w jakich czasach dorastał Sokrates

Gdy Ateny walczyły z Persją… W jakich czasach dorastał Sokrates?

Oczy świata zwrócone były na Ateny, gdzie dramaty rozgrywały się nie tylko na scenach amfiteatrów, ale przede wszystkim na polach bitew, pod murami miasta i w sercach mieszkańców. W jakich czasach dorastał Sokrates, jeśli nie wśród trwogi, euforii i żałoby, które potrafiły w jednej chwili odmienić los całego narodu? To był świat, w którym stawką była nie tylko wolność, ale też przyszłość całej cywilizacji.

(…) w 492 roku, Frynichos wystawia w Atenach tragedię zatytułowaną Zburzenie Miletu, która wywołuje wielkie poruszenie i płacz wśród widzów. Na dramaturga zostaje nałożona kara finansowa za przywoływanie domowych nieszczęść, jako że Milet był ateńską kolonią, a sama sztuka dostaje oficjalny zakaz ponownego wystawiania. Cztery lata po bitwie pod Salaminą Frynichos wystawia inną tragedię, Fenicjanki, w której opisuje z kolei klęskę Persów. Tym razem zdobywa pierwsze miejsce w konkursie. Te dwie sztuki dzieli szesnaście lat i cała epoka, w czasie której Grecy będą musieli odeprzeć siły największego imperium, jakie dotąd istniało.

Tekst jest fragmentem książki Najmądrzejszy. Biografia Sokratesa. Znajdziesz ją tutaj:

Było tylko kwestią czasu, kiedy Dariusz, po spacyfikowaniu miast jońskich, ruszy na Grecję właściwą. W 492 roku na czele wyprawy staje zięć Dariusza, Mardonios, który po pierwszych sukcesach na północy, w Macedonii i Tracji, musi się wycofać. W 490 roku Dariusz organizuje drugą wyprawę, na której czele stają Datis i Artafrenes zaprawieni w boju z Jonami. Najpierw ich flota kieruje się ku Eretrii, którą równają z ziemią w zemście za wcześniej udzieloną Jonom pomoc, następnie zaś przybija w pobliżu Maratonu, niecałe pięćdziesiąt kilometrów od Aten.

Dysproporcja sił jest dramatyczna. Dziesięć tysięcy ateńskich ciężkozbrojnych hoplitów, wspomaganych przez tysiąc Platejczyków, musi się zmierzyć z kilkudziesięciotysięczną armią, która przypłynęła na kilkuset okrętach. W Atenach nie pozostawiono żadnych rezerw wojskowych, gdyby więc Ateńczycy ponieśli klęskę pod Mara tonem, Persowie zajęliby miasto i uprowadzili w niewolę pozostałą ludność. Przez długie lata na Akropolu i innych ateńskich wzgórzach pasłyby się kozy.

Nie byłoby Aten doby klasycznej: Partenonu, posągów Fidiasza, wielkich dzieł Ajschylosa, Sofoklesa i Eurypidesa, przemian demokratycznych, które wieki później stały się wzorem dla Europy, ani też Sokratesa zagadującego przechodniów na agorze. Platon nie nauczałby w Akademii i Arystoteles nie założyłby szkoły w Lykejonie. Dzieje tej części świata potoczyłyby się zupełnie inaczej.

Spartanie, wyczekiwani z niepokojem, nie przychodzą z pomocą, mimo że posłaniec w ciągu trzech dni pokonuje dwieście kilometrów przez góry, żeby zanieść im prośbę o wsparcie. Miltiades, jeden ze strategów pod Maratonem, postanawia nie czekać dłużej. Z zaskoczenia atakuje Persów, gdy część ich armii wsiada na okręty. Hoplici tym razem nie idą w szyku miarowym krokiem, jak to było tradycyjnie przyjęte, ale biegną mimo ciężkiego uzbrojenia, przypuszczając błyskawiczny szturm. Zamykają skrzydła natarcia i okrążają Per sów. Giną tysiące nieprzyjaciół przy niespełna dwustu poległych po stronie Greków.

Ponieważ statki perskie kierują się w stronę Aten, hoplici muszą teraz szybko wrócić do miasta, pokonując forsownym marszem odległość pięćdziesięciu kilometrów. Musiał to być olbrzymi wysiłek. Herodot pisze, że jeden z hoplitów stracił wskutek tego wzrok. Udaje im się zdążyć przed Persami. Kiedy skrajnie wyczerpani stają na nabrzeżu portowym w Faleronie, widzą na horyzoncie mrowie zbliżających się czarnych punkcików.

Do ich uszu zaczyna dobie gać coraz wyraźniejszy dźwięk piszczałek nadających rytm wioślarzom. Statki o ciemnych kadłubach płyną w kierunku portu, po czym nagle zatrzymują się w pewnej odległości. Przez długi czas nic się nie dzieje, zapewne wróg się naradza, zaskoczony widokiem ateńskiego wojska.

Ajschylos pisał (Persowie 559), że perskie statki miały wymalowane na dziobach czarne oczy, podobnie zresztą jak greckie triery. Można sobie wyobrazić tamto napięcie. Tysiące ludzkich oczu, mężczyzn, kobiet i dzieci, wpatrujących się z lądu w mrowie statków z wymalowanymi na dziobach wielkimi oczami o pustym spojrzeniu. Statków, które za kilka lat przy Artemizjon i u wybrzeży Sala miny będą budziły grozę wśród greckich żeglarzy.

Nagle znów odzywają się przenikliwe głosy piszczałek i perska flota odpływa w stronę Azji.

Dopiero po bitwie docierają posiłki spartańskie, których nadejście opóźniło się z powodu dni świątecznych. Spartanie dokonują szczegółowej inspekcji pola bitwy, a po niej potwierdzają wielkie zwycięstwo Ateńczyków.

W bitwie jako hoplita brał udział trzydziestopięcioletni Ajschylos, jeden z trzech największych greckich tragików, który wiele lat później zażyczył sobie, żeby na jego grobie napisać tylko o tym, że walczył pod Maratonem.

Kolejna fala perskiej inwazji nadeszła po dziesięciu latach, za panowania Kserksesa. W obliczu nadciągającej ze wschodu przytłaczającej potęgi nawet wyrocznia delficka wieszczyła klęskę. Pytia dała odpowiedź, która odbierała wszelką nadzieję:

Po co tu siedzicie? Uciekajcie na krańce świata,
porzućcie domy i miasta.
Nie ostanie się nietknięta głowa, ni ciało
[…]
Gdy wyjdziecie z tej świątyni, przyobleczcie duszę w żałobę.

Armia perska posuwała się lądem i morzem, przez Hellespont przerzucono prowizoryczny most zbudowany z ponad dwustu powiązanych statków. Według Herodota flota liczyła tym razem aż tysiąc dwieście jednostek, co wydaje się nieco zawyżoną liczbą. Armia lądowa posuwała się szybko w głąb Grecji. Zatrzymano ją dopiero w wąwozie pod Termopilami, którego przez wiele dni zaciekle broniło trzystu Spartan pod wodzą króla Leonidasa oraz oddział Tespijczyków.

Nieśmiertelni perscy i medyjscy w strojach ceremonialnych, płaskorzeźba w Persepolis, domena publiczna

„Wystrzelimy do was tyle strzał, że zakryją słońce” – ostrzega perski poseł. „Będziemy walczyć w cieniu” – słyszy w odpowiedzi. Spartanie nie chcieli przysłać większej liczby wojska, woleli obwarować się przy wejściu na Peloponez. Gdy Per sowie okrążyli obrońców, poprowadzeni przez zdrajców górskimi ścieżkami nad wąwozem, ci wycofali się na niewielkie wzgórze będące ich ostatnią redutą. „Wzgórze to leży przy wejściu, gdzie teraz stoi kamienny lew na cześć Leonidasa. Na tym miejscu, broniąc się mieczami, jakie jeszcze mieli niektórzy, oraz rękami i zębami, zasypani zostali pociskami barbarzyńców”.

Droga w głąb Grecji staje otworem, armia perska pod wodzą Mardoniosa dociera do Aten, zastając wyludnione miasto, wkracza do niego i częściowo niszczy. Niedługo później Persowie zrobią to po raz drugi. Bronili się tylko nieliczni na Akropolu, którzy nie dawną odpowiedź wyroczni potraktowali dosłownie.

Pytia radziła bowiem, by schronić się za drewnianym murem, wybudowali więc prowizoryczny mur z drewna, błyskawicznie spalony przez Persów w trakcie oblężenia. Inaczej te słowa zinterpretował Temistokles, który doszedł do wniosku, że bóg, mówiąc zagadkowo o drewnianym murze, ma na myśli flotę. Namówił więc Ateńczyków, by opuścili miasto na statkach i zaufali ateńskiej przewadze na morzu.

W czasie, gdy Termopile zostają zdobyte, okręty greckie, głównie ateńskie, zadają poważne straty flocie perskiej u przylądka Artemizjon, potem zaś blokują okręty wroga pod Salaminą. Wywiązuje się bitwa, która kończy się zwycięstwem Greków.

Kluczową rolę odegrał Temistokles, przebiegły Odyseusz tamtych czasów, który namówił sojuszników, żeby wydać bitwę w wąskiej cieśninie u wybrzeży Sala miny, gdzie okręty perskie, większe i mniej zwrotne od greckich, nie będą miały szans na rozwinięcie szyków. Pewny zwycięstwa Kserkses kazał urządzić sobie miejsce widokowe, oglądał więc klęskę własnej floty, siedząc na tronie ustawionym na wzgórzu.

Kserkses przekraczający Hellespont, Edmund Ollier, 1882

Ostatnie starcie tej kampanii, tym razem lądowe, miało miejsce pod Platejami, w największej bitwie starożytności z udziałem hoplitów, gdzie przeciwko Persom stanęło trzydzieści jeden greckich miast. Pokonani najeźdźcy wycofują się do Azji.

Bitwy pod Maratonem i Salaminą sprawiły, że Ateńczycy zaczęli myśleć o sobie jako o liderach greckiego świata. To przekonanie widać w tragedii Persowie Ajschylosa, wystawionej w Atenach w 472 roku, a więc osiem lat po Salaminie. W pierwszym zdaniu Ajschylos nawiązuje do Fenicjanek Frynichosa.

W tragedii najpierw oglądamy potęgę Kserksesa w postaci jego nieprzeliczonej armii maszerującej na Helladę, słuchamy obco brzmiących, niosących grozę imion wojowników. Struktura sztuki jest symetryczna. Pod jej koniec podobny katalog imion pojawia się ponownie, ale tym razem w zupełnie innych okolicznościach, wówczas gdy posłaniec wylicza poległych Persów.

Na scenę wkracza w końcu sam wielki król w rozdartych szatach, znajdujący się na dnie upokorzenia. Ajschylos mówi nam, że gdy ktoś popada w pychę (hybris), jak to się stało z Kserksesem, który ujarzmił nawet Hellespont, budując most z okrętów, wówczas bogowie stają przy nim i wspomagają go na jego drodze do katastrofy. W formie komediowej tę myśl powtórzy Arystofanes w Chmurach w odniesieniu do skąpca Strepsjadesa.

Ajschylos w Persach nazywa Ateny „Helladą Hellady” ze względu na doniosłą rolę, którą Ateńczycy odegrali w wojnie. Podobne stwierdzenie padnie z ust Peryklesa czterdzieści lat później, na początku wojny peloponeskiej. Nazwie on wtedy Ateny „szkołą Hellady”, wzorem cnót, praw i wolności obywatelskich dla wszystkich Greków.

Będzie to już jednak łabędzi śpiew, początek końca potęgi ateńskiego państwa. Wojna peloponeska stopniowo wyczerpie ateńskie zasoby, po śmierci Peryklesa podejmowane będą kontrowersyjne decyzje strategiczne, w końcu dojdzie do walk wewnętrznych. We wszystkim zaś będzie maczała palce perska dyplomacja wspierająca finansowo Spartan i napuszczająca na siebie greckie państwa.

Spartanie walczący z siłami perskimi w bitwie pod Platejami, Edmund Ollier, 1882

Nadzieje na powrót do dawnej świetności obudzą się na chwilę za czasów Izokratesa, który znów użyje wyrażenia „Hellada Hel lady” w odniesieniu do Aten.

Wojny perskie pokazały Grekom, jak ważne są sojusze i zgodne działanie w obliczu wspólnego zagrożenia. Dwa lata po Salami nie Ateny tworzą pod swoim przywództwem koalicję antyperską, nazwaną Związkiem Delijskim lub Związkiem Morskim (478/477), sojusz, który w kulminacyjnym momencie zrzesza ponad trzysta państw. Sojusznicy muszą regularnie wpłacać pieniądze do skarbca, nad którym pieczę sprawują Ateńczycy.

Skarbiec związku, początkowo ulokowany na świętej wyspie Delos, w 454 roku zostaje przeniesiony na ateński Akropol pod pretekstem, że będzie tam bezpieczniejszy. Spotkało się to z oburzeniem sojuszników, ale nikt nie był na tyle silny, żeby przeciwstawić się ateńskiemu hegemonowi. Z części funduszy finansowana jest wspólna flota mająca strzec bezpieczeństwa na morzu, z części zaś budowa gmachów publicznych w Atenach. Jeżeli ktoś wyłamuje się ze związku, jest siłą zmuszany do powrotu.


Tekst jest fragmentem książki Krzysztofa Łapińskiego „Najmądrzejszy. Biografia Sokratesa”. Czytasz go dzięki współpracy z Wydawnictwem Agora. Więcej o książce znajdziesz TUTAJ.

Comments are closed.