Kampania roku 357 w oczach Ammiana Marcellina

Ammian Marcelin (Ammianus Marcellinus), autor Dziejów Rzymskich, urodził się około 330 r. i prawdopodobnie pochodził z Antiochii. Był wojskowym, należał do elitarnych oddziałów gwardii cesarskiej, czyli protectores domestici. Od czasu przed 353 rokiem towarzyszył Ursycynowi (Ursicinus), który to był rzymskim dowódcą wojskowym. Od połowy lat 50-tych IV wieku Ammian wraz z Ursycynem przebywa w Galii, gdzie poznał osobiście Juliana Apostatę, który to był dla Ammiana władcą idealnym. Ammian Marcellin był poganinem, jednak religii nie poświęcał zbyt wiele czasu w swojej pracy. Zmarł po 392 r., dokładna data nie jest znana.

Dzieje Rzymskie Ammiana Marcellina powstawały najprawdopodobniej od okresu po 383 r., a gotowe były przed 397 r. i obejmują okres 25 lat (353-378), jednak są to tylko księgi XIV-XXXI. Pozostałe księgi obejmujące okres od 96 r. do 353 r. nie zachowały się. Praca ta opiera się na przeżyciach Marcellina, w wielu wydarzeniach osobiście brał udział. Dzieje momentami jest budowana na zasadach tragedii antycznych. Całość w oryginale napisana jest po łacinie.

Niniejsza praca ma bazować na fragmencie dzieła Ammiana Marcellina opisującym kampanię przeciwko Germanom, która miała miejsce w 357 r. na terenie Galii. Lwią część tejże kampanii zajmuje opis bitwy pod Argentoratum (Argentorate, dziś Strasbourg), która to była jej główną bitwą. Jako że praca opiera się tylko na jednym źródle, zdecydowałem się wspomóc nieco literaturą fachową dotykającą tego tematu, jednakże historiografia polska jest uboga, jeśli chodzi o tę kampanię oraz bitwę pod Argentoratum.

Wizerunek Juliana Apostaty Zdj. Wikimedia Commons
Wizerunek Juliana Apostaty
Zdj. Wikimedia Commons

Narracja zaczyna się w 357 roku. Ammian Marcellin podaje, że u boku Juliana był już Sewerus, dowódca wojskowy, bardzo doświadczony i odpowiadający cezarowi pod każdym względem. Dodatkowo do Juliana zmierzał też Barbation, dowódca piechoty, który prowadził 25 tysięczną armię[1]. Siły Barbationa i Juliana miały przeprowadzić niejako zasadzkę i zaatakować Germanów z dwóch stron, ująć ich w kleszcze[2]. W międzyczasie Letowie uderzyli na Lugdunum. Odparci od bram zrabowali dookoła wszystko co się dało. W zamian za to Julian posłał oddziały jazdy, by pilnowali dróg. Konnica spotkawszy Letów wybiła ich oraz odzyskała łupy[3]. Niektórym z Letów udało uciec się obok Barbationa. Okazuje się również, że ten nie jest zbyt przychylny Julianowi i nie chce mu pomóc, więc nie robi nic z Letami[4]. Z kolei Germanie zaczęli powoli robić zasieki bądź opuszczać swoje domostwa udając się na wyspy Renu. Julian chciał przedostać się do nich, żeby tam z nimi walczyć. Zażądał więc od Barbationa siedem okrętów, które miały służyć po rozbiórce jako surowce do budowy mostu. Barbation zaś spalił owe okręty, żeby tylko nie pomóc cezarowi[5]. Ten i tak dopiął swego. Przez rzekę przeprawił się Bainobaudes ze swoimi oddziałami płynąc na tarczach bądź maszerując przez mielizny. Na wyspach żołnierze rzymscy mordowali wszystkich. Następnie udało im się znaleźć łodzie i wrócili do Juliana, natomiast Germanie opuścili wyspy[6]. Następnie Julian udaje się do twierdzy Trzy Taberny (dziś Zabern), która została wzniesiona do obrony przed Germanami[7]. Do twierdzy żołnierze zebrali zapasy żywności. Musieli je pozyskać z terenów wroga, gdyż zapasy, które miały zostać dostarczone do twierdzy zostały przejęte przez Barbationa. Część zgarnął dla siebie, natomiast pozostałe spalił na stosie[8]. Kiedy żołnierze budowali umocnienia w twierdzy barbarzyńcy najechali Barbationa, który znajdował się poza linią obrony. Ten zaś, mimo pokaźnej armii stchórzył, odesłał żołnierzy, a sam znalazł się na dworze cesarskim[9]. Na tym Ammian Marcellinus urywa niejako swoją relację. Zapewne żołnierze dalej budują umocnienia, niestety nie wiemy jak zareagował Julian bezpośrednio po otrzymaniu informacji o ucieczce armii Barbationa.

Autor swoją relację z bitwy mieszczącą się w szesnastej księdze Dziejów rozpoczyna od przybycia pod Argentoratum Chnodomara, Westralpa, Ursycynusa, Serapiona, Suomara, Hortara i Uriusza i utworzenia przez nich jednej wielkiej armii[10]. Okazuje się, że Julian Apostata nie przejmuje się tym i buduje dalej umocnienia. W międzyczasie do królów Alamanów, jak tę siódemkę określa Ammian, przybywa zbieg z obozu Juliana informując, że jedynie 13 tysięcy żołnierzy posiada cesarz[11]. Jak podaje autor, podniosło to jeszcze bardziej pewność siebie germańskich wodzów. Na samym początku do Juliana przybywa poselstwo, które zostaje wewnątrz obozu aż do zakończenia budowy umocnień[12]. Rzymianie do obozu barbarzyńców, jak ich Ammian określał, mieli około 14 leugów, czyli jakieś 31-32 km. Z rzymskiego obozu wyszła piechota osłonięta ciężkozbrojną konnicą i łucznikami na koniach[13]. Cezar zaczął przemową. Chciał, żeby żołnierze poczekali do świtu następnego dnia, a do tego czasu siedzieli za umocnieniami. Jednak armia, łącznie z dowództwem była głodna walki. Według Florencjusza, prefekta pretorium Galii, najlepszym wyjściem byłby atak, póki wrogowie są skupieni w jednym miejscu, gdyż ze względu na ich przewagę kiedy się rozdzielą, zwycięstwo będzie niemożliwe, a żołnierze mogą nawet wszcząć bunt, jeśli uznaliby, że zwycięstwo wymyka się z rąk[14]. Następnie pewien chorąży wygłosił mowę chwalącą Juliana, po czym armia ruszyła[15]. Żołnierzom udało się przechwycić zwiadowcę, z który zdradził, że Germanie forsowali rzekę przez trzy doby[16].

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*