Książka z błędem tytule

Zacząć trzeba od tytułu – sformułowanie „Homo Polacus” jest błędne, gdyby autor zapisywał swą myśl prawidłowo powinien użyć zwrotu: „Polonus”. Oczywiście we wstępie broni się on, że chodzi o zwrot pochodzący od Bobkowskiego, ale jednak ten błąd zgrzyta. Zgrzyta tym mocniej, że jest on użyty w celach obraźliwych, coś jak „polaczek”, ot taki polish joke po łacinie. I już sam tytuł nie zostawia nam żadnych wątpliwości: Piotr Augustyniak tej polskiej duszy nie lubi, Polak to dla niego pewne monstrum, na którym można – bez wątpliwości moralnych – dokonać wiwisekcji, przecież nawet nazwa gatunku jest wykrzywiona. Zupełnie niechcący naśladuje rasistów, którzy aby  ostatecznie pokonać „gorszego”, odczłowieczali go. Jak Niemcy Żydów w latach trzydziestych, jak Ku-Klux-Klam „negrów” na południu.

Również metoda konstruowania książki, owej wiwisekcji duszy polaczkowatej mocno niepokoi. Autor ujawnia ją w rozdziale poświęconym Sienkiewiczowi:

Autor Trylogii wydawał mi się dawniej grafomanem, pozbawionym krytycznego zmysłu wobec kondycji polskiego społeczeństwa i pragnącym jedynie opiewać narodową „wielkość”. Tymczasem w świetle jego amerykańskich obserwacji widać, że chęć utrzymania wysokiego ciśnienia w nadętym, bogoojczyźnianym balonie wcale nie była punktem wyjścia jego pisarstwa. Przeciwnie, Sienkiewicz jechał do Ameryki jako obrazoburca, zwalczający tę uświęconą tradycję. (s. 29-30)

Z powyższego wyraźnie wynika, że warto czytać autorów jedynie wtedy gdy dusze polską ukazują w sposób krytyczny, gdy widzą zapóźnienia i parafiańszczyznę. Tam gdzie piszą o wielkości, chwale i zasługach czytać nie warto. Dziwna to lektura dla mnie, dziwa metoda…

Wybacz Piotrze, ale mam wrażenie, że nie jesteś tak naprawdę zainteresowanym tym co wielcy autorzy mają nam do powiedzenia o polskości i duszy polskiej, szukasz w tej książce uzasadnienia tego, czego nauczyli cię twoi mistrzowie. Ale czy i oni nie zostali dobrani na podstawie osobistych predylekcji i animozji? Mam wątpliwości – i głośno je wyrażam, ponieważ „Homo Polacus” jest książką w pewien sposób imponującą. Od dłuższego czasu autor na łamach Przeglądu Politycznego publikował swe rozważania o polskości opierając się na lekturze naprawdę wartościowych autorów. Wyliczę ich wszystkich. Nietsche, Witkacy, Sienkiewicz, Tischner, Dmowski, Borowski (Tadeusz), Brzozowski, Rymkiewicz, Herbert, Piłsudski, Schulz, Szczepański (Jan Józef), Conrad, Miłosz, Bobkowski, Gombrowicz na koniec. Imponująca lektura, tym bardziej dla mnie interesująca, że podjął się jej, a następnie jej prezentacji autor o bardzo rozległej wiedzy i naprawdę subtelny. Nikt kto czytał jego omówienie „Teologii Niemieckiej” (przez niego tłumaczonej)nie powinien w to wątpić.

Jeżeli zatem autor, którego zdanie cenię pisze opinie, które wywołują we mnie sprzeciw stanowczy to jest to wyzwanie szczególne. Dlaczego mam założyć, że akurat w tej sprawie się myli, a ja mam rację?

Niestety Piotrze ja też czytałem tych autorów. Co prawda Nietsche, Gombrowicz czy Miłosz niespecjalnie mnie zachwycili, ale i inni są mi dobrze znani i znajduje u nich zupełnie inne myśli. Nie dam rady napisać pełnej polemiki do każdego eseju – może i szkoda, ale kto by to przeczytał. Postaram się jednak wykazać kilka niekonsekwencji w myśleniu, jakie prezentuje autor.

Warto zacząć od Bobkowskiego – nie ukrywam, że zupełnie odczytuję tego autora niż Piotr – poczynając od jego ucieczki na południe w czasie wojny, poprzez jego ucieczkę z Europy do dalekiej Gwatemali, wreszcie poprzez stosunek do Polski i polskości.

Jak autora Coco de Oro odczytuje Piotr i czym się różni od mojego rozumienia myśli Bobkowskiego? Po pierwsze nie widzę tej krytyki polskości i patriotyzmu, które tak zachwyca autora wiwisekcji polskiej duszy. Oczywiście, że stwierdzenie że Bobkowski był nacjonal-patriotą byłoby bzdurą, nie oddzielał on nawet patriotyzmu od nacjonalizmu, co było powszechnym rozróżnieniem nie tylko w okresie międzywojennym, ale i przez wiele lat później. Uważał on, że romantyczny wzorzec polskiego patriotyzmu został zbudowany przez poetów-dezerterów i nie ma szans aby ten żołnierski, nie obywatelski, sposób myślenia o Ojczyźnie był dobry dla Polski. W tym miejscu zdecydowanie myśl Piotra Augustyniaka jest zgodna z Bobkowskim, ale zaraz potem rozpoczyna się rozejście. I nie jest to mały odstęp lecz wielka rozpadlina – raczej na miarę wspaniałych przełomów rzek w wysokich górach niż odstępem miedzy peronem a wagonikiem metra.

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*