Bitwa pod Osuchami – największa bitwa partyzancka

Sprawa pewnie już nigdy nie zostanie do końca wyjaśniona.

Tymczasem coraz bardziej zmęczeni partyzanci cofali się dalej. Doskwierał im głód i panujące na nadrzecznych bagnach komary, dręczyła ich ciężka, czerwcowa pogoda. Otoczeni byli przez dziki las, a wszechobecna bagnista topiel sięgała im nawet powyżej kolan. Sytuacja pogarszała się z godziny na godzinę. Brak jasno określonej koncepcji marszu działał przygnębiająco na nastroje młodych żołnierzy. W tej sytuacji część oddziałów, dowodzona przez poruczników Jana Kryka „Topolę” i Józefa Mazura „Skrzypika”, postanowiła samodzielnie wyrwać się z okrążenia. Jednakże przeprowadzony przez nich w nocy z 24 na 25 czerwca szturm niemieckich linii zakończył się tragedią. Atakujący hitlerowców partyzanci zostali rozniesieni w ogniu artylerii i broni maszynowej. Jakby tego było mało, część z nich wpadła na pole minowe. Zginęli niemal wszyscy, w tym obaj dowódcy.

Kalina” nie mógł być świadkiem tej sytuacji. 24 czerwca, gdy wewnętrzna powierzchnia okrążenia skurczyła się do prostokąta o bokach mających po kilka kilometrów, przeżył załamanie nerwowe. Będąc w fatalnym stanie psychicznym, oddalił się od podkomendnych. Jego śmierć jest do dziś tajemnicą: niewykluczone, iż obwiniając się za zaistniałe wydarzenia, zamojski inspektor AK odebrał sobie życie. Wcześniej wydał rozkaz likwidacji utrudniających wycofywanie się taborów, a także ukrycia broni ciężkiej. W ponury, przygnębiający wieczór 23 czerwca rozkazał też spalić dokumenty archiwum Inspektoratu.

Dowództwo nad uwięzionymi w lasach partyzantami objął rtm. Mieczysław Rakoczy „Miecz”, dotychczasowy zastępca „Kaliny”. Po kilku godzinach się go zrzekł na rzecz „Wira”, wspomnianego już porucznika, komendanta Rejonu AK Józefów Biłgorajski. Ten, wciąż jeżdżący konno z powodu odniesionych jakiś czas wcześniej ran, nakreślił plan wydostania się z kotła. Postanowił rozlokować jednostki wzdłuż wschodniego brzegu płynącej na południe rzeczki Sopot, a następnie – przesuwając się na północny zachód – zaatakować znajdujące się po drugiej stronie niemieckie linie. Po ich ewentualnym przerwaniu zaplanowano szybki odmarsz w kierunku Biłgoraja.

A wody Sopotu zaczerwieniły się od krwi…”

Jak postanowiono, tak zrobiono. Żołnierze podziemia rozciągnęli swoje zgrupowanie wzdłuż leśnego potoku. Był to ostatni moment na wykonanie tej akcji – niemieckie okrążenie zacisnęło się wokół nich już tak ściśle, że pozostały im tylko godziny na to, aby móc się choćby odrobinę swobodnie poruszać.

Wielu partyzantów było na granicy fizycznego i psychicznego wyczerpania. Wielokilometrowe przemarsze w trudnym terenie dały im się we znaki nie mniej, niż zrobiłaby to ciężka bitwa. Polscy oficerowie zdawali sobie sprawę z trudności położenia. Tak samo żołnierze, trwający wzdłuż rzeki, czekający na rozkazy i ściskający broń, wiedzieli, że nadchodząca bitwa będzie dla nich wyrokiem: „być albo nie być!”.

O świcie 25 czerwca rozpoczęto szturm. Rozciągnięta na długość około pięciu kilometrów tyraliera leśnych wojaków ruszyła ławą w stronę potoku. Zaiskrzyły lufy karabinów, trzaski strzałów wypłoszyły ptaki, które dotąd spokojnie śpiewały w koronach drzew. Popłoch objął zwierzynę, wody Sopotu zaczęły rozbryzgiwać się w miejscach uderzeń odłamków.

Akcja nie rozwinęła się po myśli polskich dowódców. Niemcy na większej części odcinka nie dali się zaskoczyć. Zza rzeki otworzyli huraganowy ogień, w którym pierwsze skrzypce często grały szybkie serie karabinów maszynowych. Prędko sięgnęli po wsparcie artylerii, nie zawahali się użyć śmiercionośnej mocy granatników. Poranna mgła nie mogła osłonić biegnących w natarciu Polaków. Kule zaczęły uderzać w wycieńczonych, acz zdesperowanych partyzantów. Śmiertelnie zmęczonych, a zarazem świadomych, że aby przeżyć, muszą przebyć rzekę i przełamać trzy najeżone bronią linie hitlerowskiego okrążenia.

P5150095Oddział BCh mjra Stanisława Basaja – znanego jako „Ryś”, aczkolwiek znajdującego się poza okrążeniem – wpadł na przygotowane przez Niemców pole minowe. Partyzanci znaleźli się w sytuacji tragicznej: nie mogli ruszyć, gdyż każdy krok mógł oznaczać natychmiastową śmierć, a jednocześnie znajdowali się pod silnym ostrzałem przeciwnika. Części żołnierzy udało się dotrzeć do rzeki; tam jednak niemiecki ogień był tak silny, iż musieli się wycofać z powrotem na pozycje wyjściowe.

Na innych odcinkach nie było lepiej. Polskie natarcie docierało do rzeki, jednakże hitlerowski ostrzał załamywał je i zmuszał nacierających do wycofania się. Gdzieniegdzie sytuację pogarszał fakt, iż naziści ruszali do kontrataku, który skrwawione leśne oddziały musiały odpierać.

Szczęścia nie miał chociażby oddział AK por. Adama Haniewicza „Woyny”. Doborowo uzbrojony w broń pochodzącą z alianckich zrzutów, wzorowo karny i wyszkolony, przebył rzekę i starł się z Niemcami w walce wręcz. Pewność siebie i poczucie przewagi wśród hitlerowców wzięły jednak górę nad polską desperacją. Dezorganizacja, która nastąpiła wśród leśnych drzew i krzewów, załamała partyzancki atak. Zdziesiątkowani Akowcy i tu musieli się wycofać.

Wśród okrążonych oficerów znajdował się „Cord”, por. Józef Stegliński, komendant Rejonu AK Biłgoraj. Przed atakiem na niemieckie pozycje przybyła do niego delegacja rannych i chorych żołnierzy. Skierowali doń prośbę o pozwolenie na to, aby mogli iść za nacierającymi i w ten sposób opuścić śmiertelnie niebezpieczny teren. „Cord” odmówił, twierdząc, iż dla niepełnosprawnych będzie to zbyt ryzykowne. Jednocześnie obiecał im, że po przełamaniu hitlerowskich linii po nich wróci.

Szturm i dla jego oddziału nie potoczył się szczęśliwie. Żołnierze Steglińskiego trafili na zmasowany ogień niemieckiego ciężkiego karabinu maszynowego. Po jego zlikwidowaniu ruszyli dalej. W trakcie pokonywania dalszego, niespełna półkilometrowego odcinka, zginęło kilkudziesięciu z nich! Niemniej po chwili dopadli Niemców na stanowiskach. Wywiązała się zażarta walka, w której hitlerowcy zaczęli tracić przewagę. Gdy po ciężkim boju wyjście stanęło przed Polakami otworem, rozwścieczeni naziści ponownie otworzyli huraganowy ogień. Partyzanci zostali zmuszeni do odwrotu.

Cord” został ciężko ranny. Miał dwa wyjścia: iść dalej, w stronę już otwartego wyjścia z okrążenia, lub zawrócić. Ale pamiętał, co przyrzekł rannym kolegom: nie zostawi ich samych. Ruszył do tyłu, z powrotem do okrążenia, chcąc wyciągnąć przyjaciół. Niedługo później zginął.

Względne szczęście miał tylko oddział „Wira”. W bitewnym chaosie i porannej mgle wielu jego żołnierzy zginęło lub się zagubiło. Reszta jednak rozbiła niemiecką obronę opodal wioski Osuchy. Koń „Wira” otrzymał postrzał, lecz podkomendni znieśli porucznika z pola bitwy. Wraz z ocalałą częścią oddziału oprócz samego dowódcy okrążenie opuściły jeszcze dwie znane osoby: por. lek. med. „Radwan”, komendant Szpitala Leśnego Obwodu AK Biłgoraj, oraz por. „Irka”, komendant Rejonu AK Hrubieszów.

3 komentarze

  1. Bardzo ładny artykuł. Można się wczuć w dramat tych młodych i dzielnych kombatantów. Chwała i cześć bohaterom. ,

  2. Wczoraj odbyła sie premiera filmu dok. „Chłopcy z lasu”.
    Chciałam się odnieść do Pana uwag na temat balonikow, kiełbasek itp. Nie zgadzam się z Panem. Wkrótce wymrą Ci, którzy pamiętają bezpośrednio. Zostaną tylko Ci, którzy przychodzili z rodzicami na uroczystości, być może nawet z balonikiem (czego wymagać od kilkuletniego dziecka?) , może nawet Ci, którzy do Osuch przyjeżdżaja z daleka i coś zjeść muszą, choćby kiełbaskę. Najważniejsze, żeby przyjeżdżali, wiedzieli co sie tam wydarzyło i budowali swoją tożsamość.Zresztą porównując moją pierwsza wizytę sprzed kilkunastu lat i ostatnią sprzed 2 lat mogę stwierdzić, że uroczystość traci sój żałobny charakter a zmienia się w kierunku uroczystości patriotycznej.

  3. Katarzyna Jaworska

    Szukam informacji o moim wujku – Eugeniuszu Jaworskim pseudonim „Halny”, który walczył u boku „Wira” i zginął w bitwie pod Osuchami. Brał udział w kursie dla Młodych Dowódców prowadzonym przez Konrada Bartoszewskiego I zasłużył się wraz z dr Pojaskiem dla Szpitala Leśnego. Może ma ktoś dostęp do dokumentów, zdjęć…

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*