Reformacja 2.0

Reformacja 2.0 |Recenzja

Tomasz P. Terlikowski, Reformacja 2.0. Czy Kościół w Polsce przetrwa?

Gorycz, rozczarowanie, a jednak iskra nadziei — kiedy fundament zaczyna pękać, nie da się już odwracać wzroku. W centrum najbardziej bolesnych pytań o polski Kościół, pojawia się książka Reformacja 2.0. Terlikowski nie głaszcze sumień, nie szuka poklasku. Jego diagnozy wywołują bunt, ale i zmuszają do rachunku sumienia, jakiego dawno nie było.

Jezus mówi nam: „Jeżeli będziecie trwać w nauce mojej, będziecie prawdziwie moimi uczniami i poznacie prawdę, a prawda was wyzwoli” (Jana 8, 31-32). Nie bójmy się więc prawdy, bo ona nas wyzwala. Jest ona wsparciem w chwilach wątpliwości, zwątpienia. Jest zaczynem, na którym można budować coś dobrego. Przecież sam Chrystus powiedział: „Ja jestem drogą i prawdą, i życiem. Nikt nie przychodzi do Ojca inaczej jak tylko przeze Mnie” (Jan 14, 6).

Książka Tomasza Terlikowskiego Reformacja 2.0. Czy kościół w Polsce przetrwa? jest taką emanacją prawdy, która dla wielu wiernych katolików jest zakryta, albo nie do końca uświadomiona. Publikację tę czytałem z wypiekami na twarzy – czasem z gniewu, czasem z rozpaczy, ale cały czas z zaciekawieniem.

Niektórym faktom chciałbym zaprzeczyć, ale nie potrafię. Niektóre tezy, wnioski czy propozycje, są tym samym, co sam zaobserwowałem, i co dręczy mój umysł. Cieszę się, że jest ktoś, kto ma odwagę – mimo wiedzy o tym, jaki koszt przyjdzie mu za tę szczerość zapłacić – mówić, pisać i głosić prawdę. Ale do rzeczy.

Symptomy upadku

Radio Maryja, tworzące istne imperium medialne, napuszcza na siebie różne części polskiej społeczności. I pal licho, że ów „ojciec-dyrektor” (pisane z małych liter celowo) obrażał żonę tragicznie zmarłego prezydenta. Cóż z tego, że wiele pieniędzy publicznych zostało przejedzonych. Cóż z tego, że zbiórki firmowane przez znaną wszystkim fundację, przepadły w niejasnych okolicznościach. Liczy się kasa i władza. Ale przecież to nie jedyna tego typu instytucja, czy człowiek kościoła, który pod przykrywką wiary buduje własną markę, bogactwo i znaczenie.

Znana wszystkim Kaja Godek walczy, oczywiście w imię „pomyślności i szlachetności” chrześcijaństwa, o dobro zarodków, życie noworodków z ciężkimi wadami, które rodząc się będą cierpiały (i ich rodziny również). Lecz zamiast zrozumienia dla ludzkich dramatów i cierpień, liczy się dla niej tylko źle pojęta obrona chrześcijańskich wartości – bez poszanowania wolności wyboru dokonywanego przez rodziców.

A przecież Chrystus zostawił nam wolność wyboru, wolność popełnianiu błędów. Lecz pani Godek nie szanuje tego, przecież ona jedyna poznała boskie zamiary i palcem inkwizytora może opluwać dramaty osób, które niejednokrotnie muszą podejmować najtrudniejsze decyzje w życiu. Po co zrozumienie, po co pomoc? Łatwiej jest sądzić, oceniać i stawiać pod pręgierzem.

I jeszcze biskupi którzy coraz bardziej jawnie sprzyjają jednej z prawicowych partii, która wypaczyła obraz katolicyzmu do celów własnej walki politycznej. Czy wreszcie biskupi, którzy starają się zamieść pod dywan skandale i wynaturzenia, które wstrząsają kościołem – zwłaszcza pedofilia, narkotyki czy przemoc psychiczna…

Przecież to, co działo się w Sosnowcu czy w diecezji Szczecińsko-Koszalińskiej nie jest smutnym wyjątkiem. Ileż dramatów nadal pozostaje w ukryciu? Ile cierpienia nadal dotyka niewinne dzieci, ludzi szukających opieki Boga, a w zamian otrzymujących cierpienia – natury psychicznej, seksualnej czy instytucjonalnej? To tylko niewielka część tego, jakie problemy toczą nasz lokalny, polski kościół.

W wypowiedziach Terlikowskiego jest sporo goryczy – zarówno z perspektywy człowieka nauki, jak i zwykłego człowieka – ojca, obywatela i katolika, któremu dobro, nie tylko własne, ale i społeczności wiernych, gorąco leży na sercu.

Autor publikacji opisuje również wiele sytuacji, z którymi stykał się, prowadząc różnego rodzaju debaty, stykając się z osobami skrzywdzonymi przez księży i dostojników kościelnych. To relacja człowieka z pierwszej linii na froncie o prawdę, o przywrócenie chrześcijaństwu jego moralnej wartości. Można się nie zgadzać z jego diagnozą, ale – nim dotknie nas demon uprzedzeń – warto je przeczytać, zastanowić się nad nimi. Może w naszym sercu zakiełkuje coś dobrego. A jeśli nie – cóż, znajdziecie argumenty potwierdzające was z przeświadczeniu, że katolicyzm jest atakowany. Więc, cóż wam szkodzi sprawdzić?

Prawda w oczy kole

Początkowo można sądzić, że jest to rodzaj spowiedzi Autora, wyżalenia się na swój ciężki los. Jednak im dalej posuwałem się z lekturą, tym bardziej zacząłem sobie zdawać sprawę, że to nie jest cała prawda. Bo przecież schematy, wypowiedzi duchownych czy krytyka ze strony ultraprawicowych mediów, jest symptomem tego, co spotyka również innych ludzi (z niżej to piszącym włącznie). To jak walka z wiatrakami. Ale konieczna i mimo wszystko – ogromnie wartościowa.

Odkąd uzyskałem jako taką świadomość siebie i swoich religijnych wyborów, wydawało mi się, że Jezus przyszedł ludzi łączyć i ratować przed egzystencjalną pustką, przed zatraceniem. Niestety, coraz bardziej oczywistym staje się, że polski kościół mocno odbiega od tego typu nauki. Coraz bardziej dzieli – przecież osoby LGBT nie są ludźmi. Osoby godzące się na eutanazję czy aborcję traktowani są jako bezbożnicy. Osoby krytykujące Kościół, w jakikolwiek sposób, są apostatami, poganami, heretykami… Nawet jeśli głoszą prawdę, dobrze udokumentowaną prawdę.

Trzeba ich szykanować, zamiast zaakceptować ich bytność. A Jezus przecież trzymał się z osobami wykluczonymi. Stronił od wielkich tego świata, choć oczywiście ich nie odtrącał. Mimo to wolał przebywać z „pariasami”, wykluczonymi przez normy ustanowione przez człowieka – społecznymi, religijnymi i wszystkimi innymi. Stykał się z opętanymi, prostytutkami, poborcami podatków… Szanował każdego człowieka dla niego samego, a nie błędów, jakie popełnili. Był ich przyjacielem, a nie sędzią. Bo ostatecznie sądził będzie nas Bóg, a nie ludzie. I warto o tym pamiętać.

A nasz kościół? No cóż, woli wytykać palcami, kto jest „prawym” katolikiem, a kto jest odstępcą. Nawet decyzje niedawno zmarłego papieża Franciszka spotykały się, z mniej lub bardziej ukrywanym, oporem, brakiem zrozumienia, akceptacji. Wszak poszczególni dostojnicy zakładają, iż to właśnie im Bóg objawił całą prawdę objawioną. Ale czy to nie aby pycha?

Diagnoza, jaką serwuje nam Terlikowski jest bardzo obrazoburcza, ale jakże prawdziwa. Będąc katolikiem, odczuwam swoisty ból serca i duszy, że mój (polski) Kościół, jest tak daleki od ludzi; że dzieli; że niejednokrotnie jątrzy; że opowiada się za partią, która wypaczyła naukę chrześcijańską i czyni wszystko co uzna za słuszne, nie bacząc na własną drzazgę w oku. Mówią cel uświęca środki. Tylko co oprócz władzy jest celem PiS-u? Gdzie jest miejsce dla Boga miłosierdzia, rozmowy, kontaktu, przyjaźni?

Przepraszam, jest oczywiście miejsce na debatę, ale tylko na warunkach narzucanych przez tę partię, i tematy z góry ustalone, wszystko co „niekanoniczne” jest obrzucane błotem, ścierane z powierzchni ziemi. I zawsze kończy się wyszydzaniem, opluwaniem, bo nie ma dla nich świętości. A jednak nasz kościół na to nie reaguje, wręcz przeciwnie – popiera zło samo zachwytu nad zaprzaństwem wobec Chrystusa…

„I na koniec, gdybym miał szukać analogii historycznej do naszej obecnej sytuacji, to powiedziałbym, że stoimy wobec podobnego problemu, jaki przeżywali Żydzi po zburzeniu Świątyni, odebraniu przez Rzymian Jerozolimy. Ich kult był wówczas świątynny, skupiony wokół ofiar i trzeba było (wykorzystując inne jego elementy) skonstruować go na nowo. My także obserwujemy rozpad świątyni, instytucji, wokół której zbudowane było życie, kult, teologia, i musimy wyruszyć w drogę ku odmiennemu, już nie skupionemu na instytucji myśleniu. To, ku czemu zmierzamy, może się mieć tak do obecnej formy katolickości jak judaizm rabiniczny do świątynnego” (s. 65).

Jakie są wnioski?

Czy Kościół w Polsce upadnie? Nie wiem. Być może, choć pragnę z całego serca by było inaczej. Sam Terlikowski nie precyzuje odpowiedzi. Stawia raczej diagnozę. Przestrzega przed kolejnymi błędami, których konsekwencją będzie podobna sytuacja do tej, jaka jest udziałem Kościoła w Irlandii. Wbrew powszechnej opinii, stara się rzucić promyk nadziei, że tak nie musi być. Ale trzeba, już, teraz, natychmiast, wziąć się do pracy. Razem, bez uprzedzeń.

Świat bez wiary w Boga, traci sens, a nasza egzystencja sprowadza się tylko do procesów biologicznych. Bez Boga nie ma duszy, prawa, miłosierdzia i poszanowania człowieka dla człowieka. Możemy się spierać o różne paradygmaty, tezy czy praprzyczyny wszystkich zdobyczy ludzkości. Ale ich początek bierze się w wierze w Absolut-Boga. Bardzo bym chciał, aby „proroctwa” Terlikowskiego były tylko wymysłem szarlatana. Ale wiem, że są celną diagnozą realnych problemów, które rozkładają wspólnotę chrześcijańską w Polsce. Serce podpowiada mi, że wiele z tego, co poruszył Autor tej niezwykle ciekawej książki, będą się działy w najbliższym czasie.

Jest w tej książce wiele wątków, które chciałbym poruszyć, jednak – jako recenzent – jestem ograniczony formą i ilością. Dlatego życzyłbym sobie, abyście sami sięgnęli po tę lekturę, i by stała się ona fundamentem rozmów, pewnie nie łatwych, ale jednak rozmów, które nauczą nas porozumiewać się, szanować swoje odmienności i wady oraz budować coś, co będzie łączyło, a nie dzieliło.

Reformacja 2.0. Czy Kościół w Polsce przetrwa? Podsumowanie

Publikacja dzieli się na siedem większych rozdziałów, plus dwa mniejsze (wstęp i zakończenie). Całość sumuje się na 315 stronach. To książka dla osób, którym dobro Kościoła katolickiego w Polsce leży na sercu. Jestem przekonany, że większość z czytelników poczuje się urażona, oburzona obserwacjami, które Tomasz Terlikowski tutaj zamieścił. Chciałbym, aby było inaczej, ale to prawda, tylko sama prawda.

Posłużę się jednak słowami Jezusa, które wyrzekł podczas swego procesu przed Sanhedrynem: „Jeśli powiedziałem coś złego, to wyjaśnij, co było złe. Ale jeśli powiedziałem prawdę, to dlaczego mnie bijesz” (Jana 18:22, 23). Można je odnieść zarówno do samego Autora tej książki, jak i wszystkich tych, którzy, w pocie czoła, starają się przywrócić żywotność skostniałej, niejednokrotnie bezdusznej instytucji, która stara się reprezentować Boga tu na Ziemi.


Wydawnictwo Literackie
Ocena recenzenta: 5/6
Ryszard Hałas


Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem Literackim. Tekst jest subiektywną oceną autora, redakcja nie identyfikuje się z opiniami w nim zawartymi.

Comments are closed.