Gian Galeazzo Visconti przejął Mediolan podstępem. Pielgrzymka była tylko pretekstem do obalenia własnego stryja

Gian Galeazzo Visconti przejął Mediolan podstępem. Pielgrzymka była tylko pretekstem do obalenia własnego stryja

Planowane małżeństwo Izabeli Bawarskiej z Karolem VI mogło znacząco wzmocnić koligacje Bernabò Viscontiego. Dla Giana Galeazza Viscontiego perspektywa, że wnuczka jego stryja zasiądzie na tronie Francji, stała się jednym z powodów do niepokoju i poprzedziła wydarzenia, które w 1385 roku zakończyły się uwięzieniem Bernabò i przejęciem władzy w Mediolanie.

Bernabò Visconti nie spodziewał się uderzenia ze strony własnego bratanka. Giana Galeazza uważał za człowieka spokojnego, pobożnego i obawiającego się stryja, dlatego zlekceważył ostrzeżenie jednego z dworzan. Kiedy w maju 1385 roku otrzymał wiadomość o planowanej pielgrzymce bratanka i propozycję spotkania poza murami Mediolanu, wyruszył tam jedynie w towarzystwie dwóch synów. Na miejscu czekała już liczna eskorta Giana Galeazza.

W czasie, gdy Coucy przebywał w Awinionie, jego talentowi dyplomatycznemu powierzono delikatne zadanie poinformowania papieża Klemensa o proponowanym związku małżeńskim króla Francji z przedstawicielką domu panującego z terenów podległych władzy duchowej drugiego papieża. Przyszłą panną młodą miała być Elżbieta Bawarska, znana raczej jako Izabela, według francuskiego brzmienia jej imienia, wywodząca się z dynastii Wittelsbachów, wnuczka Bernabò Viscontiego. Bawaria, podobnie jak wszystkie pozostałe państwa niemieckie, ku gorzkiemu rozczarowaniu Karola V pozostawała wierna Urbanowi. To niemieckie małżeństwo było jednak bardzo ważne, gdyż wzmacniało koligacje w konflikcie z Anglią, zwłaszcza że Ryszard II negocjował małżeństwo z Anną Czeską, córką zmarłego cesarza.

Bawaria była najpotężniejszym i najbardziej kwitnącym państwem niemieckim, Wittelsbachowie zaś najbogatszym z trzech rodów (pozostałe to Habsburgowie i Luksemburgowie), które w różnych czasach zasiadały na cesarskim tronie. Powiązanie z Wittelsbachami było tak bardzo po żądane, że Bernabò Visconti pożenił aż czworo swoich dzieci z latoroślami tego domu.

Drugie z nich – Taddea, wnosząc posag w wysokości 100 000 złotych dukatów, wyszła za mąż za Stefana III Bawarskiego, który choć rządził razem ze swymi dwoma braćmi, to jednak posiadał aż w nadmiarze wszelkie cnoty autokraty. Lekkomyślny, marnotrawny, uwielbiający ostentację, kochliwy, niespokojny bez turnieju lub wojny, dobrze pasował do córki Viscontiego, a gdy ta zmarła po dwunastu latach małżeństwa, jej miejsce zajęła siostra – Magdalena, z posagiem również w wysokości 100 000 dukatów. Izabela, owoc pierwszego związku, była w 1385 roku ładną, pulchniutką, piętnastoletnią niemiecką pannicą, którą jednak czekał okrutny los.

Po raz pierwszy napomknięto o jej małżeństwie z Karolem VI, gdy jej stryj, książę Fryderyk, przybył wziąć udział w uciechach francuskiego rycerstwa podczas oblężenia Bourbourga. Dowiedział się, że warunkiem zaręczyn króla Francji było uprzednie przebadanie przyszłej narzeczonej, rozebranej do naga, przez damy jego dworu, a to w celu ustalenia, czy jest odpowiednio zbudowana, by móc rodzić dzieci.

Propozycja ta, przekazana łatwo ekscytującemu się bratu, została z oburzeniem odrzucona. Co by się bowiem stało, gdyby została odesłana z powrotem? Książę Stefan naj pierw zainteresował się, lecz natychmiast odrzucił zaoferowaną koronę. Związek ten mimo to nadal był taktownie negocjowany przez jego stryja Alberta Bawarskiego, władcę Hainault-Holandii oraz przez księcia Burgundii przy okazji słynnego podwójnego wesela ich synów i córek. Stefan zgodził się pod warunkiem, że Izabela zostanie wysłana do Francji pod pretekstem pielgrzymki, choć ostrzegł swego brata, który miał ją eskortować: „Jeśli przywieziesz ją z powrotem, «to nie będziesz miał bardziej zawziętego wroga ode mnie»”.

Gdy pogłoski o planowanym małżeństwie dotarły do Mediolanu, sprowokowały najbardziej sensacyjny zamach w całym stuleciu: usunięcie Bernabò przez bratanka – Giana Galeazza, powszechnie uważanego za spokojnego i powściągliwego. Polityka realizowana przez Bernabò drogą koligacji zaczęła już od pewnego czasu zagrażać suwerenności Giana Galeazza, stryj bowiem miał zwyczaj oddawania w charakterze posagu terytoriów należących do całego rodu Viscontich, względnie dochodów z nich, mimo iż bratanek posiadał do nich równe prawa – a do tego bez jakiegokolwiek konsultowania się z nim.

Perspektywa, że wnuczka Bernabò zasiądzie na tronie francuskim, a także całkiem realna znowu możliwość, że jego córka, Lucia, uzyska tron w Neapolu, zagroziła Gianowi Galeazzowi utratą francuskiego poparcia. Sprawa Lucii ponownie odżyła, gdy księżnej d’Anjou, która nigdy nie przestała zadręczać swych francuskich krewnych, by jeszcze raz spróbowali odzyskać Neapol, udało się uzyskać niezobowiązującą obietnicę „sprzyjania” tym zabiegom. Stosownie do tego wezwała Lucię, by ta per procura zaślubiła jej syna. Ten splot okoliczności pchnął Giana Galeazza do działania.

W maju 1385 roku wysłał on swemu stryjowi powiadomienie, że zamierza odbyć pielgrzymkę do Madonna del Monte w pobliżu Lago Maggiore i będzie uradowany ze spotkania z nim poza murami Mediolanu. Propozycja ta wydawała się o tyle naturalna, że Gian Galeazzo nie tylko „miał subtelny intelekt i był mądry w sprawach tego świata”, lecz również bardzo pobożny, zawsze nosił ze sobą różaniec i udawał się wszędzie w towarzystwie zakonnika, a ponadto wielką wagę przykładał do pokuty i pielgrzymek. Polegał również na astrologach, którzy mu wybierali pomyślne terminy do podejmowania decyzji, pewnego zaś razu odmówił omawiania spraw dyplomatycznych w żądanym czasie, gdyż, jak napisał do swego ko respondenta: „w mych interesach stosuję się do wymogów astrologii”.

Te zamiłowania i jego widoczny strach przed stryjem, na który wskazywały i podwojone straże, i polecenie kosztowania przez służbę wszystkich potraw, spowodowały, że Bernabò traktował go z lekceważeniem. Gdy pewien dworak, podejrzewając coś w zaproszeniu Giana Galeazza, ostrzegał Bernabò o możliwości zamachu, ten wyszydził go, mówiąc: „Masz niewiele rozumu. Powiadam ci, dobrze znam swego bratanka”. Siedemdziesięciosześcioletni despota był zbyt pewny siebie i beztroski. A właśnie na tym opierał się cały plan Giana Galeazza.

Mając ze sobą tylko dwóch synów, bez jakiejkolwiek innej ochrony, Bernabò podążał konno na spotkanie na zewnątrz murów. Gian Galeazzo, któremu towarzyszyła liczna eskorta, zsiadł z konia, ucałował stryja i, mocno go ściskając, wykrzyknął rozkaz po niemiecku, na co jeden z jego wyższych dowódców – condottiero Jacopo del Verme, odciął Bernabò pas razem z mieczem, a wtedy drugi, krzycząc: „Jesteś więźniem!”, wyrwał mu berło z ręki i powiódł do odosobnionego miejsca.

W tej samej chwili woj ska Giana Galeazza pogalopowały do Mediolanu, wtargnęły do miasta i obsadziły wszystkie umocnienia miejskie. Wiedząc o jego rozumnych rządach w Pawii, ludność z radością powitała Giana Galeazza, traktując go jak wybawiciela, i wznosiła okrzyki: Viva il Conte!

Natychmiast jednak po uwolnieniu od tyrana rzucono hasło: „Precz z podatkami!”. Aby nieco umilić ludowi okres przejścia władzy z rąk do rąk, Gian Galeazzo zezwolił mu splądrować pałac Bernabò oraz spalić rejestry podatkowe. Jednym z pierwszych zarządzeń było polecenie zredukowania podatków, wynikłą zaś różnicę w dochodach wyrównał sobie złotem ze skarbca Bernabò. Tytułu dla przejęcia władzy, a raczej jego pozoru, dostarczyła zwołana Wielka Rada, która przekazała mu rządy w sposób formalny oraz rozesłała sporządzony bez zarzutu pod względem prawniczym wypis rejestru zbrodni popełnionych przez Bernabò, adresując go do wszystkich państw i władców.

Tekst jest fragmentem książki Odległe zwierciadło, która czeka na Ciebie tutaj:

Od tej chwili całe państwo mediolańskie było rządzone przez jednego władcę, który w miarę upływu czasu okazywał się coraz groźniejszy. Synów Bernabò unieszkodliwiono: pierwszy został dożywotnio uwięziony, drugi – jako człowiek bezwartościowy – odpadł sam, najmłodszy zaś otrzymał dożywotnią pensję. Miasta Lombardii poddały się bez jakichkolwiek trudności, a sam tyran został zamknięty w fortecy Trezzo, gdzie w grudniu tego samego roku zmarł, rzekomo otruty z rozkazu uzurpatora. Bernabò został pogrzebany w Mediolanie z wszelkimi honorami, chociaż bez insygniów władzy, a jego pomnik na koniu, który już wcześniej wykonano według jego zamysłu, ustawiono ściśle tak, jak to sam zaplanował.

Upadek średniowiecznego Tarkwiniusza zadziwił cały świat, odbił się echem także w Opowieściach kanterberyjskich, gdzie w Opowieści Mnicha jest relacja jak to „jego brataniec […] w jego własnym więzieniu przywiódł go do śmierci”. Jedną z konsekwencji tego wydarzenia, i to o nienajmniej szej wadze, było zaszczepienie w płytkiej, choć zawziętej Izabeli z Bawarii bezlitosnego pragnienia zemsty na Gianie Galeazzu, który obalił, a może nawet zamordował, jej dziadka. Nie ulega najmniejszej wątpliwości, że nigdy go znać nie mogła. Ponieważ jednak uzurpator miał się stać jedną z większych osobistości w Europie, ona zaś królową Francji – skutki tego były poważne i dalekosiężne.


Tekst jest fragmentem książki Odległe zwierciadło. Czyli rozlicznymi plagami nękane XIV stulecie, Barbara W. Tuchman, Wydawnictwo Prześwity.

Comments are closed.