Jagoda Grondecka, Emirat to my. Jak talibowie odbijali Afganistan

Emirat to my. Jak talibowie odbijali Afganistan |Recenzja

Jagoda Grondecka, Emirat to my. Jak talibowie odbijali Afganistan

Afganistan w książce Jagody Grondeckiej ma twarz kraju, który przez lata płacił za decyzje podejmowane w gabinetach, bazach wojskowych, pałacach, meczetach, sądach i na polach maku. „Emirat to my” pokazuje powrót talibów bez łatwej legendy o nagłym upadku Kabulu. Upadek republiki zaczyna się tu znacznie wcześniej: w korupcji, biedzie, źle opłacanej armii, poczuciu opuszczenia, bezradności cywilów, przemocy talibów, błędach Zachodu i afgańskim zmęczeniu wojną.

Tę książkę czyta się z ciężarem w gardle. Grondecka nie wciska czytelnikowi gotowej tezy, choć materiał sam aż się prosi. Najmocniejsze wrażenie robi właśnie ten spokój: reporterka idzie przez Afganistan po kolei, rozmawia z ludźmi z różnych stron konfliktu i pozwala, żeby fakty same wykonały swoją robotę. A robią ją brutalnie skutecznie.

Jagoda Grondecka i książka o Afganistanie

Jagoda Grondecka jest dziennikarką, absolwentką Wydziału Orientalistycznego oraz Wydziału Nauk Politycznych UW. Przez dwa i pół roku mieszkała w Kabulu, skąd relacjonowała wojnę w Afganistanie, przejęcie władzy przez talibów i życie pod ich rządami. Pracowała także m.in. w Libanie, Pakistanie, Syrii, Iraku, Ukrainie i Ugandzie, przyglądając się wpływowi konfliktów i kryzysów na lokalne społeczności.

Jej teksty i zdjęcia ukazywały się m.in. w „Foreign Policy”, serwisach Reutersa, „The New Arab”, „Die Welt”, „Gazecie Wyborczej”, „Krytyce Politycznej”, OKO.press i Wirtualnej Polsce; współpracuje też z redakcją zagraniczną TVP Info.

„Emirat to my. Jak talibowie odbijali Afganistan” jest reportażem o upadku afgańskiej republiki, powrocie talibów do władzy i pierwszych miesiącach życia pod rządami emiratu, opowiedzianym przez rozmowy z Afgańczykami z różnych stron konfliktu: cywilami, byłymi żołnierzami, ludźmi związanymi z poprzednim systemem oraz samymi talibami.

Jagoda Grondecka przyleciała do Kabulu we wrześniu 2020 roku, kiedy wojna rozpoczęta po zamachach z 11 września trwała już niemal dwie dekady. We wstępie jasno określa zakres reportażu: chce opisać pierwsze półtora roku nowych-starych rządów talibów, obserwowanych z bliska, oraz zajrzeć za kulisy porażki NATO.

Rozmawia z ludźmi związanymi z dawnym rządem, żołnierzami afgańskiej armii, cywilami i talibami. Ważne pozostaje jedno: wszyscy są Afgańczykami, a właśnie od Afgańczyków autorka chce dowiadywać się o ich kraju.

Książka ma wyraźny, chronologiczno-problemowy układ. Zaczyna się od letniej ofensywy talibów, przechodzi przez Bagram, 15 sierpnia, ewakuację, powrót do Kabulu, Państwo Islamskie Prowincji Chorasanu, watażków, nocne naloty, amnestię, ruch oporu, włamanie do mieszkania reporterki, talibskie sądy, edukację, protest kobiet i opium. Spis treści potwierdza, że Grondecka nie zatrzymuje się na symbolicznym momencie wejścia talibów do Kabulu, lecz prowadzi czytelnika przez cały proces przejmowania i wykonywania władzy.

„Emirat to my” pokazuje Afganistan jako kraj, który nie runął jednego dnia. Kabul był finałem długiego procesu: wojny, korupcji, politycznych złudzeń, społecznego zmęczenia i obietnic składanych ludziom, których później zostawiono samych z konsekwencjami.

Grondecka od razu rozbija wygodną zachodnią ramę. Przypomina, że po 11 września prawa afgańskich kobiet trafiły na polityczne sztandary, lecz pierwszorzędnym celem interwencji było rozbicie Al-Kaidy i odsunięcie talibów od władzy.

Pokazuje też, jak długo przed 2001 rokiem Afganistan był krajem rozrywanym przez wojny, mudżahedinów, watażków i wewnętrzne konflikty. Dzięki temu powrót talibów nie pojawia się jako nagły „zwrot akcji”, lecz jako część dłuższej historii państwa, którego nikt nie potrafił naprawdę ustabilizować.

Grondecka skupia się na kilku problemach: rozpadzie afgańskiej republiki, kosztach zachodniej interwencji, powrocie talibów, cywilnych konsekwencjach wojny, sytuacji kobiet, edukacji i biedzie. Najmocniej wybrzmiewa obraz państwa osłabionego od środka: przez korupcję, źle opłacaną armię, brak zaufania, chaos dowodzenia i zmęczenie społeczne.

Autorka pokazuje talibów jako brutalną władzę, ale także jako ruch, który wykorzystał słabość republiki, pamięć wojny domowej i społeczną potrzebę porządku. Równolegle bardzo mocno prowadzi wątek cywilów: przesiedlonych rodzin, rannych dzieci, ludzi bez domu, pieniędzy i bezpieczeństwa.

Najbardziej bolesne są partie o kobietach i edukacji. Zamknięcie drogi do nauki, tajne lekcje, protesty, utrata pracy i kolejne zakazy pokazują, że pod rządami talibów codzienność kobiet kurczy się do granic wyznaczanych przez władzę, biedę i zależność od mężczyzn.

„Emirat to my” funkcjonuje najlepiej jako reportaż o kraju, który nie upadł jednego dnia. Grondecka pokazuje Afganistan jako sieć pęknięć: politycznych, wojskowych, społecznych i ekonomicznych.

Afganistan nie upadł jednego dnia. Grondecka pokazuje kraj, który pękał latami

Grondecka pokazuje Afganistan bez zbędnego wyjaśniania. Talibowie są brutalną, represyjną władzą, ale książka pokazuje także powody, dla których część ludzi widziała w nich źródło porządku po latach chaosu. Republika dawała szkoły, media i nowe możliwości, szczególnie kobietom z miast, ale była skorumpowana, nierówna i słaba. Zachód miał pieniądze, wojsko i wielkie deklaracje, lecz często nie rozumiał kraju, który próbował przebudować. Cywile płacili za wszystkie te warstwy naraz.

Książka jest gęsta. Liczba nazw prowincji, organizacji, dowódców, instytucji, skrótów i kontekstów potrafi przytłoczyć. Mapa na początku pomaga, ale lektura wymaga skupienia.

Grondecka napisała reportaż potrzebny, niewygodny i bardzo konkretny, naprawdę mięsisty! Najważniejsze, że nie odbiera Afgańczykom głosu. Rozmawia z talibami, dawnymi żołnierzami, kobietami, ludźmi z prowincji, mieszkańcami Kabulu, ofiarami nalotów, osobami rozczarowanymi republiką i tymi, którzy boją się emiratu. Z tych rozmów układa się obraz kraju, który nie był wyłącznie polem bitwy między Zachodem a talibami. Był domem milionów ludzi, którzy próbowali żyć między cudzymi strategiami i własnym strachem.

Świat zobaczył Kabul 15 sierpnia 2021 roku, bo kamery lubią finały. „Emirat to my” pokazuje wcześniejsze pęknięcia i późniejsze konsekwencje. A przede wszystkim ludzi.


Wydawnictwo Czarne
Ocena recenzenta: 5,5/6
Agnieszka Cybulska


Egzemplarz recenzencki otrzymany od Wydawnictwa Czarne. Tekst jest subiektywną oceną autora, redakcja nie identyfikuje się z opiniami w nim zawartymi.

Comments are closed.