
Fot. FB/Diósgyőri vár hivatalos oldala
Idea ”żyjących zamków” służących lokalnym społecznościom jest ostatnimi laty szczególnie popularna na Węgrzech (konferencja ”Autentyczne ruiny czy zamki żyjące” w odbudowanej Sali Wielkiej zamku Diósgyőr w roku 2016) i być może to właśnie stamtąd przywiózł słynny już pomysł odbudowy ”zamków kazimierzowskich” Jarosław Kaczyński (przemówienie w Przysusze w lipcu 2017). Tak, jak w przypadku Polski, tak i na Węgrzech w wyniku wielu wojen ogromna ilość zamków została częściowo lub zupełnie zniszczona. Przy poparciu państwa, w ostatnim czasie dokonano tam jednak wielu znaczących prac rekonstrukcyjnych. Ich zakres bywał różny. W niektórych przypadkach odbudowano praktycznie całe zamki (majestatyczny Füzér, ”zamek królowych” Diósgyőr czy zamek Batorych w Nyírbátor). W innych przypadkach zadowalano się odbudowaniem tylko pojedynczych elementów budowli (odbudowa wieży zamku Regéc). Poza polityką historyczną, celem działań węgierskiego rządu był rozwój turystyki i zatrudnienia. W realizacji tych celów udało się nawet Węgrom uzyskać pokaźne sumy z Unii Europejskiej (w przypadku zamku Füzér było to 6,5 miliona euro). Nie trzeba chyba dodawać, że działania węgierskiego rządu spotykały się z bardzo ciepłym przyjęciem ze strony społeczeństwa i w najlepszym wypadku rezerwą ze strony konserwatorów zabytków.

Fot. Wikimedia Commons
Mówiąc o Węgrzech musimy jednak zwrócić uwagę na pewien fakt. Tamtejsze odbudowy są prowadzone na zdecydowanie wyższym poziomie technicznym niż polskie, zarówno jeśli chodzi o projekt, wykonanie, ale też i materiały. Po części sprzeciw konserwatorów wobec odbudowy polskich zamków wynika właśnie z faktu, iż nie umiemy tego robić! Odbudowy zamków w Polsce są zazwyczaj tragicznym połączeniem braku projektu, kiepskich materiałów oraz niskiej jakości wykonania. Swoje trzy grosze mają w tym i sami przywiązani do doktryn specjaliści, którzy w większości unosząc się dumą, albo bojąc się ostracyzmu środowiskowego, nie chcą pomóc w przygotowaniu projektów na odpowiednim poziomie (po części taka sytuacja ma miejsce obecnie w Radomiu). Najgłośniejszym w ostatnich latach stał się przykład zamku w Poznaniu, przezwanym przez konserwatorów i historyków sztuki ”gargamelem”, ale i tak nie jest to najgorszy przykład patrząc na takie odbudowy jak w Gostyninie, Działdowie, czy też na nowoczesną „rewitalizację” zamku w Ciechanowie. Na tym miernym tle wybijają się odbudowane, przez byłego senatora Jarosława Laseckiego, Bobolice. Choć nie uniknięto tam błędów, to wykorzystanie tradycyjnych materiałów i utrzymany w tradycji projekt odbudowy sprawił, że zamek stał się hitem turystycznym i medialnym. Bobolice nie przekonały jednak do siebie większości specjalistów. I tutaj dochodzimy do głównego punktu sporu. Nie chodzi bowiem nawet o pewne błędy projektowe odbudowy zamku w Bobolicach, lecz o fakt, że odbudowa zamku nie jest rekonstrukcją jego stanu z czasów sprzed zniszczenia przez Szwedów, a taką rekonstrukcją nie mogła po prostu być z powodu braku odpowiednich źródeł ikonograficznych.

Fot. FB/Chantier de jeunes du chateau de Ventadour Ardeche
Czy istnieje zatem jakieś rozwiązanie tego, w gruncie rzeczy ideologicznego, sporu? Zwolennicy odbudowy wskazują na połączenie, popularnej po I wojnie światowej i później w Polsce, kreacji konserwatorskiej, rozumianej tu jako twórcza kontynuacja lokalnych tradycji architektoniczno-historycznych (np. Bazylika św. Jana Chrzciciela i Zamek Królewski w Warszawie, część attyk na Rynku w Zamościu czy zamek w Pieskowej Skale) z coraz bardziej popularną ostatnio rekonstrukcją historyczną, rozumianą jako odbudową polegającą na odtworzeniu dawnych technik budowlanych, przy użyciu historycznych materiałów. O ile bardzo znana ostatnio budowa zamku Guédelon we Francji jest kreacją jedynie obiektu zupełnie nowego, to odbudowa zamku Château de Ventadour (Ardeche) w Owernii jest odbudową prawdziwego średniowiecznego zamku zniszczonego przed 200 laty. W obu przypadkach poza zamkiem atrakcją jest sam proces budowy, bowiem zwiedzający mogą nie tylko przyjrzeć mu się z bliska, ale nawet wziąć w nim udział. Zdobyte doświadczenia Francuzi już planują wykorzystać przy odbudowie nieistniejącej od 172 lat gotyckiej wieży katedry w St. Denis. Warto tu również wspomnieć o odbudowanych niedawno irlandzkich średniowiecznych zamkach m.in. Bremore, Grantstown, Claregalway czy Kilcoe (odbudowany przez znanego aktora Jeremy’ego Ironsa). We wszystkich tych przypadkach przy zamku powstawały warsztaty kamieniarskie, a w pracach brali udział rzemieślnicy kontynuujący po części dawne średniowieczne techniki. Do Claregelway sprowadzono nawet mistrza kamieniarskiego z istniejącej od czasów średniowiecza francuskiej szkoły wędrownych rzemieślników Compagnons du Tour de France. Inne bardziej znane odbudowy to uważany za najpiękniejszy zamek Szkocji i jej symbol Eilean Donan Castle (tu kręcono ”Nieśmiertelnego” z Christopherem Lambertem czy ”Świat to za mało ” z serii filmów z Jamesem Bondem), hiszpańskie Castillo de Sobroso i Castillo de Zafra (gdzie kręcono ”Game of Thrones”).

W Polsce mamy bardzo dużo zamków. Część z nich jest odbudowana, wyremontowana, inne są ruinami co widać np. na tej liście http://www.tropematiego.pl/2018/03/tropem-zamkow-krzyzackich-czesc-2.html Te co są wyremontowane (np. Malbork, Gniew, Golub-Dobrzyń) przyciągają turystów, którzy zostawiają tam swoje pieniądze. Dzięki temu zamek po części może zarabiać na siebie. Inne ruiny są pozostawione samym sobie np. Prabuty. Tam już ledwo fundamenty widać. Inne są w rękach prywatnych (Szymbark) lub w rękach pasjonatów (Pokrzywno). Prywatne zamki z reguły nie są remontowane ani odbudowywane, gdyż zrobienie tego z głową generuje ogromne koszty i wymaga sporej wiedzy budowlano-historycznej.
Zamki powinny też propagować świadamość historyczną wśród ludzi. Historia jest naszym dziedzictwem. Które zamki lepiej to robią? Malbork, Gniew? Czy może Szymbark, Pokrzywno?