Nie był celem spisku, lecz ofiarą własnej epoki – świata, w którym polityczne ambicje mieszały się z obłędem, a medycyna częściej szkodziła, niż ratowała. Zabójstwo Jamesa Garfielda w 1881 roku wstrząsnęło Ameryką i ujawniło, jak krucha potrafi być władza najwyższego urzędu. To historia prezydenta, który przeżył zamach, ale przegrał z błędami swoich lekarzy – i zabójcy, który wierzył, że działa w imię Boga i partii.
2 lipca 1881 roku w waszyngtońskiej stacji Baltimore and Potomac Railroad Station padły strzały, które wstrząsnęły całymi Stanami Zjednoczonymi. Ich celem był James Abram Garfield, 20. prezydent USA, zaledwie kilka miesięcy po zaprzysiężeniu. Postrzelony przy peronie, walczył o życie przez ponad dwa miesiące, by ostatecznie umrzeć 19 września 1881 roku w Elberon w stanie New Jersey.
Zabójstwo Jamesa Garfielda było drugim w historii USA zamachem na urzędującego prezydenta – po śmierci Abrahama Lincolna w 1865 roku. Sprawcą okazał się Charles Julius Guiteau, człowiek przekonany, że działa z boskiego nakazu. Skazano go na śmierć przez powieszenie niespełna rok po zbrodni.
Charles Guiteau: morderca, który marzył o stanowisku. Od religijnego fanatyka do samozwańczego zbawcy partii
Charles J. Guiteau był Amerykaninem, który imał się wielu zajęć, ale żadnego nie potrafił utrzymać. Próbował sił w teologii, praktyce adwokackiej i windykacji, a przez pewien czas żył nawet w utopijnej wspólnocie Oneida Community w stanie Nowy Jork. Ostatecznie zwrócił się ku polityce, wchodząc w orbitę frakcji Stalwarts Partii Republikańskiej, lojalnej wobec byłego prezydenta Ulyssesa S. Granta.
W kampanii wyborczej roku 1880 Guiteau napisał przemówienie Grant przeciwko Hancockowi, mające wspierać kandydaturę Granta. Gdy jednak republikańska konwencja nominowała niespodziewanie Jamesa A. Garfielda, Guiteau w pośpiechu przerobił tekst na Garfield przeciwko Hancockowi. Choć nigdy nie wygłosił go publicznie, nakazał jego druk, nie płacąc rachunku drukarzowi, i rozprowadził kilkaset egzemplarzy na własną rękę.
Mimo że jego praca nie miała żadnego znaczenia dla wyniku wyborów, Guiteau był przekonany, iż właśnie dzięki niemu Garfield odniósł zwycięstwo nad demokratą Winfieldem Scottem Hancockiem. Zasugerował, że należy mu się nagroda – najlepiej stanowisko konsula w Wiedniu, a gdy to nie wypaliło, zaproponował, że „zadowoli się” placówką w Paryżu.
Rozczarowanie i narastająca obsesja
Przez całą zimę 1880–1881 Guiteau krążył po nowojorskich siedzibach Republikanów, przekonany, że lada dzień otrzyma wymarzony urząd. Nikt jednak nie potraktował go poważnie. Po zaprzysiężeniu Garfielda 4 marca 1881 roku, Guiteau przybył do Waszyngtonu, wierząc, że prezydent osobiście wynagrodzi jego „zasługi”. 8 marca odwiedził Biały Dom, gdzie zostawił egzemplarz swojego przemówienia jako przypomnienie o kampanii. Przez następne dwa miesiące włóczył się po mieście, pisząc dziesiątki listów do ministrów i urzędników z prośbą o posadę.
Nie miał pieniędzy, żył w tanich pensjonatach i często uciekał bez uregulowania rachunku. Jego wygląd stawał się coraz bardziej zaniedbany – chodził w tych samych ubraniach, bez płaszcza, kapelusza czy rękawic, mimo chłodu. 13 maja 1881 roku został wyrzucony z poczekalni Białego Domu, a dzień później sekretarz stanu James G. Blaine powiedział mu stanowczo: Nigdy więcej nie rozmawiaj ze mną o konsulacie w Paryżu, dopóki żyjesz.
Rodzina Guiteau już w 1875 roku uznała go za chorego psychicznie i próbowała umieścić w zakładzie dla obłąkanych. Uciekł, ale jego stan stale się pogarszał. Wkrótce uwierzył, że to sam Bóg nakazał mu zabić prezydenta Garfielda, aby ocalić Partię Republikańską. Jak później zeznał: Zostawiam swoje usprawiedliwienie Bogu.
Przygotowania do zamachu – obsesja i chłodna kalkulacja
Guiteau pożyczył 15 dolarów (równowartość ok. 490 dolarów dzisiejszych) od krewnego George’a Maynarda i kupił rewolwer kalibru .442 Webley Bulldog w sklepie O’Meara’s w Waszyngtonie. Wybrał wersję z rękojeścią z kości słoniowej, ponieważ – jak sam przyznał – będzie lepiej wyglądać w muzeum po zabójstwie prezydenta. Sklepikarz obniżył mu cenę o dolara. (Później broń ta trafiła do zbiorów Smithsonian Institution, lecz zaginęła w XX wieku).

W następnych tygodniach Guiteau śledził Garfielda po ulicach miasta i ćwiczył strzelanie. Już pierwszy strzał niemal go przewrócił, co nie powstrzymało go przed dalszymi próbami. Pisał listy do prezydenta, żądając zwolnienia Blaine’a pod groźbą politycznej klęski Republikanów. Oczywiście jego listy pozostawały bez odpowiedzi.
Guiteau planował każdy szczegół. Wysłał list do generała Williama Tecumseha Shermana, prosząc o ochronę przed tłumem, który – jak sądził – po zamachu będzie chciał go zlinczować. W innych pismach twierdził, że jego czyn uleczy rozłam w Partii Republikańskiej. Z ciekawości poprosił nawet o zwiedzanie więzienia Dystryktu Kolumbii, w którym spodziewał się trafić po zabójstwie, ale odesłano go z kwitkiem.
Przez cały czerwiec śledził prezydenta. Gdy Garfield odprowadzał żonę Lucretię Garfield na pociąg do uzdrowiska w Long Branch, Guiteau powstrzymał się od strzału, ponieważ kobieta była ciężko chora, a – jak przyznał – nie chciał jej niepokoić.
Zamach na Jamesa Garfielda – dzień, który wstrząsnął Ameryką
2 lipca 1881 roku prezydent James A. Garfield planował wyjazd z Waszyngtonu na letni wypoczynek. O jego podróży informowała prasa, więc Charles J. Guiteau znał szczegóły – wiedział, że Garfield będzie przejeżdżał przez stację Baltimore and Potomac Railroad Station, przy rogu Sixth Street i Constitution Avenue NW.

Guiteau przybył tam dorożką. Kierowca zapytał, czy ma na niego poczekać. Odpowiedział chłodno, że nie będzie już potrzebował powrotu, bo zaraz trafi do więzienia. W tym samym czasie Garfield pojawił się w budynku w towarzystwie swoich synów Jamesa i Harry’ego, sekretarza stanu Jamesa G. Blaine’a oraz sekretarza wojny Roberta Todda Lincolna, syna zamordowanego Abrahama Lincolna.
W epoce Garfielda prezydenci nie mieli osobistej ochrony. Nie istniała jeszcze tradycja ochrony Secret Service – jedynie Lincoln, w czasie wojny secesyjnej, korzystał z uzbrojonych strażników.
Gdy Garfield wchodził do poczekalni, Guiteau podszedł do niego z tyłu i oddał dwa strzały z bliskiej odległości. Prezydent krzyknął: Mój Boże, co to było?, po czym upadł. Pierwsza kula tylko otarła mu ramię, druga przebiła dolny krąg lędźwiowy i utkwiła w pobliżu trzustki, omijając rdzeń kręgowy.

Guiteau schował broń do kieszeni i ruszył w stronę wyjścia, gdzie czekała na niego dorożka. Jednak przy wejściu wpadł na policjanta Patricka Kearneya, który usłyszał strzały.
Schwytanie i pierwsze słowa zabójcy
Funkcjonariusz Kearney zatrzymał Guiteau, ale z emocji nie odebrał mu broni aż do momentu, gdy dotarli na komisariat. Kiedy zapytał: Na Boga, człowieku, po co strzeliłeś do prezydenta?, Guiteau odpowiedział bez wahania: Jestem Stalwartem i chcę, żeby Arthur został prezydentem.
Na stacji zebrał się rozwścieczony tłum. Ludzie krzyczeli: Powiesić go!, jednak policjanci odciągnęli zamachowca w stronę posterunku, zanim tłum zdołał dokonać samosądu. Po drodze Guiteau powtarzał triumfalnie: Jestem Stalwartem ze Stalwartów! Zrobiłem to! Arthur jest teraz prezydentem!

Jego słowa wzbudziły krótkotrwałe podejrzenia, że za zamachem mogła stać frakcja republikanów związana z wiceprezydentem Chesterem A. Arthurem i senatorem Roscoe Conklingiem, przywódcą Stalwarts. Jednak śledztwo szybko wykazało, że Guiteau działał sam, kierując się własnym, urojeniowym przekonaniem o „boskiej misji”.
Guiteau wierzył, że zabójstwo Jamesa Garfielda uzdrowi Partię Republikańską, łącząc jej dwa zwaśnione skrzydła – Stalwarts i Half-Breeds. W jego umyśle był to czyn polityczny i religijny jednocześnie.
Początek agonii prezydenta
Ranny Garfield został natychmiast przeniesiony na piętro dworca. Mimo szoku i bólu był przytomny. Na miejscu nie udało się zlokalizować kuli, dlatego przewieziono go z powrotem do Białego Domu, gdzie rozpoczęła się walka o jego życie.
Wspomnienie zamachu szczególnie poruszyło Roberta Lincolna, który 16 lat wcześniej był świadkiem zabójstwa własnego ojca. Jak powiedział wówczas: Ileż godzin żalu spędziłem w tym mieście.
Choć lekarze początkowo sądzili, że prezydent nie przeżyje nocy, jego stan rano uległ poprawie. Wkrótce całe społeczeństwo zaczęło śledzić codzienne komunikaty medyczne publikowane przez prasę. Amerykanie z zapartym tchem czekali na wieści z Białego Domu.
Jak lekarze zabili prezydenta szybciej niż kula? Dramat medycyny XIX wieku
Po zamachu James A. Garfield został przewieziony do Białego Domu, gdzie rozpoczęła się walka o jego życie. Lekarze nie zdołali odnaleźć jednej z kul, która utkwiła głęboko w ciele prezydenta. Przez pierwsze dni jego stan wydawał się stabilny, lecz z czasem pojawiły się gorączka, dreszcze i objawy zakażenia. W epoce, gdy amerykańscy lekarze nie stosowali jeszcze metod aseptyki i antyseptyki, każda ingerencja medyczna zwiększała ryzyko śmierci.
Zespół chirurgów, którym przewodził doktor Willard Bliss, nieustannie sondował ranę nieumytymi palcami i niesterylizowanymi narzędziami. W przeciwieństwie do lekarzy europejskich, wielu amerykańskich medyków wciąż nie wierzyło, że bakterie są przyczyną zakażeń. Ich działania nie tylko nie pomogły, ale pogłębiły uszkodzenia i doprowadziły do ciężkiej sepsy.
Garfield przez całe lato 1881 roku leżał w łóżku w gorących pomieszczeniach Białego Domu. Inżynierowie z marynarki wojennej skonstruowali prymitywną klimatyzację – wiatraki tłoczyły powietrze przez skrzynię wypełnioną lodem, co pozwalało obniżyć temperaturę w pokoju o około 20 stopni Fahrenheita.

Lekarze próbowali wszystkiego: od odżywiania pacjenta płynnymi pokarmami po wprowadzanie tzw. „enem odżywczych” – wlewów doodbytniczych z bulionu i alkoholu. Waga Garfielda spadła z 95 kg do 58 kg, a jego ciało pokryły ropiejące wrzody.
Eksperyment Aleksandra Grahama Bella
Zdesperowany zespół medyczny zwrócił się o pomoc do wynalazcy Aleksandra Grahama Bella, który opracował urządzenie przypominające metalowy wykrywacz. Jego celem było zlokalizowanie kuli w ciele prezydenta. Eksperyment zakończył się niepowodzeniem. Po latach Bell wyjaśnił, że urządzenie działało poprawnie, lecz lekarz Bliss pozwolił mu badać jedynie prawą stronę ciała – tam, gdzie błędnie sądził, że znajduje się pocisk. W rzeczywistości kula spoczywała po lewej stronie.
Do niepowodzenia przyczyniło się także metalowe łóżko Garfielda, które zakłócało działanie detektora. Późniejsze testy wykazały, że gdyby Bell mógł przeskanować całe ciało, odnalazłby pocisk bez trudu.
W międzyczasie stan prezydenta się pogarszał. Cierpiał na wysoką gorączkę, bóle i majaczenia. Pod koniec lipca spotkał się po raz ostatni z członkami swojego gabinetu, choć lekarze zakazali poruszania jakichkolwiek spraw politycznych. Jego serce słabło, infekcja obejmowała kolejne organy, a lekarze pozostawali bezradni.
Ostatnie dni w Elberon
6 września 1881 roku zdecydowano o przewiezieniu prezydenta nad ocean, do Elberon w stanie New Jersey. Na potrzeby transportu wolontariusze w jedną noc zbudowali boczny tor kolejowy prowadzący wprost do Francklyn Cottage, rezydencji udostępnionej przez rodzinę Francklynów.
Garfield leżał przy oknie z widokiem na plażę i fale Atlantyku. Liczono, że morski wiatr przyniesie ulgę, lecz było już za późno. Wkrótce wystąpiły objawy zapalenia płuc i ropnego zakażenia krwi. 19 września 1881 roku, o godzinie 22:35, prezydent zmarł w wyniku pęknięcia tętniaka tętnicy śledzionowej, spowodowanego wcześniejszym zakażeniem.

Jego jedynym oficjalnym aktem urzędowym po postrzale było podpisanie wniosku o ekstradycję oszusta, który zbiegł do Kanady. W ciągu 79 dni agonalnej walki James A. Garfield stał się symbolem nie tylko politycznego dramatu, lecz także błędów ówczesnej medycyny.
Wielu historyków i lekarzy jest zgodnych, że prezydent mógł przeżyć. Współczesna wiedza medyczna pozwala stwierdzić, że rana nie była śmiertelna – to nie kula, lecz sepsa zabiła Garfielda. Podczas sekcji zwłok odkryto ropne kanały w całym ciele, uszkodzoną wątrobę i płuca oraz błędnie poprowadzone rany po sondach chirurgów.
W 2013 roku lekarze Theodore Pappas i Shahrzad Joharifard opublikowali w The American Journal of Surgery analizę, w której wskazali, że rzeczywistą przyczyną śmierci mógł być późny krwotok z tętniaka tętnicy śledzionowej lub zapalenie pęcherzyka żółciowego. Oba schorzenia były skutkiem uszkodzeń spowodowanych torami pocisku i niewłaściwym leczeniem.
Proces Charlesa Guiteau po zabójstwie Jamesa Garfielda
Po schwytaniu Charles J. Guiteau został umieszczony w więzieniu Dystryktu Kolumbii. Jego proces rozpoczął się w listopadzie 1881 roku i od początku przyciągał ogromne zainteresowanie opinii publicznej. Obrony podjął się jego szwagier, George Scoville, lecz nawet on nie był w stanie kontrolować zachowania oskarżonego.
Guiteau podczas rozprawy zachowywał się ekscentrycznie: obrażał sędziów i własnych prawników, przerywał przesłuchania, wygłaszał improwizowane poematy i śpiewał John Brown’s Body. Wysyłał także do gazet własne „autobiografie” i anonse matrymonialne, w których prosił o kontakt miłe chrześcijanki poniżej trzydziestki.
Jego obrona opierała się na tezie, że nie był winny, ponieważ zabójstwo Jamesa Garfielda było wolą Boga, a on sam był jedynie narzędziem boskiego planu. Mówił: Zaprzeczam zabiciu, wasza czcigodność. Przyznajemy się do strzałów, ale nie do zabójstwa. Twierdził, że prezydenta faktycznie uśmierciła nieudolność lekarzy, nie jego kula.
Prawo jednak było jasne – zgodnie z zasadą felony murder rule, osoba odpowiedzialna za czyn, który bezpośrednio prowadzi do śmierci, ponosi pełną winę, niezależnie od późniejszych komplikacji.
Obłęd czy wyrachowanie?
Proces Guiteau stał się jednym z pierwszych w historii Stanów Zjednoczonych przypadków, w których szeroko dyskutowano tzw. obronę niepoczytalności (insanity defense). Sam oskarżony utrudniał jednak własną linię obrony, bo upierał się, że był „legalnie, ale nie medycznie” szalony – co brzmiało absurdalnie nawet dla ówczesnych obserwatorów.
Guiteau szczerze wierzył, że po uniewinnieniu rozpocznie wykłady o polityce i wystartuje w wyborach prezydenckich w 1884 roku. Zachowywał się tak, jakby proces był jedynie etapem kariery. W rzeczywistości był już znienawidzony przez opinię publiczną. Dwukrotnie próbowano go zabić – raz w więzieniu, drugi raz podczas transportu.
Mimo jego teatralnych zachowań ława przysięgłych nie miała wątpliwości. 25 stycznia 1882 roku uznano Guiteau za winnego zabójstwa prezydenta i skazano na śmierć przez powieszenie. Apelacja została odrzucona.
Egzekucja Guiteau i ostatnie słowa
30 czerwca 1882 roku, niespełna rok po zamachu, Guiteau został powieszony w więzieniu Dystryktu Kolumbii. W drodze na szafot uśmiechał się i machał do widzów. Podał dłoń katowi i poprosił o możliwość odczytania swojego wiersza I am Going to the Lordy (Idę do Pana). Pragnął, by w tle zagrała orkiestra – prośbę odrzucono. Sam dał sygnał do wykonania wyroku, upuszczając kartkę z wierszem.
Wystąpienie przed egzekucją było groteskowym zwieńczeniem życia człowieka przekonanego o własnym posłannictwie. Dla społeczeństwa amerykańskiego stało się natomiast przestrogą przed fanatyzmem i skutkami braku selekcji w aparacie urzędniczym.
Dziedzictwo polityczne, czyli reformy po zabójstwie Jamesa Garfielda
Śmierć prezydenta Garfielda wywołała głęboką refleksję nad systemem politycznym USA. Zamach ujawnił patologie tzw. spoils system, czyli praktyki obsadzania stanowisk publicznych w nagrodę za lojalność partyjną. Guiteau był jego tragicznym produktem – człowiekiem, który uwierzył, że każda forma „zasługi wyborczej” uprawnia do posady państwowej.
W konsekwencji w 1883 roku uchwalono Pendleton Civil Service Reform Act, który wprowadził zasady zawodowej, apolitycznej służby cywilnej. Ustawa stała się fundamentem nowoczesnej administracji federalnej.
Prezydent Chester A. Arthur, choć wywodził się z obozu Stalwarts, poparł reformę, traktując ją jako moralny obowiązek wobec zmarłego Garfielda. Mimo złego stanu zdrowia nie ubiegał się o reelekcję. W wyborach 1884 roku Partię Republikańską reprezentował James G. Blaine, który przegrał z demokratą Groverem Clevelandem.
Po zamachu władze podjęły decyzję o zwiększeniu bezpieczeństwa prezydentów. Dopiero po śmierci Willama McKinleya w 1901 roku formalnie powierzono Secret Service obowiązek ochrony głowy państwa.
Miejsce zamachu – dawna stacja Baltimore and Potomac Railroad Station – zostało zburzone, a w jej miejscu powstał West Building Narodowej Galerii Sztuki. W 2018 roku National Park Service ustawiła tablice pamiątkowe oznaczające dokładny punkt, w którym doszło do zbrodni.
Część mózgu Guiteau, jego kości oraz fragmenty kręgosłupa Garfielda przechowuje dziś National Museum of Health and Medicine w Silver Spring (Maryland), natomiast fragment tkanki mózgowej zabójcy można zobaczyć w Mütter Museum w Filadelfii.
Wreszcie, na Kapitolu wznosi się Pomnik Jamesa A. Garfielda, przypominający o prezydencie, który stał się ofiarą nie tylko kuli, lecz także ignorancji własnej epoki.
Zabójstwo Jamesa Garfielda a problem niezdolności prezydenta do sprawowania władzy
Śmierć Jamesa A. Garfielda ujawniła prawny chaos w kwestii przekazywania władzy w Stanach Zjednoczonych. Konstytucja USA (artykuł II, sekcja 1, klauzula 6) stanowiła jedynie, że w razie „niemożności wykonywania obowiązków” prezydenta władza przechodzi na wiceprezydenta, ale nie określała, kto i w jaki sposób ma stwierdzić taką niezdolność.
Garfield przez 79 dni pozostawał przykuty do łóżka, niezdolny do pracy, ale formalnie wciąż pełnił urząd. Wiceprezydent Chester A. Arthur, przebywający wówczas w Nowym Jorku, nie chciał przejąć obowiązków, by nie zostać oskarżonym o dążenie do władzy. Sekretarz stanu James G. Blaine sugerował nawet ogłoszenie Arthura „tymczasowym prezydentem”, jednak pomysł odrzucono.
W praktyce władza wykonawcza całkowicie zamarła. Kongres nie obradował, a państwo pogrążyło się w letnim letargu. Dopiero po śmierci Garfielda 20 września 1881 roku Arthur został zaprzysiężony na prezydenta.
Od lekcji bezsilności do 25. poprawki
Ani w czasie choroby Garfielda, ani później, podczas udaru Woodrowa Wilsona w 1919 roku, Kongres nie rozwiązał problemu braku mechanizmu przekazania obowiązków prezydenta w razie jego niezdolności. Dopiero po ponad osiemdziesięciu latach, w 1967 roku, uchwalono 25. poprawkę do Konstytucji Stanów Zjednoczonych, która określiła jasną procedurę przejęcia władzy w takich sytuacjach.
Dziś jest ona jednym z kluczowych elementów amerykańskiego systemu bezpieczeństwa państwowego. Jej duchowym początkiem pozostaje dramat z 1881 roku, kiedy nikt nie wiedział, kto właściwie kieruje krajem.
Zabójstwo Jamesa Garfielda było nie tylko tragedią jednostki, ale i momentem przełomowym w historii amerykańskiej demokracji. Z jego skutków wyniknęły:
- profesjonalizacja administracji publicznej poprzez Pendleton Civil Service Reform Act,
- początek reform etycznych w polityce,
- wzrost znaczenia ochrony prezydenta przez Secret Service,
- rozwój debaty nad konstytucyjną sukcesją władzy.
Garfield – profesor, generał, samouk – zginął z ręki człowieka, który uwierzył w wypaczoną wizję nagrody politycznej. Jego śmierć zamknęła epokę partyjnych układów i otworzyła drogę ku nowoczesnej, zinstytucjonalizowanej administracji.
Dziś o tym dramatycznym wydarzeniu przypominają nie tylko pomniki i muzea, ale i miejsce samego zamachu – upamiętnione przez National Park Service w Waszyngtonie. W Cleveland (Ohio), rodzinnej miejscowości Garfielda, znajduje się jego mauzoleum – monumentalny grobowiec i muzeum w jednym.
Historia jego śmierci pozostaje ostrzeżeniem przed fanatyzmem, egoizmem i brakiem odpowiedzialności w życiu publicznym. To również opowieść o człowieku, który mógł przeżyć, gdyby nauka i polityka jego epoki były odrobinę mądrzejsze.
Wybrana bibliografia:
- Ackerman K. D., The Garfield Assassination Altered American History, But Is Woefully Forgotten Today, „Smithsonian magazine” [dostęp: 17.09.2025].
- Bartnicki Andrzej, Historia Stanów Zjednoczonych Ameryki, T. 3: 1848-1917, Warszawa 1995.
- Bellamy J., A Stalwart of Stalwarts: Garfield’s Assassin Sees Deed as a Special Duty, „Prologue Magazine”, 2016, vol. 48, No. 3.
- Brown George Tindall, David E. Shi, Historia Stanów Zjednoczonych, Poznań 2002.
- Doenecke J., James A. Garfield: Life Before the Presidency, Miller Center [dostęp: 17.09.2025].
- James A. Garfield, History.com, [dostęp: 17.09.2025].
- James A. Garfield, National Park Service [dostęp: 17.09.2025].
- Longin Pastusiak, Prezydenci Stanów Zjednoczonych Ameryki, Warszawa 2002
- Longin Pastusiak, Zamachy na prezydentów USA, Warszawa 2010.
- Pastusiak L. , Prezydenci Stanów Zjednoczonych, Warszawa 1999.
- Pendleton Act (1883), National Archives [dostęp: 17.09.2025].
