Wywiad z Adamem Pleskaczyńskim autorem książki „Wartheland. Dzieje zbrodni”

Odnosząc się do jednej z najnowszych publikacji Wydawnictwa Instytutu Pamięci Narodowej, czyli książki „Wartheland. Dzieje zbrodni” autorstwa Adama Pleskaczyńskiego, nasi redaktorzy Dawid Siuta i Andrzej Włusek mieli przyjemność porozmawiać z autorem na temat tej bardzo ważnej i interesującej pozycji. Zapraszamy do lektury.

Jak streściłby Pan cel i sens stworzenia tej publikacji?

O powstaniu tej książki zadecydowały dwa czynniki. Pierwszy, to konstatacja, że powszechna świadomość o okropnościach niemieckiej okupacji i zbrodni popełnionych na ludności polskiej jest od lat sukcesywnie wypierana, spychana gdzieś na margines głównego nurtu zainteresowań II wojną światową. I dotyczy to nie tylko szeroko rozumianego Zachodu, ale również niestety Polski. Przyczyn jest wiele, ale wydaje się, że u nas po przełomie 1989 roku wahadło badań, i co za tym idzie, zainteresowań publicystycznych wyraźnie przechyliło się w stronę zagadnień do tamtej pory zakazanych, a związanych ze zbrodniami sowieckimi. Oczywiście, jest to zjawisko całkowicie zrozumiałe, ale najwyższy czas przywrócić pamięć o obliczach niemieckiej okupacji, zwłaszcza wśród młodszego pokolenia. Ponadto – i to jest drugi powód, który zadecydował o powstaniu tej książki, wyobrażenie realiów okupacyjnych jest kształtowane głównie przez obrazy kultury masowej, a ta bazuje przede wszystkim na historiach rozgrywających się w Generalnym Gubernatorstwie. Tymczasem doświadczenia Polaków żyjących pod narodowo-socjalistycznym terrorem były o wiele bardziej zróżnicowane, skomplikowane i tym samym ciekawsze. Inną politykę prowadzili Niemcy wobec Polaków chociażby na okupowanej Wileńszczyźnie, inną na terenach bezpośrednio wcielonych do III Rzeszy. Przy czym i tutaj nie była ona jednorodna. Historia Kraju Warty – tego zbrodniczego tworu, w którym naziści wprowadzili najbardziej radykalną formę rządów, gdzie ludność polska miała zostać wytępiona – jak wstępnie zakładano do 1969 roku, jest chyba najsłabiej obecna w świadomości współczesnych Polaków. „Wartheland, Kraj Warty – co to jest?” pytają dosyć bezradnie młodzi ludzie, którzy nawet interesują się historią, ale nie za bardzo mogą sobie poradzić z tym hasłem wywoławczym.

Szczątki 1500 spalonych więźniów zamordowanych przez Niemców w więzieniu na Radogoszczu 17/18 stycznia 1945 r. / źródło: IPN

No właśnie, czym był w takim razie tytułowy Wartheland?

Okręg Rzeszy Kraj Warty, czyli po niemiecku Reichsgau Wartheland to jednostka administracyjna utworzona przez Niemców po zajęciu Polski w 1939 roku i bezpośrednio włączona do III Rzeszy. Początkowo nazwaną ją Okręgiem Poznańskim (Reichsgau Posen), ale po powiększeniu terytorium nowo powstałej prowincji, w wyniku ambicjonalnych zabiegów Arthura Greisera, o obszar części przedwojennego województwa łódzkiego, a nawet warszawskiego, zmieniono nazwę na Kraj Warty. Rzecz jasna okręg o takim zasięgu nie miał historycznego uzasadnienia, ale to nie miało żadnego znaczenia. Wspomniany Greiser, który przez całe pięć lat funkcjonowania Warthelandu był jego wielkorządcą, jako namiestnik Rzeszy i gauleiter NSDAP, miał plany przekształcenia Kraju Warty we wzorcowy okręg Rzeszy. I to było najstraszniejsze w całej tej historii. Greiser postanowił przeprowadzić bezprecedensowy eksperyment społeczny, którego ofiarą mieli paść Polacy oraz zamieszkujący na tym obszarze Żydzi. To tutaj właśnie rozpoczęto na niespotykaną dotychczas skalę akcję czystek etnicznych i wysiedlania ludności polskiej, wprowadzono najbardziej rasistowskie ustawodawstwo względem ludności nie-niemieckiej. Wszelkie ślady polskości miały zostać dosłownie starte z powierzchni ziemi, tak aby nikt nigdy nie pomyślał nawet, że kiedykolwiek żyli tu Polacy. Greiser w swoim fanatyzmie prześcigał wszystkich pozostałych gauleiterów i z żelazną konsekwencją wdrażał to, co swego czasu napisał Hitler. Chodziło mianowicie o nową koncepcję skolonizowania Wschodu, z czym Niemcy borykali się przez całe XIX stulecie. Hitler wyłożył to w sposób bardzo prosty: zamiast germanizacji ludzi, należało zgermanizować ziemię.

Moment tuż przed egzekucją w Gostyninie 15 czerwca 1941 r. / źródło: IPN

Co to w szczegółach miało oznaczać?

W pierwszej kolejności Niemcy postanowili wymordować zaangażowaną politycznie miejscową inteligencję i tzw. warstwy przywódcze, w ramach, jak to eufemistycznie określano „politycznego oczyszczania gruntu”. Na listach proskrypcyjnych znajdowali się przedwojenni działacze polityczni i społeczni, duchowni, ludzie nauki i kultury, lokalni liderzy, wokół których w przyszłości mógłby się skupiać ruch oporu. Ze szczególną mocą zwalczano aktywnych społecznie weteranów powstań narodowych. Widać tu wyraźnie niemieckie obawy, które zresztą nie opuściły ich przez cały okres okupacji, przed powtórką z powstania wielkopolskiego. To właśnie doświadczenie powstania z 1918/1919 roku wpłynęło chyba najbardziej na podjęcie decyzji o eksterminacji wielkopolskich elit. Kolejnym krokiem była akcja wysiedleńcza. Skoro nie można było tych Polaków zgermanizować „miękkimi metodami”, stosowanymi w państwie Hohenzollernowskim, należało ich po prostu wygnać z tego wzorcowego okręgu Rzeszy. 160 tysięcy ludzi deportowano do Generalnego Gubernatorstwa, 450 tysięcy wywieziono w charakterze robotników przymusowych do Rzeszy. Ostatnim elementem tej układanki, było sprowadzenie w miejsce wymordowanych i wygnanych Polaków – Niemców, którzy mieli zasiedlić Wartheland. W okresie międzywojennym na tych terenach mieszkało ok. 400 tys. Niemców, a niecałe 200 tys. przybyło z Rzeszy, aby objąć stanowiska w administracji, gospodarce i aparacie represji. Nowymi kolonizatorami mieli być przede wszystkim Niemcy pochodzący spoza Rzeszy. W myśl układu niemiecko-sowieckiego zaczęto ich sprowadzać z krajów nadbałtyckich, z Wołynia i Besarabii, a później po wybuchu wojny ze Związkiem Sowieckim również znad Morza Czarnego. Ogółem było to ponad pół miliona takich importowanych Niemców, ale z nazistowskiego punktu widzenia, to wciąż było za mało. Dlatego Greiser i jego administracja musieli przez cały czas okupacji tolerować miejscowych Polaków, których zamieniono w zwykłych niewolników, bo bez nich gospodarka Kraju Warty nie mogła normalnie funkcjonować.

Okolicznościowy plakat z okazji Wschodnioniemieckich Dni Kultury w Poznaniu w 1941 r. / źródło: Archiwum Państwowe w Poznaniu

Jaki był zatem pomysł na Polaków w Kraju Warty? Czy polityka lokalnych władz wobec Polaków była nakierowana bardziej na eksterminację, wykorzystanie jako siły roboczej, bo jak widać asymilacja nie wchodziła raczej w grę?

Pierwsza faza bezpośredniej eksterminacji, tej masowej, trwała mniej więcej do początków 1940 roku. Zorganizowano wówczas wiele utajnionych mordów, głównie w odizolowanych miejscach: więzieniach, obozach, ale również w kompleksach leśnych. Takich miejsc na mapie Warthelandu jest wiele, w niektórych z nich zginęło więcej ludzi niż w Katyniu. Zabijano również osoby chore psychicznie, kalekie i niedołężne, pensjonariuszy domów starców, dzieci z zakładów opiekuńczych oraz niewidomych, zastanawiano się nawet nad wymordowaniem wszystkich Polaków chorych na gruźlicę, ale ostatecznie nie doszło do realizacji tych planów. Los tych, których ominęła fala masowych egzekucji i wysiedleń był również przerażający. Groziła im śmierć każdego dnia: z nieleczonych chorób, niedożywienia, mogli paść ofiarą egzekucji odwetowych organizowanych  zupełnie „na ślepo” przez Niemców.  Za najdrobniejsze przewinienie wobec niemieckiego pracodawcy można było trafić do obozu koncentracyjnego lub przynajmniej do tzw. Wychowawczego Obozu Pracy.  Ale przede wszystkim Niemcy wykorzystywali Polaków jako tanią siłę roboczą. I tak było przez całą wojnę. Z jednej strony rozbudowany system represji i pozbawienie wszelkich praw ludzkich, z drugiej – oczekiwanie na wydają pracę. To się nie mogło udać. Gospodarka oparta na niewolniczej pracy ludności musiała być mało wydajna. Stąd podjęte pod koniec okupacji przez Greisera zupełne nieudolne próby przekonania do swoich rządów choćby części ludności polskiej i utworzenie przez niego kategorii „wydajnych Polaków”, którzy za zaangażowanie w pracy mieli otrzymywać zwiększone przydziały żywności. Nie poszły za tym żadne inne ustępstwa, terror nie zelżał, toteż i oddźwięk był niewielki. Nic nie mogło zmienić nastawienia ludności polskiej do narodowosocjalistycznych Niemiec, nawet straszenie bolszewikiem i przypominanie zbrodni katyńskiej.

Młodzież niemiecka na kursie szybowcowym w powiecie tureckim. / źródło: Muzeum Miasta Turku

Jak zatem wyglądało położenie Polaków w Kraju Warty na tle sytuacji ludności polskiej w Generalnym Gubernatorstwie?

Antypolska polityka Greisera uznawana była przez samych nazistów za najbardziej konsekwentną, „wzorcową”, a system segregacji etnicznej wdrożony przez Niemców w Kraju Warty wyróżniał się swoim radykalizmem nawet na tle rządów niemieckich w Generalnym Gubernatorstwie. Polakom nie wolno było używać publicznie języka polskiego, nie istniała polska prasa, obowiązywał całkowity zakaz wstępu do muzeów, teatrów, bibliotek, praktycznie nie istniało legalne życie religijne, a niemal wszystkich kapłanów zgładzono, zesłano do obozów koncentracyjnych lub wypędzono do Generalnego Gubernatorstwa. Zlikwidowano większość szkół dla dzieci polskich, ograniczając edukację do poznania podstawowych słów w języku niemieckim, które miały umożliwić zrozumienie prostych poleceń wydawanych przez Niemców.  Wprowadzono zakaz wstępu do większości parków, placów zabaw, restauracji i kawiarni. Polacy mogli kupować w określonych sklepach, w ściśle określonych godzinach i wyłącznie te towary, które zostały im przydzielone w ramach ograniczeń kartkowych. Nielegalny handel, zwłaszcza żywnością był zagrożony śmiercią. Wypędzeni z własnych mieszkań, pozbawieni majątku prywatnego, zredukowani do roli niewykwalifikowanej siły roboczej Polacy zajmowali pozycję porównywaną przez samych Niemców do zwierząt w gospodarstwie domowym.

Funkcjonariusze SA w Obornikach przepływający promem przez Wartę na nazistowską uroczystość.
/ źródło: Biblioteka Publiczna Miasta i Gminy w Obornikach

Nie można zapominać o losach Żydów w Kraju Warty. Była to przecież społeczność licząca kilkaset tysięcy ludzi.

Zgadza się, szacuje się, że na terytorium, które stanowiło Wartheland żyło ok. 400 tysięcy Żydów i osób pochodzenia żydowskiego. Ich martyrologia stanowi osobną historię w dziejach Kraju Warty. Najpierw ludność żydowska została zamknięta w gettach, a po wybuchu wojny niemiecko-sowieckiej niemal doszczętnie wymordowana. Warto podkreślić, że to właśnie w Kraju Warty powstał pierwszy w dziejach obóz zagłady w Kulmhof (Chełmnie nad Nerem) i była to inicjatywa administracji Greiserowskiej, wyprzedzająca również pod tym względem decyzje niemieckich władz centralnych, które zapadły dopiero kilka miesięcy później podczas Konferencji w Wannsee.

Niewątpliwym atutem Pańskiej książki jest różnorodność tematów, wątków…

No cóż, była to też największa trudność. Przez dłuższy czas zastanawiałem się, jak zaprezentować w sposób spójny i atrakcyjny tak wielowątkową historię. No bo przecież należało opisać zarówno samą eksterminację, represje i prześladowania, jak również odmienne losy trzech grup narodowościowych zamieszkujących Kraj Warty: Polaków, Niemców i Żydów. Taka konstrukcja książki nie umknęła uwadze recenzentów, którzy za szczególnie nowatorskie uznali zaprezentowanie zwłaszcza perspektywy niemieckiej, bardzo rzadko występującej w polskiej historiografii. Jednak opracowanie struktury w przypadku albumu to jedno, zdecydowanie trudniejsze jest znalezienie odpowiednich fotografii archiwalnych, które te zagadnienia zilustrują. 

No właśnie, przejdźmy może to tego, co stanowi clou tej publikacji, czyli do zdjęć. Muszę powiedzieć, że niektóre z nich porażają swoim przekazem, inne zaskakują. Widać na ich przykładzie, jak nienormalnym światem była rzeczywistość wykreowana przez nazistów w Kraju Warty. Z jednej strony egzekucje, tortury, deportacje, z drugiej strony, tej niemieckiej – jakby zwykłe, normalne życie. Jaki był klucz doboru tych zdjęć?

Jak już wcześniej wspomniałem, zdjęcia musiałem dobrać do opowieści, którą stworzyłem i zamierzałem ją zaprezentować. Niestety, nie było to łatwe, ponieważ do naszych czasów dotrwała jedynie część zdjęć z tamtego okresu, inne nadal nieodnalezione spoczywają w archiwach czy prywatnych zbiorach, a niektórych ważnych wydarzeń w ogóle nie sfotografowano. Tak było w przypadku chociażby masowych mordów dokonywanych przez Niemców na Polakach czy Żydach. Ostatecznie w ciągu dwóch lat pracy nad książką udało mi się dotrzeć do wielu kolekcji fotograficznych i pojedynczych zdjęć, co zaowocowało zebraniem siedmiu tysięcy archiwalnych fotografii. Ostatecznie do publikacji trafiło ponad tysiąc z nich. Najbardziej usatysfakcjonowany jestem z fotografii przedstawiających życie codzienne Niemców w Kraju Warty, ponieważ w takim szerokim zakresie nie były one dotąd publikowane. Dotyczy to zarówno oficjalnych zdjęć pochodzących z nazistowskich instytucji odpowiedzialnych za dokumentowanie rozwoju gospodarczego i życia codziennego Niemców w Kraju Warty, jak również prywatnych albumów funkcjonariuszy Gestapo i innych formacji policyjnych. 

Podczas uroczystości w drugą rocznicę istnienia okręgu Wartheland przed Greiserem przemaszerowali chorążowie niosący 517 chorągwi lokalnych komórek NSDAP w okręgu Wartheland. / źródło: Narodowe Archiwum Cyfrowe

W jakich miejscach robił Pan kwerendę aby pozyskać materiały do książki?

Przede wszystkich korzystałem z najbogatszego w naszym kraju źródła czyli wydzielonego zbioru fotograficznego byłej Głównej Komisji Badania Zbrodni Niemieckich w Polsce, który miał być wykorzystywany jako materiał dowodowy w procesach przeciwko zbrodniarzom nazistowskim. Znajduje się on w Archiwum IPN. Ponadto wiele bardzo interesujących i wartościowych zdjęć otrzymałem z Instytutu Zachodniego, Archiwum Państwowego w Poznaniu i Kaliszu, ale również z lokalnych muzeów, zwłaszcza należy tu wspomnieć o Wielkopolskim Muzeum Niepodległości i  Muzeum Miasta Turku.

Jak długo trwało opracowanie Albumu?

Prace nad książką trwały około dwóch lat, z czego najwięcej czasu poświęciłem odnajdywaniu fotografii i ich analizowaniu. Traktowałem je, jak każde inne źródło archiwalne, poddając krytycznej ocenie i próbie zidentyfikowania okoliczności ich powstania i osób na nich uwiecznionych. W pewnym stopniu posiłkowałem się narodowosocjalistycznym dziennikiem wychodzącym podczas okupacji w Kraju Warty „Ostdeutscher Beobachter”, w którym pojawiały się niektóre ze zdjęć wraz z krótszym lub dłuższym opisem. Zaprezentowane w książce fotografie nie byłyby jednak wiele warte, w sensie poznawczym, gdyby nie rozbudowane podpisy i komentarze. Jako że w wielu przypadkach mamy do czynienia ze zdjęciami propagandowymi, jedynie odpowiedni komentarz mógł wychwycić przekłamania i obnażyć intencje twórców tych fotografii. 

Czy nie uważa Pan, że po wydaniu albumu, zasadne byłoby przygotowanie również publikacji, która merytorycznie opracowywałaby temat w szerszym stopniu?

Moja odpowiedź może być tylko jedna: ależ oczywiście tak. Co prawda powstało wiele książek na temat niemieckiej okupacji w tzw. Kraju Warty, ale w większości są to publikacje sprzed wielu lat, pisane w innych okolicznościach politycznych i przy dostępie do określonych materiałów źródłowych. Absolutnie należałoby jak najbardziej zintensyfikować badania nad okupacją niemiecką w latach 1939-1945. Dobrze by było, gdyby przy okazji pojawiały się publikacje o charakterze popularyzatorskim, bo tylko w ten sposób można zainteresować tematyką szerokie kręgi naszego społeczeństwa. A docelowo, również odbiorców zagranicznych.

I na koniec już tradycyjne pytanie, na które odpowiedź może być  drogowskazem dla młodych badaczy. Jeśli ktoś teraz zastanawia się nad kierunkiem badań w materii poruszonej w Pańskiej książce to jakie perspektywy badawcze dostrzega Pan w tym zakresie?

Ogromne. Zważywszy na nowe technologie, ułatwienia związane z dostępem do baz archiwalnych, powszechną digitalizację źródeł, przed młodymi badaczami otwierają się przeogromne możliwości. Trzeba tylko chcieć…

Dziękujemy serdecznie za rozmowę.

Wartheland. Dzieje zbrodni

Autor książki: Adam Pleskaczyński

Cena: 59 zł

Dane szczegółowe:
Wydawca: Instytut Pamięci Narodowej, IPN
Rok wyd.: 2021
Oprawa: Miękka ze skrzydełka
Ilość stron: 384 s.
EAN: 9788382292251
ISBN: 978-83-8229-225-1
Data: 2021-09-13

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*