Klęska wyborcza

Lech Wałęsa
Lech Wałęsa

Wałęsa zwracając się do premiera zagadnął go o sprawę Stoczni Gdańskiej. „Panie premierze” – mówił – „niech mi pan odda stocznię.” [5] Końcowym akordem tego spotkania było wspólne familijne zdjęcie, na którym uwieczniono wszystkich przybyłych do Sejmu gości. Fotografie te potem opublikowano w prasie i dzięki temu cały świat mógł się dowiedzieć o tym jak daleko proces demokratyzacji systemu posunął się do przodu. Propagandowe znaczenie tego wydarzenia było oczywiste i służyło obydwu stronom, choć oczywiście bardziej oddziaływało na korzyść władz, a zwłaszcza rządu, gdzie dbano o wizerunek i budowę dobrych relacji z partnerami zachodnimi. W gruncie rzeczy chodziło o stworzenie jak najbardziej przyjaznego klimatu wokół przemian systemowych w PRL. Spotkanie z liderami opozycji było ważne, ale Rakowski nie poprzestawał jedynie na wizerunkowych działaniach, które miały wprost oddziaływać na opinię publiczną. W ważnym przedwyborczym okresie premier zdecydował się również napisać list do prymasa Glempa. List miał charakter oficjalny, bo nad jego formą i treścią pracował cały sztab ludzi z Jaruzelskim włącznie. Rakowski w swoich zapiskach w dziennikach zaznaczył, że w dokumencie tym bardzo mocno podkreślono rolę Kościoła w przemianach systemowych. W czasie kampanii wyborczej Kościół według Rakowskiego powinien zachować neutralność, co zresztą zostało wyrażone w dokumencie skierowanym na ręce prymasa: „Znane mi jest doktrynalne założenie, że Kościół nie angażuje się bezpośrednio w działalność polityczną, ale niestety liczne fakty którymi dysponuję, nie zawsze okazują się zgodne z doktryną. […] Jeśli w następnych dniach i tygodniach miałyby one przybierać szerszy wymiar, to wówczas mogłoby się okazać, że nie tyle obóz opozycyjno–solidarnościowy stanie się stroną, ile Kościół. Miałoby to fatalne następstwa dla dalszego pomyślnego rozwoju stosunków między państwem a Kościołem, o których tak obszernie mówiłem w Sejmie przedstawiając mu projekt doniosłych ustaw”[6] Rakowski postawił więc sprawę bardzo jasno Kościół może sporo zyskać, a przynajmniej w przyszłości nie straci, jeśli zachowa się właściwie w okresie poprzedzającym dzień elekcji. Z neutralną postawą hierarchii kościelnej Rakowski, a zwłaszcza Jaruzelski wiązli spore nadzieje. Oczekiwania wywarcia pozytywnego wpływu na Kościół miały też swoje uzasadnienie w realnych poczynaniach rządu względem tej instytucji. 17 maja, czyli na kilka dni przed wyborami Sejm PRL przyjął ustawę o stosunku Państwa do Kościoła Katolickiego w Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej.[7] Nowe przepisy spełniały większość postulatów podnoszonych przez hierarchię kościelną od lat. Najważniejszym jej punktem było przywrócenie Kościołowi osobowości prawnej. Uregulowano dzięki niej również najważniejsze aspekty dotyczące swobody działalności duszpasterskiej oraz tworzenia organizacji katolickich. Kościół otrzymał prawo posiadania własnych drukarni, kin, teatrów, wytwórni filmowych oraz stacji radiowych i telewizyjnych. Władze kościelne uzyskały też prawo do emitowania w telewizji i radiu mszy oraz programów religijnych, kulturalnych. W tym samym czasie przegłosowano dwie inne istotne dla ludzi Kościoła ustawy, regulujące np. ubezpieczenia dla księży, czy uprawnienia uczelni katolickich.[8] Kolejnym krokiem, który miał uzasadnić przychylne nastawienie Kościoła wobec rządu i partii było przywrócenie Caritasu. W 1989r rząd Rakowskiego postanowił, że Caritas będzie jedyną organizacją, która w imieniu Kościoła będzie mogła prowadzić działalność charytatywną i dobroczynną. Decyzja ta tak jak w przypadku wszystkich poprzednich aktów prawnych była negocjowana ze stroną kościelną przez wiele miesięcy. W tym czasie istniało bowiem w Polsce o podobnej nazwie świeckie stowarzyszenie o nazwie – Zrzeszenie Katolików Caritas. Organizacja ta w wyniku podjętych ustaleń została szybko zlikwidowana , a cały majątek który posiadała został przekazany władzom kościelnym. [9] W ten sposób partia i rząd chciały wywrzeć wpływ na postawę Kościoła w nadchodzących wyborach parlamentarnych. Nadzieje na pomyślny rozwój wypadków miały okazać się złudne, ale w tym czasie nawet Rakowski nie zakładał całkowitej porażki władz, a w stosunku do Kościoła liczył zaś co najmniej na neutralność w czasie wyborczego starcia z opozycją. Przygotowania do wyborów odbywały się zresztą nie tylko na odcinku propagandowym, ale również partyjnym. 4 maja otwarto II Krajową Konferencję Delegatów (KKD) PZPR. Premier miał obawy przed zwołaniem tej konferencji, gdyż spodziewał się ostrej krytyki delegatów pod adresem kierownictwa PZPR: „W partii jest tyle niezadowolenia i krytycyzmu, że obawiałem się zmiany konferencji w sabat czarownic i że na oczach gawiedzi damy opis rozdartej partii.”[10] Nastroje wewnątrz partii nie napawały optymizmem, głównie z powodu niezadowolenia mas członkowskich z podjęcia rozmów z opozycją, wyników X plenum i decyzji o przeprowadzeniu przedterminowych wyborów parlamentarnych. Najtrafniej nastroje wewnątrz partii scharakteryzował partyjny intelektualista Adam Schaff. Jego zdaniem większość kierownictwa partii nie zdawała sobie sprawy z tragizmu sytuacji w kraju, bowiem wyobcowała się nawet z aparatu partyjnego.

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

*