Bitwa pod Osuchami – największa bitwa partyzancka

Oczywiście w spokoju nie pozostawiono obywateli wyznania mojżeszowego, wszakże Żydów w okolicznych miejscowościach nie było brak. Często stanowili połowę, a niejednokrotnie nawet większość mieszkańców. Niemieccy okupanci postarali się, aby do roku 1942 nie było już po nich zbyt wielu śladów.

Jedno z tysięcy Dzieci Zamojszczyzny - piętnastoletnia Czesława Kwoka pochodząca z okolic Nielisza w powiecie zamojskim. W 1942 r. wysiedlona, a w 1943 r. zamordowana zastrzykiem fenolu w obozie Auschwitz.  Zdj. Wikimedia Commons
Jedno z tysięcy Dzieci Zamojszczyzny – piętnastoletnia Czesława Kwoka pochodząca z okolic Nielisza w powiecie zamojskim. W 1942 r. wysiedlona, a w 1943 r. zamordowana zastrzykiem fenolu w obozie Auschwitz.
Zdj. Wikimedia Commons

W roku 1941 Heinrich Himmler w swej nieograniczonej pomysłowości postanowił stworzyć czysto niemiecki pas osadniczy, zlokalizowany na terenie okupowanych przez III Rzeszę ziem. Jego zasadnicza część przewidywała „wyczyszczenie” Europy Wschodniej z kilkudziesięciu milionów Słowian. Cztery wspomniane powiaty wytypowano, aby stały się pierwszym obszarem realizacji tego eksperymentu. W ramach tzw. Generalplan Ost naziści postanowili wysiedlić i poddać eksterminacji tutejszą ludność polską, a w jej miejsce sprowadzić kolonistów niemieckich. Akcja ruszyła w roku 1942. Wówczas hitlerowskie oddziały zaczęły otaczać roztoczańskie wsie, a następnie ich mieszkańców mordować, kierować do obozów zagłady i wywozić na roboty przymusowe do Rzeszy. W opustoszałych miejscowościach pojawili się niemieccy gospodarze, uzbrojeni i mający władzę nad nielicznymi, pozostałymi Polakami. Gdy oddziały polskiego podziemia rozpoczęły akcje samoobrony, Niemcy postanowili rozwiązać zaistniały problem siłą. Rozpoczęli operację Wehrwolf, mającą na celu likwidację partyzantki i intensyfikację wysiedleń. Ponadto do pacyfikowanych wsi zaczęli sprowadzać kolonistów ukraińskich.

Niemiecka Aktion Zamość trwała do sierpnia 1943 r. Szaleństwo objęło około czterysta wiosek (!). Według różnych źródeł, wysiedlenia dotknęły od sześćdziesięciu do stu tysięcy Polaków. Tysiące z nich to były niewinne dzieci, wywożone w głąb okupowanej Polski, germanizowane, mordowane w obozach koncentracyjnych. Określenie Dzieci Zamojszczyzny do dziś w regionie stanowi synonim największej, najokrutniejszej krzywdy.

Nie rzucim ziemi…

Polska partyzantka nie pozostawiała spraw samym sobie. Zwierzchnicy podziemnej Armii Krajowej wprowadzili swoją administrację: cały region został ujęty w granice Inspektoratu Zamojskiego AK, który podzielono na cztery obwody – Zamość, Biłgoraj, Tomaszów Lubelski i Hrubieszów. Te z kolei dzieliły się na mniejsze jednostki, czyli rejony. Partyzanckie oddziały Armii Krajowej i Batalionów Chłopskich rosły w siłę, a z ubiegającymi miesiącami czuły się coraz pewniej. Puszcza Solska, stanowiąca bezpośrednią okolicę Biłgoraja i (w mniejszym stopniu) Zamościa, dawała im schronienie oraz poczucie bezpieczeństwa. Gdy w 1942 r. ruszyła akcja wysiedleńcza, władze Polski Walczącej postanowiły zareagować.

Znane zdjęcie wysiedlanej wioski pod Zamościem, 1942 r. Zdj. Wikimedia Commons
Znane zdjęcie wysiedlanej wioski pod Zamościem, 1942 r.
Zdj. Wikimedia Commons

Tak więc po rozpoczęciu Aktion Zamość Niemcy dość szybko spotkali się z wściekłymi atakami AK i BCh. Sytuacja była dla nich w pewnym sensie nowością: gdy w innych częściach kraju polskie podziemie prowadziło głównie akcje sabotażowe i dywersyjne, tutaj zaczęło dochodzić do regularnych, rozbudowanych strategicznie bitew. Partyzanci nie tylko bronili wsi, ale też bez wahania atakowali hitlerowskie oddziały i kolumny wojsk. Oczywiście prowadzili także „zwykłe” dla siebie akcje: wysadzali pociągi, zrywali tory kolejowe, likwidowali konfidentów i innych kolaborantów.

Po jakimś czasie doszło do sytuacji, która z punktu widzenia okupanta była absurdem. Oto do śródleśnych miejscowości powiatów biłgorajskiego i zamojskiego Niemcy po prostu… bali się zapuszczać. Sam Biłgoraj stał się niemal twierdzą, otoczoną przez zgrupowanych w Puszczy partyzantów. Aby do niego dojechać, niemieckie władze musiały organizować dobrze uzbrojone konwoje pojazdów, w których powoli i ostrożnie mogli pokonać drogę. Ba, jak w swojej książce twierdzi prof. Jerzy Markiewicz, okupanci bywali nawet zmuszeni do utrzymywania z miastem komunikacji lotniczej! W nim samym zaś, na skrzyżowaniach, placach i rogatkach, stały ostrzegawcze tablice, krzyczące napisami: BANDENGEFAHR! Nicht einzeln fahren! Schusswaffen bereit halten! (Zagrożenie bandytyzmem – nie poruszać się samodzielnie, broń palną mieć w pogotowiu!).

Mieszkańcy pobliskiego Józefowa, malutkiego roztoczańskiego miasteczka, mówili: my tu teraz mamy swoją własną, niezależną Rzeczpospolitą. Niemieccy dowódcy słali zaś meldunki do Berlina: w dystrykcie niemal nie da się sprawować władzy!

A tymczasem leśne, partyzanckie obozy funkcjonowały coraz prężniej. Młody, energiczny porucznik Konrad Bartoszewski, posługujący się pseudonimem „Wir” zorganizował Kurs Młodszych Dowódców Piechoty, z którego – po przeprowadzeniu stosownego szkolenia – wypuszczał wykształconych, nowych oficerów. Gdzieś między puszczańskimi ostępami utworzono nawet polowy, leśny szpital Obwodu Biłgoraj, ukryty pod kryptonimem liczby „665”. Z kolei żołnierze z oddziału „Żegoty”, Tadeusza Sztumberk-Rychtera, zaryzykowali atak na biłgorajskie więzienie. Ich szalona akcja zakończyła się powodzeniem: uwolniono przetrzymywanych tam partyzantów, wcześniej pojmanych przez Niemców.

3 komentarze

  1. Bardzo ładny artykuł. Można się wczuć w dramat tych młodych i dzielnych kombatantów. Chwała i cześć bohaterom. ,

  2. Wczoraj odbyła sie premiera filmu dok. „Chłopcy z lasu”.
    Chciałam się odnieść do Pana uwag na temat balonikow, kiełbasek itp. Nie zgadzam się z Panem. Wkrótce wymrą Ci, którzy pamiętają bezpośrednio. Zostaną tylko Ci, którzy przychodzili z rodzicami na uroczystości, być może nawet z balonikiem (czego wymagać od kilkuletniego dziecka?) , może nawet Ci, którzy do Osuch przyjeżdżaja z daleka i coś zjeść muszą, choćby kiełbaskę. Najważniejsze, żeby przyjeżdżali, wiedzieli co sie tam wydarzyło i budowali swoją tożsamość.Zresztą porównując moją pierwsza wizytę sprzed kilkunastu lat i ostatnią sprzed 2 lat mogę stwierdzić, że uroczystość traci sój żałobny charakter a zmienia się w kierunku uroczystości patriotycznej.

  3. Katarzyna Jaworska

    Szukam informacji o moim wujku – Eugeniuszu Jaworskim pseudonim „Halny”, który walczył u boku „Wira” i zginął w bitwie pod Osuchami. Brał udział w kursie dla Młodych Dowódców prowadzonym przez Konrada Bartoszewskiego I zasłużył się wraz z dr Pojaskiem dla Szpitala Leśnego. Może ma ktoś dostęp do dokumentów, zdjęć…

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*