Zmarł Mieczysław Wroczyński, ostatni Powstaniec Warszawski z Białegostoku

Nie żyje Mieczysław Wroczyński „Stary”, ostatni Powstaniec Warszawski z Białegostoku. Miał 102 lata. Był dowódcą plutonu łączności. Walczył na Woli i Śródmieściu Północnym w Zgrupowaniu „Chrobry II” i Batalionie „Lecha Żelaznego”

Dzieciństwo i młodość

Mieczysław Wroczyński urodził się w 11 października 1919 roku w Łowiczu, w wolnej Polsce. Miał czterech braci, którzy urodzili się jeszcze w zaborze rosyjskim. Uczył się w szkółce wiejskiej w Wygodzie Potem w szkole na Kaszubach. Nie potrafił mówić po kaszubsku, więc inne dzieci przezywały go „Żydkiem”.

Później jego rodzina przeniosła się do Kościerzyna. Od 1932 roku, po chorobie ojca, opiekował się nim i jego rodzicami jego starszy brat. Był oficerem 10. Pułku ułanów. Rodzina mieszkała w koszarach w Białymstoku do wybuchu II wojny światowej. Mieczysław Wroczyński ukończył tutaj gimnazjum i Liceum im. Króla Zygmunta Augusta w Białymstoku. Na trzy miesiące przed wybuchem wojny otrzymał maturę.

Mieczysław Wroczyński w dniu wybuchu II wojny światowej

Już w czerwcu 1939 roku zaczął się szkolić w koszarach. Jako członek 13. kompanii budował umocnienia wzdłuż Warty koło Wrześni. Oficjalnie mówiono nam, że to jest wał przeciwpowodziowy, ale nie wolno było robić żadnych zdjęć, wszędzie stały posterunki, nie wolno się było nigdzie oddalać i tak dalej. Tak że widocznie budowało się zbiorniki, które w razie czego miały zalać całą dolinę Warty. Ale to się nie dało ukończyć przed wybuchem wojny, bo to był czerwiec-lipiec. – powiedział Mieczysław Wroczyński w wywiadzie Archiwum historii mówionej.

W batalionie był sześć tygodni. Następnie wrócił do Białegostoku, gdzie był drużynowym w harcerstwie. 23 sierpnia otrzymał powołanie do wojska, do Podlaskiej Brygady Kawalerii. Jego czterech braci również było kawalerzystami. Finalnie jednak przydzielono go do obrony przeciwlotniczej. 10 września miała miejsce ewakuacja miasta. Wszedł w skład 110. Pułku ułanów. W Wołkowysku przydzielono go do „żywnościówki” Wypisywanie kwitów na konserwy nie bardzo mu się podobało. Karabiny maszynowe trzeszczały ciągle, działka biły, ale niewielkie szkody chyba Niemcy ponosili. Znudziło mi się więc – prawdę mówiąc – zdezerterowałem stamtąd.

17 września

17 września był na wschodzie kraju. Trafił do 76. Pułku piechoty w Słonimie. Wtedy jeszcze nie wiedział, że bolszewicy zaatakowali. „Słuchajcie, chłopcy – bo byłem z dwoma kolegami – bolszewicy przeszli granicę”. Bardzo nas to zaskoczyło. Poszliśmy z powrotem do koszar. Jak uszliśmy kilkadziesiąt kroków, to między sobą: „Pewno to jakiś dywersant”, bo było przed wojną w Polsce dość sporo ludności niemieckiej. Myśmy nawet kolegów mieli w gimnazjum takich. Oni robili różne historie, dywersję różną.

„To jakiś dywersant, trzeba go [zatrzymać].” Odwróciliśmy się, a już go nie było. Machnęliśmy więc ręką, poszliśmy do koszar. Jeszcze po południu mieliśmy ćwiczenia polowe, jeszcze nas ganiano po olbrzymim placu: „Padnij, powstań” – różne szyki polowe się formowało. A jak zmierzch zapadł, to rozkaz wymarszu. Pomaszerowaliśmy na zachód, w przekonaniu, że idziemy na front. Amunicji mieliśmy niewiele, marszówka nie miała karabinów maszynowych w ogóle, tylko dostaliśmy francuskie karabiny. Amunicji niewiele do tego było. Ale poszliśmy. W nocy przeprawiliśmy się przez Szczarę, w bród. Nie chciałem sobie moczyć eleganckich bucików, które miałem na nogach – oficerskie, angielskie buty, długie – brata mego zresztą, ale pasowały na mnie. On już był na froncie, ubrałem się w jego bryczesy i w jego buty, jak szedłem do wojska…

Mieczysław Wroczyński również udział w obronie Grodna. Przebywał w okopach nie dalej niż pól km od miasta. Więcej informacji przedstawił Mieczysław Wroczyński w wywiadzie z 2011 roku z Barbarą Pieniężną.

Mieczysław Wroczyński „Stary”

Brał udział w całym Powstaniu Warszawskim – przez wszystkie 63 dni. Mieczysław Wroczyński był szefem łączności Kompanii „Warszawianka” NSZ (zgrupowanie „Chrobry II”). Po wojnie był leśniczym leśnictwa Walka w Nadleśnictwie Państwowym Kowary.

Fot. Artur Kosicki / domena publiczna

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

*