I wojna berberyjska

10 maja 1801 rozpoczęła się I wojna berberyjska. Piraci z Trypolisu wypowiedzieli wojnę

Tego dnia 1801 roku rozpoczęła się I wojna berberyjska. Berberyjscy piraci z Trypolisu wypowiedzieli wojnę Stanom Zjednoczonym Ameryki

Gdy młode imperium chciało handlować w pokoju, morze odpowiedziało przemocą. Od Afryki Północnej po wybrzeża Stanów Zjednoczonych, brutalne zasady pirackiej dyplomacji zderzyły się z ideą wolności i suwerenności. I wojna berberyjska była czymś więcej niż sporem o haracz – była próbą siły, tożsamości i odwagi na nieznanym terytorium. To opowieść o odciętych masztach, zdradzonej lojalności i pierwszych krokach Ameryki jako potęgi morskiej.

10 maja 1801 roku był dniem, który na trwałe zapisał się w historii Stanów Zjednoczonych – właśnie wtedy rozpoczęła się I wojna berberyjska, zwana również wojną trypolitańską albo wojną o Wybrzeże Berberyjskie. Był to pierwszy poważny konflikt zbrojny, który młode państwo amerykańskie prowadziło poza granicami Nowego Świata, w szczególności na obszarze świata arabskiego.

Tego dnia Trypolitania, będąca jedną z prowincji Imperium Osmańskiego, wypowiedziała wojnę Stanom Zjednoczonym. Powodem były wieloletnie spory o opłaty trybutarne – czyli daniny w zamian za zaprzestanie ataków na amerykańskie statki handlowe. Prezydent Thomas Jefferson, który objął urząd zaledwie dwa miesiące wcześniej, stanowczo odmówił spełnienia tych żądań, co doprowadziło do eskalacji napięcia. Trypolitańczycy odpowiedzieli symbolicznym gestem – ścięli maszt z flagą przed amerykańskim konsulatem, co w kulturze berberyjskiej oznaczało wypowiedzenie wojny.

Korsarze z Afryki Północnej i ich wpływ na światowy handel

W XVIII i na początku XIX wieku północnoafrykańskie miasta portowe, takie jak Algier, Tunis, Trypolis oraz niezależne Maroko rządzone przez dynastię Alawitów, były znane jako Wybrzeże Berberyjskie. Te terytoria formalnie należały do Imperium Osmańskiego, lecz w praktyce funkcjonowały jako quasi-niepodległe byty. Ich znaczącym źródłem dochodów i wpływów był piracki proceder, który polegał na przejmowaniu zagranicznych statków handlowych, braniu ich załóg w niewolę i żądaniu okupu.

Piraci ci, zwani także korsarzami berberyjskimi, stanowili poważne zagrożenie dla żeglugi po Morzu Śródziemnym. Władcy tych miast, utrzymując silne floty i fortyfikacje portowe, korzystali z piractwa jako narzędzia politycznego i ekonomicznego. Robert Davis, historyk specjalizujący się w temacie niewolnictwa śródziemnomorskiego, oszacował, że od XVI do XIX wieku korsarze z Afryki Północnej porwali nawet od 1 do 1,25 miliona Europejczyków, którzy następnie trafili na rynki niewolnicze tego regionu.

Piraci atakowali również statki amerykańskie, próbując wymusić od młodego państwa okup lub regularne opłaty ochronne. Do czasu uzyskania niepodległości i podpisania Traktatu Paryskiego w 1783 roku, amerykańskie statki były chronione przez Francję w ramach traktatu sojuszniczego z 1778 roku. Po wygaśnięciu tej ochrony i zakończeniu wojny o niepodległość, Stany Zjednoczone musiały samodzielnie stawić czoła problemowi piractwa.

Pierwsze starcia dyplomatyczne i początki zmagań

Już w październiku 1784 roku marokańscy piraci przejęli amerykański statek handlowy, brygantynę Betsey. To wydarzenie stało się pierwszym incydentem tego typu po zakończeniu wojny o niepodległość. Hiszpania, która wówczas miała wpływy w Afryce Północnej, pośredniczyła w negocjacjach dotyczących uwolnienia załogi, a także zasugerowała Amerykanom, by zaczęli płacić haracz, aby uniknąć podobnych ataków w przyszłości.

Thomas Jefferson, będący wtedy ministrem pełnomocnym Stanów Zjednoczonych we Francji, postanowił zareagować dyplomatycznie. Wysłał przedstawicieli do Maroka i Algierii, by zawrzeć traktaty pokojowe i uwolnić pojmanych marynarzy. Maroko okazało się bardziej otwarte na współpracę – już 23 czerwca 1786 roku podpisano pierwszy traktat między Stanami Zjednoczonymi a państwem berberyjskim. Traktat gwarantował ochronę amerykańskich obywateli w granicach Maroka i zakończył tamtejsze ataki na amerykańskie statki.

Zupełnie inaczej wyglądała sytuacja w przypadku Algierii. Korsarze algierscy rozpoczęli ataki 25 lipca 1785 roku, przejmując amerykańskie jednostki Maria i Dauphin. Wszystkie państwa Wybrzeża Berberyjskiego zażądały ogromnej sumy – 660 000 dolarów od każdego kraju (równowartość około 16 milionów dolarów w przeliczeniu na wartość z 2024 roku). Tymczasem amerykańscy negocjatorzy mieli do dyspozycji jedynie 40 000 dolarów, co utrudniło jakiekolwiek porozumienie.

Załogi statków Maria i Dauphin pozostawały w niewoli przez ponad dekadę, a do niewolników stopniowo dołączali marynarze z kolejnych amerykańskich jednostek, przejmowanych przez berberyjskie floty.

Życie amerykańskich jeńców i narastające napięcie

Relacje jeńców opisujących swoją niewolę w krajach berberyjskich ujawniały brutalną rzeczywistość. Choć niektórzy, jak James Leander Cathcart, osiągali względną pozycję – Cathcart został doradcą deja Algieru – większość amerykańskich więźniów musiała zmagać się z:

  • ciężką pracą fizyczną,
  • skrajnymi warunkami sanitarnymi,
  • głodem i chorobami,
  • przemocą i poniżeniem.

Opowieści te docierały do opinii publicznej w Stanach Zjednoczonych, wzbudzając rosnące oburzenie i presję na Kongres, by podjął zdecydowane działania militarne.

19 lipca 1794 roku, Kongres przeznaczył 800 000 dolarów (równowartość ok. 17 milionów dolarów w 2024 roku) na wykupienie jeńców i zawarcie pokoju z państwami berberyjskimi. Z kolei 5 września 1795 roku, amerykański negocjator Joseph Donaldson podpisał traktat z dejem Algieru, który obejmował:

  • natychmiastową wypłatę 642 500 dolarów w srebrze,
  • roczną daninę w wysokości 21 600 dolarów (w formie materiałów okrętowych i uzbrojenia),
  • prezenty dla dworu i rodziny deya,
  • uwolnienie 115 amerykańskich jeńców.

Choć traktat zakończył konkretne działania wojenne, z punktu widzenia wielu amerykańskich polityków i wojskowych, stanowił on upokorzenie i dowód uległości wobec zagranicznego szantażu.

Powołanie Marynarki Wojennej Stanów Zjednoczonych

Rosnące niezadowolenie społeczne i polityczne wobec konieczności płacenia haraczy doprowadziło do ważnej zmiany strukturalnej w rządzie federalnym. W 1798 roku powołano do życia Departament Marynarki Wojennej Stanów Zjednoczonych (United States Department of the Navy) – instytucję, której zadaniem miało być skuteczne przeciwdziałanie zagranicznym zagrożeniom morskim, a zwłaszcza piractwu berberyjskiemu.

Pojawiły się jednak głosy sprzeciwu. Frakcja demokratyczno-republikańska, z Jeffersonem na czele, sprzeciwiała się rozbudowie floty i zwiększaniu podatków. Uważano, że przyszłość Ameryki leży w ekspansji na Zachód, a nie w angażowaniu się w konflikty morskie. Przeciwnicy twierdzili, że handel atlantycki wciąga państwo w niepotrzebne intrygi Starego Świata.

Jednak podczas wyborów prezydenckich w 1800 roku, Jefferson pokonał urzędującego prezydenta Johna Adamsa i 4 marca 1801 roku objął urząd. Nowy prezydent był gotów wcielić swoje idee w życie – zamierzał raz na zawsze rozwiązać problem berberyjski przy użyciu siły militarnej.

I wojna berberyjska wypowiedziana… nożem — tradycyjny gest Trypolisu

Jeszcze przed oficjalnym rozpoczęciem prezydentury Thomas Jefferson zdołał przeforsować ustawę, która przewidywała budowę sześciu fregat. Miały być one „obsadzone i dowodzone zgodnie z decyzją prezydenta” i w razie konfliktu z państwami berberyjskimi – miały chronić nasz handel i karać ich bezczelność – przez zatapianie, palenie lub niszczenie ich statków i jednostek wszędzie, gdzie je napotkasz.

Zaraz po objęciu urzędu Jefferson musiał zmierzyć się z pierwszym poważnym wyzwaniem: Yusuf Karamanli, pasza Trypolisu, zażądał od nowej administracji zapłaty 225 000 dolarów (równowartość ok. 4,3 mln w 2024 roku). Była to suma, jaką Trypolitania uznawała za „prezent konsularny”, obowiązkowy przy zmianie władz lub konsula – zgodnie z ustaleniami Traktatu z Trypolisem z 1796 roku.

Jefferson, zgodnie ze swoimi przekonaniami, odmówił. W odpowiedzi, 10 maja 1801 roku, Trypolitania formalnie zerwała stosunki dyplomatyczne z USA poprzez gest o ogromnym znaczeniu symbolicznym – ścięto maszt z flagą przed amerykańskim konsulatem. Był to tradycyjny sposób wypowiadania wojny na Wybrzeżu Berberyjskim.

Co ciekawe, pozostałe państwa regionu – Algier i Tunis – nie zdecydowały się poprzeć Trypolisu i nie przyłączyły się do konfliktu.

I wojna berberyjska – pierwsze działania zbrojne

Zanim wieść o wypowiedzeniu wojny dotarła do Waszyngtonu, prezydent Jefferson wysłał na Morze Śródziemne niewielką eskadrę: trzy fregaty i jedną szkunerę pod dowództwem komodora Richarda Dale’a. Ich misją było dostarczenie listów i prezentów w celu zachowania pokoju. Na wypadek wojny, eskadra miała też za zadanie chronić amerykańskie statki i obywateli.

Jefferson zaznaczył jednak, że Konstytucja Stanów Zjednoczonych nie daje prezydentowi uprawnień do wypowiadania wojny bez zgody Kongresu. W liście do Kongresu napisał: „Przekazuję wam wszystkie istotne informacje na ten temat, abyście w ramach powierzonych wam konstytucyjnych kompetencji mogli podjąć decyzję w oparciu o pełną wiedzę o sytuacji”.

Kongres formalnie nie wypowiedział wojny, ale upoważnił prezydenta do działań obronnych, w tym do przejmowania statków paszy Trypolisu oraz wszelkich innych „działań ostrożności lub wrogości, jakie uzasadnia stan wojny”.

Amerykańska eskadra połączyła siły z flotyllą szwedzką dowodzoną przez Rudolfa Cederströma, która już wcześniej prowadziła działania wojenne przeciw Trypolisowi. Razem rozpoczęli blokadę miasta Trypolis – potężnie ufortyfikowanego portu, który chroniło 150 dział, 25 tysięcy żołnierzy i flota kilkunastu jednostek bojowych.

Amerykańska flota rośnie w siłę: sukcesy na wodach Morza Śródziemnego

1 sierpnia 1801 roku doszło do pierwszego starcia – amerykański szkuner USS Enterprise, dowodzony przez porucznika Andrew Sterretta, stoczył zwycięską walkę z 14-działowym korsarzem Trypolisu o nazwie… Tripoli. Było to symboliczne zwycięstwo, które pokazało skuteczność młodej Marynarki Wojennej Stanów Zjednoczonych.

W odpowiedzi na dalsze agresje, Kongres przyjął w 1802 roku specjalną ustawę pt. „An act for the protection of commerce and seamen of the United States against the Tripolitan cruisers”, która zezwalała prezydentowi na użycie „wszystkich uzbrojonych jednostek Stanów Zjednoczonych, jakie uzna za stosowne” w celu ochrony handlu morskiego i amerykańskich marynarzy.

W kolejnych miesiącach do akcji dołączały nowe jednostki – m.in. USS Constitution, Chesapeake, Constellation, Vixen, President, Congress, Essex, Nautilus, Argus, Syren, Hornet – pod ogólnym dowództwem komodora Edwarda Preble’a. W 1803 roku flota amerykańska prowadziła ciągłą blokadę portów berberyjskich, przejmując i niszcząc wrogie jednostki.

Katastrofa fregaty Philadelphia i jedna z najodważniejszych misji w historii US Navy

W październiku 1803 roku fregata USS Philadelphia, patrolująca okolice Trypolisu, utknęła na mieliźnie w wyniku błędu nawigacyjnego. Podczas prób uwolnienia statku, jego załoga znalazła się pod ostrzałem zarówno z lądu, jak i ze strony trypolitańskiej marynarki wojennej.

Statek, wraz z dowódcą kapitanem Williamem Bainbridge’em i całą załogą, dostał się w ręce wroga. Fregata została następnie przekształcona w pływającą baterię artyleryjską, mającą chronić port Trypolisu.

Amerykanie nie mogli dopuścić do tego, by potężna jednostka taka jak Philadelphia wpadła w trwałe ręce przeciwnika.

Dlatego też, 16 lutego 1804 roku, kapitan Stephen Decatur przeprowadził brawurową misję specjalną, która do dziś uchodzi za jedną z najodważniejszych akcji abordażowych w historii US Navy. Pod osłoną nocy, dowodząc niewielką zdobyczną jednostką – ketchą Intrepid, udającą trypolitański statek – zbliżył się do zakotwiczonej Philadelphia.

Gdy statek znalazł się wystarczająco blisko, Decatur i jego ludzie dokonali abordażu, zaskoczyli strażników i przejęli kontrolę nad pokładem. Po krótkiej walce, bez strat własnych, podpalili fregatę, która następnie eksplodowała w płomieniach.

Misja zakończyła się sukcesem, a Stephen Decatur został okrzyknięty pierwszym bohaterem wojennym Stanów Zjednoczonych po rewolucji amerykańskiej. Nawet Horatio Nelson, legendarny admirał brytyjski, miał ponoć nazwać ten wyczyn „najbardziej odważnym aktem wojennym swoich czasów”.

Bitwa o Trypolis i tragiczna misja Intrepida

14 lipca 1804 roku komodor Edward Preble zainicjował bezpośrednie ataki na Trypolis, licząc na szybkie rozstrzygnięcie konfliktu. Przez całe lato trwały seria bitew morskich i bombardowań, które choć skuteczne w osłabianiu sił przeciwnika, nie przyniosły ostatecznego zwycięstwa.

Jedną z prób przełamania oblężenia była kolejna misja z udziałem Intrepida – tym razem statek został załadowany materiałami wybuchowymi i przekształcony w okręt-pułapkę (tzw. fireship), który miał wpłynąć do portu i wysadzić się w pobliżu floty trypolitańskiej.

Dowodzący misją kapitan Richard Somers, wraz z całą załogą, zginął, gdy statek eksplodował przedwcześnie – być może trafiony przez ogień wroga, być może w wyniku własnej detonacji. Próba, choć spektakularna, zakończyła się tragedią i stratą doświadczonych marynarzy.

Przełom: marsz przez pustynię i bitwa pod Derną

Tymczasem na lądzie rozpoczęła się kampania, która zmieniła losy wojny. Były konsul USA w Trypolisie, William Eaton, w porozumieniu z administracją Jeffersona, zorganizował śmiały plan – zamierzał przywrócić na tron Trypolisu prawowitego brata paszy – Hameta Karamanliego, który został wcześniej obalony przez Yusufa Karamanliego.

Wraz z pierwszym porucznikiem Presleyem O’Bannonem z Korpusu Piechoty Morskiej Stanów Zjednoczonych, Eaton zebrał:

  • ośmiu amerykańskich marines,
  • około 500 najemników: Arabów, Berberów i Greków z Krety,
  • sprzęt wojenny i zapasy przekazane przez USA i zaprzyjaźnione państwa, m.in. Królestwo Neapolu.

W kwietniu 1805 roku siły te ruszyły z Aleksandrii w Egipcie, pokonując w marszu ponad 800 kilometrów przez pustynię.

27 kwietnia 1805 roku rozpoczęła się bitwa o Dernę – portowe miasto na wschodnim wybrzeżu Trypolisu. Dzięki skutecznemu atakowi z lądu, wspartemu ogniem amerykańskich okrętów, miasto zostało zdobyte, a flaga Stanów Zjednoczonych po raz pierwszy została zatknięta w geście zwycięstwa na obcej ziemi.

Ten heroiczny epizod upamiętniono w hymnie piechoty morskiej – from the Halls of Montezuma to the Shores of Tripoli.

Traktat pokojowy i gorzki smak zwycięstwa

Po zdobyciu Darny, sytuacja Yusufa Karamanliego, aktualnego paszy Trypolisu, zaczęła się komplikować. Obawiał się kontynuacji ofensywy amerykańskiej i powrotu swojego starszego brata Hameta Karamanliego na tron. Równolegle z walkami trwały negocjacje prowadzone przez Tobiasa Leara, oficjalnego przedstawiciela Departamentu Stanu Stanów Zjednoczonych.

W rezultacie tych działań, 10 czerwca 1805 roku podpisano traktat pokojowy, który kończył działania wojenne. W artykule 2 dokumentu zapisano:

Pasza Trypolisu przekaże eskadrze amerykańskiej, obecnie znajdującej się u wybrzeży Trypolisu, wszystkich Amerykanów znajdujących się w jego posiadaniu; a wszyscy poddani Paszy Trypolisu, znajdujący się obecnie w rękach Stanów Zjednoczonych Ameryki, zostaną mu wydani; a ponieważ liczba Amerykanów w posiadaniu Paszy Trypolisu wynosi około trzystu osób, a liczba poddanych Trypolisu w rękach Amerykanów około stu osób – Pasza Trypolisu otrzyma od Stanów Zjednoczonych Ameryki sumę sześćdziesięciu tysięcy dolarów jako wyrównanie za różnicę w liczbie więźniów wymienionych w niniejszym dokumencie.

Administracja Jeffersona zdecydowała się zapłacić 60 000 dolarów (równowartość ok. 1,3 miliona w 2024 roku) jako okup za amerykańskich jeńców, zaznaczając, że nie była to danina, lecz jednorazowy ransom, który kończył konflikt.

Nie wszystkim jednak decyzje Jeffersona przypadły do gustu. William Eaton, autor planu zdobycia Darny i zwolennik pełnej zmiany władzy w Trypolisie, poczuł się zdradzony. Uważał, że zdobycie miasta powinno zostać wykorzystane jako karta przetargowa do bezwarunkowego uwolnienia jeńców oraz przywrócenia Hameta Karamanliego na tron. Krytykował Leara za uległość i zarzucał administracji, że złamała słowo dane Hametowi.

Ostatecznie Hamet Karamanli został porzucony i nigdy nie odzyskał władzy. Dla wielu Amerykanów była to rysa na honorze narodowym. Jednak traktat zapewnił szybki pokój, uwolnienie jeńców i wycofanie się amerykańskiej floty bez dalszego rozlewu krwi.

I wojna berberyjska – dziedzictwo

Choć nie wszystkie cele zostały osiągnięte, Pierwsza wojna berberyjska (1801–1805) miała ogromne znaczenie dla młodego państwa. Po raz pierwszy:

  • Stany Zjednoczone toczyły skuteczną kampanię wojskową na innym kontynencie,
  • amerykańskie siły – marynarka wojenna i piechota morska – działały jako jednolita armia narodowa, a nie zlepek regionalnych oddziałów,
  • świat dostrzegł, że USA są zdolne bronić swoich interesów handlowych i obywateli za granicą.

Wojna ugruntowała pozycję United States Navy i United States Marine Corps jako stałych instytucji rządowych, a sukcesy takie jak misja Stephena Decatura czy marsz O’Bannona przez pustynię przeszły do legendy.

Niestety, konflikt nie rozwiązał problemu u podstaw. W 1807 roku Algier wznowił ataki na amerykańskie statki, biorąc ich załogi jako zakładników. Stany Zjednoczone, rozproszone przez wewnętrzne napięcia i przygotowania do wojny z Wielką Brytanią (1812), nie były w stanie zareagować od razu.

Dopiero w 1815 roku, po zakończeniu wojny brytyjsko-amerykańskiej, doszło do Drugiej wojny berberyjskiej, podczas której komandorowie William Bainbridge i Stephen Decatur odnieśli decydujące zwycięstwa morskie, zmuszając państwa berberyjskie do podpisania traktatów, które ostatecznie zakończyły obowiązek płacenia haraczu przez USA.

Comments are closed.