Gra cieni | Recenzja

A. Flont, Gra cieni. 21 najbardziej tajemniczych postaci w historii cywilizacji

Tajemnice, które nigdy nie doczekały się rozwikłania. Teorie spiskowe, które miały kształtować nasze dzieje, choć nie tak jak opisują to podręczniki historii bądź na pół legendarne postacie, które pojawiały się znikąd i tam też przepadały. To wszystko od lat rozpala umysły i ciekawość ludzką. Dlatego na właśnie te tematy pisze się mnóstwo książek. Najnowsza „Gra cieni” jest próbą wpisania się właśnie w tą konwencję.

 „Gra cieni” nie dość, że jest próbą wpisania się w konwencję to jeszcze jej autor próbuje wyraźnie odcinać kolejne kupony od tak chodliwego tematu, jakim są właśnie teorie spiskowe i im podobne. I rzeczywiście coś w tym jest. Pierwszy kontakt czytelnika z książką jasno sugeruje, że przy jej lekturze zbliżymy się do poznania niezbadanych dotąd tajemnic i poznamy nowe, fascynujące zagadki naszej przeszłości. Zresztą tę aurę tajemniczości podkręca jeszcze niezwykle klimatyczna okładka – mroczna z doskonale dobraną grafiką. I ona właśnie jest jednym z największych zalet tej pozycji. Niestety po przejściu do lektury początkowy czar pryska! A powodów, dla których tak jest czytelnik napotka naprawdę wiele.

Przede wszystkim sam dobór „bohaterów” książki zagadek, o których pisze Flont jest lekko mówiąc kontrowersyjny. Dlaczego akurat te zagadki? Czemu nie inne? Tego autor nie tłumaczy nijak. Zresztą nie miałby gdzie, bo wstępu, który zwykle jest miejscem na takie rozważania, właściwie nie ma, bo to, co pojawia się w jego miejscu jest tak dziwnie skonstruowane i napisane, że nijak wstępem tego nazwać nie można. Po za tym podczas lektury nie mogłem oprzeć się wrażeniu, że niektóre rozdziały znalazły się w książce na siłę, jako zapychacze, bo z tematem przewodnik nie mają za wiele wspólnego. O jakich „cieniach”, jakich „tajemnicach” możemy mówić w wypadku niektórych odkrywców czy podróżników, których biografie są już tak oklepane, iż po prostu nudzą fanów teorii spiskowych i nie tylko. Moim zdaniem są to po prostu ciekawostki na ich temat, swoją drogą całkiem nieźle napisane.

Bo narracja jest zdecydowanie najmocniejszą stroną „Gry cieni”. Flont pisze naprawdę żywo i potrafi bardzo barwnie opowiadać, ale z uporem maniaka używa czasu teraźniejszego naprzemiennie z przeszłym, co utrudnia czytelnikowi odbiór narracji. Mimo tego jednak pozycję naprawdę szybko się czyta. Niestety utrudnia to słaba redakcja i korekta, bowiem w książce czytelnik napotka liczne literówki, błędy gramatyczne a nade wszystko brakujące partykuły i przyimki. Czasu spędzonego na lekturze nie umilają też ilustracje, ponieważ wszystkie są czarno- białe a niektóre prawie w ogóle nieczytelne.

Podsumowując moją ocenę: „Gra cieni” w takiej formie, w jakiej otrzymał ją czytelnik jest po prostu słaba. Na niską ocenę książki wpływają liczne błędy techniczne i bardzo mizerna część pierwsza opowieści. Podnoszą ją jednak dwie kolejne, które są już po prostu bardzo dobre. Wreszcie autor pisze o realnych zagadkach, teoriach spiskowych i najbardziej tajemniczych postaciach. Ostatnie rozdziały są napisane i opowiedziane po prostu kapitalne. Po prostu! Flont podaje nam masę nowych informacji o znanych wcześniej zagadkach dziejowych. Szkoda tylko, że nie podaje ich źródeł w choćby szczątkowej bibliografii. I właśnie dzięki końcówce książki, mimo oczywistych wad otrzymuje ona ode mnie całkiem dobrą ocenę. A gdyby wydawcy z „Gry cieni” wyrzucili pierwszą połowę byłoby już bardzo dobrze.

Wydawnictwo: Fronda

Ocena recenzenta: 4,5/6

Dawid Siuta

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*