Badania nad wegetarianizmem w starożytności: filozoficzne i religijne podstawy | Wywiad z Damianem Miszczyńskim

Czy przetrwały jakieś przepisy kulinarne, które są typowo wegetariańskie lub wegańskie?

Naturalnie, w końcu starożytni tak naprawdę często byli skazani na taki „tymczasowy wegetarianizm”, wiadomo przecież, że mięso nie było tak powszechnie dostępne, jak to ma miejsce dzisiaj. Toteż mnóstwo dań ze starożytnego menu nie zawiera mięsa. Zachowała się nawet starożytna księga kucharska autorstwa Apicjusza z początków cesarstwa rzymskiego, w której księgi III-V zawierają bezmięsne przepisy. Kilka drobnych przepisów na różne przekąski można też znaleźć w De agricultura Katona Starszego.

Jakie cytaty ze źródeł starożytnych wskazałby Pan osobiście za najistotniejsze i nadal aktualne?

Tak naprawdę, to większość starożytnej argumentacji brzmi bardzo aktualnie i współcześnie, zachęcam do sięgnięcia po O jedzeniu mięsa i zapoznania się z całością, gdyż nie jest to długie dzieło. Ale pozwolę sobie przytoczyć cytat z jeszcze nieopublikowanego przekładu Porfiriusza: (De abstinentia, III, 19. 3) I czyż nie jest absurdem, skoro widzimy, że wielu spośród ludzi żyje używając jedynie zmysłów, ale nie mając umysłu czy rozumu, oraz że wielu w okrucieństwie, gniewie i zachłanności przewyższyło najstraszniejsze z dzikich zwierząt: zabijają dzieci i ojców, są tyranami albo sługusami królów, to czyż nie jest absurdem uważać, że wobec nich mamy obowiązek zachowania sprawiedliwości, ale wobec wołu orzącego pole i psa żyjącego przy naszym boku oraz wobec stworzeń, które karmią nas swoim mlekiem lub odziewają swoją wełną – że wobec nich żadnego takiego obowiązku nie mamy? Czy to nie jest całkiem niedorzeczne?

Na jakim etapie są obecnie prowadzone w Polsce badania dotyczące wegetarianizmu w starożytności, a jakie poza Polską? Który ośrodek najprężniej się rozwija w tym kierunku?

W Polsce, o ile wiem, oprócz mnie zajmuje się tym tematem tylko dr hab. Ewa Osek z KUL-u. Wcześniej ten temat się nie pojawiał, właściwie zupełnie nie interesował polskich badaczy. Dopiero niedawno powstało tłumaczenie jednego kluczowego źródła, mianowicie Plutarcha, a niedługo należy się spodziewać dwóch różnych edycji Porfiriusza (mojej i dr hab. Ewy Osek). To jednak nie szkodzi, bo ten drugi tekst jest na tyle obszerny, trudny i złożony, że większa ilość opracowań może tylko pomóc jego lepszemu zrozumieniu. Poza Polską, tym zagadnieniem zdążyło się już zainteresować wielu badaczy, przede wszystkim ze Stanów Zjednoczonych, Francji, Wielkiej Brytanii, Niemiec czy Włoch. Bardziej niż ośrodki można by wskazać poszczególne nazwiska autorów, którzy pozostają szczególnie powiązani z tym tematem, wymieniłbym tutaj np. Daniela Dombrowskiego i Stephena T. Newmyera z USA czy Richarda Sorabji i Michaela Beera z Wielkiej Brytanii.

Czy sądzi Pan, że badania nad historią wegetarianizmu zwiększają świadomość dzisiejszego społeczeństwa w kwestii własnego zdrowia i cierpienia zwierząt?

Sądzę, że na pewno mogą. Może niekoniecznie w kwestii zdrowia, to bym pozostawił współczesnym lekarzom oraz dietetykom, ale jeśli chodzi o pewną refleksję etyczną na temat relacji ludzie-zwierzęta, to jak najbardziej. Takie badania pokazują, że wegetarianizm wcale nie jest jakąś nowoczesną fanaberią, albo że niekoniecznie musi być kojarzony z myślą filozoficzną lub religijną Dalekiego Wschodu. Tak naprawdę ma twarde i bardzo starożytne podstawy w myśli filozoficznej naszej Zachodniej Cywilizacji. Tylko że to nie jest powszechna wiedza, a na pewno nie w Polsce. Myśl starożytna, jak sądzę, ma taką wielką legitymizującą siłę. Tak też akurat zostało ukształtowane owo przeważające w dziejach przedmiotowe traktowanie zwierząt. To przede wszystkim zasługa Arystotelesa, a dalej Chryzypa z Soloi i Stoików, później zaś bardzo arystotelizującego Tomasza z Akwinu, całej tradycji judaistyczne przechowanej w chrześcijaństwie itd. Po prostu tego podejścia było zdecydowanie więcej, było prostsze, bardziej praktyczne, antropocentryczne i przez to powszechne. A filozoficzny wegetarianizm w starożytności był domeną intelektualistów, wystarczy poczytać Plutarcha lub Porfiriusza, żeby najdobitniej się o tym przekonać. I jest to w pewien sposób fascynujące, że nowożytni obrońcy praw zwierząt i zwolennicy wegetarianizmu wymyślali na nowo to, co już było powtarzane ok. dwa tysiące lat wcześniej. Po prostu potem trochę o tym zapomniano. Więc może najwyższy czas przypomnieć?

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*