Za przykład porwania z alianckiej strefy okupacyjnej może posłużyć historia Wilhelma von Habsburga, syna Stefana Habsburga, który podczas I Wojny Światowej i tuż po jej zakończeniu bardzo wytrwale pracował na rzecz powstania niepodległej Ukrainy. Nazywany „Wasylem Wyszywanym”, arystokrata został porwany i przewieziony w głąb ZSRR.
Trzeba zaznaczyć, że „Wasyl Wyszywany” nie był tylko jednym z wielu pozbawionych tytułów i należnych mu z racji pochodzenia dochodów szlachcicem, których pełno było po zakończeniu dwóch wojen światowych w Europie. Już w czasie II Wojny Światowej W. von Habsburg włączył się w niebezpieczną grę wywiadów, które potrzebowały ludzi takich jak on, dobrze urodzonych, posiadających rozliczne kontakty. Według Timothy’ego Snyder’a biografa potomka cesarskiego rodu, „Wasyl” już w 1942 r., miał prowadzić działalność werbunkową dla Kierownictwa Operacji Specjalnych[62]. Istnieją przypuszczenia, że był powiązany również z wywiadem francuskim, za pośrednictwem człowieka występującego pod pseudonimem „Paul Maas”, jednakże teza ta nie znajduje jednoznacznego potwierdzenia[63]. Po zakończeniu wojny zaczął odtwarzać swoją siatkę złożoną z Ukraińców. Po zakończeniu wojny celem działania „Wasyla Wyszywanego” stało się stworzenie niepodległego państwa ukraińskiego. Co zrozumiałe wielką rolę w procesie powstawania nowego państwa miała odegrać zbrojna partyzantka zorganizowana przez OUN i niedobitki UPA, które po wyparciu Wermachtu z Ukrainy i ziem polskich wcielonych do ZSRR po 17 września 1939 r., znalazły się w szczególnie trudnej sytuacji.
Jeszcze podczas wojny jedna z łączniczek pracujących dla W. von Habsburga skontaktowała domniemanego francuskiego agenta z jednym przywódców OUN Myrosławem Prokopem[64]. M. Prokop był jedną z „grubych ryb” i zajmował wysoką pozycję wśród ukraińskich nacjonalistów. W 1942 r., został referentem propagandy w zarządzie krajowym OUN w Kijowie, organizował stację radiową OUN – UPA „Samoistna Ukraina”, po czym w 1944 r., przeniósł się na zachód do Niemiec gdzie rozpoczął studia. Biorąc pod uwagę, że podczas pracy M. Prokopa w „Samoistnej Ukrainie” w skład redakcji wchodził także Jarosław Staruch ps. „Stiach” można zaryzykować stwierdzenie, że P. Maas uzyskał dostęp do jednego z lepiej poinformowanych o sytuacji UPA Ukraińców w ówczesnej III Rzeszy.
Po zakończeniu wojny rola „Wasyla” w kontaktach pomiędzy nacjonalistami ukraińskimi a zachodnimi wywiadami straciła na znaczeniu. Alianci mieli własne sposoby na dotarcie do najważniejszych przywódców ukraińskiego ruchu nacjonalistycznego i nie potrzebowali pośredników, tym bardziej, że „Wasyl” znalazł się w okupowanym przez Armię Czerwoną Wiedniu. Ze względu na pochodzenie społeczne i działalność podczas dwóch wojen światowych W. von Habsburg był jednym z ludzi, którzy dla radzieckiego kontrwywiadu stanowili łakomy kąsek, dlatego też, jak ujął to jego biograf:
Wilhelm pozostał w Wiedniu i bez wątpienia starał się nie rzucać w oczy po wkroczeniu Armii Czerwonej do miasta w kwietniu 1945 roku. Ryzykował życie w części Europy, gdzie, przynajmniej na razie, Sowieci ustanawiali reguły. Radziecka służba bezpieczeństwa i wywiad wojskowy działały zręcznie i energicznie na zapleczu frontu. Rozbiły, ze znacznie większą skutecznością niż Niemcy, polskie i ukraińskie organizacje podziemne[65].
Pomimo zmian, jakie zaszły na mapie Europy oraz trudnej sytuacji, w jakiej znaleźli się wiedeńczycy, „Wyszywany” nie zamierzał rezygnować z odegrania pewnej roli w kontaktach pomiędzy wywiadami państw zachodnich, a ukraińskim podziemiem. W 1946 r., za pośrednictwem swojego łącznika Jacquesa’a Briera W. von Habsburg poznał Jean’a Pélissier’a, podającego się za kapitana francuskiej marynarki wojennej, który miał występować jakoby w imieniu rządu francuskiego[66].
Według J. Pélisser’a Francuzi w zamian za informacje o Związku Radzieckim mieli zobowiązać się do przerzutu ludzi i materiałów propagandowych dla UPA. O podobnych propozycjach, dotyczących jednak szkolenia dywersantów wspominał również R. Gan–Ganowicz. Według relacji polskiego najemnika Francuzi mieli szkolić na swoim terytorium ludzi, którzy w przypadku konfliktu zbrojnego pomiędzy państwami zachodnimi, a blokiem wschodnim mieli prowadzić działania dywersyjne na tyłach sił „postępu i demokracji”. Co zrozumiałe, weterani Kompanii Wartowniczych i uciekinierzy ze wschodu byli doskonałymi rekrutami do takich jednostek. Znali język i zasady panujące na tyłach przyszłego frontu, co więcej wielu z nich umiało posługiwać się bronią i materiałami wybuchowymi, podstawową bronią wszystkich dywersantów.
„Wasyl Wyszywany” bez większych oporów przekazał obu Francuzom kontakt do Lidii Tułczyn, która z kolei skontaktowała ich „ze swoimi kolegami z Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów[67]”. Nie był to jednak ostatni ruch austriackiego arystokraty. Do pracy agenturalnej wciągnął również swojego starego znajomego z czasów wojny Romana Nowosada, który podjął się odnalezienia L. Tułczyn w Bawarii. R. Nowosad podczas swojej podróży posługiwał się wystawioną przez J. Pélissier’a przepustką, z której wynikało, że jest polskim obywatelem udającym się do Innsbrucku, aby dyrygować koncertem[68]. Na miejscu współpracownikom W. von Habsburga udało się nawiązać kontakt z L. Tułczyn, która umożliwiła kontakt z Mykołą Łebedem, osłanianym przez amerykański wywiad wysoko postawionym nacjonaliście, który po aresztowaniu Stefana Bandery przez Niemców stanął na czele OUN[69]. Jako szef OUN M. Łebed odpowiadał min., za rozpoczęcie ludobójstwa Polaków na Wołyniu. Później nie przeszkadzało mu to w zmianie stanowiska odnośnie fizycznej likwidacji ludności polskiej i atakowaniu konkurenta do władzy w OUN[70].