Kampania roku 357 w oczach Ammiana Marcellina

Dalej badacze bazują na Ammianie Marcellinie. Jego „obóz pretorski” T. Szeląg nazywa czworobokiem, gdzie żołnierze stojąc ramię w ramię w minimalnych odstępach bronią się przed Alamanami. Co do liczby zabitych mamy dane z dwóch, poza Ammianem, źródeł. Mówią o tym: Zosimos, podając kosmiczną liczbę 60 tysięcy poległych oraz Libanios, który mówi o 8 tysiącach poległych[53]. Żadne ze źródeł nie podaje liczby rannych.

Po zakończeniu bitwy miało miejsce spotkanie Juliana z Chnodomarem. Spotkanie to opisał również Libanios, który mówi, że najpierw Chnodomar odpowiada dumnie i z godnością, ale załamuje się i błaga o litość, co nie podoba się Julianowi[54]. Efekt spotkania Chnodomara i Juliana był taki, jak opisuje to Ammian.

Koniec bitwy i odprawienie Chnodomara nie zakończyło jak wiemy kampanii Juliana. Zawziętość cezara doprowadziła do odbudowania twierdzy Trajana i dziesięciomiesięcznego rozejmu.

W tym miejscu warto zadać sobie pytanie jak opisuje bitwę, czy nawet całą kampanię, Ammian Marcellin. Nie ulega wątpliwości, że obraz Juliana Apostaty jest raczej jego apoteozą, jako że ten był ideałem władcy autora. Skutecznie prowadzi relację podając wiele szczegółów z bitwy, które były wcześniej przytoczone. Dlaczego jednak tak to robi? Nie da się ukryć, że jest to największa bitwa roku 357. Dodatkowo Rzym i Julian Apostata zwyciężyli mimo ogromnej przewagi wrogów.

Ammian Marcelin bitwie pod Argentoratum poświęca wiele miejsca, przy czym nie rozwleka swojej opowieści w nienaturalny sposób i wiernie ją opisuje. Rozdział poprzedni, czyli XVI.11 oraz następny – XVII.1.1 są zdecydowanie krótsze i zawierają mniej szczegółów. Odnoszę wrażenie, że autor nie był bezpośrednim uczestnikiem zdarzeń, naocznym świadkiem ale informacje raczej miał z ”pierwszej ręki”, czyli od dowódców czy żołnierzy uczestniczących w wydarzeniach opisywanych przez niego. Widać również, że Ammian Marcellin nie jest przychylny Germanom, kilkukrotnie nazywając ich zdradzieckimi etc. W zasadzie wszystkich nieprzychylnych Julianowi kreuje na takowych.

Wzgórze Celius (obecnie) – to tam Chnodomar spędził resztę swojego życia Zdj. Wikimedia Commons
Wzgórze Celius (obecnie) – to tam Chnodomar spędził resztę swojego życia
Zdj. Wikimedia Commons

Warto też coś wspomnieć o wyposażeniu wojsk obu stron. Przede wszystkim nikogo nie powinna dziwić obecność jazdy oraz tego, że Julian pokładał w niej nadzieje. Systematycznie od III w. jazda rzymska zyskuje na wartości. Pojawiają się w niej takie formacje jak katafrakci i klibanariusze. Ci pierwsi w walce nie używali w ogóle tarcz. Posługiwali się długimi i ciężkimi włóczniami (zwane hasta i contus). Zwykle walczyli z piechotą, toteż ich opancerzenie ochronne skupiało się głównie na nogach oraz na koniu. Klibanariusze walczyli zwykle z kawalerią. Walczyli w szyku klinowym, posługując się długimi włóczniami, mieczami (zwane spatha) oraz tarczami zwanymi parma. Za nimi znajdowali się zazwyczaj łucznicy konni. Jeźdźcy nosili czerwone tuniki z długimi rękawami, na które nakładano kolczugi. Na stopach znajdowały się sandały ze strzemionami. Mimo wszystko kawaleria była nadal traktowana można by rzec „po macoszemu”. Ustawiano ją głównie na skrzydłach, gdzie odpierała ataki kawalerii oraz osłaniała piechotę. Bywało, jak to się zdarzyło pod Argentoratum, że to kawaleria pierwsza uciekała, dzięki swojej mobilności[55]. Trzonem armii dalej była piechota. Zazwyczaj ustawiona była w linii w kilku szeregach. Każdy szereg miał inne zadania na polu bitwy. Pierwsze cztery szeregi, lepiej opancerzone miały przyjąć na siebie uderzenie, podczas gdy dalsze szeregi posługujące się włóczniami starały się odeprzeć zza pleców atak oraz uzupełniać szeregi w razie konieczności. Za plecami piechoty byli ustawieni łucznicy.[56] Takie ustawienie jest rzecz jasna raczej defensywne. Podczas działań ofensywnych formowano tzw. Cuneus, które najprawdopodobniej były formacjami klinowymi[57].

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

*