Kasia Bulicz-Kasprzak, Ziarno

Ziarno |Recenzja

Kasia Bulicz-Kasprzak, Ziarno

„Ziarno” Kasi Bulicz-Kasprzak to powieść o podolskiej wsi, rzuconej na pastwę wielkiego świata. Z jednej strony mamy więc prozę życia codziennego, które płynie powolutku strumykiem wiejskiego życia, by za chwilę wielki świat wtargnął w jej trzewia wywracając dotąd w miarę spokojny świat do góry nogami. Jest ciekawie, nostalgicznie i pouczająco. To z pewnością pozycja, dla której warto zarwać odrobinę czasu.

Wsi spokojna, wsi wesoła?

Autorka niemal od razu raczy nas chłopską gwarą. Początkowo nieco to mi przeszkadzało – bo wydawało mi się takie dziwne, takie podobne do Chłopów Reymonta czy Znachora Tadeusza Dołęgi-Mostowicza. A trochę trudno mi przyznać się do tego, że spora część naszych dziejów wcale nie należy do wysokiej kultury. Jednak w trakcie lektury przestałem zauważać takowe słownictwo, a może ono w ogóle przestało być używane? A może stało się częścią mojego nowego odbioru rzeczywistości? Może zwyczajnie powieść pozwoliła mi się pogodzić z tym wiejskim „dorobkiem” naszej historii…

W powieści spodobało mi się również to, że życie na wsi, choć z pozoru wydaje się proste, nieskażone wieloma sprawami wielkiego świata, to i tak ma swoją wagę. Plotki, zawiść, pijaństwo czy przemoc są tu na porządku dziennym. Co więcej, ludzkie życie zdaje się być jeszcze bardziej ulotne, płoche – stracić je można bardzo łatwo. W nurcie rzeczki, w trakcie wypasu, w czasie zwykłej bójki, porodu… A i rywalizacja o dobra tego świata, choćby było ich niewiele, i były one niewiele warte, jest bardzo ostra.

Historia jest bardzo poruszająca. I to niemal od samego początku. Choć nie ma tu zasadniczo poruszonego tematu biedy (przynajmniej do okresu wojennej zawieruchy), to życie wcale nie jest takie beztroskie jakby można było sądzić. Co rusz wokół dzieją się jakieś tragedie, które niejednokrotnie kończą się śmiercią. Dziadka, babci, teściowej, córki, chłopa… Wszak Pani Śmierć jest sprawiedliwa, i zabiera wedle własnego uznania.

Dzieci rzucone na pastwę losu

Głównymi bohaterkami stają się dwie małe dziewczynki – Rózia i Czesia Słotnickie, córki wziętego młynarza, który traci najpierw żonę, a później sam zostaje powołany do cesarsko-królewskiej armii, by walczyć na frontach I wojny światowej. Wprawdzie dziewczynki znalazły się pod opieką młynarzowego parobka Macieja, ale ten, pod wpływem złej żony, zaczyna coraz bardziej „zapominać”, a później okradać, poniżać i bić…

Choć ta ciemna strona była już u niego widoczna, gdy pozwolił odebrać sobie życie kobiecie, którą tak długo zwodził. Zresztą, jak mawiała moja babcia, w czasie próby, wielu ludzi kieruje się tylko sobie właściwą naturą, daleką od chrześcijańskiego etosu.

Główna akcja toczy się wokół młyna, który przynosi rodzinie Słotnickich dostatek, ale i troski. Zapewnia schronienie, względne powodzenie, ale i cudzą zawiść. Zresztą świetnie to widać na przykładzie naszych małych bohaterek, które po odjeździe ojca na wojnę, tak naprawdę zostały pozostawione same sobie.

Wartości

Jest też drugie pole – to związane z wojną, a opisywane nam przez młynarza Władka. Przyjaźń, oddanie czy miłość, w okopach zdają się być tylko wymysłem albo skuteczną ucieczką od codzienności – strachu, beznadziei, śmierci. Jednak Bóg kule nosi i to wszystko w każdej chwili może przepaść. Tak zwyczajnie, tak po prostu. Ale gdzieś tam jest to, co pozwala przetrwać – tęsknota za bliskimi, za tymi, których wcześniej nie do końca się doceniało.

Autorka dobitnie ukazuje nam również, co jest w życiu najcenniejsze, i że mimo dotkliwych ciosów czy zdrad, warto wybaczać, by móc zacząć wszystko od nowa. Te małe chwile szczęścia urastają zaś do rangi bezdyskusyjnej wartości, które sprawiają, że nie jesteśmy tylko zwierzętami, ale czymś lepszym… Tym bardziej, że los często sam wymierza sprawiedliwość – za nas, za każde małe świństwo, za każdą krzywdę. Ale o tym lepiej przekonajcie się sami.

Jednocześnie Bulicz-Kasprzak porusza kwestię nagłego wejścia w dorosłość dzieci, które nie są do tego w żaden sposób przygotowane. Muszą dorosnąć, przyjąć rolę opiekunów, a czasem również jedynych żywicieli rodziny. A przecież nie jest to łatwe, gdy wokół szaleje wojna, głód, bieda i strach. a przecież w czasie wojen, milkną prawa, a z ludzi wychodzi bestia – chęć przetrwania. Nawet kosztem innych.

Oczywiście to nie jedyne ciekawe wątki i tematy, poruszane przez Autorkę. Ale nie o wszystkim wypada mi pisać. Dlatego zachęcam Was do uważnej lektury. Myślę, że warto.

Podsumowanie

Książka liczy sobie 408 stron. Autorka po raz kolejny w cudowny, subtelny, ale i przejmujący sposób kreśli nam wartość ludzkich losów, tak podatnych na zawirowania. Bo sami nic nie znaczymy. Nie ma też takiego bogactwa, którego ktoś może nam nie zabrać. Nie ma takiego zła, którego ktoś bliski nie może nam wyrządzić. Wreszcie – mimo tych wszystkich złych rzeczy, pozostaje nam Nadzieja. Tylko ona pozwala przetrwać, bo może akurat jeszcze los się odmieni… Tym razem się udało. Oby tak działo się zawsze. gorąco wam polecam tę powieść – bo ma w sobie coś naprawdę głębokiego, mimo prostych słów.


Wydawnictwo Prószyński i S-ka
Ocena 5/6
Ryszard Hałas


Egzemplarz recenzencki otrzymany od Wydawnictwa Prószyński i S-ka. Tekst jest subiektywną oceną autora, redakcja nie identyfikuje się z opiniami w nim zawartymi.

Comments are closed.