Niepozorne pole na skraju wsi, które przez dekady kryło milczące świadectwo tragedii sprzed wieków. Odkrycie w Krzywowierzbie-Kolonii podczas rutynowych prac budowlanych rzuca nowe światło na dramatyczne losy dawnych mieszkańców. Wśród szczątków dzieci, kobiet i mężczyzn – cisza, której nikt nie słyszał, aż do teraz.
16 kwietnia 2025 roku na terenie gospodarstwa rolnego w miejscowości Krzywowierzba-Kolonia, w gminie Dębowa Kłoda, województwo lubelskie, rozpoczęto prace ekshumacyjne, które przyniosły niezwykłe i jednocześnie poruszające rezultaty. Podczas prac ziemnych, prowadzonych w związku z planowaną budową fundamentów pod nowe budynki, właściciel posesji natknął się na ludzkie szczątki. Jak się później okazało, były to kości należące do kilkunastu osób, w tym zarówno dorosłych, jak i dzieci.
Pierwsze znaleziska miały miejsce już w listopadzie poprzedniego roku. Wówczas grupa badaczy-amatorów działająca w porozumieniu z zawodowymi archeologami zabezpieczyła odkryte fragmenty szkieletów i czasowo zakopała je z powrotem. Na teren powrócono 10 i 11 kwietnia 2025 roku, by przeprowadzić bardziej szczegółowe badania antropologiczne oraz formalną ekshumację.
Jacek Adamiec, archeolog sądowy i inicjator badań, w rozmowie z Polską Agencją Prasową wyjaśnił: Pomiędzy zabudowaniami gospodarskimi, na powierzchni ok. 5 tys. m², znaleźliśmy kilkanaście szkieletów. Spodziewaliśmy się, że mogli tu zostać pochowani żołnierze Korpusu Ochrony Pogranicza polegli w 1939 r., ale wykopaliska i wstępne badania antropologiczne nie potwierdzają tej wersji.
Jak dodał, z ziemi wydobyto szczątki należące najprawdopodobniej do 19 osób, w tym trzy kompletne szkielety oraz rozproszone fragmenty kości.
Tajemnicze odkrycie w Krzywowierzbie-Kolonii: co wiemy o pochowanych? Wiek, płeć, możliwe przyczyny śmierci
Szczątki poddano wstępnej analizie w Pracowni Antropologicznej Państwowego Muzeum Archeologicznego w Warszawie, gdzie badania prowadził dr Łukasz Maurycy Stanaszek – doświadczony antropolog specjalizujący się w badaniach dawnej ludności.
Z jego relacji wynika, że pochowani byli osobami w różnym wieku oraz różnej płci: Zidentyfikowałem pięcioro dzieci w wieku od trzech do siedmiu lat, a także jedną starszą kobietę i starszego mężczyznę. Specjalista stanowczo wykluczył, by szczątki należały do wojskowych: Na pewno nie są to żołnierze.
Co istotne, wszystkie szkielety były ułożone głowami w kierunku zachodnim – zgodnie z tradycją chrześcijańską. Orientacja ciał sugerowała zatem, że mamy do czynienia z dawnym cmentarzem, zapewne lokalnym miejscem pochówku.
Hipotezy badaczy: zaraza, wyznanie, a może cmentarz zmarłych bez sakramentów?
Ważnym elementem oceny znaleziska była analiza stopnia fosylizacji, czyli skostnienia szczątków. Na podstawie tej cechy dr Łukasz Maurycy Stanaszek określił, że szczątki mogły pochodzić z okresu między XVI a XVIII wiekiem. To czas, w którym Europę – w tym również tereny dzisiejszej Polski – wielokrotnie nawiedzały epidemie chorób zakaźnych, takich jak dżuma, cholera czy tyfus.
Zarówno ułożenie szkieletów, jak i brak jakichkolwiek znalezisk towarzyszących – takich jak fragmenty odzieży, ozdoby czy narzędzia – wskazują na prowizoryczny charakter pochówków. Jak wyjaśnił antropolog, szkielety są zorientowane głowami w kierunku zachodnim, co wskazuje, że to cmentarz chrześcijański. Mimo to nie można całkowicie wykluczyć, że część pochowanych należała do innych wyznań, być może społeczności odizolowanych religijnie lub społecznie.
Naukowcy biorą również pod uwagę możliwość, że wśród szkieletów znajdują się tzw. “dochówki”, czyli szczątki osób pochowanych wtórnie, już po pierwotnym wykorzystaniu tego miejsca. Takie przypadki są znane z badań archeologicznych – szczególnie tam, gdzie przez wieki zachodziły zmiany w przeznaczeniu i funkcji danego terenu.
Odkrycie w Krzywowierzbie-Kolonii: pole, które skrywało przeszłość
Gospodarstwo, na terenie którego dokonano odkrycia, należy do Eugeniusza Skorupskiego. Jak sam opowiedział: Kopiąc fundamenty pod budynki, natrafiliśmy na czaszki ludzkie, kości. Dodał również, że jego rodzina osiedliła się w tym miejscu w 1960 roku, gdy miał zaledwie pięć lat. W tym miejscu było szczere pole – zaznaczył.
Położenie domu i zabudowań gospodarskich na niewielkim wzniesieniu, pośrodku rozległych pól, według badaczy mogło być nieprzypadkowe. Teren ten, jeszcze przed wojną, był obszarem podmokłych łąk, które po wojnie zostały osuszone w ramach melioracji. Niewielkie wzniesienie nad mokradłami było więc idealnym miejscem na lokalny cmentarz lub osadę, które z czasem popadły w zapomnienie.
Dzięki działaniom archeologów i zaangażowaniu mieszkańców udało się jednak godnie zabezpieczyć szczątki. Jacek Adamiec zapowiedział, że zostaną one pochowane na cmentarzu parafialnym w Kodeńcu. Lokalna społeczność samodzielnie zebrała fundusze na wykonanie trumien, które posłużą do ponownego, uroczystego pochówku wydobytych kości.
Poszukiwania z przeszłości: żołnierskie mogiły i pamięć o zapomnianych
Dla Jacka Adamca, który od lat prowadzi poszukiwania miejsc pochówków żołnierzy poległych w czasie kampanii wrześniowej 1939 roku, badania w Krzywowierzbie-Kolonii miały dodatkowy, emocjonalny wymiar. Od ośmiu lat zajmuje się lokalizowaniem grobów polskich żołnierzy, którzy zginęli na terenie lubelskiego Polesia, szczególnie po bitwie pod Wytycznem, stoczonej 1 października 1939 roku.
Po ubiegłorocznych pracach terenowych do badacza zaczęły zgłaszać się kolejne rodziny, które do dziś nie znają miejsca spoczynku swoich bliskich – dziadków, pradziadków, ojców, którzy zaginęli bez wieści we wrześniu 1939 roku. Ludzie, o których słuch zaginął, powinni być pochowani. Chodzi o upamiętnienie, zidentyfikowanie i przywrócenie rodzinom ich dziadków, pradziadków – podkreślił Adamiec w jednym z wywiadów.
Z tego względu Fundacja GPR24, z którą współpracuje archeolog, wystosowała publiczny apel. Wszystkie osoby, które posiadają wiedzę o możliwych miejscach pochówku żołnierzy Wojska Polskiego lub cywilnych ofiar wojny z rejonów Wytyczna, Kodeńca, Uhnina, Urszulina i Krzywowierzby, proszone są o kontakt z organizacją. Każda informacja, nawet pozornie nieistotna, może pomóc w przywracaniu pamięci o ofiarach wojny i przyczynić się do godnego ich upamiętnienia.
Bitwa pod Wytycznem: ostatnie starcie Wojska Polskiego z Armią Czerwoną
By zrozumieć, dlaczego okolice Wytyczna są dziś tak ważnym punktem na mapie badań historyczno-archeologicznych, warto przypomnieć wydarzenia z końca września 1939 roku – ostatniego aktu tragicznej kampanii obronnej II Rzeczypospolitej.
28 września 1939 roku w okolicach Szacka na Wołyniu doszło do spektakularnego starcia. Oddziały Korpusu Ochrony Pogranicza (KOP), dowodzone przez generała brygady Wilhelma Orlika-Rückemanna, skutecznie zniszczyły co najmniej kilkanaście sowieckich czołgów należących do 411. batalionu pancernego Armii Czerwonej. W wyniku walk zginęło kilkuset sowieckich żołnierzy.
Mimo lokalnego sukcesu, Polakom nie udało się oskrzydlić sił przeciwnika. 29 września oddziały KOP rozpoczęły odwrót w kierunku rzeki Bug, próbując przebić się do centralnej Polski. Kulminacyjnym punktem tej operacji była właśnie bitwa pod Wytycznem, stoczona 1 października 1939 roku, która przeszła do historii jako ostatnie starcie regularnego Wojska Polskiego z Armią Czerwoną podczas kampanii wrześniowej.
Bitwa ta, mimo heroizmu polskich żołnierzy, zakończyła się odwrotem – była symbolicznym końcem organizowanego oporu na wschodnich rubieżach II Rzeczypospolitej. Dziś pamięć o tych wydarzeniach powraca – zarówno poprzez działalność fundacji i naukowców, jak i dzięki mieszkańcom, którzy wspierają proces identyfikacji zapomnianych mogił.
Odkrycie w Krzywowierzbie-Kolonii – znaczenie
Odkrycie szczątków kilkunastu osób na terenie gospodarstwa w Krzywowierzbie-Kolonii ma wymiar nie tylko naukowy, ale również społeczny i edukacyjny. Pokazuje ono, jak niewiele trzeba, by natrafić na ślady przeszłości – tej zapomnianej, niewidocznej na co dzień, ale głęboko wpisanej w historię regionu.
Dzięki profesjonalizmowi badaczy oraz współpracy z lokalną społecznością, miejsce, które mogło pozostać jedynie ciekawostką archeologiczną, staje się ważnym punktem refleksji nad losami dawnych mieszkańców tych ziem. Ułożenie szkieletów, brak osobistych przedmiotów, a także ich rozłożenie na stosunkowo niewielkim obszarze sugerują, że mamy do czynienia z miejscem zbiorowego pochówku, najprawdopodobniej związanym z jedną z epidemii, które nawiedzały te tereny od XVI do XVIII wieku.
Jak zapowiedział dr Łukasz Maurycy Stanaszek, kluczowym krokiem w dalszym badaniu pochodzenia szczątków będzie przeprowadzenie analiz genetycznych oraz datowania metodą radiowęglową (C14). Pozwolą one nie tylko ustalić dokładniejszy wiek znalezisk, ale także odpowiedzieć na pytania o możliwe pokrewieństwo między pochowanymi.
Ekshumacja w Krzywowierzbie-Kolonii to doskonały przykład tego, jak dziedzictwo archeologiczne może łączyć się z edukacją i budowaniem lokalnej tożsamości. Udział mieszkańców – zarówno poprzez przekazanie informacji o znalezisku, jak i poprzez wsparcie logistyczne i finansowe – pokazuje, że przeszłość nie musi być odległa. Czasem wystarczy spojrzeć pod własne fundamenty, by odkryć jej fizyczne ślady.
Szczątki zostaną godnie pochowane na cmentarzu parafialnym w Kodeńcu, a badacze mają nadzieję, że miejsce to stanie się nie tylko miejscem pamięci, ale także impulsem do dalszych badań archeologicznych w regionie. Już dziś wiadomo, że okolice Dębowej Kłody, Wytyczna i Urszulina kryją wiele tajemnic z czasów zarówno wczesnonowożytnych, jak i wojennych.
Zakończone właśnie prace stanowią ważny element większej układanki, której celem jest przywracanie pamięci o tych, którzy – choć dawno odeszli – nadal mają coś do powiedzenia. Ich kości, ułożone spokojnie pod ziemią przez stulecia, dziś przemawiają do nas językiem historii, nauki i empatii.
Źródlo: Piotr Nowak, Lubelskie/ Szczątki kilkunastu osób ekshumowano na terenie gospodarstwa w gm. Dębowa Kłoda, PAP [dostęp: 24.04.2025].
Fot. poglądowa