Krzysztof Piersa, Gustloff. Tajemnica Bursztynowej Komnaty
Czy zatopiony prawie osiemdziesiąt lat temu statek może połączyć przewodnika z Muzeum Drugiej Wojny Światowej, policjantkę oraz zwolennika teorii spiskowych? Gustloff. Tajemnica Bursztynowej Komnaty Krzysztofa Piersy pokazuje, że nawet takie trio może zostać wciągnięte w próbę rozwikłania tajemnicy, która nawet dzisiaj budzi ogromne emocje.
MS Wilhelm Gustloff był flagowym wycieczkowcem organizacji Kraft durch Freude (Siła przez radość). Posiadał 221 kabin dwuosobowych i 239 czteroosobowych, a liczba miejsc wynosiła 1465 w jednej klasie. Rozwijał maksymalną prędkość 15,5 węzła. W czasie wojny pełnił kolejno funkcję jednostki szpitalnej, jednostki pomocniczej („pływające koszary”), a także transportował wojska. Doposażono go w broń przeciwlotniczą i wyrzutnię bomb głębinowych.
Jego ostatnim zadaniem był udział w Operacji Hannibal, która zakładała ewakuację drogą morską jak największej ilości żołnierzy i cywilów z terenu Prus Wschodnich, Wolnego Miasta Gdańska oraz Kurlandii. 30 stycznia 1945 r. z Gustloff ruszył w swój ostatni rejs z Gdyni. Na okręcie znajdowało się co najmniej 10 tysięcy osób.
O 21.16 czasu pokładowego został trafiony trzema torpedami wystrzelonymi przez radziecki okręt podwodny S-13 dowodzony przez komandora podporucznika Marinesko. Do zdarzenia doszło na wysokości osady Ulinia koło latarni morskiej Stilo (na wschód od Łeby). Podaje się, że zginęło 6600 osób. Wrak przez wiele lat pozostawał w kręgu zainteresowania Rosji, która uważała, że Gustloff przewoził Bursztynową Komnatę.
Naziści, Żydzi, morderstwa i romans
W Gdańsku dochodzi do serii morderstw na starszych osobach. Mieszkania są rozbebeszone, jednak nie giną żadne cenne rzeczy. Jedną z nich jest Ryszard Ginlet, którego wnuk Tomasz pracuje w Muzeum Drugiej Wojny Światowej. Okazuje się, że starszy pan zamieszany był w zatonięcie Gustloffa, a do tego był członkiem Judenratu, który razem z Kochem miał ukryć Bursztynową Komnatę.
Sprawy nie ułatwia zaszyfrowany testament oraz dziwny napis znaleziony pod tarczą zegarka. Tomek wpada w intrygę, w którą zamieszany jest płatny morderca oraz osoba pociągająca za sznurki, a znajdująca się w… policji. Jedynymi ludźmi, na których może liczyć są policjantka Kornelia Jędrzejczyk oraz wyznający teorie spiskowe bogol Miłosz (który woli posługiwać się ksywką Brain).
Ponieważ książka niczym nie zaskakuje bohaterowie są przewidywalni jak osiemnasta dokładka na obiedzie u babci. Kornelia Jędrzejczyk jest typem policjantki, która kojarzy mi się z króliczką-policjantką ze Zwierzogrodu – irytująca, szybka tam, gdzie nie trzeba, wszędzie wietrząca nierówne traktowanie i oczywiście mająca za sobą nieudaną akcję.
Tomek jest płaski i zupełnie bez jakiegokolwiek charakteru poza ciągłym werteryzmem. W całej aferze najważniejsze jest, że jego dziadek ostatecznie czuł się Polakiem i wierzył w Biało-Czerwoną (tutaj brakuje tylko w tle Mazurka Dąbrowskiego). Najlepiej z tej trójki wypada Brain, który okazuje się nie być aż takim foliarzem. Tylko on ciągnie jakoś fabułę, gdyż Kornelia z Tomkiem skupiają się głównie na swoim pełnym dram romansie.
Czy kryminał może mieć błędy historyczne?
Kryminał jest gatunkiem literackim, w którym niespójności historyczne nie powinny być piętnowane. Ale uczciwie trzeba przyznać, że Krzysztof Piersa nagiął całą historię Gustloffa i Judenratów pod swoją mało ciekawą fabułę, do tego stopnia, że aż trzeba o tym wspomnieć.
Wycieczkowanie się głównych bohaterów jest potrzebne chyba tylko do osiągnięcia zamierzonej liczby arkuszy wydawniczych. MS Wilhelm Gustloff nie cumował w Królewcu, więc nie mógł stamtąd wywieźć Bursztynowej Komnaty (teoria, że mógł on ją przewozić opiera się na fakcie, że jakikolwiek ładunek mógł być wniesiony na statek tylko w Gdyni).
Bardzo kontrowersyjne jest kreowanie przez całą fabułę Judenratu jako organizacji kolaboracyjnej. Każde getto założone przez Niemców miało „samorząd” (dokładnie taki sam system funkcjonował w obozach koncentracyjnych) nazywane Judenratem.
Obecnie historiografia nie wartościuje samej organizacji jako złej czy dobrej. Były różne Judenraty i różna starszyzna. Najbardziej skrajnymi przykładami są Chaim Rumkowski nazywany Królem Łódzkiego Getta i Adam Czerniaków z getta warszawskiego, który popełnił samobójstwo kiedy kazano mu stworzyć listę osób przeznaczonych do wywózki.
Ten pierwszy nie miał żadnych oporów o czym świadczy jego najsłynniejsze przemówienie o konieczności wywiezienia dzieci, starców i osób chorych. Dodatkowo należy pamiętać, że getto z Mysiej w Gdańsku zlikwidowano w 1943 r., ogłaszając miasto jako Judenfrei. Totalnym absurdem są także tatuaże z jakąś „wyróżniającą dla Judenratu” Gwiazdą Dawida.
Jednak nie tylko z historią jest autor na bakier, ale również z językami. Słowo Opfer, które pojawi się w pewnym momencie poszukiwań zostanie przetłumaczone jako wybawienie. Otóż nie. Wybawienie to po niemiecku Erlösung, Befreiung lub Rettung. Opfer to po prostu ofiara.
Gustloff. Tajemnica Bursztynowej Komnaty – czy warto?
Krzysztof Piersa do tej pory był związany z fantastyką. Gustloff. Tajemnica Bursztynowej Komnaty to jego debiut jeśli chodzi o kryminały. I niestety nie jest on udany. Książka (bez zwracania uwagi na błędy historyczne) jest po prostu płaską, naiwną, słabo skonstruowaną fabułą z typowymi bohaterami.
Dialogi są średnie, a rozbudowane opisy romansu niewiele wnoszą do całości. Ogólnie do przeczytania w jeden wieczór, ale nie dla osób znających gatunek i wymagających lepszego warsztatu. Doprawdy nie wiem, co robi na okładce rekomendacja Vincenta V. Severskiego.
Wydawnictwo Initium
Ocena recenzenta: 2/6
Daria Czarnecka
Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem Initium.