„Tunele Hitlera” – tajemnice schronu w Stępinie

Czy pod „tunelem Hitlera” w Stępinie mogą znajdować się wciąż nieodkryte i zalane wodą kondygnacje? Schron wciąż czeka na ujawnienie swoich tajemnic. 

Przewodnik Maciej Piękoś przytacza relacje ostatnich żyjących jeszcze świadków budowy tego obiektu, które podają, że pod sztucznym betonowym tunelem w Stępinie-Cieszynie są jeszcze co najmniej dwie kondygnacje, mieszczące obszerne sale. Mimo wątpliwości co do wiarygodności tych relacji, legendy o podziemnym miasteczku żyją własnym życiem.

Bogusław Knych, przedsiębiorca i miłośnik militariów, przez kilka lat dzierżawił tunel w Stępinie i na własną rękę badał jego tajemnice. Badania te bardziej polegały na zbieraniu dokumentacji (głównie z przekazów ustnych) obiektu, niż na jego penetracji. Knych nie wyklucza, że pod tunelem „coś może być”. Dogrzebał się do tajemnic, których nikt do tej pory nie odkrył.

Tunel bezpieczeństwa

Führer miał obsesję na punkcie swojego bezpieczeństwa. Niechętnie ruszał się poza swoją kwaterę główną w Berlinie, panicznie bał się podróży pociągami, bał się ataków z powietrza. Jednak potrzebował punktu dowodzenia przed planowanym w ramach operacji Barbarossa atakiem na Związek Radziecki.

Dolina Cieszynki wydawała się idealnym miejscem: w pobliżu Sanu – rzeki graniczącej z krajem przyszłego wroga, z linią kolejową, w bezpośrednim sąsiedztwie Centralnego Okręgu Przemysłowego, który mógłby dostarczyć sprzęt i materiały na budowę kompleksu dowodzenia, w pobliżu uzdrowisk w Iwoniczu i Rymanowie, które w przyszłości miały stać się miejscami wypoczynku dla niemieckich oficerów.

Dlaczego budowę punktu dowodzenia rozpoczęto od budowy tunelu – schronu dla pociągów? Niektórzy sugerują, że to skutek obsesji Hitlera na punkcie własnego bezpieczeństwa. Był tu tylko raz, ale ponoć nawet nie wszedł do środka.

I to po tylu staraniach budowniczych. Głównie włoskich, bo ci – w przeciwieństwie do niemieckich inżynierów i techników – opanowali budowę takich obiektów metodą przesuniętych szalunków. W latach 1940-1941 cztery takie powstały w Polsce: dwa w okolicy Tomaszowa Mazowieckiego (Jeleń, Konewka) oraz dwa na Podkarpaciu (Strzyżów, Stępina) – pod kryptonimem „Anlage Sud”. Schrony kolejowe w Strzyżowie (tunel kolejowy naturalny, drążony w górze) i ten w Stępinie budowali głównie pracownicy przymusowi i Żydzi z obozu w Szebniach pod Jasłem.

Brak niekwestionowanych danych – ilu. Niektóre źródła mówią o 2-4 tys., inne nawet o 10 tys. I dodają, że większość z nich została rozstrzelana pod Warzycami. Inne źródła podają, że budowniczy byli przeważnie ściągani z Rzeszy. Plac budowy otoczony był wysokim płotem (potem został zastąpiony drutem kolczastym), Niemcy byli bardzo ostrożni. Stuosobowa załoga SS pilnowała terenu. Obiekt był imponujący – niemal 400 metrów długości tunelu, szerokość u podstawy 15 metrów, wysokość około 9 metrów, schrony zaplecza technicznego zapewniającego wentylację, ogrzewanie, wodę i prąd. Schron połączony był trzema kanałami technicznymi o długości 80 metrów. Prace budowlane trwały jeszcze wiosną 1941 roku, jednak po ataku na Związek Radziecki powoli je wygaszano.

– Schron przestał być potrzebny – tłumaczy Maciej Piękoś. – Miał być kwaterą dowodzenia w wojnie ze Związkiem Radzieckim, ale stracił swoje znaczenie, kiedy front przesunął się kilkaset kilometrów na wschód. Potem znów stał się ważny, kiedy Armia Czerwona parła na zachód. Sowieci na kilka miesięcy urządzili tu szpital wojenny, po ich odejściu schron został rozszabrowany przez miejscową ludność. Po wojnie obiekt stał się własnością Wojska Polskiego, potem przechowalnią ryb i obuwia, w latach 60. Narodowy Bank Polski planował w schronie urządzić strzeżony skład dokumentów i depozytów, ale od planów odstąpił. Następne kilkanaście lat władała tunelem spółdzielnia rolnicza, która uprawiała tu pieczarki. Przez pół wieku nikt nie badał tajemnej historii tego miejsca.

Tunel tajemnic

Bogusław Knych, kiedy wydzierżawiał stępiński schron, miał świadomość otaczającej go tajemnicy. Zaczął szukać informacji, szczególnie tych na piśmie. Odnalazł tylko strzępy dokumentów. – Jeśli istnieje jakaś dokumentacja, to w amerykańskich archiwach, pewnie w NASA, bo schron w Stępinie uczestniczył w programie rakietowym V2 – przypuszcza. – Pełną wiedzę o tym miejscu zabrał do grobu Hermann Göring, który ponoć był w Stępinie kilka razy. Może spowiadał się z niej Amerykanom Werner von Braun.

Knych dotarł do informacji, że w schronie kolejowym montowane były pociski V2, transportowane tu koleją przez węzeł na rzeszowskiej Staroniwie i dostarczane ze Stępiny na tajny poligon w Bliźnie – ledwie 50 kilometrów. Jednak wątpi, żeby obiekt krył rozległe podziemne kondygnacje.

Owszem, jest jedno zabetonowane pomieszczenie, zrobiłem odwierty, sprawdziłem, zabetonowałem z powrotem, niczego ciekawego nie znalazłem – opowiada. – Na pewno niczego związanego z programem rakietowym.

Bardziej zastanowił go telefon od starszego mężczyzny, który był pierwszym po wojnie kierownikiem tego obiektu. Znalazł on niemieckie kolejowe dokumenty spedycyjne do Frysztaka, a także drobne techniczne detale jakiejś konstrukcji. Z opisu wynikało, że dokładnie takie, jakie znalazł Knych na placu po jednym ze zlotów militarnych. W rozmowie telefonicznej z niegdysiejszym kierownikiem obiektu dowiedział się, że metalowe detale na ebonitowych kółeczkach, które znalazł, to prawdopodobnie drobna część V2, łącznik wiązek kabli elektrycznych do szybkiego montażu.

Przed kilkunastu laty Knych rozmawiał z oficerem wywiadu AK. Ten przyznał, że o istnieniu schronu Kedyw wiedział, ale nikt nie miał pojęcia, co dzieje się wewnątrz. Tym pilniej Knych zaczął przyglądać się konstrukcji schronu. Natknął się na instalacje, które – z perspektywy przydatności – w tego rodzaju obiektach nie miały żadnego zastosowania. W montażowni rakiet – ogromne.

Po ujawnieniu jednego bunkra nie dociekał, czy pod schronem znajdują się jeszcze jakieś inne pomieszczenia. Takie badania wymagają specjalistycznego sprzętu i mnóstwa pieniędzy. Potwierdza to Maciej Piękoś. Mówi, że do tej pory nikt nie był w stanie zlokalizować żadnego wejścia do ewentualnych podziemi, co oczywiście jeszcze nie znaczy, że takie nie istnieją.

***

Schron kolejowy Stępina-Cieszyna Budowany przez Organisation Todt od lata 1940 r. Długość – ok. 400 metrów, szerokość u podstawy – 15 metrów, wysokość – ok. 9 metrów. Specjalnie na potrzeby tego obiektu przeprowadzono 3,5 km linii kolejowej ze stacji Wiśniowa. Wzdłuż tunelu poprowadzono korytarz techniczny podzielony drzwiami gazoszczelnymi. Trzy korytarze o długości 80 metrów łączyły obiekt z trzema schronami technicznymi.

Źródło: nowiny24.pl

Red. A. Grochowicz

Zdj. Wikimedia Commons

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

*