Marta Stokfisz, Umińska. Miłość, która zabiła
Ach! Co to za historia! Jedna z tych wgniatających w fotel. Taka, o której trudno zapomnieć i nie myśleć wciąż z przejęciem. Emocje poznawania opowieści niesamowitych o niezwykłych losach autentycznych postaci przedwojennej Polski. Ba, prawdziwych gwiazd swego czasu! Tym razem ze świata teatru i filmu.
Historię Stanisławy Umińskiej poznaje się tak jak najlepszą epicką powieść. Dramat, liryzm, zbrodnia i ekspiacja, poświęcenie i odwaga. A do tego mit dwudziestolecia międzywojennego. Przywołanie osoby, która sama sobą budzi ferment, zainteresowanie. Są takie życiorysy, trochę zapomniane, odłożone w niebyt na wiele lat, które teraz powracają ze zdwojoną siłą. Tak kilka lat temu było z biografią Eugeniusza Bodo czy wielką mistyfikacją Iny Benity. Marta Stokfisz postanowiła przypomnieć sprawę Umińskiej, która, choć trudno w to uwierzyć, jest tak momentami nieprawdopodobna i sensacyjna, że mogłaby się wydawać nierealna. Ale – jak wiemy – to prawda jest najciekawsza!
„Nie zepsuj sceny finałowej”
Dzieje życia Stanisławy Umińskiej (1901-1977) to jedna z najbardziej intrygujących historii. Młodziutka gwiazda przedwojennych scen teatralnych i filmu, diament jeszcze nieoszlifowany Teatru Polskiego i Małego, absolwentka kursów wokalno- dramatycznych Heleny Hryniewieckiej, wychowanka Aleksandra Zelwerowicza i Leona Schillera, zakochana z wzajemnością w jednym z najbardziej utalentowanych artystów tego czasu – Janie Żyznowskim, postaci legendzie, żołnierzu oddziału Bajończyków Legii Cudzoziemskiej, weteranie I wojny światowej i wojny z bolszewikami 1920 roku. Pokochała nietuzinkowego twórcę, prozaika, malarza formistę, krytyka teatralnego i scenografa. W dwudziestoleciu jego powieści przyniosły mu popularność, zwłaszcza ze względu na werystyczne obrazy wojny i młodopolską poetykę narracyjną. W PRL-u twórczość Żyznowskiego została objęta cenzurą ze względów ideologicznych, książki nie były wznawiane i współcześnie jest artystą praktycznie nieznanym.
Umińska i Żyznowski poznali się w 1922 i od razu stali się nierozłączni. Zgodnie z optyką środowiska, mieli żyć długo i szczęśliwie, jednak Żyznowski zachorował. Złośliwy, szybko postępujący nowotwór nie dał im nadziei. Mimo operacji, podjętego leczenia i wyjazdu do Francji do kliniki Paul – Brousse, stan pogorszył się beznadziejnie. „…cierpi, z bólu gryzie palce. Nie boi się śmierci, nie rozpacza nad jej nieuchronnością. Chce jej jak powietrza, ona przerwie jego mękę. Błaga o nią narzeczoną. (…) Dwa dni przed 15 lipca włożył rewolwer do torebki kobiety. – Zrób to dla mnie. Udowodnij, że kochasz prawdziwie. (…) to twoja rola, grasz ostatni akt. Nie zepsuj sceny finałowej. (…) Umińska jest mu bezgranicznie oddana, uzależniona od tej miłości, jakiej świat nie widział.” Tak zaczyna swoją opowieść Marta Sztokfisz. Jest rok 1924, kiedy Umińska strzeliła do ukochanego. Ma za sobą ponad dwadzieścia ról teatralnych i wróży się jej wielką karierę. „Huk strzału roznosi się potężnym echem w ciszy szpitala. Przerażona dziewczyna biegnie do Sali pielęgniarek, coś woła, po drodze upada, traci przytomność. (…) Żyznowski zapada w śpiączkę i umiera po kilku godzinach.” Ta, której rolami zachwycał się J. Lechoń, E. Małaczewski, K. Makuszyński, L. Brodziński i T. Boy Żeleński, zabija z miłości oraz bezgranicznej litości, zabija tego, którego ukochała ponad siebie.
Powieść biograficzna Marty Sztofisz odrzuca linearną chronologię. Wprowadza retrospekcję. Rozpoczyna swoją opowieść od wydarzeń w paryskim szpitalu. Wybiera ten kluczowy moment biografii Stanisławy Umińskiej, bo to punkt kulminacyjny od którego zaczyna się przełom. Aktorka ma dwadzieścia trzy lata. Młoda, niezwykle piękna i utalentowana… a tu pustka, ból, lęk i wyrzuty sumienia. Ciężar śmiertelnego grzechu. Wybór tragiczny, każda opcja to katastrofa. „Dziwna, wstrząsającą i piękną jest tragedia Umińskiej. Zabić ukochanego nad życie człowieka, aby mu skrócić przedśmiertne cierpienia. Jaki los ją czeka?” Machina potoczyła się sama: proces o zabójstwo w Paryżu, uniewinnienie (1925), nieudana próba powrotu na sceny teatralne w Polsce i narastająca potrzeba zmiany wszystkiego, ucieczki przed światem. „Anioł śmierci” (jak określała ją prasa i opinia publiczna) nie odnajdzie się już nigdy w tym, co tak kochała, co przyniosło jej spełnienie zawodowe, sławę, miłość, ale jednocześnie i najczarniejszą tragedię. Coś nie pozwoliło już żyć jak przedtem.
„Roztaczała blask i szła przez życie na palcach”
Jeszcze w Paryżu, Stanisława Umińska, snując się nieprzytomnie po ulicach miasta, trafiła w II dzielnicy do kościoła Notre Dame de Victories. Świątynia ta uznawana była wówczas za cudowną ze względu na cykl objawień maryjnych oraz szczególny kult „ucieczki grzeszników” i tam – jak powiedziała później swojej rodzinie – przeżywa iluminację. Za radą ks. doktora Augustyna Jakubisiaka udaje się do opactwa sióstr benedyktynek w Jouarre. Te wydarzenia przybliżą ją do podjęcia – już po powrocie do kraju – niezwykłej decyzji. Po poznaniu siostry Wincenty Jadwigi Jaroszewskiej, wstępuje w 1927 do świeckiego Stowarzyszenia „Samarytanki”, a następnie zostaje zakonnicą w Zgromadzeniu Sióstr Benedyktynek Samarytanek Krzyża Chrystusowego. Przyjmuje imię Benigna. Śluby zakonne złożyła w 1936 roku.
Samarytanki działają wśród ludzi marginesu, pośród kalek, prostytutek, odrzuconych niepełnosprawnych dzieci, przestępców i złodziei. Ta wrażliwa, efemeryczna, uwielbiana i podziwiana Umińska, dotykając najmroczniejszej strony życia, podejmuje swoją własną pokutę i szuka drogi do ekspiacji. „O, mój Jezu, bądź mi Zbawicielem, nie Sędzią!” – brzmi jej codzienna modlitwa.
W czasie II wojny światowej jako przełożona domu zakonnego w Henrykowie współpracowała z konspiracyjnymi strukturami polskiego państwa podziemnego, a także ratowała żydowskie dziewczęta. Tam też wraz z dawnym swoim przełożonym, czyli Leonem Schillerem oraz Tacjanną Wysocką stworzyła drugi po konspiracyjnym teatrze wojskowym Armii Krajowej, amatorski teatr.
Tuż po Bożym Narodzeniu w 1942 roku razem wystawili w Henrykowie „Pastorałkę” według tekstu Schillera. Była to najgłośniejsza i najpiękniejsza premiera polskiego teatru podziemnego czasu wojny. Tak wspominał to wydarzenie Cz. Miłosz: „… cały zespól grał z prostotą rzadko widywaną na scenie. Akompaniował mu Schiller, na fortepianie ustawionym po prawej stronie estrady. Z głębi Sali, niewidoczny dla publiczności, wtórował mu chór benedyktynek. (…) Widzowie przybyli z apokaliptycznej Warszawy, wpatrywali się w to widowisko jak urzeczeni. (…) Nic nie zatrze w pamięci tej „Pastorałki” i tych Marii Magdalen odkupujących swe życiowe grzechy przez sztukę, przez teatr najpiękniejszy, teatr poetycki.”
Ukochany teatr powrócił do życia s. Benigny Umińskiej, sama nie zagrała w przedstawieniu, ale terapeutyczne działanie sztuki w duchowym życiu tej wspólnoty stało się zdarzeniem niezapomnianym. Ponownie, ten blask, ten splendor gwiazdy powrócił. „Ona ma wejście wielkiej aktorki – powiedział ktoś o siostrze Benignie, kiedy wchodziła do klasztornej kaplicy, gdzie grano „Pastorałkę”. To były czary i magia, to było sacrum, które w życiu Stanisławy Umińskiej odegrało tak istotną rolę. Raz jako doświadczenie teatru, po wtóre jako mistyczne doświadczenie religijne i patriotyczne.
Po wojnie przeżyła okres tułaczki. Podzieliła los wielu sióstr zakonnych, wywłaszczenia dóbr klasztornych, zmiana adresów. Jako przełożona samarytanek działała w ośrodkach dla dzieci z niepełnosprawnością intelektualną, najpierw w Lublinie, następnie w Mierzęcinie i w Zalesinie. Pod koniec życia pracowała – często do uraty sił – w ogrodzie przyklasztornym, cierpiała na samotność, chorowała, odczuwała smutek i przygnębienie. Zmarła w niewielkim ośrodku prowadzonym przez siostry samarytanki w Gaju nad rzeką Fiszor w 1977 roku, pochowana została na cmentarzu parafialnym w Niegowie. Odeszła, uzyskawszy przez lata posługi zakonnej, pewność, że nie miała prawa zabić Jana, nawet z najbardziej szlachetnych pobudek.
„Kochałam, zabiłam, a sama żyję. Nie wiem po co”
Dzieje Umińskiej to klasyczny samograj, gotowy materiał na film, sensacyjną powieść lub studium psychologiczne. To romans wszech czasów, to tęsknota do transcendencji, to historia poszukiwania Boga, mistycyzm romantyczny i kryminał z morałem. Dzieje upadku i mozołu podjętego zadośćuczynienia za zbrodnię, to polaryzacja ocen, to historia świętej, od której bije blask lub thriller sądowy na wzór wielkich bohaterek tragedii antycznej.
O Stanisławie Umińskiej pisano i napisano wiele, zwłaszcza w czasie paryskiego procesu. Była wschodzącą gwiazdą scen teatru, zagrała w jednym filmie, jej proces sądowy śledzono jak spektakl, a potem założyła habit i do końca życia służyła innym, wyrzekła się oklasków, uwielbienia, sławy i braw. Szukała odkupienia w wierze i stała się siostrą Benigną. Wybór zakonnego imienia też zdaje się nie był przypadkowy. Etymologia tego słowa wywodzi od łacińskiego benignus i oznacza: uprzejmy, życzliwy. W języku polskim było używane od XIV wieku. Podobnie wybór zgromadzenia zakonnego samarytanek ma przecież wiele symbolicznych znaczeń zarówno w kulturze chrześcijańskiej, jak i w losie Umińskiej. Sam proces zestawiano z inną głośną w dwudziestoleciu sprawą sądową Rity Gorgonowej. Wydarzenia budziły zainteresowanie opinii publicznej zarówno w Polsce, jak i Francji oraz USA.
Jeden z ciekawszych wątków tej historii zaczął się w trakcie, kiedy Umińska czekała na proces. Zgłosił się wówczas do niej agent z Hollywood „… z ofertą wysokiego honorarium za prawa do sfilmowania jej poruszającej historii. Dowiedział się o dramacie z prasy, producenci wyczuli temat na film i wysłali go do Francji z misją. Liczą na sukces, na ubicie dobrego interesu.” Aktorka zdecydowanie odmawia: „Nie będę handlowała osobistą tragedią.” Wówczas upadł pomysł stworzenia kinowej opowieści, a kiedy wstąpiła do zakonu, to tak jakby zapadła kurtyna, otuliła ją gęsta mgła.
Początek XXI wieku ponownie przyniósł zainteresowanie postacią Umińskiej i jej „kinową” historią. Powstał nawet projekt filmu o s. Benignie, przygotowany przez Krzysztofa Gargasza. Niestety, nie został zrealizowany. Postmodernistyczny postulat filmowania życia i rzeczywistości poprzez prawdziwe historie nadal czeka – w wypadku Stanisławy Umińskiej – na dobry czas.
Jeśli źródłem wszelkiej twórczości jest miłość, cierpienie i kontakt z Bogiem to świadectwo tej, która zgubiła się i w bólu, i kochaniu, a odnalazła odkupienie w poświeceniu innym, to opowieść o niej zawsze przyniesie przejmującą refleksją o sensie upadku i trudzie podnoszenia się z niego. Może stać się artystycznym manifestem wolnej woli oraz siły charakteru. „…z nadludzkim wysiłkiem zajmowała się nieletnimi prostytutkami, a także upośledzonymi dziećmi. W ten sposób zabiegała o odpuszczenie grzechu.” Jednak najbardziej niesamowite jest to, że przedstawiona historia jest autentyczna. To nie fikcja, tylko dzieje jednej z najpiękniejszych aktorek przedwojennego teatru, która magnetyzowała widzów swoją grą, głosem, gestem oraz błękitnymi oczami. Skoro więc nie ma filmów, przedstawień, to cieszmy się, że na szczęście (sic!) już są audycje radiowe, a także książki.
Fait divers kolaż – powieść biograficzna według Sztofisz
Pierwszą paradokumentalną książką poświęconą Stanisławie Umińskiej była wydana jeszcze w XX wieku powieść Zdzisława Umińskiego pt. „Album z rewolwerem”. Autor był bratankiem Umińskiej, tym samym, który w czasie wojny w zakonnym folwarku przeoryszy Benigny w Henrykowie, pracował jako parobek, ukrywał tam magazyn broni oddziałów partyzanckich. Działał w konspiracji i jako osiemnastoletni żołnierz AK wykonywał wyroki na Niemcach. Walczył w powstaniu warszawskim. Po wojnie wrócił z Anglii. W komunistycznej Polsce dotknęły go represje ze strony UB. W latach pięćdziesiątych zaczął publikować książki, odnowił też kontakt z swoją krewną, siostrą Benigną i do końca życia Stachny (tak ją nazywał) utrzymywał z nią kontakt, wymieniał listy, przesyłał książki, rozmawiał i często odwiedzał. Siostra Benigna nawet recenzowała jego prozę, czasem doradzała. Wykorzystując wiedzę i wątki rodzinne postanowił napisać o niej powieść dokumentarną. Ukazała się drukiem w 1984 roku, siedem lat po śmierci Umińskiej.
W 2023 roku Paweł Zuchniewicz opublikował swoją pionierską pracę pt. „Miłość do śmierci. Opowieść o Stanisławie Umińskiej – aktorce, zabójczyni, zakonnicy”. Autor skupił się na pokazaniu portretu aktorki, kochanki, zabójczyni i siostry zakonnej, jej przemian wewnętrznych. Próbuje zrozumieć istotę tego, co się wydarzyło i jakie były skutki jednej decyzji i jednego czynu w życiu Stanisławy Umińskiej. Z rzetelnością badacza korzysta z dostępnych źródeł i materiałów, zachowanych listów, wspomnień, protokołów sądowych, artykułów prasowych. Przygotowując naukową kwerendę dotarł do nieznanych dotychczas materiałów sądów paryskich oraz archiwów zakonu samarytanek. Stworzył pełnowymiarową biografię, w której autentyzm stanowi podstawę egzystencjalno-estetyczną.
Praca Marty Stokfisz nie wytrzymuje porównania z publikacją Zuchniewicza. Mamy wrażenie pewnego rodzaju kompilacji treści już wcześniej przedstawionych czytelnikom. Korzysta z opracowania Zuchniewicza i właściwe kroi, przycina, dopasowuje na miarę gustów i potrzeb popularnych. Pomija przy tym rzetelność badawczo – naukową, skupia się na wątkach sensacyjnych, tematach bulwarowych. Nie ma w publikacji kalendarium, bibliografii, a przypisy nie grzeszą rzetelnością. Sztokfisz przyjęła w swojej opowieści kompozycję opartą na krótkich kilkustronicowych rozdziałach ze znaczącymi tytułami.
Trzeba przyznać, że dobrze się czyta te rozdziały skonstruowane na wzór popularnych form dziennikarskich typu fait divers. Zdarzenie goni zdarzenie, retrospekcje przywołują świat przeszłości, tempo wydarzeń jak w powieści ze suspensem. Chociaż wiele wiemy od początku, to i tak autorka utrzymuje napięcie, unika aksjologizacji i selektywnie ukazuje kolejne etapy życia Umińskiej. Wybiera kilka postaci dwudziestolecia międzywojennego i dzięki temu tworzy migawki np.: pobyt w Zakopanem to epizody z K. Makuszyńskim i Witkacym, Paryż to przywołanie Aurelii Gottlieb, a proces o zabójstwo to fragment wspomnień Anny Iwaszkiewiczowej. Obserwujemy kilka scen z życia rodziców Umińskiej i jej licznego rodzeństwa oraz w tej samej konwencji poznajemy środowisko ludzi teatru. Stosuje raczej dekonstrukcję, dzieli treści, a następnie łączy w kompilowany kolaż dokumentalny.
Mamy wrażenie, że celowo stosuje fragmentaryzm, skróty, aby tempo opowieści przypominało przede wszystkim sensacyjną historię prasową lub medialną. Jest w tym widoczny pewien logiczny zamysł całości. Mamy do czynienia z formą pograniczną literatury faktu, o mało rozpoznawalnych cechach genologicznych. Jej propozycja biografistyki wyraźnie zazębia się z gatunkami literatury pięknej. Efekt nie jest nadzwyczajny, schemat teatr -miłość – rewolwer – zbrodnia – proces -habit, zostaje utrwalony. Powstało specyficzne fait divers story według metody autorki.
Marta Sztokfisz stawia też wiele ważnych pytań, o granicę bezsilności wobec bólu i cierpienia ukochanej osoby, jednak analiza jest uproszczona. Zbyt powierzchownie traktuje pytania o obecność wartości, o Dekalog, z silnym Nie zabijaj!, o sens pokuty i służby innym oraz mistyczne poszukiwanie Boga w sytuacji próby i największej tragedii życia. Autorka bardziej dąży do powiązania dziejów Umińskiej ze współczesną dyskusją o eugenice i eutanazji. Tak jakby koniecznie chciała wprowadzić publicystyczną aktualizację tematyki. A może kieruje się pewną tendencją, modą współczesności, chce koniecznie zyskać odbiorców. Marta Sztokfisz wchodzi w swoją rolę, pragnie być znana przede wszystkim jako autorka bestsellerów biograficznych, takich jak te wydane o Lucynie Ćwierczakiewiczowej, Marku Grechucie, Edycie Klein czy Jerzym Hoffmanie.
Spore zastrzeżenia warsztatowe budzi również brak wyraźnego kontekstu rzeczywistości, zwłaszcza w części poświęconej II wojnie światowej i dziejom po 1945 roku. Praktycznie zostają te motywy pominięte. Wielka szkoda, bo los zakonnic i zakonów najpierw w okupowanej przez Niemców, a następnie komunistycznej Polsce, jest rzadko eksplorowany beletrystycznie. Czytelnik nie dowie się z tej publikacji dlaczego zniszczono potęgę klasztoru w Henrykowie, dlaczego po wojnie bratanek ucieka do Anglii i jaki jest jego powrót do kraju z etapem przesłuchań na UB. Odziera z milieu, zawiesza tę historię w jakiejś materii niedookreśleń fabularnych i dekonstrukcji form mimetycznych. Prawdopodobnie był to zabieg celowy, ale stosując konwencję literatury faktu, lepiej takie oczekiwanie czytelnicze wziąć pod uwagę.
Autorka nadmienia, że odmówiono jej zapoznania się z archiwum zakonu samarytanek dotyczącym siostry Benigny. Odmowa była zdecydowana i kategoryczna. Ale to również jest ogromnie intrygujące, ponieważ przestrzenie za furtą klasztorną nadal kryją wiele niezgłębionych tajemnic i wbrew ogólnym tendencjom współczesnego świata, nie poddają się dyktatowi dokumentaryzmu naukowemu. Widać tu też zasadniczą różnicę w metodologii pomiędzy publikacją Marty Sztokfisz a przywołanymi pozycjami poświęconymi aktorce i zakonnicy: paradokumentalnej, o nowatorskiej formie narracyjnej powieści biograficznej Umińskiego oraz klasycznej beletryzowanej opowieści faktograficznej Zuchniewicza. Autorka publikacji dokumentując i gromadząc materiały nie podjęła trudu analizy całej substancji badawczej. Zbyt łatwo usprawiedliwiła się z niepełnej kwerendy: „Drzwi, o których myślałam, że staną przede mną otworem, były szczelnie zamknięte.” Tym samym jej publikacja nie zyskuje na poziomie merytorycznym.
„Umińska. Miłość, która zabiła” to dobra książka. Czas spędzony przy lekturze da satysfakcję! Zaciekawi, zainteresuje, wstrzyma oddech, przyspieszy bicie serca. Ta opowieść sama się niesie, pochłania i zadziwia przede wszystkim niesamowitym losem głównej bohaterki. Jeżeli poznacie pracę Marty Sztokfisz, to z pewnością będziecie chcieli szukać dalej. Biografia siostry Benigny Stanisławy Umińskiej, „Anioła śmierci” hipnotyzuje i nadal brzmi echem oklasków oraz ciszą klasztornych krużganków.
Zapewniam i polecam serdecznie!
Wydawnictwo Lira
Ocena recenzenta: 4/6
Jolanta Szacik – Jankowska
Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem Lira. Tekst jest subiektywną oceną autora, redakcja nie identyfikuje się z opiniami w nim zawartymi. Zastosowane w tekście recenzji cytaty oraz śródtytuły pochodzą z omawianej publikacji.