem ze strachu przed ich okrucieństwem.

Trzeba jednak pamiętać, że Polacy byli transportowani na wyspę w złych warunkach, co skutkowało ich osłabieniem i zwiększeniem podatności na zachorowanie na żółtą febrę. Do tego dochodziło niewłaściwe umundurowanie i opisany powyżej kompletny brak przygotowania taktycznego. Mimo wszystko, na pewno nie można było odmówić im odwagi.

Czy Napoleon Bonaparte posłał Polaków na zgubę?

W kontekście badań nad udziałem Polaków w wyprawie na Haiti, należy również przeanalizować czy rzeczywiście legioniści zostali wysłani przez Napoleona na stracenie. W przypadku 113 Półbrygady Polskiej należy stwierdzić, że jest to zbyt daleko wysunięta teza, gdyż w tamtym momencie Napoleon nie znał jeszcze w pełni sytuacji panującej na Haiti. Inaczej ma się rzecz z wysłaniem 114 Półbrygady Francuskiej. W tym czasie napływające raporty z Haiti były już jednoznaczne i unicestwienie tej półbrygady niewątpliwie obciąża go. Z pewnością gdyby nie wybuch wojny Francji z Anglią w maju 1803 roku, Napoleon wysłałby na Haiti także 1 Półbrygadę Polską.

Jacques-Louis David, Napoleon Bonaparte. Źródło: Wikimedia Commons

Warto też wspomnieć, że podczas wyprawy na Haiti, Polacy mieli żal do Francuzów o złe traktowanie ich, wysyłanie na stracone pozycje czy powtarzanie żartów typu, że Polacy są ludożercami (w co nie raz powstańcy uwierzyli). Wypominano również Francuzom zaległości z wypłacaniem żołdu oraz problemy z dostawami. Powszechnie istniało tez przekonanie o złodziejstwie uprawianym przez francuską administrację.

Relacje między Polakami i powstańcami

Warto też wspomnieć o stosunkach między Polakami, a powstańcami, gdyż z biegiem czasu ulegały on zmianie. Początkowo legioniści uważali powstańców za buntowników chcących zniszczyć powszechnie uznaną władzę na wyspie. Ci z kolei również mieli wówczas negatywny stosunek do Polaków, taki sam zresztą jak do Francuzów. Z czasem jednak relacje między obiema stronami zaczęły się z różnych powodów zmieniać na lepsze. Co ciekawe, niektórzy Polacy przechodzili nawet na stronę powstańców[15].

Warto też dodać, że w konstytucji Haiti z 1805 roku, zabroniono osiedlania się i posiadania własności ziemskiej wszystkim białym. Wyjątek stanowili jednak Polacy i Niemcy, którzy mogli pozostać na wyspie i mieli możliwość otrzymania obywatelstwa.

Polscy legioniści na Haiti – podsumowanie

Straty osobowe wśród polskich legionistów wysłanych na Haiti były przerażające. Spośród około 5280[16] polskich oficerów, podoficerów i szeregowych żołnierzy zginęło około 4000 osób.  Umierali oni w trakcie walk, na skutek żółtej febry, utonięcia czy wycieńczenia po dostaniu się do niewoli angielskiej.

Na Haiti pozostało około 400 Polaków z czego większość stanowili jeńcy wojenni. Jednak 160 z nich dość szybko, bo już w 1805 roku, rozpoczęło starania, by opuścić wyspę. Pozostali na niej Polacy przez brak kontaktu z krajem, szybko wynarodowili się i wtopili w różne warstwy społeczne, w większości pozostając na roli. Pozostali na Haiti legioniści zakładali także rodziny.

Należy także przytoczyć słowa Jana Pachońskiego, który stwierdził, że w zagładzie legionistów najgorszy był fakt zniszczenia przyszłej kadry armii Polski. Jak pisał:

Byli to równocześnie bezcenni instruktorzy polityczni i społeczni przyszłej Polski, sprzymierzonej z Francją. I tego długo Polacy nie mogli zapomnieć pierwszemu konsulowi, a potem cesarzowi [Napoleonowi Bonaparte][17].

Polski cesarz Haiti – Faustyn Wirkus

W następnych latach Polacy niezwykle rzadko udawali się na wyspę Haiti. W 1850 roku zjawił się tam Aleksander Hołyński, by poszukać śladów po legionistach polskich. W latach 80 XIX wieku na wyspie przez jakiś czas przebywał poeta i malarz August Zieliński. W latach 1881-1882 linię kolejową  Port-au-Prince – Étang Saumâtre budował z ramienia  Compagnie Transatlantique powstaniec styczniowy, inżynier Józef Adam Grekowicz.

W sierpniu 1915 roku na Haiti zjawił się młody żołnierz amerykańskiej piechoty morskiej – Faustyn Wirkus. Był synem polskich emigrantów, którzy osiedlili się w Stanach Zjednoczonych. Na Haiti znalazł się w wyniku amerykańskiej interwencji wojskowej, która zakończyła się okupacją tego kraju aż do 1934 roku[18]. Przez pierwszy rok pobytu, Wirkus patrolował głównie ulice Port-au-Prince.  Znudzonym monotonnym zadaniem, planował poprosić swoich przełożonych o przeniesienie go na haitańską wyspę Gonâve. Wkrótce jednak złamał rękę i musiał udać się na leczenie do USA. Wrócił na Haiti w stopniu sierżanta w 1919 roku. Tym razem powierzono mu dowództwo nad oddziałami żandarmerii w regionie Perodin.

Nie zapomniał jednak o wyspie Gonâve, którą pierwszy raz odwiedził w 1920 roku. W końcu w 1925 roku został administratorem tamtejszego okręgu. Pewnego razu spotkał tam znaną mu już z przeszłości, władczynię plemienną – Ti Memenne. Ta z kolei rozpoznała w nim reinkarnację haitańskiego cesarza Faustyna I (Faustina Soulouque’a ), zmarłego w 1867 roku. Tym samym w 1926 roku miejscowa ludność obwołała Wirkusa cesarzem Faustynem II.

Otrzymany tytuł i uwielbienie wśród mieszkańców Gonâve z pewnością ułatwiało Wirkusowi zarządzanie wyspą. Co ciekawe, za jego rządów powstały tam pierwsze szpitale, a także niewielkie lotnisko. Sława Wirkusa wkrótce jednak wprawiła w zakłopotanie jego przełożonych oraz wspieranego przez Amerykanów prezydenta Haiti – Louisa Borno. W rezultacie w 1929 roku Wirkusa przeniesiono ponownie do Port-au-Prince. Niedługo potem porzucił on karierę wojskową.

Wykorzystał jednak swoją historię i w 1931 roku wydał autobiografię: The White King od La Gonave. The True Story of the Sergeant of Marines Who Was Crowned King on a Voodoo Island, a następnie serię artykułów: The Black Pope Of Voodoo. Nakręcił też nieosiągalny już dziś film Voodoo.

Do służby Wirkus powrócił podczas II wojny światowej. Zaczął jednak mieć coraz większe problemy zdrowotne. Zmarł w 1945 roku mając zaledwie 48 lat.

Pierwsi Polacy na wyspie Haiti – podsumowanie

Do końca XVIII wieku obecność Polaków na wsypie Haiti była znikoma. Wiadomo, że pod koniec tego wieku pojawili się tam bracia: Franciszek i Maurycy Beniowscy oraz Kajetan Węgierski.

Ponad 5000 Polaków wylądowało na Haiti na początku XIX wieku w ramach francuskiej ekspedycji wojskowej mającej na celu odzyskać kontrolę nad dawną kolonią. Pierwszym jej polskim uczestnikiem został generał Władysław Jabłonowski. Niedługo jednak po objęciu komendy w okręgu Jérémie zmarł na żółtą febrę.

We wrześniu 1802 roku na Haiti przybyli polscy legioniści wchodzący w skład 113 Półbrygady Francuskiej. Początkowo żołnierze byli zachwyceni krajobrazem wyspy, choć z czasem klimat Haiti zaczął im dawać się we znaki. Wkrótce legioniści ruszyli do walki, która w połączeniu z żółtą febrą zdziesiątkowała całą półbrygadę. Legioniści ginęli także w wyniku zdrady sprzymierzonych formacji kolonialnych czy pomyłek dowództwa.

Burzliwie układały się również losy przybyłej na Haiti w marcu 1803 roku 114 Półbrygady Francuskiej, biorącej udział w akcji pacyfikacyjnej departamentu południowego. Szczególny rozgłos zyskała śmierć szefa 2 batalionu – Ignacego Jasińskiego, który będąc w sytuacji bez wyjścia, popełnił samobójstwo.

Druga połowa 1803 roku była już czasem ewakuacji z wyspy wojsk ekspedycyjnych. Z perspektywy polskiej szczególne kontrowersje towarzyszyły ewakuacji z Jérémie. Przez brak wolnych miejsc na dostępnych statkach, na pastwę powstańców pozostawiono 140 Polaków.

Polacy brali także udział w obronie położonego we wschodniej części wyspy miasta Santo Domingo w 1805 roku, gdzie dotychczas panował względny spokój. Ostatecznie dzięki nadejściu posiłków, miasto ocalało. Obecnymi w Santo Domingo Polakami wstrząsnął także konflikt między dwoma przyjaciółmi – Sebastianem Gołaszewskim i Leonem Tarnowskim.

Ze wschodniej części wyspy operował również Kazimierz Lux, dowodzący 60-osobowym francusko-polskim oddziałem „piechoty morskiej”, wchodzącym w skład korsarskiej załogi statku „Mosquito”. Na Santo Domingo prawdopodobnie zaprzyjaźnił się z Piotrem Bazylim Wierzbickim, z którym w późniejszych latach stworzył Historię Legionów Polskich.

Straty osobowe wśród Polaków wysłanych na Haiti były przerażające. Spośród około 5280 osóbzginęło około 4000.  Twierdzono, że Polacy źle czuli się na Haiti i nie byli przygotowani taktycznie do walki w tak trudnym terenie. Należy dodać, że o ile stwierdzenie, że Napoleon przeznaczył na stracenie 113 Półbrygadę Polską jest na wyrost, o tyle wysłanie na zgubę 114 Półbrygady Francuskiej niewątpliwie obciąża go.

Wraz z trwaniem wyprawy zmieniały się relacje między Polakami, a powstańcami. Finalnie na Haiti pozostało około 400 legionistów, z czego 160 wkrótce opuściło wyspę. Pozostali na niej Polacy szybko wtopili się w haitańskie społeczeństwo.

W następnych latach obecność Polaków na Haiti była znikoma. Jeszcze w XIX wieku zjawili się tam Aleksander Hołyński, August Zieliński czy Józef Adam Grekowicz. W 1915 roku na wyspę pierwszy raz przybył syn polskich emigrantów i żołnierz amerykańskiej piechoty morskiej – Faustyn Wirkus. W 1925 roku został administratorem okręgu na wyspie Gonâve. W wyniku splotu różnych okoliczności, w 1926 roku został obwołany przez jej mieszkańców cesarzem Faustynem II. Na Gonâve przybywał do 1929 roku. Swoją historię wykorzystał m.in. do wydania autobiografii.

Losy pierwszych Polaków na Haiti to bez wątpienia wyjątkowa karta w dziejach emigracji polskiej. Z jednej strony mowa tu o przerażającej zagładzie aż 4000 legionistów polskich, a z drugiej strony mamy w jej dziejach tak barwne historie jak losy Faustyna Wirkusa. Tak czy inaczej, Haiti pozostaje do dziś niezwykle ważnym miejscem w dziejach emigracji polskiej.


Bibliografia:

  • Czubaty Jarosław, Polacy na San Domingo 1802-1803. Żołnierska przygoda, ludzka tragedia i polityczna przestroga, „Mówią Wieki” 2022, nr 10, s. 18-22.
  • Drohojowski Jan, Polacy w Meksyku, Ameryce Środkowej i krajach andyjskich w XIX i XX w., „Dzieje Najnowsze” 1972, R. IV, nr 2, s. 103-118.
  • Dzieje Ameryki Łacińskiej, 1750-1870/1880, oprac. Marcin Kula, Tadeusz Łepkowski i Jan Szemiński, t. 1, Warszawa 1977.
  • K[osiński] W[Ładysław][19], Życiorys śp. Kazimierza Lux i list do redakcji Biblioteki Warszawskiej, „Biblioteka Warszawska” 1847, t. 3, s. 173-176.
  • Kajdański Edward, Tajemnice Beniowskiego. Odkrycia, intrygi, fałszerstwa, Warszawa 1994.
  • Kim był Maurycy Beniowski?​, Fundacja Maurycego Beniowskiego, [dostęp: 20.06.2025].
  • Klarner-Kosińska Izabela, Polonia na Haiti [w:] Dzieje Polonii w Ameryce Łacińskiej, red. Marcin Kula, Wrocław – Warszawa – Kraków – Gdańsk – Łódź 1983, s. 157-162.
  • Kucharski Adam, Egzotyczne impresje polskiego poety – Tomasz Kajetan Węgierski na Karaibach (1783), Muzeum Pałacu Króla Jana III w Wilanowie, [zarchiwizowane: web.archive.org] [dostęp: 21.06.2025].
  • Lawless Robert i MacLeod Murdo J., History of Haiti, Britannica, [dostęp: 20.06.2025].
  • Lepecki Mieczysław, Maurycy August hr. Beniowski zdobywca Madagaskaru, Warszawa 1986.
  • Lux Kazimierz, Opisanie wyspy Saint-Domingo, „Biblioteka Warszawska” 1854, t. 4, s.  197–223.
  • Łepkowski Tadeusz, Haiti. Początki Państwa i Narodu, Warszawa 1964.
  • Mazurkiewicz Władysław i Merdinger Zygmunt, Ameryka Centralna i Meksyk [w:] Polska i Polacy w cywilizacjach świata. Słownik encyklopedyczny, red. Władysław Pobóg-Malinowski, t. 1, z. 2, Warszawa 1939, s. 83-87.
  • Mucha Danuta, Polacy w Ameryce Łacińskiej. Słownik biobibliograficzny, Łódź 2016.
  • Orłowski Bolesław, Grekowicz Józef Adam [w:] Słownik polskich pionierów techniki, red. tenże, Katowice 1984, s. 72.
  • Pachoński Jan i Wilson Reuel K., Poland’s Caribbean tragedy. A study of Polish legions in the Haitian war of independence, 1802-1803, Nowy Jork 1986.
  • Pachoński Jan, Kazimierz Lux [w:] Polski Słownik Biograficzny, t. 18, Wrocław – Warszawa – Kraków – Gdańsk 1973, s. 161.
  • Pachoński Jan, Legiony Polskie. Prawda i legenda 1794-1807, t. 4, Z ziemi włoskiej do Polski 1800-1807, Warszawa 1979.
  • Pachoński Jan, Polacy na Antylach i Morzu Karaibskim, Kraków 1979.
  • Paradowska Maria, Polacy w Meksyku i Ameryce Środkowej, Wrocław – Warszawa –  Kraków – Gdańsk – Łódź 1985.
  • Paradowski Michał, Zapomniana rewolucja czy bunt niewolników? O marginalizacji haitańskiej historii, „Mówią Wieki” 2022, nr 10, s. 12-17.
  • Pertek Jerzy, Polacy na szlakach morskich świata, Gdańsk 1957.
  • Pertek Jerzy, Polacy na morzach i oceanach, t. 1, Poznań 1981.
  • Popławski Błażej, Archipelag Gułag. Z dziejów kolonialnej przemocy na Karaibach, „Mówią Wieki” 2022, nr 10, s. 6-11.
  • Schnür-Pepłowski Stanisław, Jeszcze Polska nie zginęła! Dzieje Legionów Polskich. Opowieść dziejowa z lat 1796-1806, Kraków 1897.
  • Skałkowski Adam, Polacy na San Domingo 1802-1809, Poznań 1921.
  • Staniul Michał, Sierżant Faustin Wirkus, cesarz La Gonave, WP Wiadomości, [dostęp: 14.07.2025].
  • Szyndler Bartłomiej, „Z ziemi włoskiej do polski”. Historia legionów polskich 1797-1807, Warszawa 2008.
  • Węgłowski Adam, Tajemniczy polski król Haiti. Najpewniej pochodził z Rypina, National Geographic, [dostęp: 14.07.2025].
  • Wierzbicki Piotr Bazyli, Do redakcji Biblioteki Warszawskiej, „Biblioteka Warszawska” 1847, t. 4, s. 656-661.
  • Wierzbicki Piotr Bazyli, Wyciąg z pamiętników pułkownika Piotra Bazylego Wierzbickiego. Wyprawa do San-Domingo, red. Leon Potocki, „Biblioteka Warszawska” 1847, t. 1, s. 102–122, 583-608.
  • Wójcicki Kazimierz Władysław, Cmentarz Powązkowski pod Warszawą, t. 1, Poznań 1855.
  • Zajkowska Joanna, Polak na Antylach – Kazimierz Lux i jego opisanie San Domingo, „Colloquia Litteraria” 2022, t. 33, s. 25-52.
  • Zieliński Stanisław, Mały słownik pionierów polskich kolonialnych i morskich. Podróżnicy, odkrywcy, zdobywcy, badacze, eksploratorzy, emigranci-pamiętnikarze, działacze i pisarze migracyjni, Warszawa 1933.

[1] Wyspę Haiti określa się także jako: Saint Domingue w języku francuskim oraz Hispaniola (Española) i Santo Domingo w języku hiszpańskim.

[2] Cap-Haïtien dawniej zwano Cap-Français lub Cap-Henri.

[3] Wśród wyzwoleńców znajdował się także niewielki procent czarnoskórych mieszkańców kolonii.

[4] Voodoo – religia praktykowana na wyspie Haiti.

[5] W walkach na Haiti zaangażowani byli także Anglicy wezwani tam przez kontrrewolucjonistów francuskich. Zdziesiątkowani przez walki i choroby opuścili wyspę w 1798 roku.

[6] Być może F. Beniowski pojawił się na Haiti już w latach 70 XVIII wieku. Warto też dodać, że jego losy świadczą o tym, że podobnie jak brat, miał awanturnicze usposobienie.

[7] Być może na Haiti przybył wraz z M. Beniowskim inny konfederata barski – Józef Sędzimir, który miał rzekomo mieszkać w Cap-Haïtien przez 14 lat.

[8] Tuż przed wyruszeniem na Haiti Jabłonowski chciał wziąć ślub z Anną, jednak nie starczyło czasu na zapowiedzi i otrzymał jedynie zaświadczenie od mera. Tak czy inaczej, od tego czasu Anna uchodziła za jego żonę.

[9] Pokój w Lunéville (1801) – porozumienie kończące wojnę między Francją i Austrią.

[10] Podejrzewając przewodnika o zdradę, Sangowski rozkazał zastrzelić go. Był to ogromny błąd, gdyż był on im wiernie oddany.

[11] Tafia – rodzaj taniego rumu powstałego na bazie soku z trzciny cukrowej.

[12] Od 1655 roku Jamajka stanowiła brytyjską kolonię.

[13] Jean-Jacques Dessalines (1758-1806) jeden z przywódców powstańców. 1 stycznia 1804 roku ogłosił powstanie w zachodniej części wyspy niepodległego państwa Haiti. We wrześniu 1804 roku koronował się na cesarza Jakuba I.

[14] Po śmierci Kazimierza Luxa w 1846 roku, rozpoczął się wieloletni spór o to, kto jest rzeczywistym twórcą Historii Legionów Polskich. Finalnie historycy uznali po latach, że autorstwo należy przypisać zarówno Luxowi, jak i Wierzbickiemu.

[15] Źródła mówią o maksymalnie 150 osobach.

[16] Liczba ta uwzględnia również osoby, które zmarły w trakcie podróży na Haiti.

[17] J. Pachoński, Polacy na Antylach i Morzu Karaibskim, Kraków 1979, s. 263.

[18] Pretekstem do podjęcia interwencji na Haiti przez USA i przejęciem nad nim kontroli było zamordowanie prezydenta tego kraju  – Vilbruna Guillaume’a.

[19] Autorstwo Władysława Kosińskiego ustalone na podstawie badań.

Comments are closed.