Wywiad francuski w wojnie francusko–rosyjskiej, a właściwie cała siatka szpiegów, jest związany z marszałkiem Ludwikiem Davoutem.
1770 – z tego roku pochodziły najświeższe informacje o Imperium Rosyjskim, jakie znajdowały się w archiwach francuskiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych latem 1808 roku. Brak kontaktów dyplomatycznych z Petersburgiem sprawił, że w obu krajach prawie nic o sobie nie wiedziano.
Choć już od ponad roku obowiązywał sojusz tylżycki, szczupłość informacji była wręcz przerażająca. Tymczasem stosunki na linii Francja – Rosja zaczynały się pogarszać i szykowano się do wojny, więc o przeciwniku trzeba było wiedzieć więcej, niż on wie o nas.
Nieunikniona konfrontacja
1808 r., Erfurt. Na dworze Wielkiego Księcia odbywa się jedna z największych uroczystości XIX w. Przyjacielskie rozmowy prowadzą car Aleksander i cesarz Napoleon, podczas gdy ich ministrowie tańczą razem na balach. Była to jedynie gra pozorów, tak jednej, jak i drugiej strony. Już tutaj pojawiają się pewne tarcia, ale przygłusza je muzyka koncertów.
Jednak w pokoju obok eksminister francuskiego ministerstwa spraw zagranicznych, Charles de Talleyrand, omawia z Aleksandrem sprawę wojny z cesarzem. Były podwładny spiskuje przeciw władcy (oczywiście nie robił tego za darmo)! Obydwoje zgadzają się co do jednej kwestii – Napoleona trzeba pokonać w wojnie. Okazuje się, że powodów na nią jest coraz więcej…
Pierwszy kryzys pojawia się w 1809 r., kiedy to Rosjanie, teoretycznie wspierający Napoleona w wojnie z Austrią, faktycznie podjęli odpowiednie kroki, by uniknąć zaangażowania się w walki, zresztą podobnie postąpili Francuzi w przypadku wojny szwedzko–rosyjskiej.
Co więcej, zapewnienie Rosjan o potwierdzeniu ich strefy wpływów na Bałkanach było oczywistym blefem i przeczyło gwarancjom danym dworowi wiedeńskiemu. Z kolei „najprzebieglejszy z Greków” – Aleksander – nie zgodził się na mariaż Napoleona z jego siostrą Anną i ten poślubił Austriaczkę, Marię Ludwikę.
Czarę nieporozumień przelał dekret carski datowany na 31 grudnia 1810 r., w którym wprowadzano nową taryfę celną, tym samym zrywając sojusz. W tym momencie sprawa wojny była już przesądzona, a jedyną niewiadomą był czas jej rozpoczęcia. Właśnie teraz na znaczeniu zyskała baza informacji, którą posiadano o przeciwniku.
Jednak jak już zaznaczyłem, Francja w praktyce takiej bazy nie posiadała i wynik wojny mógł w dużej mierze zależeć właśnie od pracy wywiadu. Tymczasem specyfika walki na terenach Imperium Rosyjskiego wymagała długiej pracy sztabowców i oficerów, bowiem właśnie charakter tych ziem od wieków stanowił wielkie wyzwanie dla obcych wojsk.
Geneza wojny szpiegów
Rzeczywiste początki założenia siatki szpiegów wiążą się z marszałkiem Ludwikiem Davoutem, francuskim dowódcą stacjonujących w Księstwie oddziałów Wielkiej Armii. Choć nie on jeden wiedział, że stworzenie w wyniku wojny miniaturowego Księstwa Warszawskiego, które znajdowało się na styku wpływów 3 mocarstw, wiąże się z olbrzymim niebezpieczeństwem, to jako pierwszy zorganizował wywiad na terenach rosyjskich.
Częstokroć jego adiutanci pod pozorem kurtuazyjnych wizyt u krewnych w Rosji po drodze zbierali informację o kraju cara i werbowali chętnych do współpracy, głównie Polaków, Litwinów i Żydów (tym ostatnim Mickiewicz odda hołd w postaci Jankiela).
Davout praktyk tych nie zaniecha po objęciu komendy w Hamburgu (1808) i przeprowadzce do Niemiec. Wywiad polski działał również na terenie Austrii, skąd wysyłał trafne prognozy zbliżającej się wojny (1809).
Przełom w działaniach polskiej siatki szpiegowskiej nastąpił jednak w 1811 r. Napoleon, powołując w październiku 1810 r. Biuro Statystyk Zagranicznych, zdawał sobie sprawę, że największy trud znalezienia informacji, w pierwszej kolejności o dyslokacji i liczebności rosyjskich pułków, spadnie na Polaków, którym bliskość kulturowa i liczne więzi historyczne czy rodzinne miały ułatwić zadanie.
Był to również jeden z powodów, dla których na stanowisko rezydenta francuskiego w Warszawie Bonaparte powołał energicznego i zdolnego Louis’a Bignona. Francuz, obyty już w dyplomacji (akredytowany m.in. przy Republice Cisalpińskiej i licznych dworach niemieckich), przybył nad Wisłę w marcu 1811 r. i już na starcie wziął się do pracy, starając się pogodzić przerastające go obowiązki ze zdobywaniem informacji na temat przyszłego przeciwnika, który od 1810 r. nie krył już swej wrogości.
Z pewnością nie pomagały mu działania francuskiego ambasadora w Petersburgu, Armanda Caulaincourta, który od samego początku nie wierząc w zwycięstwo, nie wprowadził intensywniejszych metod gromadzenia informacji. Nie rozwinął wywiadu, które wówczas dzielono na 2 typy – tzw. biały (pogłoski, lektura gazet itp.) i klasyczne szpiegostwo.
W związku z tym Bignon musiał znaleźć swojego pomocnika, najlepiej mającego koneksje rodzinne na Kresach i obytego w świecie Polaka, który umiałby stworzyć siatkę szpiegowską z prawdziwego zdarzenia i zaprząc do systematycznej pracy rzesze patriotów po obu stronach granicy. Wybór padł na Aleksandra Sapiehę…
Książę szpiegów
Aleksander Sapieha urodził się w Strasburgu, zaś wychowywał się w okolicach Kocka. Od młodości przejawiał zainteresowania naukowe i badawcze, stronił z kolei od rozmów na temat przyszłości Polski. Był typowym politycznym abnegatem, który po licznych podróżach po Europie, głównie po Półwyspie Bałkańskim, w 1807 r., jako pierwszy z polskich arystokratów, nagle zdecydował się zaoferować swe usługi Napoleonowi.
Choć cesarz szybko zdał sobie sprawę, że Sapieha nie jest osobą wpływową i popularną w Polsce, to wziął go pod swe skrzydła i książę Aleksander stał się stałym współpracownikiem francuskiego władcy. Gdy jednak podpisano w 1807 r. pokój tylżycki i organizowano stałe władze polskie, Sapieha się w nich nie znalazł i na dodatek w kiepskim stylu przegrał walkę o stanowiska.
Mimo to nie zraził się i starał się, choć przechwalając się i umniejszając ekipie rządzącej, amatorsko organizować wywiad w Rosji, czego nie można mu odmówić. Postęp prac był na tyle wyraźny, że to właśnie Sapiehę Bignon desygnował na stanowisko szefa agencji wywiadowczej. Sapieha wyzwanie oczywiście podjął.
„Mała wojna”
Napoleon przywykł do szybkiego działania, którego wymagał też od podwładnych. Nie dziwi więc fakt, że bardzo naciskał na stanowcze działania wywiadu, które nie tylko w jego mniemaniu mógł uchodzić za nieco wolny.
Wszak domagając się natychmiastowego umieszczenia agentów „na szlakach z Petersburga do Wilna, z Petersburga do Rygi” itd., nie zdawał sobie sprawy, jak trudne jest to przedsięwzięcie, szczególnie dla świeżo utworzonego aparatu szpiegowskiego w Księstwie.
Tymczasem biuro Sapiehy działało coraz sprawniej, a na zachodnich terenach Imperium Rosyjskiego pojawiało się coraz więcej polskich i francuskich szpiegów w przebraniach muzyków, aktorów, akrobatów czy handlarzy wędrujących od miasta do miasta.
Podobno sam książę wspierał swoich podwładnych i najprawdopodobniej osobiście pracował „w terenie”. Na szczęście udało mu się zyskać wielu cennych współpracowników w osobach oficerów rosyjskich (m.in. adiutant gen. Aleksiejewa z 17. Dywizji) i oficjeli (np. urzędnik komory celnej Stanisław Sakowicz). Jednakże to dzięki pracy całej rzeszy bezimiennych patriotów, czy też zwykłych najemników, udało się zebrać w stosunkowo krótkim czasie dość sporo ważnych informacji o zachodnich guberniach.
Oczywiście nie obyło się bez potknięć. Przykładowo, jeden z zatrudnionych przez Bignona Francuzów, David Sauvan, okazał się podwójnym szpiegiem pracującym dla Rosjan. Brakiem sukcesu zakończyła się także misja polskiego oficera we francuskiej służbie, generała Jana Henryka Wołodkowicza, który został, mimo wysokiej rangi, uznany za szpiega i osadzony w Tambowie nad Cną.
Jakkolwiek by było, na biurko Charles’a Meyera, francuskiego urzędnika ds. paszportowych Księstwa, trafiały liczne raporty szpiegów. Ten opracowywał je i przekazywał Bignonowi, ten zaś Davoutowi i ks. Bassano, by ostatecznie znalazły się w Paryżu.
Na podstawie zachowanych dokumentów można jednoznacznie stwierdzić, że szacowane przez Polaków siły rosyjskie we wschodnich prowincjach są dość mocno zaniżone (150 tys. wg wywiadu, w rzeczywistości ponad 210 000).
Zagadką pozostaje, na ile było w tym celowego zatajania prawdziwej liczebności armii wroga w celu zachęcenia Napoleona do uderzenia, a ile zwykłej niewiedzy i słabej pracy wywiadu. Podobnie Polacy wyolbrzymiali zapał i poparcie mieszkańców Kresów dla sprawy polskiej, co również można tłumaczyć chęcią sprowokowania Napoleona do prewencyjnego ataku na niewiernego sojusznika.
Niechciany generał
Analizując działania wywiadowcze na Wschodzie, ciężko nie wspomnieć również o gen. Michale Sokolnickim. Bohater wojny z Austrią (1809 r.), bo o nim mowa, w 1811 r. został skreślony z ewidencji służby czynnej armii Księstwa Warszawskiego za przedłużenie urlopu zdrowotnego bez zgody zwierzchników (prawdą jest, że Sokolnicki podupadł wówczas na zdrowiu).
Udało mu się z kolei odnaleźć w Paryżu, a nawet zdobyć zaufanie Napoleona. To właśnie memoriały Sokolnickiego były jednym z głównych źródeł wiedzy Napoleona na temat Imperium Rosyjskiego.
Niestety, wykorzystał on w praktyce jedynie ich najsłabszą, informacyjną część, a zupełnie pominął on świetnie przygotowany przez Sokolnickiego dokument o tym, że sprzymierzeńcami Rosjan będzie przestrzeń, klimat i fatalna infrastruktura. Cesarz gorzko pożałuje swojego zaniedbania, kiedy w roku 1812 jego najlepsze pułki będą ginęły w śniegach Rosji.
Ważną rolę, obok Sokolnickiego i wywiadu, reprezentowanego przez ks. Sapiehę, pełnił również ks. Poniatowski. W 1811 spędził on w Paryżu pod pretekstem reprezentowania Fryderyka Augusta na chrzcie syna Napoleona dużo czasu. Jednakże rzeczywistym celem przybycia „ks. Pepiego” było właśnie przygotowanie planu ataku na Rosję.
Napoleon liczył na Polaków i był świadomy, że ich znajomość terenu, języka, ludności etc. może się okazać kluczowa w przyszłej operacji. Należy więc jeszcze raz podkreślić, że choć praca wywiadu przyniosła wymierne efekty, Napoleon w niemniejszym stopniu sugerował się opiniami dwóch wybitnych polskich dowódców – ks. Poniatowskiego i gen. Sokolnickiego.
Ten drugi zyska nawet taką protekcję cesarską, że w 1812 r., dokładnie 15 czerwca, zostanie włączony do służby przybocznej Cesarza, gdzie będzie zajmował się pracą wydziału ds. krajów, przez które przechodzi Wielka Armia, w sposób szczególny tyczyło się to oczywiście Rosji. Sokolnicki w trakcie kampanii pełnił też funkcję adiutanta i dotrze z Cesarzem do Moskwy.
Brak nam za to informacji o działaniach podejmowanych przez „niechcianego” w polskiej armii generała w trakcie odwrotu. Sokolnicki powróci na karty historii dopiero w 1813.
Wywiad francuski w wojnie francusko–rosyjskiej – Biuro Statystyk za Niemnem
Już po rozpoczęciu działań wojennych, Napoleon zdał sobie sprawę, że wraz z zapuszczaniem się coraz głębiej na terytorium Rosji, konieczna była jeszcze sprawniejsza praca wywiadu, który dotychczas skupiał się na Litwie, tj. terenie planowanej inwazji – nikt nie przewidywał, że w ciągu jednej kampanii cesarz zechce wyruszyć na Moskwę.
W związku z tym zdecydowano się udzielić wsparcia słabo sobie radzącemu Sokolnickiemu, którego powoli zaczynały przerastać zadania. Postanowiono, że Elisabeth-Louis-Marie Le Lorgne d’ Ideville, szef Biura Statystyk francuskiego MSZ zostanie przypisany bezpośrednio do Kwatery Główniej jako tłumacz i sekretarz. Według Andrzeja Nieuważnego współpraca Francuza z Sokolnickim, ze względu na ambicję tego drugiego, z całą pewnością nie układała się bez zgrzytów.
Mimo to obydwoje musieli się znosić i działać wspólnie na wrogim terenie. Właśnie takich sytuacji Napoleon pragnął uniknąć i zamierzał utworzyć biuro wywiadowcze bezpośrednio przy swoim sztabie. Funkcję szefa tego departamentu miał objąć zdolny Bignon, jednak z niewiadomych przyczyn cesarz wycofał się z pomysłu jeszcze w czerwcu 1812 r., tym samym nie decydując się na scentralizowanie i usprawnienie pracy wywiadu.
Warto zaznaczyć, że podczas odwrotu Wielkiej Armii do niewoli dostało się 2 podwładnych Le Lorgne’a, a część jego korespondencji dostała się w ręce Rosjan, co może tylko obrazować jak wielki był zamęt i chaos podczas odwrotu z Moskwy.
Wywiad francuski w wojnie francusko–rosyjskiej 1812 roku – podsumowanie
Kampania 1812 r. przyniosła klęskę. Tak olbrzymią, że Cesarstwo Francuskie już się z niej nie podniosło, a bynajmniej nie na tyle, by stawić czoła licznym wrogom. Smutny los spotkał szpiegów Wielkiej Armii, którzy przez wiele miesięcy pracowali z narażeniem życia na pograniczu polsko–rosyjskim.
Ich wysiłek niestety okazał się daremny, tym bardziej, iż Napoleon nie wykorzystał najlepszej części ich prac i przekonany o własnym geniuszu, nie posłuchał się ich rad. Równie ponuro zakończyła się historia księcia szpiegów – Aleksandra ks. Sapiehy.
Po tym jak wziął trzymiesięczny urlop, jeszcze w czasie kampanii, czego powodem były tarcia z wojskowym gubernatorem Litwy, holenderskim generałem Dirkiem von Hogendorpem, Sapieha zatrzymał się u krewnego w Dereczynie.
Na podwórzu tamtejszej karczmy zaatakował i zranił go w nogę knur. Do rany wdała się gangrena i książę zmarł 8 września 1812 r., kiedy Wielka Armia zbliżała się do murów Moskwy. Z kolei Sokolnicki w kampanii 1813 r. odznaczył się w kilku bitwach i przejściowo, przez niecały dzień pełnił funkcję Naczelnego Wodza Armii Księstwa Warszawskiego.
Wziął również udział w walkach we Francji w roku następnym. Zmarł w 1816 r. w wyniku upadku z konia podczas rewii wojskowej. Pomyślniej wiodło się Bignonowi, który do śmierci pozostał zagorzałym bonapartystą. Cesarz w testamencie wyznaczył go na historyka Cesarstwa i były ambasador nie zawiódł pokładanych w nim nadziei – napisał 14-tomowe dzieło traktujące o epoce napoleońskiej.
Wywiad francuski w wojnie francusko–rosyjskiej 1812 roku – ocena
Ciężko jednoznacznie ocenić działanie aparatu wywiadowczego Wielkiej Armii w obliczu kampanii 1812 r., bowiem, jak słusznie stwierdził Wiesław Chełminiak, często takiej analizy dokonuje się poprzez pryzmat katastrofy, jaka spotkała Wielką Armię.
Mimo to należy zaznaczyć, że stworzona tak naprawdę od podstaw siatka szpiegowska w Księstwie Warszawskim, pierwsza w historii Polski, nie miała realnych szans, możliwości i co najważniejsze środków, by stawić czoła wymaganiom nadsyłanym z Paryża.
Jednakże i tak dokonano znacznego postępu w rozwoju wywiadu oraz zdołano zebrać stosunkowo pokaźną liczbę informacji o Imperium Rosyjskim. I chwała za to tym wszystkim anonimowym osobom, które w ten sposób walczyły o niepodległą Polskę…
Wojna szpiegów – druga strona
Tymczasem po drugiej stronie granicy również wrzało i Rosjanie i przygotowywali się do wojny. Ich sztab główny, podobnie jak francuski, zamierzał oprzeć swój plan na wiadomościach szpiegowskich uzyskiwanych od zaufanych wywiadowców z terenu całej Europy. Niezwykle ważne zadanie przypadło też dyplomatom, których działalność przerodziła się w niemal stricte szpiegowską misję…
Oczy i uszy cara
Ponieważ czas naglił Rosjan (zamierzali zaatakować Księstwo już w 1811r.), latem 1810r. nowy minister wojny gen. Michaił Barclay de Tolly przygotował specjalny plan organizacji wywiadu. Zakładał on, że dzięki akcjom szpiegowskim uzyska się informacje o „wojskowej, statystycznej i politycznej sytuacji w sąsiednich krajach”.
Co więcej, planowano również wysłanie do ambasad i konsulatów rosyjskich attaché (ros. vojennyje agenty) i użycie ich do działań typowo wywiadowczych. Car zaakceptował projekt i od razu zaczęto go realizować.
Przykładowo, do Madrytu wysłano por. Brozina, do Monachium por. Grabbe, a do Drezna mjr. Prendla. Z kolei do wykonujących dotychczas carskie polecenia pułkowników przy ambasadach w Paryżu (Czernyszewa), Wiedniu (von Siraskerena) i Berlinie (Renny’ego) przesłano nowe adnotacje i zarządzenia. Było to konkretne instrukcje i wskazówki odnośnie pożądanych przez sztab danych.
Miały to być schematy organizacyjne wrogich armii, miejsce stacjonowania poszczególnych pułków, ich linie zaopatrzenia, charakterystyka wyższej kadry oficerskiej, stan twierdz etc.
Co więcej, nakazywano również zebranie informacji o „liczbie mieszkańców, bogactwie, charakterze i duchu narodu, o topografii i produktach tej ziemi, o wewnętrznych zasobach tych potęg lub środkach, którymi dysponują dla kontynuacji wojny oraz różnych okoliczności sprzyjającym operacjom ofensywnym i obronnym.”
Nacisk kładziono też na to, czego brakowało w Petersburgu najbardziej – na mapy. Pożądano tam praktycznie wszystkiego, co przedstawiało jakąkolwiek wartość z punku widzenia sztabowców; szukano więc atlasów, dzienników statystycznych i innych wydawnictw opisowych.
Paryska agentura
Niezwykle ważne zadanie powierzono Aleksandrowi Iwanowiczowi Czernyszewowi, pułkownikowi i adiutantowi carskiemu, który przebywał w latach 1810 – 1812 w Paryżu jako łącznik pomiędzy monarchami obu krajów. Szybko stał się tam bardzo wpływowy i popularny, brylował na paryskich salonach, gdzie zapewne spotkał Michela Michela, byłego agenta rosyjskiego we francuskim Ministerstwie Wojny.
Szybko nawiązali oni współpracę i z francuskich biur wypłynęły stosy dokumentów m.in. te zawierające plany ataku na Rosję. „Francuski Kukliński” działał sprawnie, ale jego poczynania nie umknęły uwadze policji. W 1812r., już po wyjeździe Czernyszewa, Michela aresztowano, a następnie stracono. Jednakże nie przesądziło to o zdekonspirowaniu siatki szpiegowskiej Rosjan w Paryżu, która świetnie sobie radziła i bez niego.
Niechciany sąsiad
Rosyjskie agentury szczególnie duży nacisk położyły na zdobycie informacji o Księstwie, niechcianym sąsiedzie rosyjskiego imperium. W Petersburgu zdawano sobie dobrze sprawę z idących pełną parą polskich przygotowań do wojny, które trwały praktycznie nieprzerwane już od 1810r. – ciężko byłoby nie zauważyć rozbudowywania twierdz czy zwiększania liczebności wojsk.
To właśnie tym aspektom przyglądano się nad Wisłą najpilniej. Badano stan umocnień w Modlinie, Zamościu, Toruniu itd., obserwowano nastroje w żołnierskich szeregach, jak i w chłopskich chatach, sprawdzano miejsca koncentracji pułków i ich stany osobowe oraz możliwości operacyjne, a co równie ważne, sympatie polskich kręgów rządzących.
Cały czas starano się przeciągnąć na stronę rosyjską co ważniejszych urzędników Księstwa, w tym ks. Józefa Poniatowskiego. Nasz wódz naczelny oczywiście nie przystał na propozycje Rosjan i poinformował cesarza o zakusach wroga.
Rosyjski minister de Tolly nakazał także, by wywiadem zajęli się dowódcy jednostek stacjonujących nad Niemnem, których zadaniem było wysyłanie oficerów za granicę celem zasięgnięcia języka. Gdy jednak okazało się, że zbyt dużo z nich „wpada”, zabroniono wysyłania wysokich stopniem żołnierzy.
Ich poczynania były na miejscu weryfikowane nie tylko przez dowódców macierzystych jednostek, ale i przez komendantów przygranicznych miast oraz przebywających tam rezydentów, którzy zbierali na bieżąco informacje i przekazywali nowe wytyczne.
Zebrane dane odsyłali zaś na ogół do leżącego na granicy austriackiej Radziwiłłowa, gdzie koordynacją wszystkich zadań zajmowali się bracia Girssowie, kapitan i poczmistrz. Był to tak naprawdę główny ośrodek wywiadowczy Rosjan, bowiem zbierał wszystkie informacje z całej Europy, które musiały przejść właśnie przez Radziwiłłów.
Białostocki pułkownik T.
Niepoślednią rolę odegrał w zakulisowych przygotowaniach do wojny odegrał, niestety, Polak. Mowa o pułkowniku Józefie Turskim, byłym oficerze Legionów Polskich we Włoszech, usuniętym stamtąd za zbyt radykalne poglądy. Jego „zasługą” było m.in. ukrywanie szpiegów rosyjskich i nakłanianie polskich Żydów do współpracy z carem.
Podobne placówki mieściły się też w innych miastach dawnej Rzeczypospolitej. Operowali tam na przykład ppłk de Leizer, kpt. Wulfert, mjr Wrangel, niejaki Anochin, Schutz czy de Witt. Materiały zebrane dziś w rosyjskich archiwach, a badane przez polskich historyków dobitnie świadczą, że Rosjanie dokonali niemałych postępów w zbieraniu informacji o Księstwie i wiosną 1812r. posiadali jego przejrzysty i zgodny z prawdą obraz.
Oczywiście nie badali tylko tego obszaru. I tak na przykład zauważyli, że przybycie do Monachium gen. Junota i wysłanie do Drezna wozów z zaopatrzeniem świadczyć może o marszu Włoskiego Korpusu Obserwacyjnego na Ratyzbonę. Z kolei w Wiedniu, zaledwie w 3 tygodnie po podpisaniu austriackiego układu z Francją o wystawieniu pomocniczego kontyngentu wojskowego, udało się zdobyć jego pełną treść za sprawą tamtejszego attaché von Siraskerena.
Epilog
Powyżej został zaprezentowany obraz wojny szpiegów przed kampanią 1812r. Obraz z całą pewnością niekompletny, oparty na nielicznych dokumentach, które zaginęły w czasach politycznych zawieruch. Mimo to sądzę, że udało mi się pokazać, że już w XIX w. stosowano szeroko pojęte działania szpiegowskie i wywiadowcze na olbrzymią skalę, której dorównują m.in. tak popularne ostatnio czyny Ryszarda Kuklińskiego.
Przedstawiłem obydwie strony konfliktu, z których ciężko jest jednak wyłonić zwycięzcę, bowiem najczęściej nasza ocena będzie podyktowana względami subiektywnymi, a mianowicie wynikiem kampanii. Myślę, że ta „wojna szpiegów” okazała się dość wyrównana, a zastosowane w niej techniki nie różnią się tak bardzo od tych nam współczesnych.
Bibliografia:
- „Książę szpiegów”, Władysław Chełminiak, Focus Historia 6(64)/2012.
- „Wywiady twarzą w twarz”, Andrzej Nieuważny, Mówią wieki wyd. specjalne 02/2012.
- „Napoleon przeciwko Rosji 1812”, Digby Smith.
- inne opracowania naukowe kampanii 1812 r.
- materiały zgromadzone na napoleon.org.pl.
Damian Bączkiewicz
