Lebensborn. Życie i miłość w III Rzeszy | Recenzja

Lebensborn. Życie i miłość w III Rzeszy autor: Jo Ann Bender

Lebensborn oraz idea powołania do życia dzieci czystej krwi pozostaje jednym z najbardziej tajemniczych, zazdrośnie strzeżonych programów nazistowskich, przeznaczonych nie dla wojska, lecz dla ludności cywilnej. Kobiety łatwo dawały się przekonać, że staną się matkami przyszłych wojowników” [1]. Tak oto rozpoczyna się wielowątkowa powieść historyczna autorstwa Jo Ann Bender o niemieckim planie „czystości rasowej”, w którym to odpowiednie rasowo kobiety rodziły dzieci o najlepszych genach – tym samym stając się „najlepszymi z najlepszych”.

Książka została podzielona na dwie części: Francja i Niemcy. Jedynym spoiwem jest główna bohaterka, młoda Francuzka Antoinette, która działa w ruchu oporu (choć tu wydawałoby się, że jest tam jedynie ze względu na chłopaka, a nie z pobudek patriotycznych). Kiedy do jej domu wprowadzają się niemieccy oficerowie, mimo iż zdaje sobie sprawę, że są to wrogowie – przeżywa fascynację fizyczną starszym od niej mężczyzną, co skutkuje zajściem w ciążę. W swej rodzinnej miejscowości uznana za zdrajcę i kolaborantkę, zmuszona opuścić rodzinne strony, jako przyszła matka zostaje odesłana do ośrodka w Niemczech. Do ośrodka Lebensborn.

Razem z podróżą Antoinette zmienia się główne miejsce akcji. Z małego miasteczka Villepente czytelnik zostaje przeniesiony do ośrodka dla przyszłych matek, oficjalnie funkcjonującego jako opiekuńczo-charytatywne stowarzyszenie „Lebensborn e.V.” (niem. Lebensborn eingetragener Verein, pol. stowarzyszenie zarejestrowane „Źródło życia”), która funkcjonowało w strukturach organizacyjnych SS. Zostało powołane na mocy rozkazu Reichsführera-SS Heinricha Himmlera w 1936 roku. Statut został przyjęty oficjalnie 12 grudnia 1935. Prezesem stowarzyszenia został Heinrich Himmler.

Ośrodek Lebensborn, do którego trafiła Antoinette nie ma nic wspólnego z pięknym czasem oczekiwania na narodzenie dziecka. Młoda dziewczyna poddawana jest straszliwym badaniom, nauce hitlerowskiej ideologii, a w wolnym czasie zamiast odpoczywać, zmuszana jest do pracy w kuchni. Już od pierwszego dnia planuje swoją ucieczkę. Poznaje angielskiego lotnika, który ma jej w tym pomóc. W tym miejscu może dziwić osoba lotnika RAFu, Douglasa Knighta – ciekawskich odsyłam do książki.

Jednak historia losów Antoinette to nie wszystko. Miejscami nawet odchodzi na drugi plan. Zagłębiając się w lekturę czytamy o codziennym życiu na terenach okupowanych wśród ludności cywilnej. O próbie radzenia sobie z okrucieństwem wojny i szukaniem własnego sposobu na zastaną rzeczywistość. O bohaterach, którzy dla przyjaciół i rodziny decydują się na jedne z największych poświęceń – ofiarują swoje życie. Nie brak tu również polskiego akcentu. Spotykamy tu młodego chłopaka, uciekiniera z warszawskiego getta. Są też profesorowie i pracownicy Uniwersytetu Warszawskiego, wywiezieni z Polski do Niemiec na roboty, mający za sobą brutalne śledztwo w gestapowskim więzieniu.

Osoby lubiące czytywać o pięknych kobietach i przystojnych mężczyznach, romansach, namiętności, perwersji również znajdą coś dla siebie. Momentami książka wręcz nimi ocieka.

Jednak nie obejdzie się bez kilku słów krytyki. Niektórych czytelników może przerazić objętość (383 strony) – a to spowodowane jest obszernymi opisami, bądź historiami tak mało istotnymi, że śmiało można pominąć je w książce. Akcja wtedy nabrałaby odpowiedniego tempa. Wartka akcja, kiedy to czytelnik nie może doczekać się rozwiązania sprawy następuje na ostatnich 10 (słownie: dziesięciu) stronach – a to zdecydowanie za mało.

Na uwagę zasługuje również samo wydanie. Gatunkowo dobry papier, miękka oprawa (co w tym wypadku jest zaletą), odpowiednia czcionka nie męcząca wzroku – wydawnictwo Bellona cieszy się na rynku dobrą opinią odnośnie książek, które zostały przez nie wydane – tak samo jest również i z tą książką.

Jak w każdej książce obcojęzycznej ważne jest także tłumaczenie. Odnośnie recenzowanej przeze mnie pozycji, zostało ono sporządzone przez Marię Jaszczurowską. I niech nikogo nie zmyli słowo: „otwarła” (w domyśle np. otwarła okno) – słowo to powtarza się jak mantra, jednak nie jest błędem. Jest to po prostu archaiczna forma wyrazu: „otworzyła”.

Reasumując, w skali od 1 do 6, gdzie 6 oznacza arcydzieło, oceniam książkę „Lebensborn. Życie i miłość w III Rzeszy” na mocne 4. Jednak przede wszystkim zachęcam do wydania własnej opinii po uprzednim zapoznaniu się z treścią.

Anita Światkowska

[1] J. A. Bender, Lebensborn. Życie i miłość w III Rzeszy, s. 5, Warszawa 2013 r.

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*