Agnieszka Zielińska, Gdzie słońce spędza zimę. Historie z Andaluzji

Gdzie słońce spędza zimę. Historie z Andaluzji |Recenzja

Agnieszka Zielińska, Gdzie słońce spędza zimę. Historie z Andaluzji

Andaluzja wielu osobom kojarzy się z wakacjami, oliwą, białymi miasteczkami, flamenco, słońcem i południowym spokojem, który dobrze wygląda na zdjęciach, choć zwykle nie pokazuje kosztów życia w miejscu tak chętnie oglądanym przez innych. Agnieszka Zielińska w książce Gdzie słońce spędza zimę bierze ten pocztówkowy obraz i dopisuje do niego historię, biedę, pracę, migrację, suszę, turystykę, politykę oraz spory o pamięć, dzięki czemu Andaluzja przestaje być dekoracją, a zaczyna być regionem z konkretnymi ludźmi, konfliktami i rachunkami do zapłacenia.

Autorka mieszka w Andaluzji i zna hiszpańską codzienność z bliska, co widać w sposobie prowadzenia książki. Nie ma tu nerwowego objeżdżania atrakcji ani zbierania anegdot pod ładną tezę, są za to sceny, rozmowy, przypisy, kontekst historyczny i uważność wobec spraw, które naprawdę wpływają na życie mieszkańców. Zielińska prowadzi przez Grenadę, La Toma, dziedzictwo Al-Ándalus, domy w jaskiniach, oliwne gaje, Wielki Tydzień, Riotinto, Marinaledę, El Ejido, Doñanę, Gibraltar, Algeciras, Malagę i szklarnie Almeríi, a z tych miejsc układa obraz regionu pięknego, dumnego, pękniętego i zmęczonego własnym sukcesem.

Mocny początek książki rozgrywa się w Grenadzie podczas La Toma, uroczystości upamiętniającej zdobycie miasta przez królów katolickich. Zielińska pokazuje plac, flagi, okrzyki, religijną oprawę, wojsko i kontrmanifestację, a potem dopisuje kontekst Wizygotów, podboju arabskiego, Al-Ándalus, moriscos i wypędzeń. Ten rozdział dobrze pokazuje jej metodę: najpierw scena, potem historia, a na końcu pytanie, komu wolno świętować przeszłość i kto płaci za to, że dawne zwycięstwa nadal bywają częścią współczesnej polityki.

Bardzo dobre są fragmenty, w których Andaluzja schodzi z folderu turystycznego na poziom codziennej pracy. Domy w jaskiniach, pokazywane przez Paco z Purulleny i Pepe z Benalúi, nie stają się egzotyczną ciekawostką dla przyjezdnych, lecz przestrzenią życia, z gliną, kominami, remontami, temperaturą, podatkami i zmianą społecznego statusu takich miejsc. Podobnie oliwa przestaje być wyłącznie symbolem kuchni i regionu, bo za butelką stoją sezon, zbiór, rodzinne gospodarstwa, zależność od pogody i zwykłe fizyczne zmęczenie, którego nie widać przy stole.

Rozdział o Wielkim Tygodniu należy do bardziej udanych, bo Zielińska opisuje religijność Andaluzji bez wyższości i bez turystycznego zachwytu uruchamianego z automatu. Procesje są tu modlitwą, tradycją, widowiskiem, formą przynależności, miejscem prestiżu i częścią lokalnej hierarchii, a za obrazem, który przyjezdny widzi przez kilka minut, stoją miesiące przygotowań, pieniądze, wysiłek osób niosących ciężkie konstrukcje, rodzinne ambicje i emocje, których nie da się sprowadzić do folkloru.

Marinaleda i El Ejido pokazują polityczne napięcia południa. Pierwsza miejscowość, kojarzona z lewicową utopią i wspólnotową legendą, nie zostaje opisana z naiwnym zachwytem, druga, prawicowa i związana z historią przemocy wobec migrantów, odsłania lęk, rasizm, ciężką pracę oraz zależność lokalnej gospodarki od ludzi, których część mieszkańców wolałaby nie uznawać za pełnoprawnych członków wspólnoty. Zielińska nie wciska Andaluzji w jedną gotową tezę, region jest jednocześnie otwarty i nieufny, dumny i zmęczony, solidarny i brutalny.

Najmocniej współczesność wybrzmiewa w rozdziałach o wodzie, plastiku, migracji i turystyce. Doñana pokazuje, że susza nie jest abstrakcją z raportu klimatycznego, lecz konkretnym sporem o rolnictwo, truskawki, interesy lokalne, przyrodę i europejski popyt. „Morze plastiku” w Almeríi odsłania drugą stronę rolniczego sukcesu: szklarnie przyniosły rozwój biednej prowincji, ale za ten rozwój płacą migranci, pracownicy, środowisko i miejscowości uzależnione od eksportu. Europa lubi tanie warzywa, ale rzadziej chce patrzeć na warunki, z których one wyrastają.

Ważne są także rozdziały o granicy i morzu, Andaluzja leży blisko Afryki, a ta bliskość oznacza łodzie, kontrole, strach, pieniądze, rodziny czekające na wiadomość i ciała ludzi, którzy nie dopłynęli. Szczególnie mocny jest fragment o Algeciras i Juanie Josém Zamorze, grabarzu oraz właścicielu zakładu pogrzebowego, który zajmuje się identyfikacją ciał, pochówkami i kontaktem z rodzinami. Zielińska nie szuka taniego wzruszenia, zostawia konkret, a konkret w tej części wystarcza za cały komentarz.

Rozdział o Maladze dobrze domyka społeczną część książki, bo pokazuje miasto, które odniosło turystyczny sukces, lecz coraz trudniej mieszka się w nim na stałe. Rosną ceny, mieszkania przechodzą pod krótkoterminowy najem, centrum zmienia rytm, a mieszkańcy zaczynają czuć się obco u siebie. Autorka nie pisze manifestu przeciwko turystom, tylko pokazuje mechanizm: jedni kupują doświadczenie Malagi na kilka dni, inni tracą dostęp do zwykłego życia w miejscu, które przez lata było ich domem.

Zielińska pisze jasno i najlepiej wypada tam, gdzie trzyma się sceny, rozmówcy oraz szczegółu. Dobrze wybiera obrazy: zimno podczas uroczystości w Grenadzie, kominy domów w jaskiniach, pracę przy oliwie, ciężar procesyjnych figur, plastikowy krajobraz Almeríi, ciszę przy grobach migrantów. Słabsze momenty pojawiają się wtedy, gdy kontekstu jest bardzo dużo naraz, zwłaszcza przy historii Al-Ándalus, autonomii Andaluzji, rolnictwie i lokalnej polityce, bo rytm książki chwilami siada pod ciężarem informacji. Nie jest to poważna wada, raczej cena szerokiego zakresu.

Gdzie słońce spędza zimę jest udanym reportażem o Andaluzji, bez pogardy dla miejsca, o którym opowiada. Zielińska nie gasi urody regionu, tylko dopisuje do niej koszty: za oliwą stoi praca, za szklarniami migranci, za plażami ceny mieszkań, za procesjami hierarchie i wysiłek, za Al-Ándalus spór o pamięć, a za słońcem susza. Książka będzie dobra dla osób zainteresowanych Hiszpanią, reportażem, migracją, turystyką, kryzysem klimatycznym i społeczną stroną gospodarki opartej na usługach oraz rolnictwie eksportowym. Osoby szukające lekkiej książki wakacyjnej mogą dostać więcej ciężaru, niż planowały, i bardzo dobrze, bo nie każde południe musi służyć cudzej regeneracji.

Rzetelny, potrzebny i dobrze poprowadzony reportaż o Andaluzji poza pocztówką. Nierówny miejscami przez nadmiar kontekstu, ale mocny tam, gdzie autorka oddaje głos ludziom i pokazuje, ile realnego życia kryje się za pięknym widokiem.

Gdzie słońce spędza zimę pokazuje Andaluzję bez turystycznego wygładzenia: piękną, dumną, nierówną i zmęczoną własnym sukcesem. Agnieszka Zielińska prowadzi przez region, gdzie historia, migracja, susza, praca i turystyka splatają się z codziennym życiem mieszkańców. Mocny, potrzebny reportaż o południu Hiszpanii.


Wydawnictwo Czarne
Agnieszka Cybulska

Comments are closed.