
Wracały do mnie także słowa Romana, który mówił mi podczas swego ostatniego wywiadu 2 sierpnia 2014r., że „ludność wtedy była bardzo patriotyczna. Karmili partyzantów i ich konie, nie szukając wynagrodzenia. Chłopi bardzo pomagali lotnemu oddziałowi”. Dla tamtych ludzi mundur polski był bardzo ważnym symbolem. Mundur chronił spokój i każdy polski dom. Mundur był „widocznym znakiem oporu a w konkretnej sytuacji – ciągłością państwa”. W czasie wojny polski mundur był otuchą dla narodu, a żołnierskim obowiązkiem było walczyć i trwać, gdzie krzywda. „Ludzie szli do munduru jak do Przenajświętszego Sakramentu”.[z filmu „Hubal”] Niezłomny żołnierz Henryk Dobrzański Hubal major Oddziału Wydzielonego Wojska Polskiego przyrzekł: „Ja w żadnym razie broni nie złożę, munduru nie zdejmę. Tak mi dopomóż Bóg”. Niemcy bali się go jak ognia i nazywali go „Der tolle major”, co znaczy „szalony major”. Pamietam, jak Roman podczas swego wywiadu mówił, iż „Niemcy bardzo bali się „bandy” Hubala”. W takim oddziale ułanów majora Hubala służył plutonowy, potem wachmistrz Roman Rodziewicz. W filmie „Hubal” wyreżyserowanym w 1973r. przez Bohdana Porębę rolę tytułową kreował świetny aktor Ryszard Filipski, a w plutonowego Romana wcielił się Jan Stawarz.
Tutaj msza św. w kaplicy, a ja oglądam film w swych myślach i tak klatka po klatce cwałuję, by nadążyć za szarżą kawalerii, która 30 marca 1940r. w ciężkim boju pod Huciskami „zsiekła na drzazgi oddziały niemieckie aż iskry leciały”. To autentyczne słowa Romana, które brzmiały w moich uszach, kiedy wypowiadał się o swej historycznej przeszłości. Mówił mi, że „dla nich ułanów major Hubal był ich opiekunem. Był jak ojciec, prawdziwy troskliwy ojciec”. Wtedy zagadnęłam także o Mariannę Cel ps. „Tereska”, o ułan babę, co służyła z nimi i przenosiła meldunki i też chciała Niemca bić. Roman odrzekł, że: „ona była bardzo odważna, że patriotką była”.

Po piekle holokaustu w niemieckich obozach koncentracyjnych w Auschwitz, (trafił tam po aresztowaniu w sierpniu 1943r. jako więzień polityczny i żołnierz AK, gdzie wytatułowano mu na lewej ręce nr obozowy 165642) Brzezince, Buchenwaldzie oraz na terenie Austrii, które to obozy zagłady przetrzymał – Rodziewicz chciał po wyzwoleniu odszukać „Tereskę”. Rozpytywał o nią swych nielicznych kompanów ułanów, którzy ocaleli. Żaden z nich nic nie słyszał o niej. Pojechał w okolice, gdzie stacjonowała kiedyś ich kawaleria, by rozpytać tamtejszą ludność o „Tereskę”. Ślad po niej zaginął. Ze smutkiem mówił, że „musiała być zabita przez Niemców a ciało jej przepadło” i zamyślił się głęboko… Po czym zapytał na głos: „Mógłbym papieRosa od kogoś popRosić?…” i powiedział to z tym swoim dźwięcznym, pięknie brzmiącym „R”.
Przepadło też ciało samego legendarnego majora Hubala, który zginął 30 kwietnia 1940r. pod Anielinem k/Opoczna. Koń majora „Demon” też poległ od kul. Poległo wielu partyzantów. „Każdy ginący człowiek to cały świat sam w sobie”.[Melchior Wańkowicz] Cudem wachmistrz Roman ocalał. Pomimo iż wiele razy otarł się o śmierć (także w obozach koncentracyjnych), nigdy nie był ranny. Mówiono o nim, że kule się go nie imały a Pan Bóg kule nosił. Raz jedyny był draśnięty kamieniem z szosy, który uderzył go w okolice nosa. Taki to był prawdziwy polski superman, superhero.