Bitwa pod Osuchami – największa bitwa partyzancka

Była nawet lokalna „Akcja pod Arsenałem”. Gdy hitlerowcy aresztowali wspomnianego wyżej „Wira”, jego przyjaciele, dowodzeni przez „Selima” – Czesława Mużacza – zorganizowali błyskawiczny atak na niemiecki posterunek. Niebezpieczeństwo udało się zażegnać, towarzysz broni został bohatersko odbity z rąk nazistów.

Historycy w latach powojennych nazwali sytuację dosadnie: to, co się działo w czasach wojny na Roztoczu, to było prawdziwe powstanie zamojskie.

Gdy w roku 1944 hitlerowskie wojska cofały się pod naporem Sowietów, sytuacja stała się dla Niemców bardziej problematyczną, niż była dotychczas. Oto ogromny leśny obszar, nad którym nie posiadali stuprocentowej kontroli, stał się poważnym zagrożeniem dla bezpieczeństwa manewrów odwrotu poszczególnych armii. Tym bardziej, że zaczęły się tu pojawiać oddziały partyzantki radzieckiej, prowadzące głębokie rajdy na tyły przeciwnika. Jakby tego było mało, swoją mało chwalebną działalność – zresztą dość skutecznie powstrzymywaną przez silne jednostki AK i BCh – już od jakiegoś czasu próbowały tu rozwinąć oddziały UPA. Niemieckie władze postanowiły więc, że trwający od lat karnawał polskiego podziemia trzeba zakończyć raz, a porządnie.

Kocioł

Pierwsze podejście do tego Niemcy przeprowadzili w pierwszej połowie czerwca 1944 r. Ich celem było otoczenie polskiej oraz sowieckiej partyzantki na terenie puszczy, a następnie jej całkowite zniszczenie. Akcja przeprowadzona została w Lasach Janowskich, stanowiących zachodnią część kompleksu. Operacja zakończyła się fiaskiem: okrążone leśne oddziały, których liczebność wynosiła – w zależności od źródeł – od trzech do czterech tysięcy żołnierzy, wyrwały się z okrążenia w bitwie na Porytowym Wzgórzu, kilkanaście kilometrów na północny zachód od Biłgoraja. Po osiągniętym sukcesie partyzanccy oficerowie jednak nie do końca zdawali sobie sprawę, że znienawidzony okupant jeszcze nie powiedział ostatniego słowa.

P5150088W połowie czerwca Niemcy przygotowali kolejne okrążenie. Przygotowali się do niego starannie: do walki zaangażowali ogromne siły wojskowe, liczące kilkadziesiąt tysięcy żołnierzy Wehrmachtu i SS. Wśród nich znalazły się jednostki 4 floty powietrznej i oddziały 4 armii pancernej. A ich przeciwnikiem byli przecież zwykli chłopcy z leśnych oddziałów, niejednokrotnie słabo uzbrojeni, częstokroć nie będący zawodowymi żołnierzami.

Nowe niemieckie okrążenie było wielokątem o rozmiarach około 30 na 50 km. Tym razem objęło Biłgorajszczyznę południowo-wschodnią, stanowiącą serce Puszczy Solskiej i Roztocza. Hitlerowscy żołnierze po wcześniejszym przygotowaniu artyleryjskim, poczęli przeć w głąb tej figury aż trzema, następującymi po sobie liniami natarcia. Przeczesywali każdy metr kwadratowy lasu, każdą wioskę. Ich celem było jedno: bez litości zlikwidować każdego partyzanta.

Wewnątrz utworzonego kotła znalazło się kilka niezależnych zgrupowań: oddziały sowieckie, polskie jednostki komunistycznej Armii Ludowej i grupa oddziałów AK-BCh. Łącznie w lasach mogło kryć się nawet pięć tysięcy partyzantów.

Ich dowódcy szybko pojęli, w jakich tarapatach się znaleźli. Poszczególne trzy zgrupowania zaczęły się cofać pod naporem nieprzyjaciela. Komunistyczne jednostki AL podjęły samodzielną walkę z hitlerowcami w nocy z 21 na 22 czerwca. Po wściekłych próbach przebicia trzech pierścieni okrążenia udało im się wydostać w pobliżu wioski Górecko. Walka jednak była tak zażarta, że żołnierze zostali zdziesiątkowani – na zewnątrz niemieckiego kotła wydostały się ledwie rozproszone niedobitki oddziałów.

Sowieci, a także – niezależnie od nich – zgrupowanie AK-BCh, cofali się dalej. Ci pierwsi już następnej nocy, w okolicy wsi Hamernia, podjęli próbę opuszczenia zagrożonego terenu. Dobrze uzbrojeni i wyszkoleni, stanowiący grupę około trzech tysięcy ludzi, nie dali rady przełamać niemieckich linii. Przeciwnik był zbyt silny. Niemniej już następnej nocy radzieccy partyzanci ponownie zaatakowali hitlerowskie jednostki. Tym razem z powodzeniem: w okolicy wioski Huta Różaniecka udało im się wydostać z okrążenia. Wewnątrz wciąż zaciskającego się kotła zostało już tylko zgrupowanie Armii Krajowej i Batalionów Chłopskich, liczące sobie – znów źródła mówią różnie – od ośmiuset do około półtora tysiąca osób.

Chwile nadciągającej grozy

Dowodzący partyzantami mjr Edward Markiewicz, posługujący się pseudonimem „Kalina”, był dobrym, doświadczonym oficerem. Miał za sobą służbę w c. k. armii, I wojnę światową, wojnę polsko-bolszewicką, tragiczny wrzesień 1939 roku i radziecką niewolę. Jako żołnierz polskiego podziemia został inspektorem Inspektoratu Zamojskiego AK i niejako kierował wydarzeniami tutejszego „powstania”. Na jego piersi dumnie błyszczał order Virtuti Militari.

P5150102W dniach owego feralnego czerwca wydał rozkaz do swoich podkomendnych: cofamy się! Niemiecki przeciwnik jest zbyt silny, Sowieci się wydostali, AL-owców doszczętnie wybito. Możemy mieć nadzieję, że hitlerowcy nie posuną się do tego, aby za nami wejść w najgłębsze, zabagnione tereny Puszczy.

Czas już niedługo miał pokazać, jak bardzo się mylił.

Czy polscy partyzanci nie chcieli się porozumieć z Sowietami i – w myśl zasady „cel uświęca środki” – razem opuścić okrążenia? Zdania są różne. Nikt tak naprawdę dziś nie wie, co się wydarzyło w te tragiczne dni. Wiadomo, że 23 czerwca nastąpiło spotkanie dowódców AK-BCh ze sztabem oddziałów radzieckich. Jednak według jednych „Kalina” nie chciał opuszczać lasów, gdyż wolał podjąć walkę po to, aby niemiecka furia nie została wyładowana wyłącznie na bezbronnych mieszkańcach puszczańskich wiosek. Według innych porozumienie obu grup nastąpiło, lecz Rosjanie, nie dotrzymując słowa, zostawili Polaków na pastwę losu.

3 komentarze

  1. Bardzo ładny artykuł. Można się wczuć w dramat tych młodych i dzielnych kombatantów. Chwała i cześć bohaterom. ,

  2. Wczoraj odbyła sie premiera filmu dok. „Chłopcy z lasu”.
    Chciałam się odnieść do Pana uwag na temat balonikow, kiełbasek itp. Nie zgadzam się z Panem. Wkrótce wymrą Ci, którzy pamiętają bezpośrednio. Zostaną tylko Ci, którzy przychodzili z rodzicami na uroczystości, być może nawet z balonikiem (czego wymagać od kilkuletniego dziecka?) , może nawet Ci, którzy do Osuch przyjeżdżaja z daleka i coś zjeść muszą, choćby kiełbaskę. Najważniejsze, żeby przyjeżdżali, wiedzieli co sie tam wydarzyło i budowali swoją tożsamość.Zresztą porównując moją pierwsza wizytę sprzed kilkunastu lat i ostatnią sprzed 2 lat mogę stwierdzić, że uroczystość traci sój żałobny charakter a zmienia się w kierunku uroczystości patriotycznej.

  3. Katarzyna Jaworska

    Szukam informacji o moim wujku – Eugeniuszu Jaworskim pseudonim „Halny”, który walczył u boku „Wira” i zginął w bitwie pod Osuchami. Brał udział w kursie dla Młodych Dowódców prowadzonym przez Konrada Bartoszewskiego I zasłużył się wraz z dr Pojaskiem dla Szpitala Leśnego. Może ma ktoś dostęp do dokumentów, zdjęć…

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*