Emil Antipow, Realizm polityczny elity władzy w Królestwie Polskim (1815-1830)
Gdy w 1815 roku zakończyły się obrady kongresu wiedeńskiego, sprawa polska znalazła swój „szczęśliwy” finał. Oto na mapy Europy powróciło Królestwo Polskie, wprawdzie złączone z Rosją, ale jednak. Fakt ten wywołał ogromny entuzjazm wśród zdecydowanej części polskiego społeczeństwa. Tylko nieliczni, nieśmiało napominali o „konstytucji na stole, a bacie pod stołem”. Właśnie recepcja i światopogląd różnej maści ugrupowań politycznych na ziemiach Królestwa, jest tematem książki Realizm polityczny elity władzy w Królestwie Polskim (1815-1830).
Kiedyś bywało…
Pomijając całą otoczkę, która dotyczyła konstytucji i realnej „polityki” stosowanej zarówno przez cara, jak i jego namiestników, warto na chwilę pochylić się nad tematem polskich stronnictw politycznych. Pokrótce nakreślę charakterystykę tych obozów, w odniesieniu tylko do ziem Królestwa Kongresowego.
Stronnictwo współpracy z Rosją
Część polskich polityków stanęła po stronie Rosjan. Możliwość zrobienia kariery widzieli oni tylko w całkowitym podporządkowaniu się interesom zaborcy. Do grona tego należeli między innymi namiestnik Józef Zajączek (dawny jakobin, generał napoleoński, a obecnie – bezwolny wykonawca poleceń Nowosilcowa), generał Wincenty Krasiński, minister oświecenia Stanisław Grabowski czy Józef Kalasanty Szaniawski („naczelny” urzędnik cenzury).
Dostrzegali oni nieuchronność takiej sytuacji, obawiali się również powtórki z rewolucji francuskiej. Być może dlatego stawiali, głównie, choć nie tylko, na realizację osobistych interesów w powiązaniu z aprobatą poleceń płynących z Petersburga.
Do tego stronnictwa, można przypisać również księcia Czartoryskiego, dawnego kolegę „z ławki” rosyjskiego cara. Obecnie, porzuciwszy wielką politykę, zajmował się rozwojem życia intelektualnego. Książę Drucki-Lubecki, ówczesny minister skarbu, całkowicie poświęcił się rozwojowi gospodarki Królestwa – zresztą z świetnym skutkiem. Ksiądz Staszic opracował plan rozwoju górnictwa, pomagał w działalności Towarzystwu Przyjaciół Nauk (choć był sygnatariuszem dekretu o wprowadzeniu cenzury).
Liberałowie
Do kolejnej grupy należeli liberałowie, głównie przedstawiciele ziemiaństwa i inteligencji. Ich głównymi reprezentantami byli bracia Bonawentura i Wincenty Niemojowscy, będący przywódcami tak zwanych kaliszan. W ramach istniejącego systemu stali się legalną opozycją.
Dążyli do rozszerzenia kompetencji parlamentu, uzyskania gwarancji wolności obywatelskich, wspierali unowocześnianie gospodarki. Gdy w 1820 roku zaprotestowali przeciwko wprowadzeniu cenzury, car dał jasno do zrozumienia, że legalna opozycja w Królestwie nie istnieje – i nie zwoływano obrad sejmu przez 5 lat. Sami bracia Niemojowscy zostali ukarani aresztem domowym.
„Romantycy”
Kolejną grupę stanowili polscy oficerowie i część inteligencji, grupujący się z młodej szlachty i mieszczaństwa. Kwestionowali oni istniejący porządek, prowadząc działania konspiracyjne. Gdy w 1820 roku okazało się, że legalny opór nie jest możliwy, zaczęli dążyć do powołania organizacji spiskowych. Takimi organizacjami były Panta Koina, Związek Wolnych Polaków czy Towarzystwo Filaretów i Towarzystwo Filomatów.
Ich głównym celem było uświadomienie narodu, samowychowanie i samokształcenie. Ich światopogląd był związany z romantyzmem, z kultem młodości, emocjonalności i marzeń. W późniejszym okresie, spora grupa „romantyków” stała się aktywnymi uczestnikami nadchodzących powstań.
Jak było z tym realizmem?
Mimo upływu dwustu lat, nadal ciężko osądzić, kto tak naprawdę był realistą politycznym. Każde z ugrupowań miało swoje racje i każde popełniało błędy. Serce mówi, że jestem za „romantykami”, lecz rozum – za księciem Druckim-Lubeckim. Podsumowując mogę dodać jedynie, że szkoda, że nadal aktualne pozostaje pewne motto – „Polak mądry po szkodzie” z dopiskiem „jednak nie zawsze”.
Emil Antipow w zdecydowanie lepszej formie dopowie wam, o co w tym wszystkim „biegało”. Świetnie porusza się w zawiłościach polskiej polityki, pisząc o niej z zamiłowaniem. Wprawdzie do końca nie przekonał mnie co do kwestii czy realizm w polskiej polityce rzeczywiście istniał, ale jego praca stanowi ważny wkład w tym temacie. Pomimo pierwszego rozdziału, książkę czytało się świetnie, niemal jak powieść. Dlatego – polecam ją. Warto zapoznać się z pomijanym fragmentem naszej rodzimej historii.
Autor posiada ogromną wiedzę na ten temat. W swoich wywodach ukazuje nam całą gamę różnych zapatrywań oraz ograniczeń, które w końcu doprowadziły do wybuchu powstania listopadowego. Początkowy entuzjazm z powrotu Polski na mapę Europy, szybko zaczął zamieniać się w rozczarowanie, strach, a w końcu w wybuch gniewu.
Warto sięgnąć po tę pozycję, aby zrozumieć nie tylko zawiłości polskiej polityki w XIX stuleciu, ale i przyczyn wszystkich naszych narodowych wad, które rzutują na dalsze losy Polski w teraźniejszości.
Bardzo podoba mi się charakterystyka głównych postaci. Mam tutaj zwłaszcza na myśli wielkiego księcia Konstantego Pawłowicza, Nowosilcowa, czy Franciszka Ksawerego Druckiego-Lubeckiego. Tak naprawdę tylko ci trzej panowie liczyli się na szachownicy Królestwa. Pierwszy – furiat i despota, marzył o zdobyciu polskiej korony.
Drugi, bezwzględny i cyniczny polityk, do granic możliwości oddany carowi. Trzeci – swoisty bohater-realista, który miał szansę „naprawić” kraj, jednak przez nieliczenie się z uczuciami reszty Polaków, stracił tę szansę. Cała trójka prowadziła między sobą ciekawą grę polityczną, która pozwala wszystkim jej uczestnikom coś zyskać. Jaka szkoda, że w Królestwie brakło więcej ludzi pokroju Druckiego-Lubeckiego.
W tej pozycji książkowej znajdziecie również mnóstwo przypisów. Jedne dotyczą tylko odnośników do źródeł, i te pominę milczeniem. Mnie podobały się te, które rozwijały lub uzupełniały poruszany temat. Były tak jakby wewnętrzną polemiką Autora, i z samym sobą, i z czytelnikiem. Bardzo fajny zabieg.
Jedyny minus widzę w pierwszym rozdziale książki. Są to dywagacje filozoficzne, mające na celu pokazanie czytelnikowi, jakie umocowanie prawne ma polityczny racjonalizm. Mnie wyjaśnienia nie tylko nie przekonały, ale i ogromnie nudziły. Męczyłem się ogromnie, i z terminologią, i z tłumaczeniami. Na szczęście kolejne były już zdecydowanie prostsze i łatwiejsze do czytelniczego „trawienia”.
Wydawnictwo Universitas
Ocena recenzenta: 5/6
Ryszard Hałas
Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem Universitas.