Stolica szpiegów│Recenzja

A. Federowicz, Warszawa stolica szpiegów

Wywiad, nie ważne wojskowy czy cywilny, zrobił się ostatnio bardzo popularnym tematem. Co dziwne, bo takie kwestie zwykle nie lubią rozgłosu. Ale pisze się o nich coraz więcej. Najnowsza pozycja na ten temat „Warszawa stolica szpiegów”, wydana nakładem wydawnictwa Zona Zero jest kontynuacją tej tendencji. Książka z rekomendacją radiowej „Jedynki” jest po prostu… Coż? Taka sobie.

Powieści szpiegowskie cieszą się sporym zainteresowaniem. W sumie nic dziwnego, że ten sam trend dotyczy literatury faktu utrzymanej w tej konwencji. I na tym właśnie zainteresowaniu bazuje ostatnio coraz więcej wydawnictw, zasilając rynek pozycjami o szpiegach, akcjach wywiadowczych i kontrwywiadowczych. I trochę właśnie taka jest „Warszawa stolica szpiegów” Andrzeja Federowicza, wydana nakładem wydawnictwa Zona Zero.

Do lektury tej książki bardzo mocno zachęca po pierwsze „okładka”, (po której teoretycznie książki nie powinno się oceniać), czyli strona wizualna. Świetnie stylizowana, krwistoczerwona, z chwytliwym tytułem i świetnie zaprojektowaną ilustracją, to niewątpliwie jedne z większych plusów książki. Choć przy okazji należy zaznaczyć, iż już w środku wszystko będzie czarno- białe, co po takiej okładce raczej zawodzi. Samą treść pozycji stanowi 10 rozdziałów, z których każdy opowiada o innym szpiegu czy innej akcji, osadzonej w Warszawie w ciągu ponad stu lat (począwszy od czasów carskich aż do operacji wywiadowczych UOP w latach 90. XX stulecia). Niestety nie wiadomo, bo autor tego czytelnikowi wytłumaczyć nie raczył, z jakiego klucza dobrał bohaterów. Podczas lektury miałem nieodparte wrażenie, iż chyba trochę przypadku.

Przypadkowość i niekonsekwencja w narracji jest widoczna niestety nie tylko w spisie treści. Podczas narracji czytelnik napotka wiele bardzo „śliskich” i ryzykownych tez, których autor nie do końca tłumaczy o argumentach w ich obronie już nie wspominając. Przykładem niech będzie teoria Federowicza o braku wywiadu i kontrwywiadu, jaki przyczynie upadku Rzeczpospolitej szlacheckiej. Czy tak było? Raczej tak, ale była to jedna z przyczyn, nie zaś ta najbardziej znacząca, jak twierdzi autor. No bardzo ryzykowna teza na początek panie Federowicz!

Ogromny minus należy się też książce za czas teraźniejszy w kilku miejscach. No cóż, w książce traktującej o historii coś takiego nie ma prawa się zdarzyć. Ponadto na ponad 300 stronach czytelnik spotka wiele uproszczeń. Narracja bez polotu bardzo mocno psuje wrażenia z lektury. I nie potrafi tego zmienić fakt, iż autor poprawnie zbudował opowieść i szczątkowy aparat badawczy w postaci bibliografii. Poprawnie i tylko tyle!

Jak zatem generalnie ocenimy „Warszawę stolicę szpiegów”? Określenie i poprzedniej linijki jest chyba najlepsze. Poprawna i tyle! Bez szału, bez fajerwerków. Pełna jest za to smaczków i ciekawostek z tak bujnego życia wywiadu i jego ludzi. Może dlatego warto ją przeczytać?

Wydawnictwo: ZONA ZERO

Ocena recenzenta: 3,5/6

Dawid Siuta

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*