Tomasz Balbus, Brygada Juranda
Jurand to nie tylko bohater powieści Henryka Sienkiewicza. Okazuje się, że taka postać istniała naprawdę i stała się bohaterem walk o wyzwolenie Wilna w 1944 roku. Książka Tomasza Balbusa Brygada Juranda opowiada bowiem losy słynnej brygady „Juranda”. Znajdziecie w niej przebogate źródło informacji, nie tylko o samym oddziale, ale i funkcjonowaniu tutejszego AK (i partyzantki), stosunkach panujących na omawianym terenie, a także walk z Armią Czerwoną, a następnie formacjami podległymi komunistycznemu rządowi PRL-u.
Plan „Burza”
Plan „Burza” przewidywał mobilizację oddziałów Armii Krajowej, których celem była walka z cofającymi się na Zachód wojskami niemieckimi oraz opanowywanie wybranych miast i terenów, przed wkroczeniem na nie wojsk radzieckich. Realizacja tego planu miała umożliwić i uzasadnić przejęcie władzy nad danymi terytoriami, organizację na nich polskiej administracji podporządkowanej organom Delegatury Rządu RP na Kraj. Jak pokazała jednak historia, celu tego nie udało się osiągnąć, pomimo faktu, że pod względem wojskowym odniesiono spore sukcesy.
Na początku lipca 1944 roku Armia Krajowa przystąpiła do realizacji planu „Burza” na terenie Wileńszczyzny. Z miejscowych grup partyzanckich oraz garnizonów okręgów wileńskiego i nowogródzkiego utworzono trzy większe zgrupowania. Ich dowódcami byli major M. Potocki „Węgielny”, major A. Olechowicz „Pohorecki” oraz major Cz. Dębicki „Jarema”. Liczebność tych formacji to łącznie około 5500 ludzi.
W nocy z 6 n 7 lipca wileńskie brygady AK, pod dowództwem płk. Krzyżanowskiego „Wilk”, rozpoczęły działania zmierzające do opanowania Wilna, w ramach akcji „Ostra Brama”. Przy współudziale jednostek Armii Czerwonej udało się tego dokonać kilka dni później (13 lipca). Wkrótce Sowieci przystąpili do likwidacji tutejszych jednostek AK, które rozwiązano.
Brygada Juranda
Czesław Grombczewski „Jurand”, pełniący funkcję porucznika, dowodził 1. Wileńska Brygadą AK. Oddział funkcjonował już od stycznia 1944 roku. W jego skład wchodziło mniej więcej 250-300 ludzi, wywodzących się głównie z dawnego województwa wileńskiego. Ich głównym zadaniem było organizowanie zasadzek, ataków na punkty policyjne, niszczenie linii komunikacyjnych czy likwidacja sowieckich band i oddziałów partyzanckich.
1 marca 1944 roku jego oddział starł się z sowiecką bandą rabunkową pod Majerańcami. Choć sam „Jurand” padł na początku lipca tegoż roku, to oddział funkcjonował nadal, jednak walczył już z komunistami. Ostatni partyzanci z tego oddziału walczyli aż do połowy 1948 roku.
Tomasz Balbus w świetny sposób ukazuje nam strukturę organizacyjną opisywanej jednostki. Mamy możliwość „obserwacji” jak powstawała, jak się rozwijała, a wreszcie jak następował zmierzch tej brygady.
Mamy również możliwość rozeznania się w trudnych warunków terenowych, w jakich jednostka operowała. Z jednej strony ogromne, pradawne puszcze, podchodzące aż do miast. Z drugiej ogromna liczba jezior, rzek i innych cieków wodnych. Co więcej, tutejsi partyzanci mieli kłopoty z aprowizacją i uzbrojeniem. Wileńszczyzna leżała w dosyć sporym oddaleniu od głównych szlaków zaopatrzenia, więc na potencjalne zrzuty broni nie można było liczyć. Jedynie co można było zrobić, to odebrać broń przeciwnikowi. I to wszystko siłą. A tych przeciwników było naprawdę sporo.
Życie partyzanta
W tomie drugim mamy możliwość zapoznania się z całym szlakiem bojowym opisywanej przez Tomasza Balbusa brygady. A trochę ich było…
Wielkie wrażenie wywarły na mnie opisy warunków, w jakich przyszło żyć i działać omawianej jednostce (tom pierwszy). Zawsze zastanawiałem się jak wygląda życie w lesie. Tak jakoś mimowolnie, pod wpływem filmów z Robin Hoodem na czele, wydawało mi się takie życie nieco romantyczne, w jakimś stopniu uporządkowane. Jakże szybko przekonałem się, że było diametralnie inaczej niż na hollywoodzkich filmach.
Ciągła walka o przetrwanie. Brak pewności, czy przeżyje się kolejny dzień. Z jednej strony walka z cofającymi się Niemcami czy jednostkami litewskimi. Z drugiej – nieustanne boje z partyzantką sowiecką, a później z regularną Armią Czerwoną. Zasadzki, pościgi, potyczki, bitwy. I śmierć. Wszędzie śmierć, która nie wybiera, tylko pochłania każdego, nie ważne od stopnia, od jakości przygotowania wojskowego, czy szczęścia. Tak, coś takiego sprowadza człowieka na ziemię.
W tomie drugim mamy możliwość zapoznania się z biogramami poszczególnych żołnierzy należących do brygady Juranda. Jest tutaj na przykład ppor. Andrzej Błachaniec „Kaczan”, por. Wilhelm Dittmajer Sowiński vel Sarnecki „Konrad”/ „Wilczur”/ „Wilk”, Włodzimierz Mikuć „Jarema”/ „Wiś”… Niektórych pewnie znacie, choćby ze słyszenia.
Szata graficzna książki Brygada Juranda
Najmocniejszą stroną publikacji są fotografie. Jest ich tutaj od zatrzęsienia, dosłownie i w przenośni. Plakaty, fragmenty nagłówków czy tekstów prasowych. Zdjęcia dokumentów wojskowych, plakietek czy pocztówek. A przecież to nie jedyne rzeczy, które można podejrzeć. Są jeszcze plany miast, dzielnic czy całej Wileńszczyzny…. Słowem – jest w czym wybierać.
Mnie osobiście najbardziej podobały się te, które dokumentowały zabudowania i krajobraz samego Wilna i miejsc nieodległych od tego miasta. Jakże zupełnie inaczej wygląda współczesne miasto, z tym, które możemy zobaczyć w książce. Wiele z ukazanych tam miejsc czy ulic już w ogóle nie istnieje. To podróż w czasie, której walorów nie można nie docenić. Przyznam, że z wieloma z nich spotkałem się po raz pierwszy. I wywarło to na mnie ogromne wrażenie.
Najpiękniejsze są te fotografie, które dokumentują życie samych partyzantów i ich rodzin. Gdzieniegdzie widać nieśmiałe uśmiechy, tak jakby wojna, na krótki moment, zniknęła. Tak jakby życie, pomimo ogromnej tragedii, toczyło się swoim zwykłym torem. Tego nie można oddać w prostych słowach. To trzeba zobaczyć i poczuć samemu.
Muszę jednak przyznać, że początkowo fakt tylu fotografii trochę mnie denerwował. Nie przepadam za publikacjami pełniącymi formę albumów. Na szczęście, w tym przypadku licznym zdjęciom towarzyszyły dosyć sporej objętości teksty. Tak więc przyznaję naprawdę ogromnego plusa.
Bardzo przypadły mi do gustu również obszerne podpisy pod zdjęciami. W fajny sposób uzupełniają lub powtarzają to, co można znaleźć w tekście. Już sama ich pobieżna lektura daje człowiekowi potężną dawkę wiedzy. Dodatkowo pozwalają one nieco odsapnąć od lektury głównego tekstu. Oby takich udogodnień było więcej.
Brygada Juranda – podsumowanie
Obie książki liczą sobie 1078 stron, przy czym tom pierwszy liczy 526 stron i podzielony jest na sześć większych rozdziałów oraz trzydzieści cztery mniejsze podrozdziały. Tom drugi zajmuje trzy większe rozdziały i czterdzieści dwa mniejsze (nie wliczam w to indeksów, bibliografii, itd.). Zresztą tom drugi ma formę zdecydowanie bardziej podobną albumowi (głównie zdjęcia dokumentujące życie osobiste i wojskowe tytułowego Juranda).
Książka jest pracą skierowaną zdecydowanie dla pasjonatów losów Armii Krajowej i polskiego wysiłku zbrojnego podczas II wojny światowej. Są w niej momenty, które porywają. Ale są też takie, które nieco nudzą, co wynika z używania stricte naukowych metod badawczych. A do tego ogromna objętość. To chyba jednak z największych publikacji, które kiedykolwiek miałem w ręku.
Wydawnictwo IPN
Ocena recenzenta: 5/6
Ryszard Hałas
Egzemplarz recenzencki otrzymany od Wydawnictwa IPN. Tekst jest subiektywną oceną autora, redakcja nie identyfikuje się z opiniami w nim zawartymi.