Epidemia pryszczycy z 2001 roku daje Scottowi Prestonowi punkt wyjścia, ale Pożyczone wzgórza szybko wychodzą poza historię kryzysu rolniczego. Najwięcej miejsca zajmuje tu świat farmerów z Kumbrii: ich język, praca, stosunek do ziemi, zwierząt i dziedziczenia, a także sposób, w jaki całe życie może zostać podporządkowane gospodarstwu przekazywanemu z pokolenia na pokolenie.
Człowiek powinien pochować kości swojego ojca. A nie je odziedziczyć. To zdanie Danny’ego Herne’a dobrze otwiera książkę czytaną z perspektywy jej końca. Caldhithe można odziedziczyć prawnie, razem z ziemią, zabudowaniami i stadem. Znacznie trudniej oddzielić od tego obowiązki, pamięć rodziny, stosunek do pracy i wyobrażenie o tym, kim człowiek powinien być, skoro urodził się jako syn farmera.
Preston bardzo mocno osadza powieść w konkretnej kulturze pasterskiej. Nazwy rozdziałów pochodzą ze starego systemu liczenia owiec: yan, taen, tedderte, medderte, pimp. Steve liczy w ten sposób stado, zna rytm pracy, potrafi rozpoznać zwierzę, ocenić jego stan, pamięta pastwiska i granice gospodarstw. Farma nie została dopisana do fabuły jako atrakcyjne tło. Powieść jest zbudowana od środka tego świata.
Dlatego epidemia pryszczycy ma tutaj ciężar większy niż utrata określonej liczby zwierząt. Likwidowane są stada tworzone przez lata, razem z hodowlaną ciągłością i pracą kilku pokoleń. Dla ludzi takich jak William Herne własność ziemi i zwierząt oznacza również prawo do decydowania o nich. William należy do nielicznych miejscowych farmerów, którzy naprawdę posiadają swoje gospodarstwo, a nie jedynie je dzierżawią. Kiedy państwo wkracza na jego ziemię i nakazuje likwidację owiec, narusza porządek, na którym przez całe życie opierał swoją pozycję.
Preston nie idealizuje tego przywiązania. William broni farmy, ale jednocześnie podporządkowuje jej rodzinę. Traktuje Caldhithe jak coś, co powinno przejść na syna razem z nazwiskiem i umiejętnościami. Danny zna pracę przy owcach, potrafi ją wykonywać, a mimo to nie chce powtórzyć życia ojca. W ich relacji stale wraca przekonanie, że kompetencja do prowadzenia gospodarstwa jest niemal równoznaczna z obowiązkiem pozostania na nim. Podobnie funkcjonuje Steve. Jest narratorem i przez większą część książki pozostaje obok głównego konfliktu, choć coraz głębiej w niego wchodzi. Sam pod koniec przyznaje, że historia Williama przesłoniła mu własną. To jedno z najciekawszych rozwiązań Prestona, bo Steve opowiada człowieka, którego z czasem zaczyna przypominać. Zostaje na jego farmie, przejmuje jego pracę, próbuje zatrzymać Helen podobnym argumentem i starzeje się w Caldhithe, choć formalnie gospodarstwo nigdy do niego nie należało.
Narracja Steve’a jest przy tym daleka od pewności. Mówi po latach, pamięta wybiórczo, niektóre wydarzenia rekonstruuje, inne podaje w wątpliwość. Najdalej Preston prowadzi to podczas pożaru Caldhithe. Steve pamięta rozmowę z Williamem w płonącym domu i jego ostatnie słowa, później dowiaduje się jednak, że ciało znaleziono przy bramie, poza budynkiem. Nie wiadomo, czy spotkanie rzeczywiście się wydarzyło, czy było skutkiem zatrucia dymem, wyczerpania i pamięci, która przez lata dopisała własną wersję. Dzięki temu William istnieje w powieści także jako człowiek opowiedziany przez Steve’a. Czytelnik poznaje go z relacji kogoś, kto długo pozostawał pod jego wpływem, a po jego śmierci zamieszkał w miejscu, które wcześniej należało do niego. Preston zostawia między nimi coraz mniej wyraźną granicę.
Bardzo dobrze działa również sposób, w jaki książka prowadzi temat przemocy. Ludzie wychowani przy zwierzętach nie boją się śmierci jako fizycznego faktu. Potrafią zabić chore zwierzę, odebrać poród, opatrywać rany, wyciągnąć martwe jagnię, pracować wśród krwi. Później podobna rzeczowość zaczyna pojawiać się przy przemocy wobec ludzi. Kradzieże owiec, groźby, pobicia i broń zostają stopniowo włączone do codziennego rytmu. Najlepiej widać to przy skradzionych stadach. Po pewnym czasie Steve przestaje myśleć o ich pochodzeniu. Owce trzeba karmić, strzyc i prowadzić na pastwisko, niezależnie od tego, czy zostały kupione, urodziły się na farmie czy przyjechały nocą w ciężarówce. Preston pokazuje moralne przesunięcie poprzez pracę, rutynę i kolejne obowiązki, bez potrzeby rozpisywania wewnętrznych deklaracji bohaterów.
Książka jest też opowieścią o zmianie brytyjskiej wsi, choć ten wątek pozostaje w tle. Gospodarstwa tracą rentowność, domy stoją puste albo służą przyjezdnym, rośnie znaczenie turystyki, a liczba ludzi gotowych prowadzić farmy maleje. W Caldhithe pojawia się nawet propozycja ponownego zadziczania ziemi i zastąpienia części tradycyjnego gospodarowania innym sposobem użytkowania terenu. Dla Williama taki pomysł dotyka samego sensu farmy, ale Preston nie przedstawia kumbryjskiego krajobrazu jako czegoś nietkniętego przez człowieka. Wzgórza zostały ukształtowane przez wypas, murki, uprawę, kopalnie i kolejne pokolenia mieszkańców. Krajobraz uznawany za dawny również jest rezultatem zmian. Stąd tytuł nabiera znaczenia dopiero pod koniec. Steve wypasa owce „na pożyczonych wzgórzach”, choć przez całe życie obracał się wśród ludzi bardzo przywiązanych do granic, własności i dziedziczenia. William posiadał Caldhithe. Danny je odziedziczył. Steve przepracował tam większość życia. Helen odeszła. Każde z nich miało z tym samym miejscem zupełnie inną relację.
Rusty domyka tę konstrukcję bez większego komentarza. Steve znajduje go jako jagnię po likwidacji stada podczas epidemii i ratuje przed śmiercią. Po ponad dwudziestu latach Danny odnajduje tego samego barana starego, ślepego i wyniszczonego, uwalnia go ze splątanej wełny, a potem podcina mu gardło.
Preston buduje więc powieść wokół rzeczy, które można przez pewien czas podtrzymywać: stada, farmy, rodzinnej tradycji, pamięci o człowieku, sposobu życia. Nie wszystkie powinny jednak trwać tylko dlatego, że trwały wcześniej.
Najwięcej zostaje z Pożyczonych wzgórz tam, gdzie Preston przestaje opowiadać o samej epidemii i pozwala zobaczyć jej konsekwencje w dłuższej perspektywie. Katastrofa z 2001 roku przyspiesza rozpad świata, którego bohaterowie i tak nie mogli zachować w niezmienionej postaci. William próbował bronić ciągłości siłą, Steve podtrzymywał ją pracą, Helen od niej odeszła, Danny musiał najpierw wyjechać, żeby po latach wrócić już bez obowiązku powtarzania życia ojca.
W tym sensie Preston pisze o dziedziczeniu znacznie szerzej niż o ziemi. Rodzina przekazuje następnym pokoleniom również sposób rozumienia obowiązku, lojalności i własnego miejsca, a takie dziedzictwo bywa trwalsze od aktu własności. Można sprzedać farmę, opuścić dom, wyjechać na drugi koniec kraju, a nadal reagować na widok wzgórz tak, jak Danny po dwudziestu latach. William chciał zostawić synowi Caldhithe; zostawił mu znacznie więcej.
Wydawnictwo Czarne
Agnieszka Cybulska