Przez Konstantynopol na Zachód – droga Całunu Turyńskiego między X a XIII w.

Odtąd przez niecałe 300 lat Całun był jednym z najcenniejszych skarbów drugiego Rzymu. Wielokrotnie był bowiem udostępniany i prezentowany wiernym.[15] Z tego okresu, w którym płótno przebywało w Konstantynopolu, zachowało się wiele świadectw. Wiązało się z to z nawiązywaniem kontaktów cesarzy z władcami zachodniej Europy, gdyż szukali u nich pomocy w walce z arabską nawałą. W protokole oficjalnych wizyt pojawiał się więc punkt nawiedzenia świętych relikwii, z których słynęło miasto.[16] Relikwie uczcił m. in. podczas swojej wizyty król francuski Ludwik VII w 1147 roku.[17]

Miniatura średniowieczna przedstawiająca Ludwika VII na drugiej wyprawie krzyżowej. Wikimedia Commons.
Miniatura średniowieczna przedstawiająca Ludwika VII na drugiej wyprawie krzyżowej. Wikimedia Commons.

Wśród przechowywanych w mieście relikwii znajdowały się najdroższe pamiątki męki Pana Naszego Jezusa Chrystusa – jak przekazuje relacja z wizyty króla Jerozolimy Amaura I w 1171 roku –  wówczas cesarza Manuela I Komnenosa polecił wystawić Krzyż, gwoździe, włócznię, gąbkę, trzcinę, koronę cierniową, sindon i sandały.[18]

Cennym, a zarazem zadziwiającym świadectwem, potwierdzającym nie tylko obecność Całunu Turyńskiego w Konstantynopolu, ale także jego powiązanie z Mandylionem, jest Kodeks Prayego. Jest to najstarszy manuskrypt zawierający zapis języka węgierskiego, powstały w latach 1192-1195, odkryty przez jezuitę ks. Gyorgya Praya (stąd nazwa) i przechowywany w Bibliotece Narodowej im. Szechenyiego. Tenże Kodeks zawiera szereg miniatur obrazujących pochówek Jezusa. Przedstawiony na nich wizerunek Chrystusa posiada szereg nietypowych cech, które są identyczne z wizerunkiem człowieka z Całunu. W pierwszej kolejności trzeba zwrócić uwagę na nagość ciała Jezusa, co jest niespotykane w sztuce średniowiecznej, gdyż Jezusa zawsze przedstawiano z opaską biodrową. Nagie przedstawienie, takie jak na Całunie, w wiekach średnich potraktowane mogło być jako bluźnierstwo. Kojonym szczegółem jest ułożenie rąk identycznie, jak na płótnie grobowym, tzn. skrzyżowanie nadgarstków na łonie zmarłego. Idąc dalej, uwagę obserwatora przykuje przedstawienie dłoni Jezusa – posiadają one jedynie cztery palce. Także wizerunek całunowy nie odbija kciuków zmarłego, co wiąże się z zastygnięciem palców po śmierci wskutek zranienia nerwu środkowego  powodującego skurcz kciuka.  Inna z miniatur obrazująca przybycie do grobu kobiet z wonnościami ukazuje płótna leżące na ziemi, to jest zwiniętą chustę  i całun, który posiada splot identyczny ze splotem Całunu Turyńskiego, tzn. splot jodełkowy. Pytanie brzmi: skąd na Węgrzech miałaby pojawić się taka znajomość całunowego płótna? Otóż, nasuwa się jedno wyjaśnienie. Kodeks Prayego powstał za rządów króla węgierskiego Beli III, który nie dość, że był spokrewniony z bizantyjską rodziną cesarską (był bowiem szwagrem jednego z cesarzy oraz teściem innego), to jeszcze sam wychowywał się w Konstantynopolu. Bez problemu więc mógł zapoznać się z wyglądem Całunu, który był publicznie eksponowany dla wiernych w każdy piątek.[19]

Płótna grobowe wspomina również w swoim opisie strażnik skarbca cesarskiego Mikołaj Mesarites, który w 1201 roku pisał tak, gdy podczas obrony przed tłumem kaplicy w Faros powołał się na przechowywany tam Całun: Prześcieradła pogrzebowe Chrystusa są z lnu, materiału zgodnego ze zwyczajem, w dalszym ciągu jeszcze pachną; opierają się one zniszczeniu, ponieważ owijały pełnego tajemnicy zmarłego, nagiego i zabalsamowanego po Męce. [20]

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*