Niektórzy upatrują w tym zemstę Jana za zabójstwo Wacława, czego jednoznacznie nie da się wykluczyć. A już tego, że za zabójstwem stał sam Rudolf (poślubił nawet Elżbietę Ryksę) oraz sam Jan; zabójstwo Albrechta było podobne do zabójstwa Wacława III: został zasztyletowany podczas przeprawy przez Reuss koło Windisch. Co prawda w czasie zabójstwa Wacława Jan miał 16 lat, ale gdy zabijał Albrechta miał dwa lata więcej.
Z kolei Henryk Karyncki nie był brany pod uwagę jako mózg zamachu, choć miał po temu powód: po śmierci szwagra mógł ubiegać się o koronę; w końcu miał za żonę Przemysłównę Annę. Ale poza tym na jego winę nic nie wskazuje. Przeciwko tej koncepcji przemawiają cechy charakteru Henryka: uchodził za tchórza, nieudacznika, nie lubił ryzyka. Dwukrotnie wspiął się na tron czeski i dwukrotnie z niego uciekł. Czy to jednak oznacza, że nie mógł być tu wspólnikiem, choćby i cichym? Wcale nie! Henryk snuł plany zdobycia korony czeskiej, powołując się na prawa dziedziczenia po kądzieli, prawa, jakie miał nadać Przemysłowi Ottokarowi II cesarz. Gdyby swoje plany zamierzał wprowadzić w życie, musiałby pozbyć się Wacława, zanim ten doczekałby się potomka z Wiolą czy z kimkolwiek innym. Poza tym takie cechy, połączone z wybujałymi ambicjami, występujące u polityków niejednokrotnie prowadziły do działań nieprzemyślanych i tragicznych w skutkach. Także, a nawet zwłaszcza u polityków współczesnych.
Co innego Władysław Łokietek. Ten nie tylko miał motyw (tron polski), ale też właściwy charakter i możliwości, choć ograniczone. Ograniczone, bo nic nie wskazuje na to, aby miał on w czeskich kołach dworskich zwolenników, a w każdym razie sprzymierzeńców umożliwiających dostęp do króla na terenie kompleksu zamkowego. Do zabójstwa doszło podczas wyprawy przeciwko niemu po tym, jak opanował Kraków. Śmierć Wacława dawała mu wolną rękę w Polsce. Tyle że Łokietka o zamach nikt mocno nie oskarżał, choć takie podejrzenie samo się narzucało. Widocznie skądś wiedziano, że to nie Łokietek był sprawcą. A skoro wiedziano, że to nie on, to rodzi się przypuszczenie, że mimo braku oficjalnego podejrzanego, coś tam musieli współcześni wiedzieć. Co więcej, gdyby jakikolwiek ślad prowadził do kujawskiego Piasta, zapisy czeskich kronikarzy nie byłyby tak wstrzemięźliwe, jak to widzieliśmy.
Na rzecz winy Łokietka przemawia fakt, że póki żyli Przemyślidzi, nie miał on większych szans na koronę. Z drugiej strony jednak, po wymarciu tej dynastii jego szanse wcale nie rosły.
I tak dochodzimy do ostatniego podejrzanego, którym jest czeska szlachta.
Beneš Krabice z Weitmile opisuje, jak to młody król ustawiał w rzędzie gliniane garnki, nazywając je imionami czeskich panów i rozbijając jeden po drugim, mówił: zwróć mi ty, taki to a taki, zamek, który dzierżysz. Czy to nie mógłby być motyw zbrodni?
Jak już wspomnieliśmy, Ottokar Styryjski opisał spotkanie 12 najważniejszych i najstarszych czeskich panów planujących zamach. To za ich radą król wyruszył na wyprawę do Polski. Jeden z nich powiedział że król nabiera sił, że chce odebrać zamki i „czyni tak, jak jego ojciec czynił, który żywił wobec Zawiszy długą i śmiertelną nienawiść i tak skrywał ją przez wiele lat. Możemy znaleźć się na jego miejscu. Musimy się przed tym bronić (…). A gdyby go coś spotkało złego, jego przyjaciele tak by tego nie zostawili i mścili by się. Dlatego planujcie to tak chytrze, aby nas nikt nie obwiniał (…). Potem młodzi, a było ich dwunastu, rzucali kością, który ma króla zabić. Uzgodnili, że zrobi to ten, kto wyrzuci «dwójkę»”.
Czy mogła powtórzyć się sytuacja z 1290 r., kiedy to Wacław II kazał ściąć Zawiszę z Falkensteina w obawie, że grozi mu z jego strony niebezpieczeństwo? Mniejsza o to, czy niebezpieczeństwo to było rzeczywiste, czy urojone, pewne że Zawisza stale umacniał swoją polityczną pozycję, żeniąc się z królową Kunegundą i to królową-wdową po Przemyśle Ottokarze II. Najważniejsze, że wraz ze śmiercią Zawiszy upadła cała jego – jakbyśmy to dziś powiedzieli – partia. Ale żyli jeszcze ci, którzy tamte wydarzenia pamiętali.
Rzecz w tym, że w roku 1306 nie było nikogo, kto majątkiem czy pozycją polityczną dorównywałby Zawiszy. Co więcej, mało prawdopodobne, aby wartość tych zamków i innych majątków była tak duża, aby warto było podjąć z tego powodu ryzyko królobójstwa. Tym bardziej że od czasu „nawrócenia króla” i ogłoszenia wyprawy do Polski minęło kilka tygodni. Zbyt krótki czas na zaplanowanie zbrodni. Zwłaszcza że śmierć króla oznaczała koniec panującej dynastii. Powód po temu, jak „rozbijanie garnków”, to trochę za mało, jeśli za tym nie stały bardziej dramatyczne wydarzenia, a więc i ważniejsze motywy, a nawet inspiracja z zewnątrz. Witkowcy, po wygaśnięciu Przemyślidów, nie mieli szans na tron, ba, nie mieli pewności, co się z nimi stanie za „nowego” króla, a sami nie mieli kandydata. Chyba że działali w porozumieniu z Habsburgiem. W takim przypadku wszystko nabiera innych barw. Albrecht nie mógł przewidzieć śmierci Rudolfa, ale gdyby ten żył, Habsburgowie przejęliby władzę w Europie Środkowej o ponad dwa wieki wcześniej.
Ivanov na tym nie poprzestaje i snuje śledztwo dalej. Aby je zrozumieć, musimy się cofnąć w czasie.
Układ
24 maja 1284 r. w Pradze podpisana została pewna umowa – przymierze dwóch najważniejszych sił w państwie, kończąca dotychczasowe wojny. Stronnictwo zawiszowe reprezentowali m.in. sam Zawisza, Ojíř z Lomnicy, Witek z Krumlowa, Henryk z Rožmberka, Jarosław ze Šternberka i Holen z Wildštejna. Warto przyjrzeć się ich powiązaniom. Krewnym Ojířa z Lomnicy był wspomniany wyżej Albrecht z Lomnicy. Głównym stronnikiem Zawiszy był Henryk z Rožmberka, spokrewniony z Albertem ze Šternberka, w którego domu doszło do zbrodni. Na tej samej liście znajduje się nazwisko Holena z Wildštejna lub z Wildenštejna.
Wróćmy do kroniki Ottokara Styryjskiego i opisu losowania kością. „Dwójkę” „wyrzucił jeden pan, człowiek bezlitosny, nazywał się Odelin z Wildštejna, dwoje oczu i nic więcej”.
Zacytujmy jeszcze Mirosława Ivanova: „Wacław II pozwolił ściąć Zawiszę z Falkenštejna w sierpniu 1290 r. przed (murami) Hluboki (nad Wełtawą), zaciągając dług wobec całej opozycji. Niektórzy ze zwolenników Zawiszy uciekli z kraju, a gdy ich Wacław odkrył podczas wypraw do Polski, dał ich pobić, inni się ukryli, aby zachować głowy i majątki. Do tych drugich należał pan Holen z Wildštejna. O tym nie zapomnieli panowie z Lomnicy i z Rožmberka, ze Šternberka i z Wildštejna. A gdy nadarzyła się okazja spłacili stary dług. Nie chodziło o zmowę, lecz o wyrównanie długu niektórych osób”.