Najpierw były skargi, później marsze, grabieże i płonące klasztory. W pewnym momencie wojna chłopska w Niemczech przekroczyła granice lokalnego sporu o ciężary wsi i stała się otwartym wystąpieniem przeciw panom, duchowieństwu oraz hierarchii społecznej.
Późną wiosną charakter buntu zaczął się zmieniać. Wcześniej chłopi zaczęli gromadzić się w coraz większych oddziałach. Zmiatali wszystko, co stało im na drodze, plądrując klasztory i zamki. Bitwy pod Leipheim i Wurzach na początku kwietnia pokazały, jak dotkliwa potrafi być klęska – setki uciekających chłopów utonęły w wodach Dunaju, a innych wymordowano; w Wirtembergii podpisano wiszący na włosku pokój w Weingarten.
Nie ostudziło to jednak ognia buntu – wręcz przeciwnie. Bunt rozprzestrzeniał się, w miarę jak chłopi przemieszczali się po Alzacji, Frankonii, Turyngii i Saksonii i łączyli się ze swoimi zwolennikami w miastach. Na ogół odbywało się to w radosnej, niemal karnawałowej atmosferze – chłopi urządzali pikniki w klasztorach i zwracali się do pa nów po bratersku. Ale po masakrze w Weinsbergu nastroje się pogorszyły. Panowie w pełni zrozumieli wagę tabu, które naruszyli chłopi, stosując przemoc wobec osób z wyższej klasy społecznej.
Obie strony zradykalizowały swoje stanowiska. Zwolennicy negocjacji zaczęli w tym sporze przegrywać, natomiast Jerzy Truchsess, dowódca Związku Szwabskiego, przeprowadzał represje na terenach odbitych przez jego wojska, podpalając zbuntowane wioski i grabiąc gospodarstwa, zmuszając w ten sposób chłopów, by łożyli na wyżywienie i utrzymanie żołnierzy Związku. Filip Heski zawiązał koalicję pa nów, żeby pokonać chłopów, i panowie stopniowo zaczęli przechodzić do ofensywy.
Z kolei chłopi rozszerzyli zakres rewolty i zaczęli atakować nie tylko niesprawiedliwości gospodarki wiejskiej, ale także cały ustrój oparty na klasowości i senioracie. „Uwolnijcie nas od możnowładców i szlachty” – z takim błaganiem jedna wieś zwracała się do drugiej. Ich celem byli teraz zarówno panowie, jak i duchowieństwo, bogacze i „gros se Hansen”, czyli „grube ryby”.
Skala buntu była bezprecedensowa; nikt wcześniej nie zetknął się z czymś podobnym. Świat pogrążył się w chaosie, z perspektywy zarówno panów, którzy nie mieli pojęcia, gdzie wybuchnie kolejny bunt, i którzy musieli nagle podejmować marsze wobec kolejnych posunięć wroga, jak i chłopów, którzy często znajdowali się w zasięgu działania więcej niż jednej armii.
Zasięg rewolty był oszałamiający – bunty wybuchały teraz we Frankonii, w środkowych Niemczech, Palatynacie, Alzacji, Turyngii i Saksonii, a współcześni z trudem rozumieli ich przebieg – podobnie jak dzisiaj niełatwo go opisać historykom. Armie chłopskie, każda z inną historią i innym programem, rozrastały się i musiały radzić sobie z koordynacją; ich trasy dyktowało ukształtowanie terenu, linie dolin i rzek, a nie podziały polityczne.
Wielu panów doznało upokorzenia, kiedy zmuszono ich do przyłączenia się do chłopów; inni przekonali się na własnej skórze, jak to jest być ledwo tolerowanym panem zadłużającym się u chłopów i zdanym na ich łaskę. W miarę jak dni się wydłużały, a żywa zieleń młodego listowia blakła, chłopi zdali sobie sprawę, że to walka na śmierć i życie i że panowie nie zrekompensują ich strat. Musieli zwyciężyć.
Tekst jest fragmentem książki Lato ognia i krwi, która czeka na Ciebie tutaj:
W środkowych Niemczech i w Hesji bunt nastąpił nieco później niż na południu. Prawa własności były tu silniej utrwalone, poddaństwo zostało w dużej mierze zniesione, a opłaty i cła bardziej znośne. W niektórych regionach produkowano mniej wina, a więcej piwa, podczas gdy w Turyngii rozwijał się przemysł związany z uprawą urzetu barwierskiego.
Mimo to, podobnie jak na południu, gniew budziły kwestie dotyczące hodowli owiec oraz brak dostępu do zasobów naturalnych, jak lasy i woda. Modele rządów również były inne. Hesją i dwiema pobliskimi Saksoniami rządzili potężni książęta, podczas gdy obszary w pobliżu Hesji i w Turyngii znalazły się pod kontrolą ważnych rodów hrabiowskich, takich jak von Schwarzburg, von Henneberg i von Mansfeld, a tak że pomniejszych hrabiów i pojedynczych rycerzy z własnymi zamkami. Na tych terenach administracja była stosunkowo dobrze rozwinięta, a biurokraci byli ważnymi osobistościami.
Ten region środkowych Niemiec, wciśnięty między scenę apokaliptycznego dramatu, jaki rozgrywał się w okolicach Mühlhausen Müntzera, a objęte przez radykalne, elokwentne chłopstwo południe, często traktowano jako arenę przypadkowych wydarzeń, obszar pozbawiony autentycznego zaangażowania w wojnę. Uważano, że naśladowano tu po prostu to, co nastąpiło w innych miejscach, i że konflikt klasowy nie mógł się tu rozwinąć.
Do oddziałów chłopskich dołączyło wielu przedstawicieli niższej szlachty, w samym rejonie Hennebergu być może nawet dwudziestu czterech szlachciców. Z tego miejsca zachowało się niewiele list skarg chłopskich, a te, którymi dysponujemy, powstały już w trakcie wojny, niejako mimochodem.
Dwanaście artykułów funkcjonowało jako gotowy zestaw żądań, importowany z Memmingen na południu, i najwyraźniej niewielu w ogóle je przeczytało. Wydaje się, że miasta nie sprzymierzyły się należycie z chłopami, lecz wykorzystywały armie chłopskie do wspierania własnych potyczek i zwróciły się przeciwko chłopom tak szybko, jak tylko mogły. Nawet dwie dominujące armie regionu, oddziały z Bildhausen i Werry, nie zdołały się zjednoczyć, co fatalnie osłabiło ich pozycję.
Powyższe różnice odzwierciedlały odmienną sytuację społeczną i po lityczną. Negocjacji dotyczących władzy zwierzchniej nie prowadzono raczej w drodze uporządkowanego rozpatrywania skarg, dlatego brakuje nam takich dowodów, jakie mamy w odniesieniu do południa. Zamiast spierać się o poddaństwo, opłaty, naruszanie praw i akty wkroczenia na cudzy teren, bunt w bezpośredni sposób podjął kwestię władzy zwierzchniej. W następstwie, kiedy bunt już wybuchł, szybko się rozprzestrzenił i przystąpiła do niego ogromna rzesza ludzi.
Doprowadziło to do systematycznego niszczenia budynków klasztornych, a później do ataków na zamki. W regionie dominowały wojska chłopskie, a jak to ujął jeden z obserwatorów, „potężnymi personami w armii chłopskiej” było wielu bogatych mieszkańców miast o szerokich wpływach politycznych oraz pojedynczy rycerze.
Czasami wydawało się, że przedstawiciele całej hierarchii regionu przeszli na stronę chłopów. Przez prawie dwa miesiące panowała wrzawa, a walki należały do najbardziej zaciętych w tej wojnie. Władza upadła, a wojna zniszczyła cały region, wzmacniając w rezultacie władzę najważniejszych książąt na długie lata. Jak mogło do tego dojść, widać na przykładach takich miejsc, jak Henneberg i Fulda.
Dwa dni po masakrze w Weinsbergu powstanie wybuchło w mieście Fulda, rządzonym przez opata, który nie tylko był przedstawicielem kościoła, ale równocześnie reprezentował władzę świecką. Drukowane egzemplarze „Dwunastu artykułów” z Frankfurtu dotarły do Fuldy tuż przed Wielkanocą. Kazania wielkopostne przypominały wiernym o męce Chrystusa, a w miarę zbliżania się dorocznej komunii wielka nocnej kwestia sposobu przyjmowania komunii stała się nieunikniona i ludzie zaczęli zadawać sobie pytanie, czy świeccy powinni przyjmować ją pod postacią wina.
Ważnymi punktami na mapie regionu były siedzi by potężnych opactw, jak Fulda i Hersfeld, oraz władców kościelnych, jak biskup Würzburga, więc zagadnienie, czy duchowni są prawowity mi władcami świeckimi, było palącą kwestią. Zjednoczyło ono chłopów, często wykorzystywanych przez swoich zwierzchników kościelnych, z mieszczanami, ponieważ wieloma miastami rządzili biskupi lub opaci. Wszystko to osiągnęło punkt kulminacyjny, gdy do Fuldy dotarły wieści o masakrze w Weinsbergu.
Koadiutor lub opat pomocniczy, który był faktycznym władcą Fuldy, został zmuszony do przyjęcia artykułów chłopów i miasta, w tym dwu nastu artykułów. Trzy dni później chłopi zdobyli Hersfeld, a miejscowy opat uciekł, podczas gdy armie chłopskie z Doliny Werry i Bildhausen nawiązały kontakty z miastami, podobnie jak czyniły to oddziały na południu.
Wszystko to działo się na tle szerszego buntu; dalej, w Moguncji, również rządzonej przez biskupa, 25 kwietnia wybuchł bunt obywateli, a pobliskie wioski winiarzy sformułowały własne artykuły. Na początku maja chłopi spotkali się na wrzosowisku Wacholder, przed opactwem Eberbach, gdzie podobno wypili dwie trzecie beczki wina o pojemności stu tysięcy litrów. W miarę jak kolejne obszary tworzyły własne oddziały, rebelianci atakowali i plądrowali klasztory i konwenty. Do tej pory wszystko kręci się wokół biskupów, opatów i przeorysz. Ale wkrótce się to zmieni.
Tekst jest fragmentem książki Lato ognia i krwi. Wojna chłopska w Niemczech 1524-1525, Lyndal Roper, Wydawnictwo Prześwity.
Fot. Atrona tytułowa Memmingen Articles of War z marca 1525 roku, z uzbrojonymi chłopami.
