Aneta Pawłowska-Krać, Milion myśli naraz. O dorosłych z ADHD

Aneta Pawłowska-Krać, Milion myśli naraz. O dorosłych z ADHD

Aneta Pawłowska-Krać pisze o ADHD w momencie, gdy temat wyszedł już z gabinetów psychiatrycznych i wszedł do mediów społecznościowych, codziennego języka oraz prywatnych rozmów ludzi, którzy po trzydziestce czy pięćdziesiątce zaczynają podejrzewać, że ich wieloletnie problemy mogą mieć nazwę. Milion myśli naraz bierze ten popularny temat i sprowadza go z powrotem do życia: do pracy, małżeństwa, wychowania dzieci, pieniędzy, uzależnień, depresji, wstydu, zmęczenia i pytań o własne dzieciństwo. Łączy je to, że prędzej czy później ADHD wystawia im rachunek.

Konstrukcja książki jest prosta i dobrze odpowiada tematowi. Pawłowska-Krać przeplata historie kilku dorosłych osób rozdziałami poświęconymi diagnozie, kobietom z ADHD, farmakoterapii, psychoedukacji, grupom wsparcia i coachingowi. Bohaterowie nie służą jednak jako ilustracje kolejnych kryteriów diagnostycznych. Ich biografie są zbyt różne, żeby stworzyć z nich jednolity portret dorosłego z ADHD, i autorka tego nie próbuje. Ada prowadzi kancelarię, Maciej firmę, Dawid ma problem z utrzymaniem kolejnych zajęć, Gaja łączy ADHD ze spektrum autyzmu, Marta przez lata leczyła depresję. Wspólny pozostaje późny moment rozpoznania.

To przesunięcie jest w książce istotniejsze od samego katalogu objawów. Diagnoza przychodzi do ludzi, którzy mają już gotową wersję własnej przeszłości. Wiedzą, kto w rodzinie był leniwy, kto wybuchowy, kto nieodpowiedzialny, kto „miał charakter”, kto zawsze czegoś zapominał i kto nie potrafił się zebrać. Nowe rozpoznanie nie usuwa tych wspomnień, ale zmienia język, którym można je opisywać. Pawłowska-Krać wraca do tego wielokrotnie, bez robienia z diagnozy prostego uniewinnienia.

Pomaga jej historyczne tło. Dorosłe ADHD przez długi czas zajmowało znacznie mniej miejsca w psychiatrii niż ADHD dziecięce; kryteria pozwalające diagnozować zaburzenie po osiemnastym roku życia pojawiły się w DSM w 1994 roku. Przy bohaterach wychowanych w PRL albo w pierwszych latach transformacji ta informacja przestaje być przypisem do historii medycyny. Pokazuje, dlaczego ktoś mógł przejść przez szkołę, studia i sporą część dorosłości bez rozpoznania, nawet jeśli trudności towarzyszyły mu od dziecka.

Pawłowska-Krać dobrze wykorzystuje także różnicę między pokoleniami. Maciej dorastał na popegeerowskiej wsi, wcześnie zaczął zarabiać, a jego szkolne losy zależały nie tylko od cech, które po latach połączy z ADHD, lecz również od biedy, choroby ojca, transformacji gospodarczej i pomocy nauczycieli. Sam po diagnozie część swoich zachowań wiąże z zaburzeniem, pozostałe z wychowaniem i wartościami wyniesionymi z domu. Taka ostrożność chroni książkę przed psychologizowaniem całych życiorysów.

Podobnie jest z rodziną. ADHD ma wysoką dziedziczność, a autorka przytacza szacunki sięgające 70–80 procent. Nic dziwnego, że po diagnozie bohaterowie zaczynają przyglądać się rodzicom, rodzeństwu i dzieciom. Pawłowska-Krać nie zamienia jednak rodzinnych podobieństw w serię diagnoz stawianych ludziom, których nie badał żaden specjalista. Ojciec Dawida może po latach przypominać synowi osobę z ADHD, pozostaje jednak człowiekiem bez takiego rozpoznania; jego alkoholizm i przemoc również nie dostają wygodnego neurologicznego usprawiedliwienia.

W tym materiale pojawia się też przestrzeń do rozmowy o traumie międzypokoleniowej, choć sama autorka nie buduje wokół niej osobnego wywodu. Rodzinne historie pełne są chaosu, krzyku, problemów z regulacją emocji, wstydu i poczucia winy. Liliana po latach rozpoznaje podobieństwa między własnym zachowaniem a zachowaniami rodziców, a później, już jako matka, mierzy się z własnymi wybuchami wobec dzieci. Książka pozwala przy tym zachować potrzebne rozróżnienie: dziedziczenie podatności na ADHD i przekazywanie rodzinnych sposobów reagowania należą do różnych porządków, choć w jednej biografii mogą przez lata pozostawać ze sobą splątane.

Równie dobrze wypada część poświęcona kobietom. Pawłowska-Krać przypomina, że dziewczynki częściej pozostawały poza diagnostyką, zwłaszcza gdy zamiast nadruchliwości dominowało rozkojarzenie, wycofanie albo odpływanie myślami. Przywołuje też badania pokazujące, że nauczyciele częściej kierowali do specjalistów chłopców. Dorosłość dokłada do tego organizację domu, dzieci, terminy i całą pracę pamięciową wykonywaną każdego dnia. Agata Todzia-Kornaś opowiada o pacjentkach przychodzących do gabinetu skrajnie wyczerpanych ciągłym pilnowaniem rzeczy, z którymi mają szczególne trudności.

Autorka nie zatrzymuje się jednak na późnym rozpoznaniu i jego emocjonalnych skutkach. Kolejne części dotyczą leków, psychoedukacji, grup wsparcia i praktycznych sposobów organizowania codzienności. Ta część bywa bardziej poradnikowa i zmienia rytm reportażu, szczególnie przy dłuższych fragmentach poświęconych konkretnym strategiom czy coachingowi, ale pozwala uniknąć historii zakończonej samym zdaniem: „dostał diagnozę i wszystko zrozumiał”. Wiedza o ADHD okazuje się początkiem kolejnego procesu, nieraz bardzo przyziemnego: trzeba znaleźć odpowiedni lek, nauczyć się odpoczywać, przebudować dzień, zaakceptować kalendarz, przypomnienia, listy i rozwiązania, które dla drugiego człowieka mogą wyglądać absurdalnie banalnie.

Granice diagnozy wyznacza rozdział o psychoedukacji. Marta Cieśla mówi o potrzebie rozpoznawania tego, co wynika z ADHD, oraz tego, co należy do osobowości, innych zaburzeń i historii życia. Ten problem pojawia się szczególnie wyraźnie przy Marcie, u której obok ADHD są depresja oraz doświadczenie uznane przez terapeutę za traumatyczne. Po terapii EMDR część zgłaszanych przez nią trudności ze skupieniem i obecnością w teraźniejszości uległa zmniejszeniu. Pawłowska-Krać nie próbuje z tego budować teorii o traumatycznym źródle ADHD; opisuje człowieka, u którego kilka problemów przez lata leżało jeden na drugim.

Do książki wraca jeszcze jeden temat: skala nierozpoznanego ADHD u dorosłych. Przy założeniu częstości na poziomie około 3 procent Pawłowska-Krać wylicza blisko 920 tysięcy dorosłych w Polsce. W 2024 roku niewiele ponad 11 tysięcy osób miało przynajmniej jedną wizytę psychiatryczną na NFZ rozliczoną z kodem ADHD, przy czym Ministerstwo Zdrowia zaznaczało, że dane te nie oznaczają liczby nowych diagnoz i nie obejmują prywatnej części systemu. Autorka nie próbuje z tych dwóch liczb zrobić fałszywej statystyki „zdiagnozowanych i niezdiagnozowanych”; zestawia raczej porządek epidemiologicznych szacunków z tym, co widać w publicznej ochronie zdrowia.

Milion myśli naraz ma przez to więcej wspólnego z książką o biografii niż z typową popularyzacją psychiatrii. Rozpoznanie ADHD staje się nową informacją wprowadzoną do życia, które dawno już się wydarzyło, ze wszystkimi jego przypadkami, zranieniami, społecznymi warunkami i cudzymi decyzjami. Człowiek zaczyna jeszcze raz przeglądać dzieciństwo, szkołę, relacje z rodzicami, małżeństwa i kolejne porażki zawodowe, ale każda próba wyjaśnienia wszystkiego jednym terminem prędzej czy później rozbija się o tę samą przeszkodę: biografia jest większa od diagnozy.

Pawłowska-Krać przekonuje najbardziej wtedy, gdy zostawia obok siebie rzeczy, których nie da się elegancko połączyć. Dziedziczność i wychowanie. ADHD i traumę. Ulgę po diagnozie i żal za straconym czasem. Prawo do własnych ograniczeń i odpowiedzialność wobec partnera czy dzieci. Człowiek po pięćdziesięciu latach może wreszcie dowiedzieć się, skąd brała się część jego problemów, ale nie odzyska lat przeżytych pod innymi nazwami; może za to inaczej opowiedzieć je sobie i następnym pokoleniom, a czasami tyle wystarcza, żeby rodzinny ciąg dalszy nie był dokładnym powtórzeniem poprzedniego rozdziału.


Wydawnictwo Czarne
Agnieszka Cybulska

Comments are closed.